Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy

10.09.07, 13:37
Jestem ciekawa opinii mam na temat adaptacji dziecka w grupie. Czy
we wszystkich żłobkach można przez pierwsze dni być z dzieckiem? Czy
w/g Was jest to słuszne? A może wypowiedzą się mamy dzieci, gdzie
starsze rodzeństwo też uczęszczało ale nie było takiej możliwości?
    • agab72 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 10.09.07, 14:50
      Moja córka uczęszcze do żłobka drugi rok. Zaczynała mając 13 mies.
      w I grupie (dzici od 5 mies.); po miesiącu przeszła do II grupy a w
      tym roku jes w grupie III.
      Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie sytuacji aby w sali przeznaczonej
      dla 30 małych dzieci - a tyle jest w naszym żłobku w II grupie -(i
      gdzie sprzety przystosowane są wielkością dla nich) siedziało
      jeszcze 30 rodziców i 5 opiekunek.....
      No i co jeśli rodzic nie może ?? Nie wyobrażam sobie też sytuacji,
      że część maluszków siedzi z rodzicami, a część nie....... sad
      Wydaje mi się, że nie ma tu złotego środka sad

      Pozdrawiam.
      Aga.
      • eselte Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 10.09.07, 16:31
        moje doświadczenia żłobkowe są krótkie bo zaczęłysmy dopiero od września ale już
        widzę, że jest dużo spokojniej i ciszej na sali gdy nie ma tam rodziców.
        Pierwszego dnia weszłam z małą na salę, pobyłam 10 minut i wyszłam zostawiając
        ją już samą.Ale panował tam taki harmider, że dzieciaczki były niespokojne i
        płaczliwe.
        • twojaniania Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 10.09.07, 20:28
          No właśnie.Tyle sie mówi że rodzice mogą przez pierwsze dni być z dziećmi..30
          RODZICóW I 30 DZIECI??Na 1 sali???!Jak było u Was?
    • igulinda Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 10.09.07, 20:33
      Nie wszystkie dzieci w grupie sa nowe, wiec nie wszystkie musza sie
      adoptowac...probelm dotyczy najczesciej maksymalnie kilkorga dzieci w grupie,
      wiec kilkoro rodzicow w sali nie stanowi chyba az takiego problemu...Mysle ze
      lepiej zeby rodzice byli z dziecmi przez pierwszy okres, to pozwoli zrozumiec
      dzieciom ze to nowe miejsce jest akcoptowane przez rodzicow i ze wiedza co
      robia. To daje dzieciom chociaz minimalne poczucie bezpieczenstwa.
      Uwazam ze rodzice powinni byc obok swoich dzieci w tym trudnym okresie.
    • kapoosta Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 10.09.07, 21:30
      Ja zaczynając naszą przygodę ze żłobkiem uważałam, że koniecznie powinnam być z
      dzieckiem i byłam. Teraz półtora roku później, poszłam z córką pierwszego dnia
      po wakacjach do sali gdzie grzecznie i spokojnie bawiły się dzieci ( w
      większości doświadczeni żłobkowicze). Wszystkie były zadowolone oprócz mojej
      córki trzymającej mnie za kolano. W pewnym momencie jedna z dziewczynek, patrząc
      na mnie, spytała panią gdzie jest jej mama. Pani powiedziała, że w pracy, ale
      mała zaczęła płakać i przytulać się do mnie. Na to moja córka też zaczęła
      płakać, a za nią inne dzieci. Tak właśnie chciałam zaoszczędzić dziecku stresu,
      a wyszło jak wyszło. Trzeba też myśleć o innych dzieciach.
      W tej kwestii nie ma prostej recepty, z pewnością należy kierować się rozsądkiem
      i wczuć w sytuację.
    • jenny_curran Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 10.09.07, 21:38
      Mimo, że mój synek świetnei się zaklimatyzował od pierwszego dnia to
      adaptację przebył tradycyjnie czyli do około 2 tygodni krótsze
      złobkowanie, poczatkowo 1-2 h, potem 3 h, potem na obiadek został,
      potem na spanie został....
      • hajaga Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 26.09.07, 21:58
        Witam!
        Ja też chciałam zapytać Was, czy pozwolono Wam być z Waszymi dziećmi
        na początku w żłobku. Mnie nie pozwolono, chociaż nalegałam,
        ponieważ uważam, że zostawienie 2-letniego dziecka w obcym miejscu z
        obcymi osobami na aż 6 godzin (ponieważ w naszym żłobku dzieci
        należy przyprowadzić przed 8 i odebrać najwcześniej o 14) jest po
        prostu NIELUDZKIE. Moja córka, chociaż zwykle bardzo odważna, była
        bardzo smutna i wystraszona jak ją odbierałam pierwszego dnia. Do
        teraz nie mogę sobie wybaczyć tego niepotrzebnego stresu, jaki jej
        zafundowałam, chociaż prawdę mówiąc nic nie mogłam zrobić (najwyżej
        zrezygnować ze żłobka, co nie wchodziło w grę). Nie zgadzam się, że
        rodzice przeszkadzają - wręcz przeciwnie mogą pomóc paniom
