mieszkowamama
27.09.05, 14:42
Jest w naszej grupie pewna pani, nie opiekunka, a pomoc, salowa jakby.
Kobieta z natury niemiła, jakaś smutna wiecznie. Od początku nam rodzicom się
nie podobała. Wczoraj siostra odebrała mojego synka ze żłobka i:
1) wystawiła dziecko jak psa za drzwi i szybko zamknęła za sobą
2) nie srawdziła, kim jest osoba odbierająca dziecko
3) nie chciała udzielić żadnej informacji na temat dziecka, a kiedy siostra
nalegała, padły słowa typu: ryczał, zlał się...
4) kiedy siostra poprosiła o możliwość wejścia do łazienki (pełna pielucha),
zobaczyła, jak wszystkie dzieci (ok.15 sztuk) siedzą przy pustych stolikach i
usłyszała, jak wiedźma (nie mogę jej inaczej nazwać) mówi, że mają siedzieć
przy tych stolikach dopóki rodzice nie przyjdą. Dziś okazało się, że te
biedne dwulatki siedziały przy tych cholernych stolikach 2 godziny!. Jedno
dziecko dzisiaj nie chciało iść do żłoba, bo... "Mamo, boję się" i że trzeba
w żłobku siedzieć przy stolikach, bo pani krzyczy.
Żłobek słynie ze świetnej opinii. Dzisiaj interweniowałam u dyrektorki.
Podobno ta pani od września dopiero tam pracuje. Przepraszały, dziękowały za
takie informacje...
Reszta opiekunek świetna, nie możemy narzekać (wtedy wiedźma była sama na
sali).
Ludzie kochani, jak tak może być?!
Proszę, zwracajcie uwagę na takie rzeczy