Wrażliwy chłopczyk

29.07.06, 17:30
Mój synek będzie miał we wrzesniu 2 latka, i zamierzamy z mężem oddac go do
żłobka, i bardziej od chorób martwi mnie fakt jak się zaaklimatyzuje wśród
dzieci. Jest bardzo wstydliwy i jak w domu bryka i dokazuje to na podwórku
jest cichutki i spokojny i nic sie nie odzywa, boję sie jak zareaguje na inne
dzieciaczki bo od czasu gdy kolega w jego wieku uderzył go na piodwórku boi
sie dzieci i podchodzi do nich z rezerwą. Zabawki wszystkie swoje by oddał
boi się gdy dzieci krzyczą.Może mamy maja takie doświadczenia ze swoimi z
dzieciaczkami i posyłały do złobka? Czy to dobre rozwiązanie dla mojego
dziecka?
    • aniawaw21 Re: Wrażliwy chłopczyk 01.08.06, 12:02
      Ja mam tez bardzo wrażliwe dziecko, sam nie zabierze nikomu zabawki, a płacze
      jak mu ją zabiorą. Ma 2,5 roku i właśnie chciałabym go posłać do żłobka, ale
      mam wątpliwości, czy się nadaje, do tego mało mówi, i raczej jest
      wstydliwy.Jesteśmy z warszawy.
      pozdrawiam
      • megio Re: Wrażliwy chłopczyk 01.08.06, 14:51
        Do którego żłobka będziecie chodzić? U nas sytuacja jest identyczna, a sprawa
        nabrała większych rozmiarów jak kolega z podwórka mocno go popchnął chc+ąć+
        zabrać piłkę, było to ok 3 mies. temu a maluch wciąż pamięta. Więc jak będzie w
        żłobku? Może odezwą się mamy które mają juz takie doświadczenia za sobą.
        • mama_marunia Re: Wrażliwy chłopczyk 18.08.06, 09:06
          Podbijam wątek. Ja również mam bardzo wrażliwego synka, a za 2 tygodnie musze
          go oddac do żłobka...
    • idole Re: Wrażliwy chłopczyk 18.08.06, 11:46
      a ja własnie takie wrażliwe moje kochane dziecko posłałam rok temu do złobka,
      miałam takie same obawy (tez nieśmiały, spokojny, zawsze z boku, tez został
      uderzony przez nieco starsze dziecko na placu zabaw itd. - jak u Was). Poczatek
      byl jak u wszystkich trudny (a jeszcze te choroby nie pozwalały w pełni się
      zaklimatyzować), ale Mały poradził sobie lepiej niż sie spodziewałam. Początkowo
      obesrwował jak sie zachowuja inne dzieci, a potem powoli zaczynał bawić sie jak
      one. Z czasem zakolegował sie z chłopcem który tez jest spokojny i bawia sie
      fantastycznie. Sa oczywiscie dzieci ktore omija i nie lubi bo krzycza, szarpia,
      zabierają zabawki, ale nauczył sie ze sa też fajni koledzy z którymi ma wspólne
      tematy wink. My nie żałujemy ze spróbowalismy, Jasiek lubi żłobek i dzięki temu
      ze ma kontakt z dziećmi jest już mniej nieśmiały na spacerach, czy na placu zabaw.
      • goralska66 Re: Wrażliwy chłopczyk 18.08.06, 22:06
        Kochane mamy zastanuwcie się jak postrzegacie wlasne dzieci - czy nie jesteście
        nadopiekuńcze i czy bedziecie w stanie zawsze je chronić one muszą rozwijać się
        w swiecie w jakim żyją i zdobywać rożne doświadczenia trzeba nie wpajac w nie
        leku by nie braly zbyt poważnie zachowań rowieśnikow a wręcz mowić dużo o tym
        że są rożne dzieci i rożnie się zachowują i uczyć swoje dzieci zachowań
        adekwatynch do zaistnialych zdarzeń i radzenia sobie w nich podrawiam życzę
        powodzenia i pozytywnego myślenia a wsystko będzie dobrze maluch na pewno sobie
        poradzą
        • mama_marunia Re: Wrażliwy chłopczyk 19.08.06, 10:43
          Niestey, nie wszystko jest takie proste, jak pisze goralska66... Niektóre
          dzieci są naprawde wrażliwe i to nie przez nadopiekuńczość rodziców, tylko
          takie mają cechy i taki charakter. Staram się nauczyc swojego 11 miesięcznego
          synka, że dieci są rożne, ale on jest jeszcze za malutki, żeby to zrozumiec.
          Dzieci zaczynają się bawic ze sobą dopiero w wieku 2,5 roku lub później, a do
          tej pory bawią się obok siebie (dziś mówiła o tym psycholog w programie "Wielki
          świat małych odkrywców"... Zastanawia mnie więc fakt socjalizacji dzieci do 2-3
          lat....Synek jest nieśmiały i płAczem reaguje np. na fakt uderzenia go pzrez
          inne dziecko zabawką, wyrywania mu jego zabawek... płacze, a ja wtedy mogę go
          tylko przytulic i wytłumaczyć...nic więcej...
          • green.p Re: Wrażliwy chłopczyk 19.08.06, 13:33
            Ja takze nie zaliczyłabym siebie do mam nadopiekuńczych, a moje dziecko reaguje
            jak reaguje, nie kryję swojego dziecka pod kloszem, jestem bardzo daleka od
            takiego wychowania.
            • mmala6 Re: Wrażliwy chłopczyk 19.08.06, 14:08
              moj synek zachowuje sie od kilku tygodni podobnie.Wczesniej dzieci go
              interesowaly, teraz jak ktos sie do niego zbliza, to Mateusz na wszelki wypadek
              ucieka.Sa chwile ze sie bawi z rowiesnikami (mowie o podworku, mamy mase malych
              dzieci), jednak jak ktos mu zabiera zabawke to zazwyczaj nie reaguje a juz na
              pewno nie zabiera, nie wyrywa, nie walczy.Taki ma charakter i jedyne czego sie
              boje, to to ze w zlobku trafi na jakies bardzo agresywne dziecko i jeszcze
              bardziej sie wycofa.Jestem jednak dobrej mysli, za dwa tygodnie zaczynamu
              zlobek, rozmawialam z kierowniczka, bede rozmawiac z opiekunkami i uczulac na
              pewne sprawy az do bolu.
          • goralska66 Re: Wrażliwy chłopczyk 20.08.06, 19:14
            nie chcialam nikogo urazić że są nadopiekunczy ciesze sie że taka nie jestes
            moze po prostu ja stara matka /40lat i 3 synow w wieku 17. 13lat i 20 m-cy/ z
            ogromem doswiadczeń i obserwacji tak postrzegam te sprawy, ale to że twoj synek
            tak reaguje jest rzeczą normalną moj najstarszy syn też tak reagował-ale w
            żłobku dość szybko się zaadoptował ale zawsze schodził z drogi dzieciom ktore
            były silne, nie wiem czy masz inne dzieci ale moim młodszym jest już o wiele
            łatwiej myślę że to wynika z tego że w domu zawsze jest dużo rożnych dzieci i
            młodzieży i szybciej się socjalizują ale nie przejmuj się na pewno będzie
            wszystko dobrze w żlobku do ktorego tafisz podziel się swoimi obawami z
            opiekunkami w grupie w ktorej bedzie dziecko i na bieżąco o wszystko pytaj
            wtedy będziesz spokojniejsza pozdrawiam cie ciepło.
          • nylon2 Re: Wrażliwy chłopczyk 22.08.06, 23:42
            Każde dziecko w tym wieku tak reaguje.To normalna reakcja.Dzieci w tym wieku
            traktują rówieśnika jak przedmiot.Nic dziwnego,że płacze jak ktoś wyrwie mu
            zabawkę lub go uderzy.Jest po prostu jeszcze mały i dlatego tak reaguje. To
            znaczy,że jest od razu wraźliwy?A widziałaś jakieś dziecko,które zostało
            uderzone przez rówieśnika i żeby nie płakało w tym wieku? Ja nie.Dopiero
            pierwsze kontakty/próby zabawy/są w późniejszym wieku.Wtedy jak ktoś mu wyrwie
            zabawkę to albo przyjdzie na skargę,lub mu wyrwie z powrotem,a nie będzie
            płakał./chyba,że będzie wrażliwy/Myślę,że to Ty jesteś troszkę przewrażliwiona
            czytając Twoje posty. Współczuję paniom w żłobku.
            • nylon2 Re: Wrażliwy chłopczyk 22.08.06, 23:45
              Mój post był do mamy marunia oczywiście
              • mama_marunia Re: Wrażliwy chłopczyk 23.08.06, 08:33
                nylon2 - wiem, że post był do mnie. Nie masz prawa mnie oceniać, bo nie znasz
                ani mnie, ani mojego dziecka, a już tym bardzie naszej sytuacji życiowej. Syn
                ma dopiero 11 miesięcy - nie odda koledze jak go uderzy - zastanów się co
                piszesz, a nawet gdyby był starszy, to ja nie wychowuję go na łobuza! Chyba nie
                masz dzieci, albo już dawno zapomniałaś co to wrażliwość...
                • dukacik Re: Wrażliwy chłopczyk 23.08.06, 13:31
                  Miałem nie wtrącać się do tej dyskusji, ponieważ mój synek jest przeciwieństwem
                  opisywanej w tym wątku postawy, tzn. jest przebojowy, nie ma lęku przed niczym,
                  uwielbia dzieci i zabawy w grupie (od 7 m-ca chodzi do żłobka). Nie mogę jednak
                  przejść spokojnie obok wypowiedzi mamy_marunia "to ja nie wychowuję go na
                  łobuza!". Myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chce wychować swojego
                  dziecka na "łobuza". Zatem pytanie czy z zabawy w piaskownicy wnioskować można,
                  że ktoś wychowuje swoją pociechę na łobuza lub na prawego obywatela? Absolutnie
                  nie. Chyba, że szczuje swoje dziecko na inne dzieci, ale nie rozmawiamy tu o
                  patologiach, lecz o normalnych zachowanich dzieci.