        opiekunkom, bo przecież nie będą się zajmować tylko swoim dzieckiem -
        w końcu ich obecność ma na celu pomoc dziecku w adaptacji, czyli
        pokazanie mu, że są inne dzieci, że może się z nimi bawić, itp.
        Dlatego mam pytanie do Was mam żłobkowiczów: czy Wam również
        odmówiono możliwości:
        a/ zostawienia dziecka na krótko na początku
        b/ zostania z dzieckiem
        Pytam, bo chcę zrobić coś w tej sprawie, jeśli są to powszechne
        praktyki (w Poznaniu skąd jestem są co najmniej dwa żłobki, gdzie
        tak się robi). Dookoła się trąbi o tym, że trzeba dzieci
        przygotowywać do zmian, że polityka prorodzinna, trele morele, a tu
        taka niespodzianka.
        I problem jeszcze jeden - czy u Was też dają dzieciom mleko krowie?
        Nie wiem, jak w sytuacji, gdy połowa dzieci jest na coś uczulona, a
        każdy pediatra mówi, żeby nie podawac dzieciom do 3 roku życia mleka
        krowiego, w złobkach serwuje się to mleko codziennie.
        A poza tym nasz żłobek jest naprawdę fajny, panie miłe i w ogóle.
        Pozdrawiam,
        • hannabartek Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 08:28
          Mnie pozwolono, choć nie wpływało to dobrze na dziecko, a jeszcze
          gorzej na mnie. Dlatego na salę weszłam z tego co pamiętam chyba
          jakieś 3 czy 4 razy i to na chwilę. Niestety nie wspominam tego
          dobrze, wyrzuty sumienia pozostały do dnia dzisiejszego (widok
          mojego płaczącego dziecka w drugim dniu adaptacji), choć obecnie mój
          mały to już zaawansowany żłobkowicz z rocznym stażem.
          • jenny_curran Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 12:03
            Mój tygodniową adaptację przeszedł rewelacyjnie, nie było płaczu.
            Mogłam być z nim nawet 4 h w grupie tylko po co, skoro sam świetnei
            sobie radziłsmile.
            Potem rozchorował się na 2 tyg., a teraz od poniedziałku codziennie
            wpada w ryk gdy wprowadzam go do sali. Ale płacze 1/2 minuty.
            Przestaje płakać gdy wychodzęsmile.
            • mmala6 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 13:07
              Ja weszłam z Mateuszem pierwszego i drugiego dnia. Nie pytałam się
              czy można, po prostu weszłam a panie tego nie komentowały.
              Można zostawiać na ile się chce. Co to za przepis, że nie wolno
              dziecka wcześniej odebrać? a niby dlaczego?
              Tzn jak przyjdziesz po dziecko o 11-tej to Ci zatrzasną drzwi i nie
              dadzą dziecka?wink)pomijam godziny pracy tego żłobka 8-14, chyba dla
              bezrobotnych.
    • vivien222 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 14:23
      Nie polecam. Byłam raz z dzieckiem przez godzinę w sali i bitą
      godzinę ryczał u mnie na rękach. Kiedy następnego dnia rano oddałam
      go płaczącego pani (nie wchodząc) okazało się że szybko się sam
      uspokoił i bawił razem z innymi dziećmi.
      • joannachojnacka006 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 21:44
        Drogie Mamy,
        ja mam innego rodzaju obawy i proszę wyraźcie szczerze swoje zdanie:
        Mój synek miał dotąd opiekunkę w domu.On ma 1,5 roku, Niania nie
        może u nas dłużej być i postanowiłam oddać Go do żłobka, pomślałam
        że w grupie z dziecmi będzie dla Niego lepiej, ALE TERAZ JUŻ NIE
        WIEM...w domu nie widać takich postępów w rozwoju ale przeciez nie
        tylko o to tutaj chodzi. Czy narażać Michałka na stres rozstań skoro
        mogę znaleźć Mu Nianię ? Dodam że w moim przypadku Żłobek jest
        droższy...poradźcie coś proszę...
        • hajaga Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 22:38
          Do joannachojnacka:
          każda decyzja, którą podejmiesz będzie miała swoje plusy i minusy -
          to prawda, że do żłobka dziecko musi się przyzwyczaić, ale do nowej
          niani też, prawda? Czy poziom stresu jest w tym przypadku większy w
          złobku? Nie wiem, to chyba zależy od dziecka i żłobka. Moja córcia
          bardzo lubi towarzystwo innych dzieci, więc ja się już nie
          zdecydowałam na kolejny rok z nianią (były też inne powody, ale to
          juz inna sprawa).
          • joannachojnacka006 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 28.09.07, 22:09
            Bardzo dziękuję,
            rzeczywiście po bezsennej nocy uznałam że dam sobie czas i w razie
            problemów zmienię żłobek na Nianię. Po przeczytaniu wiadomości na
            Forum jest mi już dużo lepiej.

