A co jak dziecko zachoruje?

29.09.06, 06:37
Mam akurat taką sytuację, że na opiekę nie mogę iść. Mąż... rzadko bywa w
domu, najczęściej na wyjazdach. Na opiekunkę mnie nie stać!
Jak sobie w takich sytuacjach radzicie? Strasznie mnie to marwti!
    • beata_78 Re: A co jak dziecko zachoruje? 29.09.06, 08:05
      no napewno nie możesz go zaprowadzic do żłobka. Pomyśl o zdrowiu innych dzieci.
      • jagodakwiatkowska103 Re: A co jak dziecko zachoruje? 29.09.06, 08:38
        Rozumiem, że nie możesz liczyć na pomoc swoich Rodziców ani teściów, tak??? A
        może masz jakąś niepracującą sąsiadkę, która Ci może pomóc i zajmie się
        maluszkiem????
        Można zawsze wziąść zwolnienie na dziecko. Pracodawca nie może Ci tego zabronić
        ani wyciągnąć z tego tytułu żadnych konsekwencji. Cóż, bywa różnie, sama wiem
        coś o tym ale jeśli na zwolnienie nie chodzisz często to pracodawca powinien
        zrozumieć Twoją sytuację.
    • ewa_mama_jasia Re: A co jak dziecko zachoruje? 29.09.06, 09:18
      Do żłobka i tak go nie przyjmą, albo - jeśli nie zauważą choroby rano -
      zadzwonią i każą dziecko odebrać. Więc nie masz wyboru. Teoretycznie masz w
      ciągu roku 26 dni urlopu wypoczynkowego (w tym 4 na żądanie), 2 dni opieki na
      dziecko i 60 dni zwolnienia. W razie kłopotów ze znalezieniem opieki (mąż,
      dziadkowie, sąsiedzi lub ktoś ze znajomych) masz w czym wybierać.
      • caixa Re: A co jak dziecko zachoruje? 29.09.06, 12:49
        ...no właśnie, ja mam sytuację podobną. wszyscy tu piszą że jest tyle
        możliwości: urlop, opieka nad dzieckiem, dziadkowie, sąsiedzi....
        przecież wyraźnie jest napisane że dziewczyna nie może sobie pozwolić na
        wyrwanie się z pracy.
        ja też posłałam dziecko do żłobka, rozpoczęłam nową pracę i nie chcę jej
        stracić a dziecka chorego do żłobka nie puszczę. dziadków mam daleko, sąsiadów
        ledwo znam, bo mieszkamy tu od miesiąca, więc tych możliwości wcale tyle nie
        ma. ja pytam po znajomych o osobę która w razie czego mogłaby się zająć
        dzieckiem, ale narazie nic nie znalazłam...powodzenia
        • ewa_mama_jasia Re: A co jak dziecko zachoruje? 29.09.06, 13:03
          Wiem, teoretyzuję trochę o tych możliwościach. Wiem, że bywają prace, z których
          ciężko się wyrwać (jestem doradcą zawodowym, znam rynek pracy). Ale w sytuacji,
          kiedy dziecko choruje, COŚ TRZEBA zrobić. Po prostu nie ma innego wyjścia,
          przecież dziecka samego na cały dzień (ba, nawet na godzinę) się nie zostawi w
          pustym mieszkaniu.
          O to mi chodziło, a nie o pouczanie o prawach które można wykorzystywać. smile
      • zebra12 Kto może to może! 29.09.06, 16:38
        Akurat pracuję w szkole i nie mogę wykorzystać urlopu kiedy chcę! Ani rzadnych
        zwolnień! Mogę jedynie sama iśc na L4. Ale przecież nie ciągle. Dwa razy w roku
        to góra. Sąsiedzi odpadają. Rodzina też. Mieszkają daleko, albo pracują. Trudny
        orzech do zgryzienia.
        • wanilia39 Re: Kto może to może! 29.09.06, 17:04
          nie rozumiem dlaczego mozesz TYLKO 2 razy w roku isc na opieke??!!
          masz prawo do 60 dni opieki na dziecko chore i 2 dni na zdrowe!!