                  Mój synek wkrótce bedzie miał dwa lata i niejednokrotnie w piaskownicy oberwał
                  po głowie i wyrwano mu zabawkę, sam również występował w roli jak to
                  powiedziałaś "łobuza". Mimo swej przebojowości mój synek nadal płacze, gdy inne
                  dziecko zabierze mu zabawkę, ale taki jest dziecięcy świat. Niedawno miałem
                  okazję porozmawiać z psychologiem dziecięcym na temat tych "agresywnych"
                  zachowań dziecięcych. I to jest normalny etap rozwoju każdego dziecka. Powinno
                  się dzieciom pozwolić załatwiać ich sprawy w taki sposób w jaki one potrafią to
                  robić, jeśli nie są to formy niebezpieczne dla ich zdrowia. Im mniej ingerencji
                  dorosłych tym lepiej dla dzieci. One nie usiądą przy okrągłym stole i nie będą
                  paktować o zabawkę, lecz będą się o nią szarpać i nie ma w tym nic złego, ani
                  nienaturalnego.
                  Z całym szacunkiem dla wszystkich tu piszących - w tym, że dziecko nie walczy o
                  swoje zabawki, czy płacze, gdy mu je odbiorą rówieśnicy nie upatrywałbym i nie
                  mówił o wrażliwości dziecka, lecz o pewnego rodzaju niedostostowaniu, którego
                  podłożem jest na ogół brak doświadczenia w tym zakresie. Podświadoma reakcja
                  rodzica na płacz dziecka po zabraniu zabawki przez inne dziecko jest taka - O
                  krzywdzą mojego! I racjonalne wytłumaczenie sobie tej sytuacji wygląda tak: "A
                  bo on/ona jest taki wrażliwy". W codziennej "walce" o byt w życiu żłobkowicza,
                  dziecko genialnie uczy się tego z kim można powalczyć, nad kim się ma przewagę,
                  a kogo należy omijać. I tak skonstruuowany jest ten świat, bo my dorośli
                  postępujemy tak samo, mamy tylko bogatszy wybór metod postępowania i nie ma się
                  co boczyć czy obrażać, bo tak poprostu jest.

