Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa historia

04.05.08, 16:45
Drodzy Rodzice,
wielu z Was martwi się (co zrozumiałe) przed pierwszym, "samodzielnym" dniem
dziecka w żłobku/klubiku. Żeby choć trochę podnieść Was na duchu i pomóc Wam
wyobrazić sobie, jak to może być, postanowiłam opisać historię adaptacji ok.
15 miesięcznego chłopca, który niedawno zapisał się do nas. Nazwijmy go
Mateusz- prawdziwe imię nie jest istotne wink.
-sobota: Mateusz przyszedł do klubu z rodzicami w sobotę. Byłam z nimi tylko
ja, najpierw pokazałam całą placówkę, później odpowiadałam na pytania
rodziców, jednocześnie bawiąc się z chłopcem.Najpierw był bardzo nieśmiały,ale
w końcu skusiły go kolorowe zabawki.Po kilku minutach udało mi się go wciągnąć
w zabawę. Na rodziców się raczej nie oglądał, uśmiechał się, był wyraźnie
zadowolony. Po godzinie takiej zabawy i rozmowy, rodzice i Mateusz poszli do
domu. Po kilku dniach rodzice zapowiedzieli, że Mateusz zacznie do nas chodzić
od poniedziałku. Odpowiednio wcześniej uprzedziłam opiekunkę grupy Mateusza,
że przyjdzie do niej nowy chłopiec, nieco introwertyczny i nieśmiały, nie lubi
zabawek muzycznych i nigdy nie zostawał pod opieką nikogo innego, oprócz
swojego taty. Pokazałam niani dokumenty, w których rodzice zaznaczyli, że
chłopiec lubi spać na spacerze i chętnie je przetwory mleczne. Przygotowałyśmy
się na przyjęcie nowego gościa.
- poniedziałek: Mateusz przybył do nas z tatą o 8.30. Tata wprowadził go do
bawialni, pół godziny bawił się z synem, później powiedział mu "Papa, tata
wychodzi" i poszedł. Mateusz, gdy tylko zrozumiał, o co chodzi, zaczął płakać.
Podeszłam więc do niego i zaczęłam uspokajać, wzięłam na kolana i przytuliłam.
Udało mi się go uspokoić, ale cały pobyt w klubie przesiedział u mnie na
kolanach lub w bezpośredniej bliskości.
- wtorek: podobna sytuacja jak pierwszego dnia. Mateusz nie bardzo chce jeść
drugie śniadanie, za to obiad wcina, aż miło.
- środa: sugeruję tacie, żeby nie odprowadzał Mateusza do bawialni, tylko
pożegnał się z nim w szatni. Obiecuję, że osobiście zajmę się smykiem. Tata
zdejmuje Mateusza z kolan, ja biorę go na ręce, tata żegna się z synem i
wychodzi. Mateusz zaczyna płakać- po raz pierwszy został sam od razu.
Przytulam go więc mocno i zapewniam spokojnym głosem, że nic złego się nie
dzieje, że tata poszedł, ale wróci. Mateusz wtula się mocno we mnie, nie chce
zainteresować się zabawkami ani gniazdem srok za oknem, więc zabieram go z
bawialni do materacowni, siedzę tam z nim 15 minut, kołysząc go i utulając. W
końcu przestaje płakać, ale nie chce zejść z rąk. Kiedy się uspokaja, zabieram
go zatem ze sobą do odgrodzonej kuchni, sadzam w zapinanym foteliku i
przygotowuję drobną przekąskę i napój. Mateusz uspokaja się zupełnie i patrzy,
co robię (robił to z tatą w domu, więc czuje się w tej sytuacji bezpiecznie i
"swojsko"). Nalewam mu sok do kubka, pokazuję, gdzie stoją jego naczynia i tak
dalej. Po jakimś czasie decyduję się wyjść z nim do dzieci. Chętnie idzie za
rękę do bawialni, ale nie chce odstąpić mnie na krok. Za to już nie płacze. Po
II śniadaniu zabieram go na spacer, na którym maluch usypia. Po przebudzeniu
dostaje obiad, który zjada ze smakiem, potem przychodzą rodzice.