        • ewa_mama_jasia Re: Kto może to może! 29.09.06, 23:28
          No to zostaw je samo w domu i idź do pracy. Dziewczyno, napisałam przecież, że
          rozumiem problem, więc się nie podniecaj. Nie Ty jedna jesteś w takiej
          sytuacji. Jeśli uważasz, że nie masz rozwiązania problemu (na razie
          hipotetycznego zresztą), to usiądź i płacz.
          Ps. Akurat praca w szkole to połowa normalnego etatu (18-20 godzin). Na tyle w
          najgorszym razie, kiedy nie ma się innego wyjścia, można chwilowo zatrudnić
          opiekunkę.
          • zebra12 Re: Kto może to może! 30.09.06, 07:25
            To może napisać tylko osoba, która nie uczy i nigdy nie uczyła! Mam obecnie 25
            godzin, do pracy dojeżdżam autobusem miejskim i busami 25 km w jedną stronę. To
            znacznie wydłuża czas powrotu do domu. PO południami mamy zebrania z rodzicami,
            dni otwarte, konferencje, obowiązkowe kursy itp. Nie ciągle oczywiscie, ale
            dość często. Poza tym nie mogę wziąć opieki na dziecko chore ponieważ mąż
            nigdzie nie jest zatrudniony, choć go i tak nie ma w domu. Sytuacja jest
            trudna, dlatego zaczęłam ten wątek. O to chodzi, że nie widzę wyjścia, że
            właśnie płaczę i rozważam oddanie dziecka do adopcji...
            • fredka01 zasiłek opiekuńczy -przepisy 30.09.06, 08:45
              Nie wiem,w jakim wieku masz dziecko, ale jeżeli ma poniżej 2 lat,to przysługuje
              Ci zasiłek opiekuńczy na dziecko.Oto przepis:
              Zasiłek opiekuńczy przysługuje pod warunkiem, że nie ma innych członków rodziny
              mogących zapewnić opiekę. W przypadku sprawowania opieki nad chorym dzieckiem w
              wieku do lat 2., zasiłek opiekuńczy przysługuje nawet wówczas, gdy są inni
              członkowie rodziny mogący zapewnić opiekę.
              • zebra12 Re: zasiłek opiekuńczy -przepisy 30.09.06, 12:43
                Mam w zasadzie satrsze dzieci i może dlatego ZUS mi odmówił wypłacenia zasiłku,
                gdy dziecko było chore. Teraz boję się podobnej sytuacji z maluchem, który się
                urodzi. ZUS bowiem liczy mojego mężą jko osobę do pieki nad dzieckiem.
                Tymczasem on rzadko przebywa w domu. Poza tym czy jest zasiłek czy nie to
                pracodawca krzywo patrzy na osoby będące wciaż na wolnym. Mam umowy przedłużane
                co rok i gdy będę zbyt dużo na wolnym to nie dostanę przedłużenia umowy! Do
                tego czasu chorowałam dwa razy do roku, po tydzień. Na chore dzieci nie brałam
                wolnego. Pomagała mi mama. Teraz są już starsze, a mama znalazła pracę. Jednak
                zupełnie nie wiem, co zrobić w tej sytuacji z maluchem mającym się urodzić. Na
                pomoc rodziców liczyć nie mogę - od początku proponowali aborcję. Nie
                zdecydowałam się i teraz mówią, że to mój problem. To prawda, ale tak się
                martwię!
                • mmala6 Re: zasiłek opiekuńczy -przepisy 30.09.06, 13:04
                  Zaczynam podejrzewac,ze to jakas marna prowokacja 'mam w zasadzie starsze
                  dzieco', tzn masz, czy nie masz?.Rozwazasz oddanie dziecka do adopcji, bo nie
                  mozesz wziac zwolenienia z pracy????????sorry, ale czy Ty na glowe upadlas????
                  Masz starsze dzieci? tzn ile maja lat?
                  Napisane jest jak wol, ze w przypadku dziecka do lat 2 bierzesz opieke nawet jak
                  sa starsze dzieci.ZUS nie liczy Twojego meza jako opiekuna, bo on tak samo jak
                  Ty pracuje, wiec zwolnienie moze wziac tylko jedno z Was.Odwracajac sytuacje,
                  gdyby Twoj maz chcial isc na zwolnienie na dziecko, to ZUS by mu powiedzial,ze
                  nie, bo Ty jestes do opieki??? czy tylko ja widze ten paradoks i brak logiki?