                  Wydaje mi się, że o wrażliwości dziecka należy mówić w zupełnie innym
                  kontekście. Mój synek kiedy czytamy lub oglądamy bajeczkę świetnie rozumie
                  kiedy komuś dzieje się krzywda. Gdy usłyszy nostalgiczną muzykę kiedy ogląda
                  film dla dzieci mówi np.: "tatuś! pesek pacze! (piesek płacze), smutny", po
                  czym przychodzi tuli się i ma minkę jakby ktoś go naprawdę krzywdził. Równie
                  dobrze czyta inne uczucia jak radość, gniew, itd. Bałem się, że w żłobku gdzie
                  dość często ma doczynienia z płaczem innych dzieci zobojętnieje, uodporni się
                  na ten właśnie odgłos. Okazuje się być inaczej - "tatuś! dzidzia pacze!" często
                  też podchodzi, głaszcze. Tak ja postrzegam wrażliwość dziecka. A wyrywanie
                  zabawek to zupełnie inna para kaloszy i o żadnej łobuzerce tu nie ma mowy.

                  Napisałaś, że Twoje dziecię ma 11 m-cy, więc większość zabawy przed Tobą, jeśli
                  Twoja pociecha nie ma rodzeństwa, to zobaczysz jak dziecko potrafi zawalczyć o
                  swoje i to także z Tobą. My jesteśmy (mam nadzieję) już na końcu etapu "moje,
                  moje" - cały świat dla niego - np. potrafił się rozpłakać podczas zabawy na
                  podwórku, gdy zobaczył faceta wchodzącego do naszej kamienicy, krzycząc "mój
                  domek". Intensywna praca opłaciła się, gdy nie chciał czegoś oddać
                  mówiąc "moje, moje", zaczęliśmy proponować coś na wymianę, następnie prosić by
                  dał coś komuś bezinteresownie. Obecnie potrafi upierać się, że nie odda, nie
                  poczęstuje, że zabierze, ale po chwili namysłu bardzo często zmienia zdanie i
                  nie potrzebuje do tego dodatkowych zachęt czy stymulatorów (np. udawania
                  płaczu, czy nagrody za określone zachowanie).

                  Zatem życzę więcej cierpliwości, wyrozumiałości i odrobiny hardości w
                  mięciutkich sercach rodziców. Dzieci są niewinne i genialne - starajmy się jak
                  najczęściej oglądać świat ich oczyma!

                  Pozdrawiam!
                  • mmala6 Re: Wrażliwy chłopczyk 23.08.06, 21:37
                    wlasciwie ze wszystkim sie zgadzam, oprocz stwierdzenia, ze dzieci, nazwijmy to
                    mniej przebojowe, (choc w zasadzie trudno mowic o przebojowosci badz jej braku i
                    niemowlaka), to " pewnego rodzaju niedostostowanie, którego
                    podłożem jest na ogół brak doświadczenia w tym zakresie".
                    Mysle,ze o niedostosowaniu mozna mowic kiedy 5 latek chowa sie w przedszkolu po
                    katach albo panicznie reaguje gdy inne dziecko do niego podchodzi.
                    Poza tym zadna skrajnosc nie jest 'dostosowaniem' a wiec dzieci bardzo
                    'przebojowe', agresywne, nie zwazajace na inne dzieci, wyrywajace zabawki etc
                    tez mozna uznac za 'niedostosowane'.Bo czym jest 'dostosowanie' jak nie
                    umiejtnoscia wlasciwego zachowania sie w danej sytuacji? Wlasciwego czyli
                    takiego jakiego wymagaja od nas normy spoleczne np w kosciele sie glosno nie
                    rozmawia, nie bijemy innych dzieci, nie przechodzimy na czerwonym swietle,
                    mowimy 'dzien dobry' pani sasiadce etc.
                    Dzieci sie dlugo ucza jak sie zachowywac w spoleczenstwie, nie mozna roczniaka
                    kwalifikowac jako 'niedostosowanego'.
                    • dukacik Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 09:42
                      Po pierwsze myślę, że już u rocznego dziecka można zauważyć pewne cechy
                      przypisane do określonego temperamentu stąd w moim poście
                      określenie "przebojowość".