            Moim dodatkowym problemem jest to że jestem w ciąży i mam straszne
            wyrzuty iż pomimo zwolnienia lekarskiego i seidzenia w domu dla
            dziecka szukam opieki. Powód jest taki ze pierwsza ciąża była
            fatalna i gdyby teraz miało być tak smao muszę mieć zabezpiecozną
            opekę dla synka taką do któej już będzie przyzwyczjaony. W
            ostatniej chwili nic się nie da. Właśnie..wszystko to logicznie
            brzmi a mi sie serce kroi i wyrzuty mnie zadręczają...
            jęlsi macie jakies doświadczenia w tym temacie będę wdzieczna za
            opinie ?(albo mnie otrzeźwią albo uspokoją, ale niech mi się to
            wreszcie poukłada ...)
        • mmala6 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 27.09.07, 23:08
          trudno doradzać nie znając dziecka. Spróbuj, jak mu żłobek nie będzie pasował, to zatrudnisz nianię. Jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała.
          Mój syn poszedł do żłobka rok temu, miał 20 m-cy.
          Teraz po trzy miesięcznych wakacjach poszedł do następnej grupy.
          Widzę znaczną różnicę w jego odbiorze żłobka wtedy i dzisiaj. Rok temu był małym zagubionym dzidziusiem, które dużo marudziło i długo aklimatyzowało. Na hasło 'żłobek' dostawał histerii.
          Teraz jest pewnym siebie małym chłopcem, któremu niestraszne nawet inne dzieci płaczące w szatniwink
          Nie wiem czy to, że teraz tak pozytywnie reaguje na żłobek to zasługa tego że chodził tam prawie rok. Czy może po prostu to naturalny etap rozwoju, bo w tym wieku dzieci już ciągną do innych dzieci, potrafią się bawić i są bardziej interaktywne.
          Gdybym wtedy wiedziała,że mój syn tak będzie przeżywał żłobek i gdybym miała wybór żłobek-niania, to wybrałabym nianię. Ale podkreślam, mówię tylko o swoim dziecku. Wiem, że wiele dzieci znacznie od niego młodszych szybko odnajduje sie w nowej rzeczywistości i bardzo lubią żlobkowanie. Mój syn musiał do tego dojrzeć.
          • inkaa5 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 28.09.07, 02:32
            Ja i mój synek zaczynamy przygodę ze żlobkiem w Warszawie. Co do obecności
            rodzica w czasie adaptacji to nie jest tak, że wszyscy przychodzą na ura jednego
            dnia. U nas wygląda to tak, że z chwilą dostarczania dokumentów Pani umawia tak
            by np. było jedno dziecko nowe danego dnia z mamą. Np. dwójka na tydzień - jedno
            na początku drugie na końcu tygodnia. Część dzieci w miarę możliwości zaczęła
            chodzić już pod koniec sierpnia by uniknąć takiego ałaganu o jakim piszecie. Ja
            miałm termin wyznaczony na srodę na 10 rano. W środę na spokojnie zjedliśmy
            śniadanko, ubraliśmy się jak na spacer i ruszyliśmy do żlobka, posiedzieliśmy
            1,5 godziny. Ja siedziałam sobie z boku sali w kąciku i nie przeszkadzałam, bo
            uznałam że powinnam byc trochę w cieniu, przecież zaraz maluszek miał zostać tu
            sam. W czwartk też przyszliśmy na 10 na 1,5 godz. Syn poznawał "ciocie", nowe
            zabawki, dzieci. W piątek też przyszliśmy razem tyko jak już się zabawił po ok.
            30 min powiedziałam, że idę kupić bananka (takie miałam instrukcje strony
            kierownictwa żłobka wink. Wróciłam po 15-20 min .. oczywiście z banankiem (synek
            dostał go po wyjściu). W czasie mojej nieobecności tak się bawił, że nie
            zauważył. W piątek też razem i też po 30 min. wyszłam ale już na godzinę.
            Późniejsze dni: przychodzimy razem, synek sam zostaje, ale do obiadu czyli do
            ok. 11.30. Ja przychodzę w trakcie posiłku, jak ładnie je to ok i wychodzi do
            mnie po jedzeniu; jeśli płacze to ja go karmię w takiej małej salce przy
            szatniach. Panie mówiły, że taka adaptacja powinna trwać ok. 2 tyg. W połowie
            tego drugiego tyg, ale nie w poniedzialek (bo po weekendzie za duży stres) a
            najlepiej w środę, maluch ma zostać pierwszy raz na spanko...
            Myślę, że taki system jest o wiele korzystniejszy dla maluszka, który ma czas na
            oswojenie się z nową sytuacją, ale także dla mamy, która ma możliwość uspokoić
            nerwy żlobkowe, bo może zobaczyć jak to wszystko wygląda a takze jest czas na
            ostateczne podjęcie decyzji.
            pozdrawiam
            • ibiza83 Re: Adaptacja dziecka w grupie w obecności mamy 22.09.08, 15:08
              inkaa5- o ktorym zlobku piszesz?