                  Skoro nie ma Ci kto pomoc przy chorym dziecku, to MUSISZ wziac zwolnienie.Koniec
                  i kropka.
                  • zebra12 Re: zasiłek opiekuńczy -przepisy 30.09.06, 19:52
                    Dzieci mają 9 i 7 lat. Mąż pracuje owszem, ale nie płaci Zusu - jest artystą
                    malarzem. Pracuje u prywaciarza konserwując zabytki. ZUS mi napisał, że mi
                    opieka nie przysługuje, bo mąż wg nich nie pracuje!!!
                    O ile starsze dziecin łatwiej jakoś zostawić na świetlicy o tyle z maluchem
                    będzie kłopot. Opieki mi znów nie przyznają, bo mąż...
                    • wanilia39 Re: zasiłek opiekuńczy -przepisy 30.09.06, 20:22
                      W deklaracji do ZUSU - piszesz, ze nie ma kto sprawowac opieki nad dzieckiem i
                      TYLE. Opieka przysluguje na dzieci do lat 14!!
                      A wogole to znikam z tego watku, bo serce mi sie kroi jak to czytam... żal mi
                      dzieci...
            • wanilia39 Re: Kto może to może! 30.09.06, 20:19
              wiesz co - ja tez jestem nauczycielka - i tez SAMA w zasadzie sprawuje opieke
              nad dziecmi - maz dopiero w godzinach wieczornych jest w domu. A jesli chcesz
              oddac dziecko do adopcji- chetnie je wychowam!!
              • zebra12 Re: Kto może to może! 01.10.06, 08:34
                Mój mąż nie bywa wieczorami w domu. Bo przyjeżdża tylko na sobotę i niedzielę.
                Jeszcze mi nigdy w życiu nie został z chorymi dziećmi. Poza tym krzyczy na nie,
                jest porywczy, karci. Strach mu powierzyć kruszynkę. To, że piszę o adopcji to
                dla mnie cios! Kocham moje dzieci bardzo! Niestety muszę też zarobić na ich
                utrzymanie! Mąż daje pieniądze na nie, gdy ma taką chęć. Nie chcę się
                rozpisywać o mojej sytuacji rodzinnej, bo to dla mnie trudne i niemiłe.
                Wierzcie mi, że mój mąż nie wie do której klasy chodzą jego córki, a wczoraj
                pytał na którym łóżku śpi młodsza! Szkoda gadać! Jest beznadziejnie! Więc jeśli
                macie napisać coś niemiłego to pomyślcie dlaczego muszę brać pod uwagę taką
                decyzję! Chciałam tylko porady. Ale widzę, że bardziej miło i konkretnie
                pomogły mi panie z Niebieskiej Linii!
                A tak z ciekawości: co robisz z chorym dziekciem? Idziesz na wolne? A masz
                umowę na czas nieokreślony, czy tak jak ja przedłużaną co roku? Mnie dyrektorka
                od razu zaznaczyła, że wolne na dzieci nie w chodzi w grę, że ma tyle podań na
                biurku...
                Dziewczyny, ja po prostu tonę...
                Ale lepiej już nic nie piszcie, bo jakoś mi gorzej!
                • wanilia39 Re: Kto może to może! 01.10.06, 08:57
                  jestem nauczycielka, skoro masz 25 godzin - to chyba uczysz jakiegos
                  popularnego przedmiotu - stawiam na język. I przy tylu godzinach nadliczbowych
                  w wyadku jakiejs choroby będzie Cie stac na wynajęcie opiekunki, skoro nie
                  możesz pójść na opiekę...

                  Niestety - moje dzieci - mój wybór.

                  A co do adopcji - obawiam sie, ze nei wiesz co mówisz - sory, ale dziecko to
                  nie "przypadek" i w XXI wieku osoba wykształcona chyba potrafi pewne
                  sprawy "zaplanować" - z wieku dzieci strszych i z zawodu wynika, że nie jestes
                  zagubioną 17 latka z prowincji ( przepraszam Panie z prowincji - to tylko
                  przykład:/)
                  -
        • kaczy_dziob Re: Kto może to może! 30.09.06, 21:23
          Przepraszam, ale to twój zawód, twój wybór i twój problem.