                      Po drugie - być może sformułowanie "pewnego rodzaju niedostosowanie" nie jest
                      szczególnie szczęśliwe (ale jest to moja wyważona reakcja na "łobuza" -
                      chciałem dać do myślenia)- chodziło mi tu bardziej o brak doświadczenia
                      rozumiany jako brak obycia w określonych sytuacjach mający wpływ na procesy
                      poznawcze i dostosowujące dziecka. Jeśli rodzic funduje dziecku pewien typ
                      reakcji w podobnych sytuacjach, to dziecko po pewnym czasie zaczyna stosować
                      ten sam mechanizm powielając znaną sobie i utrwaloną procedurę. Już wyjaśniam
                      co mam na myśli.
                      Dziecko, któremu zabrano zabawkę, odczuwa pewien dyskomfort (żeby nie używać
                      słowa stres). Jedyną reakcją jaką zna - na fakt, że jest mu źle - i potrafi
                      zakomunikować to światu jest płacz. Miękkie serce rodzica podpowiada, że należy
                      temu zaradzić, czyli zastosować formę skuteczną w innych przypadkach płaczu
                      (np. gdy dziecko coś boli, etc.) - przytulić, pogłaskać, użyć ciepłych słów.
                      Dziecko w ramionach kochającego rodzica znajduje ukojenie - przestaje odczuwać
                      dyskomfort związany ze stratą zabawki. I wydawałoby się, że jest po problemie.
                      1. Dziecko nie płacze.
                      2. Rodzic się uspakaja.
                      3. "Zaślepione" miłością serduszko nakazuje myśleć rozumowi "biedne moje
                      maleństwo, a ten co zabrał to dopiero łobuz, co z niego wyrośnie jak tak
                      wcześnie zaczyna..."
                      Nic bardziej mylnego - tu dopiero zaczyna się problem "pewnego rodzaju
                      niedostosowania". Jeśli taka sytuacja się powiela, wówczas normą stanie się to,
                      że dziecko będzie reagować w tożsamy sposób na każde uczucie dyskomfortu
                      (stresu) - gdy mu coś zostanie odebrane, ale również gdy mu się coś nie uda,
                      gdy zostanie zganione, etc. - będzie szukać ukojenia w ramionach rodzica,
                      ponieważ znać będzie jedynie taką formę radzenia sobie z problemami. Do czego
                      to prowadzi każdy się domyśla lub wie.
                      Pozostawienie płaczącego dziecka, któremu odebrano zabawkę, samemu sobie zmusza
                      je niejako do szukania innych form radzenia sobie z trudną sytuacją, a co za
                      tym idzie do myślenia, kalkulowania i instynktownego wyboru metody uporania się
                      z problemem. Tuląc je każdorazowo, pozbawiamy małego człowieka arsenału środków
                      zaradczych i nieświadomie przekazujemy komunikat o tym, że postawa rezygnacji
                      jest genialnym sposobem na życie. Czy tego właśnie chcemy...?

                      Więc drodzy rodzice "wrażliwych dzieci" niech wam czasmi zakrwawi serce z
                      korzyścią dla waszej pociechy. Miłość do dziecka nie zwalnia nas z myślenia o
                      jego przyszłości.

                      Pozdrawiam!
                      • mmala6 Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 09:57
                        Zgadzam sie z Toba, sama zreszta tak robie z wlasnym synem, dajac mu duzo
                        miejsca na samodzielne radzenie sobie z pewnymi sytuacjami i emocjami.On jest
                        z tych 'wrazliwych' choc ja nie nazywam tego w ten sposob i nawet tak nie
                        mysle.Dla mnie on jest po prostu mniej smialy niz przecietne dziecko i nie
                        robie z tego tragedii.Moja mama mowi, ze bylam taka samawink.Jakby wszyscy byli
                        smiali, to swiat bylby nudny i jednolity.
                        Staram sie tylko pilnowac aby ten brak smialosci nie przeobrazil sie w
                        chorobliwa niesmialosc.
                        • dukacik Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 10:24
                          Taką właśnie postawę dyktuje zdrowy rozsądek, którego niekiedy w wychownaiu
                          dzieci brakuje oraz "żelazna" konsekwencja. Często dorośli w domu kończąc
                          zabawę z dzieckiem zabierają mu zabawkę, bo np. powinno iść spać, czy jeść,
                          itp. Gdy dziecko płacze nie widzą w tym nic złego, ale gdy zabiera dziecku
                          zabawkę obcy (inne dziecko) Oooo... wtedy włączają się instykty stadne -
                          "naszego biją" i rozum jest wyłączony.
                          Miłość, konsekwecja, cierpliowość - myślę, że to przyniesie efekty rodzicielskie