              U nas na Grzybowskiej (1 grupa) podobno byli rodzice wpuszczani na sale ale z
              opowiesci starszej pielegniarki bylo strasznie glosno na sali i powstal chaos-
              nie wplywalo to dobrze na dzieci i zakazali rodzicom wchodzic na sale.. Bylam
              troche zawiedzona i zmienilam zdanie na temat tego zlobka, ale z drugiej strony
              moze i dobrze sie stalo, bo mala jak dotad zachowywala sie raczej niespokojnie w
              mojej obecnosci pod czyjas opieka (zdarzylo sie kilka razy w jej zyciu) podobno
              byla wiele pogodniejsza jak zostawala sama
              dzis oddajac ja w rece cioci, bylam tak zdenerwowana ze zapomnialam nawet dac
              jej buziaka i powiedziec kiedy po nia przyjde (totalna porazka) sad ale byl z
              nami tatus ktory ucalowal coreczke smile
              jak po nia przyszlam to chciala znowu wejsc na sale smile byla troche zakrecona ale
              raczej usmiechnieta, podejrzewam ze jutro juz bedzie gorzej bo juz bedzie
              wiedziala ze sama zostanie.. ale zobaczymy moze nie bedzie tak zle..
              pozdrawiam
            • izoola u nas jak u inki 23.09.08, 09:20
              adaptacja wygladala identycznie
              1dzien- o 10ej weszlam z corka, siedzialam 1,5godz w kaciku a mala sie bawila sama
              2dzien- o 10ej weszlysmy razem, po godzinie zostawilam ja na 30min mowiac ze ide
              na zakupy
              3dzien, o 9ej weszlysmy razem, posiedzialam 30min i wyszlam na 1,5godz
              4dzien- nie wchodzilam na sale, coreczke odebrala ciocia w drzwiach
              stopniowo zwiekszalysmy czas pozostawania coreczki w zlobku, przez pierwszy
              tydzien do obiadku ok 11:30, oddawalam corcie ok 8ej tak by sniadanko jadla juz
              w zlobku
              w drugim tygodniu odbieralam po obiedzie ok 12ej,
              w trzecim tygodniu w srode zostala na pierwsze lezakowanie, odebralam o 13ej
              w kolejne dni odbieralam coreczke ok 15ej, po podwieczorku

