No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie?

08.09.05, 13:55
Corka poszla do zlobka-podobno najlepszego w tym rejonie Warszawy w ktorym
mieszkam.I co?Okazalo sie ze wcale nie jest tak rozowo-opiekunki nie
przebieraja dzieci i malce sa brudne po zabawie a dodatkowo jeszcze na
spacerek jak wychodza to panie takze nie zdejma bluzy i corka sie poci.Nie
podoba mi sie to...Ale jeszcze bardziej martwi mnie adaptacja dziecka-nie
chce w zlobku jesc nic choc rano nie daje jej specjalnie sniadanka sad
Slyszalam ze to znaczy ze maluszek sie po prostu nie adaptuje do nowej
sytuacji.Oli ma 1,5 roku.Czy Wy,drogie mamy macie podobnie z dziecmi?Jak
dlugo trwa takie przyzwyczajanie sie? Niby mala nie placze tak bardzo ( jak
wszystkie maluchy)ale to jej nie jedzenie mnie martwi.
    • kakak8 Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 08.09.05, 15:08
      mój poszedł od poniedziałku, też nie je i wyje chyba najgłośniej ze wszystkich
      dzieci.panie opiekunki nie są zbyt skore do odpowiedzi na moje pytania jak był
      czy choć trochę lepij, oj nie podoba mi się to. też zastanawiam się jak to
      długo potrwa, myślę że dam mu jeszcze jeden tydzień, jeśli nie będzie lepiej to
      poszukam innego rozwiązania. ma 20 m-cy.
      • magdalena268 Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 08.09.05, 15:19
        Moze sie zaadaptuja wczesniej zlobki daja na to 2 tygodnie wiec mam nadzieje ze
        ok.A jak to jest z brudnymi dziecmi?czemu ich nie przebiora?Oli tylko lapki
        miala czystesad
        • kasiaczekroza Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 08.09.05, 16:17
          Mój synek (18 miesięcy)tez nie je sniadanka i obiadu, dopiero trochę na
          podwieczorek i nie chce tam spać.Chodzi od 2 wrzesnia, rano płaczesad(((
          Panie nie przebierają dzieci.Nie wychodzą na dwór.
          Poczekam jeszcze maks.2 tygodnie, jeśłi nic się nie zmieni i będzie płakał i
          nie chciał jeść poszukamy opiekunki.
          • kacperka-mama Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 08.09.05, 16:42
            rany, tak was czytan dziewczyny, i oczom nie wierze, gdzie wy mieszkacie, co to
            za żłobki???.... niesłychane!!! mój synek co prawda po 2 dniach zachorował (ale
            to normalne), jednak co do opieki nie mam zastrzeżeń: przychodze po małego,
            jest przewinięty, czyściutki, panie mówią, ze ładnie je, dzisiaj spał 2
            godziny, je i klepie sie po brzuszku(że dobresmile), tak,ze o ile im wierzyć (nie
            mam innego wyjścia), jest ok, poza ty,m dzisiaj zaprowadziłam go w śpiochach i
            kaftaniku, a jakprzyszłam, był w kompleciku na krótki rękaw: panie go przebrały
            bo było gorąco, a o to właśnei m.in. martwiłam się w pracy. tak ze u mnei
            (poznań) jest ok. pozdrawiam i zycze wiecej asertywności-jeslei coś wam nie
            odpowiada, zwracajcie uwage, milczac, dajecie sygnał ze wszsytsko jest ok
            • laleczka17 Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 12.09.05, 15:36
              dalej Oli sie nie moze zaklimatyzowac ale opiekunki w koncu ja przebieraja
              tylko ze mala bije opiekunki i wywala krzesla i stoly...no i nie je,nie wiem
              jak to bedzie,po 2 dniach chora ale jest ok...
    • julka130 Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 12.09.05, 16:15
      podobno po miesiącu można stwierdzić czy dziecko nadaje się do żłobka. płacz to dobry obia(podobno). najgorzej jest z jedzeniem. bo jeśli dziecko się zaprze to wkońcu trzeba będzie zrezygnować. napisz jak, je dziecko w domu. jeśli nadrabia, to może będzie ok.
      • magdalena268 Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 14.09.05, 12:19
        Ani w domu nie je ani w zlobku-wczoraj byla tam 6 godzin i zjadla w koncu 5
        biszkoptow i pol kubka budyniu ale opiekunki w koncu sa ok-wszystkie
        zastrzezenia wysluchaja i przebiora na moja ( wprawdzie wyrazna)prosbe,no i
        poza tym dzieciaki sa na dworku a pogoda ladnasmile
    • jaga604 Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 12.09.05, 18:01
      nie przejmujcie sie tak jedzeniem,jesli dziecko nadrobi w domu,to nic sie nie
      stanie.chyba nie chcielibyscie zeby wasze dzieci byly karmione na sile.
      niektore tak maja,ze ani bajka przy jedzeniu, piosenka, nic nie skutkuje.
      moja corka byla karmiona zupa kalafiorowa w przedszkolu,choc jej nie lubila i do
      tej pory ma odruch wymiotny na sam zapach kalafiora.
      jest u mnie taki chlopczyk,ktory dzis po raz pierwszy poprosil o zupe i zjadl
      pol serniczka na podwieczorek.za to wypil 2 filizanki kakao.
      drugi pierwsza zupe jadl w piatek i to za lizaka,dzis za to zjadl suche
      ziemniaki, bo mowi ze nie lubi"bidosa" i do tego zadka zupke.
      tak wiec robia postepy,tylko malutkimi kroczkami,wolniutko,kazde w swoim tempie.
      badzcie po prostu cierpliwi