                          Pozdrawiam!
                  • nylon2 Re: Wrażliwy chłopczyk 23.08.06, 22:35
                    Zgadzam się z Tobą dukacik.Widac,że masz sporo wiedzy na temat psychologii
                    małego dziecka i kierujesz się zdrowym rozsądkiem podczas procesu
                    wychowania.Takie matki z takim podejściem imponują mi.Masz rację,że jeśli coś
                    złego dzieje dziecku/ mówię w tej chwili o błachostce, a nie o poważnym
                    zagrożeniu dla zdrowia lub życia dziecka/ to matka właśnie tak krzyczy jak
                    piszesz:KRZYWDZĄ MOJE DZIECKO!Z igły robi widły/nie widząc często,że wina leży
                    po stronie jej dziecka/ Jeśli dziecko dziecku zabierze zabawkę to tak jak
                    piszesz.Taki jest dziecięcy świat.Oby się tylko nie zabiły!A jak one
                    reagują ,to zależy od dziecka!Nie ingerujmy,tylko w ostateczności/gdy konflikt
                    się przeradza w agresję pomogajac rozwiązac konflikt powiedzmy,że żle robi i
                    wytłumaczmy dlaczego.Dziecko ma wiedziec co żle zrobiło.Co jest dobre,a co
                    nie./Chyba,że ktoś uległ pokusie bezstresowego wychowywania.To takie dzieci
                    rzadko potrafią odróżnic dobro od zła.Efekt modnego kiedyś bardzo bezstresowego
                    wychowania widac dzisiaj na ulicach wśród młodzieży. .Nie ma nic gorszego,jak
                    dzieci wychowywane w ten sposób i pod tzw. kloszem przez matki
                    nadopiekuńcze.Pozwólmy dzieciom rozwiązywac konflikty samodzielnie,niech się
                    uczą życia.Dopiero wkraczajmy,gdy konflikt przeradza się w agresję i wzajemną
                    szarpaninę.Sama kiedyś jako osoba bardzo wrażliwa i wówczas nadopiekuńcza
                    wychowywałam swoje pierwsze dziecko właśnie pod kloszem Wolałam jeśc chleb z
                    masłem,a do żłobka nie oddałam.Następne moje dzieci chodziły do już do
                    żłobka./zmieniłam nastawienie.Po prostu nastawiłam się optymistycznie do żłobka
                    Efekt:
                    1.Szybko zaczęły mówic.
                    2.Odzwyczaiły się szybciej niż piersze dziecko od pieluchy.
                    3.Są bardziej samodzielne niż to pierwsze.
                    4.łatwiej nawiązują kontakty.
                    Dzisiaj już moje dorosłe dziecko/to przy ,którym byłam jak trzęsąca się
                    galareta i które nie chodziło do żłobka jest bardziej lękliwe i mniej radzące
                    sobie w życiu niż młodsze rodzeństwo.Zbieram teraz owoce mojej
                    nadopiekuńczości.Dziękuję Bogu,że przy tej nadwrażliwości,która mnie wtedy
                    ogarnęła przy pierwszym dziecku nie wychowywałam jeszcze dodatkowo
                    bezstresowo.Dobrze,że moje dziecko wiedziało co mu wolno,a czego nie.
                    Dodam jeszcze,że pracowałam kiedyś w podobnej instytucji do
                    żłobka/prywatnej/Dlatego mój punkt widzenia na wrażliwośc i nadopiekuńczośc
                    matek ma dwie strony.Piersza strona to spostrzeganie na dziecko z punktu
                    widzenia osobistego,ponieważ jestem matką.Druga strona to spostrzeganie z
                    punktu widzenia pracownika.Denerwuję mnie to że matki oddając do żłobka dziecko
                    są podejrzliwe i nieufne.To pytam: po co oddają dziecko?Niech nie pracują tylko
                    jedzą chleb z masłem /na to na pewno im starczy/.Tak jak ja to robiłam kiedy
                    byłam w okresie ,gdy nie miałam zaufania do żłobka./podczas wychowywania
                    pierszego dziecka/Dziecko płacze bo tęskni za matką nie pomaga noszenie na
                    rękach, przytulanie itd.Ono płacze i bedzie płakało dotąd, dopóki się nie
                    zaklimatyzuje.Matki tego nie potrafią wogóle zrozumiec!.Myślą,że tam jest tyle
                    zabawek,że dziecko nie będzie płakało.Przychodzi pierszy wrzesień i słychac
                    komentarze typu:ona może go uderzyła? ono tam nic nie zje!/tak na pewno umrze z
                    głodu/ moje dziecko mialo brudną bluzkę!,może krzyczała?nie wytarła mu noska!i
                    komentarze na forum co za żłobek!zła opieka!Przecież ten personel też jest w
                    stresie.Nowe dzieci płaczące często cały dzień.Kto by to wytrzymał?W domu
                    płacze jedno to się denerwujemy,a co mówi cała grupa!Dalej: Podejrzliwi
                    wymagający rodzice widzący tylko swoje dziecko inne jakby nie istniały.I często
                    szef niezadowolony z pracy personelu.Krzyczący,że jak dzieci będą płakac to
                    rodzice wypiszą je z placówki i brak kasy -małe pensje.Ludzie! jak taka
                    opiekunka ma pracowac z uśmiechem na twarzy?Zobaczycie ile będzie negatywnych
                    postów na początku września.Dziewczyny,wyluzujcie się.Co się stanie jeśli
                    wejdziecie do sali i dziecko będzie miało np. brudny nos?A w domu cały czas
                    chodzicie z chusteczką i dziecko nigdy nie ma brudnego nosa? Nie wierzę.Co ma
                    zrobic opiekunka ,gdy jest w danej chwili tylko z koleżanką i mają całą grupę
                    dzieci do opieki np.15?/tyle jest w prywatnym, może w państwowym jest
                    więcej?/Rozerwac się?Wszystkie trzeba przytulic ,nakarmic, przewinąc.Tam są
                    wszystkie dzieci,a nie tylko jedno wasze,najważniejsze.Dobrze,że ja to w porę
                    zrozumiałam,że skoro nie mogłam pozwolic sobie na dalsze wychowywanie kolejnych
                    moich dzieci w domu to muszę wyluzowac się bo inaczej zwariowałabym ja ,moje
                    dziecko i panie opiekunki,które zamęczyłabym psychicznie .Po prostu wychodziłam
                    ze żłobka uśmiechnięta/choc w gardle ściskało/,nie podsłuchiwałam /co by to
                    dało?Jeszcze bardziej bym przeżywała/i miałam pełne zaufanie do wszystkich
                    pań.Uznałam,że jeśli ja nie robię krzywdy obcym dzieciom to dlaczego ktoś by
                    miał to robic moim?Pierwsze dziecko przyzwyczaiło się po dwóch
                    tygodniach,drugie po miesiącu.Dodam,że było im tak dobrze,że nie chciały z
                    niego wyjśc.
                    Nie każdy lekarz jest konowałem,nie każda opiekunka jest zła.Świat jest zły i
                    wszystko dookoła jeśli ,wszystko widzimy w czarnych barwach.
                    Wszystkim mamom życzę optymizmu i ich pociechom kolorowych dni w nowych
                    placówkach.
                    • mmala6 Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 08:09
                      Nylon, piekny dlugi post....tylko nic z niego nie wynika.Chcialas sie pochwalic
                      jaka jestes madra mama, ze jedno dziecko skrzywdzilas emocjonalnie a pozostale
                      juz nie?
                      Zaden post napisany wczesniej w tym watku nie jest sprzeczny z tym co
                      napisalas, zadna mama nie napisala, ze boi sie,ze dziecko bedzie glodne, ze
                      bedzie mialo brudny nos czy brudna koszulke!Nikt nie napisal, ze nie ufa
                      zlobkowi.Czy to takie dziwne, ze mamy mieszane uczucia poslylajac swoje
                      pierwsze dziecko do zlobka??nie trzeba byc psychologiem,zeby zrozumiec jakie to
                      ciezkie dla rodzicow.I po co dorabiac ideologie 'chowania pod kloszem', ludzie!
                      nie wszyscy sa tacy jak Ty i nie mierz nas swoja miare.To ze Ty bylas
                      nadwrazliwa i w imie tej nadwrazliwosci jadlas chleb z maslem, to nie znaczy ze
                      my jestesmy takie same.
                      Ciesze sie,ze teraz jestes taka 'wyluzowana', jak bede posylac do zlobka
                      kolejne dziecko to pewnie tez taka bede.