              i dodatkowe uwagi-
              gdy bylam na sali nie bawilam sie z dzieckiem, nie rozmawialam, usiadlam w
              kaciku i obserwowalam. corcia bawila sie ladnie, co jakis czas patrzyla w moim
              kierunku by upewnic sie ze jestem. uwazam ze tak wlasnie powinna wygladac
              obecnosc rodzicow w pierwszych dniach adaptacji-bez zbytniej ingerencji. ja
              czulam sie spokojniejsza, bo widzialam jak wyglada ta cala zabawa,jak ciocie sie
              zachwoujua, a mala byla spokojna, ze w razie czego jest mamaw poblizu

              adaptacja byla rozlozona w czasie i coreczka mogla pomalu przyzwyczajac sie do
              zmian czyli wpierw sama zabawa, potem wlaczane bylo jedzonko, czas zostawania
              byl zwiekszany stopniowo, lezakowanie dopiero po 2 tygodniach i absolutnie nie w
              poniedzialek.
              poniedzialek to taki "luzniejszy" dzien, by dziecko po weekendzie moglo powoli
              sie przestawic ponownie na zlobek

              i najwazniejsza sprawa- w grupie jest 30 dzieci, ale!- nie wszystkie przyszly 1
              wrzesnia, kazdego dnia przybywalo po 1,2, tak by nie bylo chaosu o ktorym wiele
              z mam pisze. jak byla juz wieksza grupka po ok 2 tyg, przenoszono ja do drugiej
              sali, tak by kolejne dzieci przychodzace na adaptacje nie przezyly zbyt duzego
              szoku widzac gromade innych dzieciaczkow no i zeby te juz zaadaptowane nie
              plakaly solidarayzujac sie z nowymi dopiero adaptujacymi.

              mysle, ze taka adaptacja jest super- i dla mamy i dla dziecka. moja coreczka na
              poczatku plakala gdy ja zostawialam i gdy po nia przychodzilam, ale juz po 2
              tygodniach widzialam znaczna poprawe, sama wyciagala raczki do cioc i smiala sie
              gdy po nia przychodzilam. rano cos tam kreci nosem, ale juz nie placze i ja
              spokojnie moge ja oddac wiedzac ze zostaje pod dobra opieka.

              mysle, ze bardzo wazne w calej adaptacji jest zachowanie rodzicow, musimy byc
              konsekwentni i nie rozklejac sie, mowic dziecku kiedy sie wroci po nie,
              zapewniac ze sie wroci i nie plakac!!! tylko z usmiechem oddawac ciociom, bo
              dziecko wyczuwa nasz nastroj i widzac nasza kwasna mine mysli, ze zaraz cos
              zlego sie stanie

              pozdrawiam wszystkie mamuski

              ps. wyzej opisana adaptacja dotyczy zlobka przy kochanowskiego w wawie
              • nullik Re: u nas jak u inki 23.09.08, 10:34
                W naszym żłobku rodzicom wolno wchodzić tylko do szatni. Adaptacja
                polega na tym, że odbiera się dziecko wczesniej. Nie ma mozliwości
                przebywania z dzieckiem na sali i wspólnej zabawy.
                Pierwszego dnia po zebraniu pani dyrektor oprowadziła nas po salach,
                po sypialniach, po łazienkach, po kuchni. Od razu zaznaczyła, że to
                jest jedyna mozliwośc dla nas, żebysmy mogli zobaczyć żłobek od
                środka.
                Hmmm... tak sobie myslę, że w tym "szaleństwie" jest metoda. Mój
                synek dośc szybko się zaaklimatyzował, chociaż pierwszy tydzień był
                trudny. Nadal płacze, kiedy go odprowadzam. Ale wiem, że w żłobku
                jest mu dobrze. Ładnie sie bawi, zjada, śpi. Od samego początku
                dzieciaki maja różne fajne zajęcia. Tańczą, malują i chyba nawet
                spiewają, bo młody ostatnio chodzi po domu i "lalaluje".
                Właściwie po co miałabym z małym siedzieć w żłobku?
                • lwica511 Re: u nas jak u inki 23.09.08, 12:33
                  Pisałam tan post rok temu, pracując jeszcze w złobku. Ale temat jak
                  widzę aktualnysmile.
                  To moje zdanie na powyższe..