          A tak btw , pani nauczycielko, to TWARDY orzech do zgryzienia.
          • jenny_curran Re: Kto może to może! 01.10.06, 10:53
            Zebra 12, przejdź raczej na "Samodzielna Mama".

            Dziewczyny, atakujecie kobietę zamiast przynajmniej pocieszyć, choć to i tak
            nie rozwiąże sytuacji. Tekst z tym, że jej zawód, jej wybór jest w ogóle nie na
            miejscu, bo nie zmieni zawodu mając kryzys emocjonalny, finansowy zapewnet
            także i mając dwoje małych dzieci. Uważam, że mimo tego jak potępiacie kobietę
            lub jak jej nei rozumiecie, jesteśmy tu po to, aby zrobić "czacha dymi" i
            podsunąć różne rozwiązania. Wystarczy, ze każda po jednym rozwiązaniu, a tamtej
            być może któreś pomoże.
            Zebra12 - napisz do mnei na priva! - podpowiem Ci coś.
            -
            Jenny, mama Stasia
            • kaczy_dziob Re: Kto może to może! 01.10.06, 12:55
              Widzisz jenny, ja pracuję i mój mąz tez.
              Jak młodemu zaczyna się choroba, zamawiamy nianie- w naszym przypadku dziadkowie
              pracują i nie mogą sie zajmowac wnukiem.
              Oddając dziecko do złobka chciałabym liczyć na zdrowy rozsądek innych matek, a
              niestety, ostatnio jakaś taka cielna krowa przywlokła do naszego złobka wyjącego
              zasmarkanego, chorego bachora, bo "musiała".
              Chwila moment, ale ani ja ani moje dziecko nie musimy ponosić konsekwencji
              cudzych głupich wyborów zyciowych, nieudanego męza, nieradzenia sobie z praca
              etc. Przez takie , szukające wiecznego usprawiedliwienia (*&^ w żłobkach i
              przedszkolach dzieci non stop chorują.

              • mmala6 Re: Kto może to może! 01.10.06, 13:42
                Jenny, ale jakie Ty widzisz rozwiazanie tej sytuacji?? bo Zebra wyaraznie
                napisala,ze nie ma kto sie zajac dzieckiem (zadna rodzina, znajomi), ze nie ma
                kasy na opiekunke i ze nie moze wziac wolnego.Czy jest jeszcze jakie inne
                rozwiazanie???poza oddaniem chorego dziecka do zlobka (ale jak wspomniala jedna
                z mam, i tak zadzwonia zeby zabrac chore dziecko).
                A jak sobie radza matki samotnie wychowujace dzieci, z mezem np za granica? nie
                chodza na zwolnienia lekarskie jak dziecko jest chore? ciezko mi w to uwiezyc,
                ale ja w ZUSie nie pracuje, wiec pewnie sie nie znam.
              • jenny_curran Re: Kto może to może! 01.10.06, 19:55
                Czyjś "nieudany mąż" mógł byc kiedyś fajnym facetem, teraz może być draniem,
                który nie dość, że funduje swojej zonie małżeński gwałt to potem np g... go
                obchodzi co ona zrobi z problemem. Może, nie musi, znam takie przypadki. Czy
                naprawdę takie kobiety trzeba palić na stosach? Myślę, że chwała kobiecie,
                która mysli by oddać dziecko do adopcji niz np poddać się zawszasu aborcji.
                Uważam, że szukanie adopcji będąc w ciąży to gest miłości wobec dziecka przy
                tak dramatycznie trudnej sytuacji życiowej jaką ma zebra12. Sądziłam, gdy jest
                się szczęsliwą żoną i matką to nie ma szansy, by serce i rozum zaćmiło, jednak
                zawiodłam się. Nie mogę pogodzić się, ze dziewczynie, która napisała ten bardzo
                smutny post podcięto skrzydła, choć i tak ma protezy u ramion po dramatycznych
                przeżyciach. Co się z Wami ludzie dzieje? Ona nie chce na siłę dziecka pchać do
                żłobka chorego, ona pyta jak się zabezpieczyć na wypadek, gdyby maluch
                chorował. O to zapytała! Pamiętajmy, że maluch jeszcze jest w brzuchu, jeśli
                dobrze pamiętam z jej postu. Od razu napiszę na temat zabezpieczenia, skoro już
                wilka wywołałam z lasu, bo pewnie zaraz niektórzy naskoczą, że się nie
                zabezpieczała skoro tak trudną ma sytuację. Dobre tabletki anty kosztują ok. 40
                zł, kiepskich lepiej nie uzywać, bo wiadomo co to za licho ... (?)