                      Nasze Szczęście Mateusz Aleksander, ur 30.01.2005, godz.14.00
                      Matus ma...
                      • dukacik Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 10:14
                        Muszę wziąć Nylon w obronę. Ale wcześniej sprostowanie dla Nylon - jestem tatą,
                        nie mamą i dodam, że z psychologią nie mam nic wspólnego, wszystko co tu
                        wypisuję to moje osobiste doświadczenia i przemyślenia jako rodzica dwulatka.

                        A teraz do rzeczy. Dziwi mnie ten atak na Nylon, bo z jej postu wynika bardzo
                        wiele. Uważam, że Nylon nie chwali się niczym, a już na pewno nie tym "jaką
                        jest mądrą mamą". Jej słowa, to opis jakiegoś fragmentu jej życia, refleksja
                        nad tym, uznanie swojego postępowania za błąd (co nie jest łatwe), korekta
                        błędnych zachowań, skutki działań podejmowanych w przeszłości, wyniki
                        obserwacji i ocena zachowań innych, opis drugiej strony medalu (od strony
                        opiekunki w żłobku), etc. Myślę, że Nylon nie chce dać gotowej recepty na
                        życie, dzieli się swoimi doświadczeniami, a mądry i uważny czytelnik wyciągnie
                        sobie z tego coś dla siebie lub nie.

                        Atak zupełnie bezzasadny! Tym bardziej, że Nylon wypowiada się w tonie
                        uspakajającym skołatane serca rodziców posyłających dzieci do żłobka, wlewając
                        w nie kropelkę pokrzepienia - wszak jej dzieciom żłobek posłużył.

                        Pozdrawiam!
                        • mmala6 Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 10:40
                          coz, mam inne zdanie na ten temat.I nawet bardzo sie wczytujac nie
                          poczulam 'uspokojenia dla mojego skolatanego serca'.Wprost przeciwnie.Czuje
                          wyzszosc, pewnosc siebie i pogarde dla mlodych mam obawiajacych sie
                          zlobka.Splaszczanie naszych uczuc i lekow do brudnego nosa dziecka.
                          • dukacik Re: Wrażliwy chłopczyk 24.08.06, 13:24
                            Nie uważam, żeby czyjekolwiek słowa mogły uspokoić rodzica oddającego dziecko
                            do żłobka. Nerwówka będzie trwała dopóki taki rodzic sam nie przekona się, że
                            dziecku jest tam dobrze. Warto jednak czasami dla higieny psychicznej
                            przeczytać coś pozytywnego o demonie (żłobku), który nas starszy, niż nakręcać
                            się wspólnie z tymi, którzy również tego demona się obawiają.

                            O naszych początkach w żłobku pisałem m.in.
                            tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=646&w=44210777&a=44269336

                            Pozdrawiam!
    • green.p Re: Nieśmiały chłopczyk 25.08.06, 00:11
      Myslę iz taki tytuł postu jest bardziej odpowiedni. Pozdrawiam
      • dukacik Re: Nieśmiały chłopczyk 28.08.06, 08:46
        Myślę, że tytuł powinien brzmieć "mniej śmiałe dziecko" - tak by uwzględnić i
        płeć piękną. Wiem, że kobitki są bardziej wygadane (wcześniej zaczynają mówić
        ponoć po to, by zdążyć się nagadać smile , ale i wśród dziweczynek też zdarzyć się
        mogą mniej śmiałe, więc dla poprawności politycznej tytuł powinien być właśnie
        taki.

        Pzdr!
    • dukacik Ciekawy cytat 29.08.06, 09:35
      Znalazłem ten cytat na jednej ze stron przedszkola we Wrocławiu. Myślę, że
      mógłby być dobrym podsumowaniem dyskusji prowadzonej w tym wątku.