                  ADAPTACJA Z RODZICEM
                  Wydłuza sie okres przyjmowania dzieci .Niektóre maluchy przychodzą
                  dopiero ok.20 września. Dzieci przychodzą po 2-3 nowych dziennie
                  razem z rodzicem aby uniknac ,,zagęszczenia''.
                  Rodzice zachowuja sie różnie.Jedni bawią sie skupiając całą uwage
                  tylko na swoim dziecku, inni gdzieś w kącie, jeszcze inni
                  przeszywająwinkwzrokiem zachowanie Pań..
                  Najtrudniej jest gdy przychodzi nowa tura dzieci ze swoimi
                  rodzicami.Te pozostawione same nie dość , że nie widzą Mamy to
                  jeszcze mnóstwo nowych dzieci i dorosłych. Niejednokrotnie inna mama
                  lituje się nad płaczącym szkrabem efekt taki, że nie schodzi jej z
                  kolan zamiast się przyzwyczaić i skusić na zabawę. Po jej zniknięciu
                  dziecko po raz kolejny nie wie co sie dzieje.
                  Dzieci są ZDEZORIENTOWANE bo co i rusz na sali pojawia się nowy
                  dorosły. Tak naprawdę przez pierwsze tygodnie dzieciom trudno
                  zorientować sie która Pani to opiekunka, aby sie do niej
                  przyzwyczaić. Trudno pogodzić sie z tym , że tu panują reguły, bo
                  przecież jak była mama to te reguły nie były takie oczywiste..
                  Okres adaptacji trwa często do połowy października.

                  ADAPTACJA BEZ RODZICA
                  Od pierwszego dnia na sali ogromny płacz. Dzieci ,,nakręcają'' się
                  wzajemnie. Ale już od pierwszego dnia każde z nich lgnie do jakiejś
                  Pani opiekunki.To w jej ramionach utula płacz. Rodzi sie zaufanie i
                  więź.Przez kolejne dni maluch wchodzi z płaczem, ale po chwili
                  biegnie do swojej Pani, gdzie dość szybko się uspakaja. Po ok. 3
                  dniach od godz. 9 na salach dzieci bawią się, płaczu BRAK.
                  Takie trudne wejścia trwają zazwyczaj do połowy września.

                  MOJE ZDANIE.
                  Są dzieci które bedą płakać niezależnie od tego czy było z mamą na
                  adaptacji czy nie. Są też mali bohaterowie którzy dzielnie trzymają
                  się od samego początku. Ale MOJE zdanie jest takie:
                  Uważam, ze adaptacja dziecka z mamą w grupie wnosi wiecej minusów
                  niz korzyści.
                  Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Wasze dzieci na początku dużo
                  chorują. Każda osoba pracująca w żłobku jest ZDROWA i posiada
                  aktualną książeczkę sanepid. Na adaptację z dzieckiem przychodzą
                  RÓŻNI ludzie z różnych środowisk i o różnym stopniu higieny..
                  Nawet Wy drogie mamy..czy któras z Was po wejściu na salę umyła
                  ręce?....Może jeszcze przed chwilą trzymała je na kierownicy, a
                  teraz podała zabawkę dziecku, którą potem inne wzięło do buzi?
                  Drogie mamy nie krytykuję Was, po prostu chciałam pokazać, że są
                  rzeczy które nawet nie przyjdą nam do głowysmile
                  pozdrawiam oczywiściesmile)
Pełna wersja