    • ewis Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 12.09.05, 22:33

      Moja córeczka też poszła od 1 września do - podobno - najlepszego żłobka na
      warszawskim Ursynowie. Pierwsze dni były dosyć ciężkie, malutka płakała, gdy
      przekazywałam ją żłobkowej cioci, odbiór też - gdy tylko mnie zobaczyła - była
      chwila płaczu. Wszystkie dzieci płakały w okolicach przyprowadzania i odbioru sad

      W piatek (9go) było już bez płaczu - żadne dziecko nie płakało - bawiły się
      uśmiechnięte smile)) a dziś misia po prostu przybiegła do mnie z uśmiechem,
      pożegnała się z ciocią, wzięła swój pojemnik na śniadanko i pobiegła do szafki z
      butami smile)) Potem, w samochodzie długo gadała (głównie po swojemu wink o
      żłobku. W domu, od pierwszego dnia było o.k., pogodna, usmiechnięta, żadnego
      nadmiernego przytulania czy oznak traumy :-ooo Widać, że ciocie się maluchami
      dobrze zajmują (długie spacerki, fajne zabawy, pilnowanie diety...) smile Malutka
      zawsze jest kilka razy przebrana w żłobku (wiem, bo dostaję do zwrotu brudne
      ubranka), odbieram ją po obiadku (samodzielnie zjedzonym!!!) też w zasadzie
      czyściutką. Pani bardzo pilnują żeby dziecku nie było za zimno/za gorąco -->
      wiem, bo Ala cierpi m.in. na łojotokowe zapalenie skóry i wystarczy, żeby się
      przepociła w jakims miejscu, na skórze od razu pojawiaja się rany sad( A u niej
      skórka ładna (w miarę wink jak na alergika)

      Generalnie - mimo przepełnienia (30-35 dzieci) maluchy są dopilnowane i
      zadowolone, a to wszystko zasługa świetnej kadry, bo to właściwie podstawa
      udanej adaptacji. Kiepska żłobkowa ciocia może utrudnic start nawet najbardziej
      optymistycznemu maluchowi...
    • mama_pysiaczkow Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 13.09.05, 09:21
      U nas żłobek rozpoczęliśmy w poniedziałek. Pierwszy dzień - odebrałam dzieci
      spuchnięte od płaczu (szczególnie córeczka).
      Drugiego dnia płacz rano - przy odbiorze OK.
      Trzeciego dnia tragedia przy wejsciu - odbiór: córeczka OK, synek zapłakany,
      łakjący.
      Czwarty dzień - trochę lepiej rano, ale nadal histeria - odbiór: córeczka OK,
      synek w mokrej bluzeczce, zapłakany potwornie,odmawia jedzenia,
      Piątek - rano znośnie choć z płaczem - odbiór: córeczka OK, synek zapłakany.
      odmawia jedzenia i picia.
      A w tym tygodniu nie chodzimy bo się rozchorowaliśmy - myślę, ze od
      poniedziałku scenariusz się powtórzy. Poza tym nie wiem dlaczego u synka
      reakcja jest coraz gorsza - myślę, ze coś się dzieje w złobku o czym nie wiem.
      Synek zawsze był pogodny, otwarty, ciekawy i bardzo skręcony niestety. Lubi
      ludzi i jest generalnie otwarty - łatwo nawiązuje znajomosci.
      Jest tzw. "przylepą".
      Mąż rozmawiał z opiekunkami ale nic nie powiedziały sad((
      • betty_julcia Re: No i poszla do zlobka-zaklimatyzowanie? 13.09.05, 11:59
        A ja myślę że nie ma co być tak podejrzliwym. Pomyślcie logicznie. Jak 3-4
        panie mają sobie poradzić z ok 25 rozchisteryzowanymi dzieciaczkami?????
        Myślę że nie ma co teraz oceniać przedszkola. Moja Julka także płacze, klei się
        do pań, muszą ją naosić. Widzę jak panie siedzą na podłodze i utulają
        rozpłakane maluszki. Przecież te dzieci cały czas płaczą. Moja Julka zaczęła
        posikiwać w majteczki (ma 2 latka i siusiała do nocniczka). Panie mówią że sa
        dzieci które z nerwów wymiotują. Przeciez nie wszystko zależy od pań. Nawet
        majlepsza opiekunka nie zastąpi mamy zwłaszcza w tych trudnych dniach w nowym
        miejscu wśród obcych ludzi. Poza tym na pewno czasami musza być stanowcze a to
        dzieciom też się nie podoba. Trochę zaufania. Ja oddając Julię do żłobka
        zadawałam sobie sprawę z tego że jest to totalny i największy wywrót świata
        dziecka do góry nogami i największa tragedia. Jak to przejdzie zacznie czerpać
        przyjemności. A wy czego oczekiwałyście???
        ------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
Pełna wersja