      "Sądzimy, że dziecko nie potrafi chodzić - więc nosimy je na rękach, że nie
      potrafi pracować – więc pracujemy za nie: to idealny sposób na to, aby już na
      progu życia zaopatrzyć je w kompleks niższości."
    • dukacik szkoda, szkoda, szkoda... 01.09.06, 15:29
      Wielce żałuję, że już nikt nie pisuje do tego tematu. Żadko bowiem, można na
      tym forum poczytać i powymieniać się uwagami na tematy wychowawcze - ten topik
      był jednym z nielicznych takich. Więc szkoda, szkoda, szkoda...

      Pozdrawiam!
      • sweet.joan Re: szkoda, szkoda, szkoda... 01.09.06, 16:48
        Więcej wątków na takie i podobne tematy na forum Wychowanie:
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=575
        Pozdrawiam
    • dora.27 Re: Wrażliwy chłopczyk 04.09.06, 20:25
      Mój Dawidek jest taki sam. Chętnie idzie do piaskownicy, ale tam zamiera gdy
      tylko inne dzieci zaczynają wrzeszczeć i się szarpać. On też będzie miał 2 latka
      18.10. Jest bardzo grzeczny i boje się, ze nie bedzie umiał sobie wsród takich
      radzić. Serce mi peka jak siedzi sam w rogu piaskownicy i patrzy z przerażeniem
      na otoczenie. Jest chyba za łagodny do tego świata.
      I dlatego tym bardziej postanowiłam oddać go do żłobka, myślę, ze tylko w ten
      sposób nauczy się zycia z innymi rówieśnikami. W żlobku był dzisiaj 2 dzień i na
      razie jest ok. Popłakuje czasem tak jak wszystkie inne dzieci, ale wierzę że da
      sobie radę. Razem z mężem uważamy że tak będzie najlepiej dla naszego synusia.
      Powodzenia!
      P.S. dam znać za jakiś czas jak to się potoczysmile
      • megio Re: Wrażliwy chłopczyk 04.09.06, 21:21
        U nas było dzisiaj podobnie, pierwszy dzień żłobka. Jestem tego samego zdania,
        jeżeli chodzi o możliwy wpływ złobka na postawę maluszka wobec świata,
        zwłaszcza takiego nieśmiałego maluszka...Powodzenia
        • dukacik Re: ostatnie dwa posty 05.09.06, 09:26
          W moich oczach zrobiłyście/zrobiliście trzecią z najważniejszych,
          najwspanialszych rzeczy, które można dać swojemu dziecku. Moja hierarchia
          wygląda tak:
          1-sza najwspanialsza rzecz - to powołać dziecko na świat!!!
          2-ga najwspanialsza rzecz - to otoczyć dziecko bezkresną miłością!!!
          3-cia najwspanialsza rzecz - to posłać dziecko do żłobka!!!

          2-ga z 3-cią są w delikatnej opozycji do siebie, ale nie o własne odczucia tu
          chodzi, lecz o interes dziecka i długofalowe korzyści.

          Pozdrawiam!
          • dora.27 Re: ostatnie dwa posty 05.09.06, 19:58
            dziękuje za dobre słowo! Za nami kolejny dzień i kolejne starcie z brutalną
            rzeczywistością. Dzisiaj maluch na sam widok sali wybuchnął płaczem. W dodatku
            nie spał cały dzień. W domu nie chciał jeść, spać ani się bawić. Woła tylko
            smoczka i chodzi przybitysad Jak to sie w końcu nie skończy to ja nie dam rady.
            Pani twierdzi,że mniej dziś płakał i bawił się, ale marna to dla mnie pociecha.
            Jutro zwalniam sie wcześniej z pracy i odbieram go osobiście. Chce zobaczyć to
            na własne oczy, może wtedy się uspokoję. Na razie znoszę żłobek kiepsko, mój syn
            też.
            pozdrawiam!
            • mmala6 Re: ostatnie dwa posty 05.09.06, 21:32
              Dukacik, z ta hierarchia to chyba Cie troche fantazja ponioslawink zwlaszcza
              jezeli chodzi o pkt.3wink owszem, wszyscy tu posylamy dziecko do zlobka, wiec
              wszelkie argumenty 'za' sa jak najabradziej wskazane i podbudowujace .Ale zeby
              to od razu byla najwsapnialsza rzecz jaka dajemy dziecku, i to niemal zaraz po
              urodzeniu, to jakos mi nie bardzo pasuje.Ja rozumiem, ze Ty jestes zafascynowany
              zlobkiem.Ok.Ale nie wiesz jak Twoje dziecko rozwijaloby sie jakby nie chodzilo
              do zlobka, i nigdy sie nie dowiesz.

