fifilia
05.10.07, 10:55
Mam problem żłobkowy, pocieszcie mnie albo poradźcie coś, proszę.
Mój mały 10,5 m-ca, od 17 września zaczął chodzić do żłobka. Po tygodniu
chodzenia rozchorował się i miał tygodniową przerwę. Teraz znowu chodził
tydzień, ale odpukać nie choruje

Ale nie chodzi o chorowanie, tylko o
zachowanie małego w żłobku.
W domu maluch świetnie je, potrafi zająć się sobą nawet ze 2 godziny, chodząc
po domu, sam sobie wybiera zabawki. Marudzi generalnie tylko wtedy jak jest
śpiący, głodny, albo go coś boli. Zasypia(ł) sam w swiom pokoiku, czasem
chciał, żeby potrzymać go za rączkę. Uśmiechnięty, żywy, ruchliwy chłopak i
bardzo kontaktowy, nie płacze na widok nowych osób, daje wziąć się na ręce. A
w żłobku podobno jest jakaś masakra!!
Panie mi powiedziały "Nie umiemy dotrzeć do pani dziecka"... Trochę mnie to
przeraziło... Mały ponoć nie chce jeść czasem zje jakieś owocki i chrupki,
obiadkiem pluje. Cały czas ponoć płacze - bez łez. Nie da się ululać (w domu
nie był zbytnio lulany, tylko w ekstremalnych sytuacjach). Ponoć nie umie się
tam sam sobą zająć.Jak go odbieram to się bardzo we mnie wtula, niby
uśmiecha, ale w oczkach widać, że chłopak smutny. Bardzo mi go żal, płaczę po
nocach, że dziecku krzywdę robię tym żłobkiem, ale nie stać mnie narazie na
opiekunkę, a muszę chodzić do pracy (na szczęście tylko 3 dni w tyg.)
Dziewczyny, jak myślicie,poczekać do końca miesiąca z nadzieją że się
zaaklimatyzuje, czy zadłużyć się i wynająć opiekunkę? (Babcie i dziadki
jeszcze pracują i nie mogą się nim zająć, ale weekendy czasem u nich spędza- z
racji mojego zawodu- I nie ma problemu jak mnie nie ma, je, bawi się sam)Już
nie wiem co mam robić... A jedna pani ze żłobka (od początku jej nie lubie,
nie wiem dlaczego)powiedziała, ze mały jest nadpobudiwy... Jakoś w domu tego
nie zauważyłam, ale może się nie znam