                • jenny_curran Re: Kto może to może! 01.10.06, 20:01
                  J ajestem matką samotnie wychowującą synka 10 miesięcznego. Nie mam rodziców,
                  nie mam męża. Facet, z którym kiedyś byłam owszem, płaci alimenty umowne,
                  jednak gdyby mały zachorował, na 300% wiem, że nie wziąłby wolnego, aby znim
                  zostać w domu. Generalnie nie pomógłby mi. Tera zmój synek zostaje w domu z
                  opiekunką, bo dzieki temu, że mam pensję i łaskawość niedoszłych teściów pod
                  tym względem - stac mnei na opiekunkę. Ale jestem pewna, że gdybym małego
                  posłała do żłoba, a nie wiadomo czy takiej sytuacji nie bedzie, wówczas
                  umierałabym codziennie ze strachu czy mały zakatarzony nie wróci, bo wtedy to
                  już nei wiem co. Który pracodawca będzie tolerował wieczne zwolneinia na
                  dziecko? MImo to nie upieram się, że posyłałabym bezmyslnie małego do żłobka.
                  Myślę, że jak zebra12 zapytałabym na forum (ale ne na tym, bo tu chyba
                  znieczulica jakaś panuje) inne mamy, samotne bardziej lub mniej o ich
                  propozycje, co z brzdącem z glutami można zrobić. Ludzie, jesteśmy na tych
                  forach, by się wspierać, nie oceniać, dopieprzać i wywyższać się. Dziś jedna ma
                  męża i dom z ogrodem, a jutro może mieć męża z kochanką i dom z ogrodem z
                  hipoteką pod zastaw ... Życie jak koło fortuny. Kierujmy się sercem, nie
                  moralitetami. No to koniec mego monologuwink>
                  • wanilia39 Re: Kto może to może! 01.10.06, 22:06
                    miałam cos napisac - ale ugryzłam sie w palce.
                    przecież rozmawiamy z wykształcona kobieta - kilka rad padało - a czego ona
                    oczekiwała??!!
                    przeciez chyba ani jedna mama "żłobkowa" nie powie - ZAPROWADZ CHORE DZIECKO
                    DO ŻŁOBKA" - a to chyba w sytuacji zebry jedyne rozwiązanie....
                    to tyle
                    • mmala6 Re: Kto może to może! 02.10.06, 10:36
                      Tu panuje 'znieczulica'??? Chyba czytamy inne forum.Chyba nikt nie rozumie
                      rozdracia wewnetrznego matki oddajacej dzidziola do zlobka niz inna matka w
                      takiej samej sytuacji.
                      Ja rozumiem i naprawde wspolczuje.Ale czy o to Zebrze chodzilo? o wspolczucie?
                      czy o konkretne rady w danej sytuacji?
                      Bo konkretne rady i wyjscia z sytuacji juz padly.Nie ma innych.Po prostu nie ma.
                      A pomysl o adopcji nie wynika z tego,ze matka nie chce dziecka, ze ma trudna
                      sytuacje finansowa...tylko dlatego,ze nie moze wziac wolnego z pracy JAKBY
                      dziecko zachorowalo.
                      Dla mnie to niepojete.Praca dzis jest, jutro nie ma.Dzis ta, jutro inna.
                      Nie mam jakies rewelacyjnej sytuacji finasowej, musimy oboje z mezem pracowac
                      aby jakos bylo.Ale oddanie dziecka do adopcji nawet jakbysmy oboje stracili
                      prace w ogole nie przyszlo mi do glowy.To tak jakbym wyjela sobie serce i komus
                      oddala....
Pełna wersja