              Moj 'wrazliwy' synek byl dzis trzeci dzien w zlobku.I jego 'wrazliwosc'objawia
              sie tym ze najchetniej siedzialby paniom na kolanachwinkPoza tym jestem milo
              zaskoczona.Odpukacwink
              • dukacik Re: ostatnie dwa posty 06.09.06, 10:09
                Jest dużo racji w tym co piszesz, że nie wiem na pewno jak rozwijałby się mój
                synek, gdyby nie chodził do żłobka. Panie w żłobku twierdzą (o ile to nie jest
                marketing z ich strony), że w postępach synka widać duży wkład pracy rodziców.
                Ja natomiast wiem jedno - przy największych wysiłkach nie jestem w stanie dać
                dziecku tego co daje mu żłobek. Dlaczego tak myślę. Ano dlatego, że mały
                początkowo sporo chorował i to ja siedziałem z nim w domu. Mimo że nie
                wykonywałem żadnych prac domowych (dopóki nie wróciła mama) - cały czas
                spędzaliśmy na zabawie i "edukacji" to postępy choć były zauważalne nijak miały
                się do tego czego dziecko uczyło się w żłobku. Można myśleć, że to ja byłem
                nieudolny - ja wolę myśleć, że to żłobek jest genialny. Synek jest pogodnym
                dzieckiem, ale ze żłobka wynosi tyle radości, że czułbym się jak kat gdybyśmy
                musieli ze żłobka zrezygnować. I na koniec może najmniej trafiony argument.
                Moja żona i jej siostra są niezwykle podobne do siebie, obie w niedużym
                odstępie czasowym urodziły dzieci - obie chłopców. Obie mamy przekazały chyba
                większą ilość własnych genów, bo chłopcy są uderzająco podobni do mam, więc
                mimo że są kuzynami wyglądają jak rodzeni bracia. Różnica wieku wynosi 4 m-ce -
                mój synek jest młodszy. Nasz synek chodzi do żłobka - jego kuzyn ma opiekunkę i
                siedzi w domu. Ja wiem, że każdy jest inny, ale różnice w pewnych sferach są
                takie jak pomiędzy ogniem a wodą - i tak się akurat dziwnie układa, że te
                właśnie różnice przypisać można wprost temu, że jeden chodzi do żłobka, adrugi
                nie. Teraz byliśmy razem na wakacjach, obaj "dostrajali się" wzajemnie i
                kopiowali swoje zachowanie (np. kiedy jeden nie chciał czegoś zjeść, to drugi
                czynił to samo mimo, że wcześniej się tym zajadał), kuzyn jednak w większości
                wykazywał zainteresowanie i powielał typowe zachowania żłobkowe do tego
                stopnia, aż jego rozważni rodzice uznali, że szkoda byłoby nie posyłać go do
                żłobka i podjęli decyzję - po wakacjach idzie - startują w październiku.

                Jestem świadomy, że żłobkowanie ma także wady - dzieci chłoną od rówieśników
                nie tylko rzeczy fajne i dobre, ale także uczą się zachowań złych. Jednak
                przewaga zalet nad wadami jest moim zdaniem miażdżąca, a rolą rodziców właśnie
                jest wyrugowanie tego złego, które pociecha może nabyć w żłobku.

                A co do tego czy mnie poniosło, to podtrzymuję swoje zdanie - czas pokaże czy
                się myliłem - uważam, że bagaż żłobkowych doświadczeń zaowocuje w przyszłości
                (mam na myśli m.in. szkołę) - synek (wczoraj skończył dwa latka) potrafi skupić
                uwagę na jednej czynności dłużej niż nieżłobkujący rówieśnicy, wykazuje
                zainteresowanie literkami i cyferkami - umie wskazać literę "A" i "E" i wiele
                wiele innych. Nie bez znaczenia uważam, jest sam reżim chodzenia do żłobka -
                poranne wstawanie, śniadanko, mycie zębów, rodzice do pracy, itd. - wydaje mi
                się kapitałem na przyszłość. Oczywiście zostawiając dziecko w domu, też można
                taki reżim wprowadzić, ale trudniej jest o żelazną konsekwencję.
                Niejednokrotnie kiedy zostajemy w domu to mamy: "a jak śpi niech się
                wyśpi", "nie chce jeść teraz - to zje za chwilę", itp. I nie ma w tym nic złego
                to naturalne (nie jestem zwolennikiem musztrowania dziecka) - jednak kiedy
                chodzi się do żłobka odstępstwa są raczej niemożliwe co w gruncie rzeczy wydaje
                się być korzystne.

                Pozdrawiam!
    • green.p Re: Wrażliwy chłopczyk 19.09.06, 11:08
      Jestem ciekawa co sie dzieje u żłobkowych nieśmiałków, jak adaptacja? U nas w
      pierwszym tygodniu było w miarę ok, póżniej dwa dniu przerwy. W drugim tygodniu
      już zaczęło sie szlochanie na samo powiedzenie o złobku i o ciociach, w środku
      tyg, rozpacz. Bez jedzenia w żłobku, w domu tez nie chciał jeść i do tego
      doszło popłakiwanie w nocy. W zlobku stoi sobie z boczku, czasami popłakuje,
      narazie nie chce sie zintegrować, troszkę się bawi, ale generalnie ostrożnie do
      dzieci.Jak po niego przychodzę to płacze żałośnie, jakby mnie pytał dlaczego go
      tak zostawiam samego. Drogie mamy nieśmiałych dzieciaczków podzielcie się
      waszymi wrażeniami.
      • mmala6 Re: Wrażliwy chłopczyk 19.09.06, 11:19
        U nas niestety choroba popsula plany adaptacyjne.Byl trzy dni- przerwa, cztery
        dni i....caly czas w domu.Mam nadzieje ze w pn juz ruszymy pelna para.
        Plakal jak go zostawialam.Podobno w miare szybko sie uspokajal, uwielbia byc
        noszony, przytulany przez panie.Jak jest na kolanach to ok, jak nie, to
        poplakiwal.Jadl srednio....Jak go odbieralam to nie plakal, cieszyl sie i robil
        paniom papa.Z dziecmi sie nie bawi (nie spodziewalam sie tego), stoi z boku i
        sie przyglada.Szkoda ze mial taka przerwe bo moze by sie juz zaaklimatyzowal.
        W domu po zlobku normalnie sie zachowywal, ladnie spal i jadl.
      • ana119 Re: Wrażliwy chłopczyk 22.09.06, 10:01
        polecam rozmowe z panią psychiatrą która jest w złobku. od niej dowiedziałam
        się najwięcej jak reaguje mój żywy i wrażliwy maluch kiedy jest sam. pozdrawiam
Pełna wersja