- czwartek: Mateusz przychodzi, żegna się z tatą, biorę go na ręce i idę do
bawialni. NIE PŁACZE! Robię mu zatem napój i razem idziemy do dzieci. Siada
obok mnie i przygląda się zabawie innych z nianią. Z radia lecą wesołe
piosenki, niania z jego grupy próbuje go wciągnąć do kółeczka. Mateusz jednak
woli zostać na kolanach, jest nieśmiały, więc pozwalam mu siedzieć koło
siebie. Po 10 minutach wstaje i sam zaczyna odchodzić kilka kroków, interesują
go zabawki i to, co robią inne dzieci. Uśmiecha się. To prawdziwy przełom! Do
końca dnia nie chce już siadać na kolanach.
- piątek: Mateusz przychodzi rano z uśmiechem na buzi. Pożegnanie z tatą
przebiega bezboleśnie. Dostaje pić, a do ręki ulubioną zabawkę- plastikowy
telefon komórkowy. Siedzi sobie wygodnie i ogląda go ze wszystkich stron.
Zjada ze smakiem II śniadanie, potem idziemy na spacer, maluch śpi. Po
przebudzeniu dostaje obiad, zajada z zadowoloną miną. Później chętnie
uczestniczy w zabawie, którą organizuje niania Kasia z jego grupy- czołganie
się w niebieskim, szeleszczącym tunelu i robienie "a kuku". Tańczy do "Jedzie
pociąg z daleka", w ogóle nie myśli o siadaniu na kolanach. O płaczu nie ma
nawet mowy. Kiedy rodzice przychodzą, chłopiec jest roześmiany i zadowolony. A
ja jestem z niego naprawdę dumna.
Od tego czasu minęło już kilka tygodni. Dziś Mateusz jest wesołym, słodkim
chłopcem, który spędza w moim klubie blisko 10 godzin dziennie. Na początku
było trochę ciężko, jednak uwaga i troska, którą mu poświęciłyśmy, opłaciły się!
Drodzy rodzice, większość dzieci właśnie w ten sposób się u nas adaptuje. A
mieliśmy nawet kilku szkrabów, którzy zostawieni 1 raz w klubie nie uronili
ani łezki, tylko OD RAZU rzucili się do zabawy. Może to brzmi jak utopia, ale
jest to możliwe! Wystarczy dać dziecku szansę w miejscu, które zapewni mu
troskliwą i profesjonalną opiekę. Dlatego nie taki diabeł straszny, pod
warunkiem, że wybierzemy klubik/ żłobek dobrze, z głową, oglądając każdy kąt i
zadając mnóstwo pytań smile. Pozdrawiam!
    • 2i2tocztery Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 04.05.08, 20:57
      Och,wzruszajaca ta bajeczka o Mateuszku.Z doswiadczenia swojego i
      innych wielu mam wiem ze takie szybkie aklimatyzacje zdazaja sie
      b.zadko.No chyba ze w Pani klubiku jest tylko ten jeden Mateuszeksmile
      Oczywiscie ze wszystkim rodzicom zycze takich doswiadczen.
      Jak dla mnie to zwykla manipulacja z Pani strony i do tego krypto
      reklama.mnie Pani nie przekonala.
      Takie jest moje odczucie.

      • 5czarna Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 15.06.08, 20:54
        Może pani zostanie bajkopisarką, taka adaptacja zdarza się niezwykle rzadko, pracuję w żłobku i coś wiem na ten temat. Najłatwiej jest wybrać taką adaptację do opisania, a czemu pani nie napisała o dzieciach, które ciężko znoszą rozłąkę z rodzicami? a tych dzieci jest bardzo dużo, to co pani opisała to sporadyczne przypadki,i niech pani nie zamydla oczu rodzicom że u pani w klubiku tak łatwo dzieci się klimatyzują, bo tak nie jest. Każde dziecko przechodzi okres adaptacyjny, te dzieci które na początku nie płaczą robią to po jakimś czasie bo każde dziecko przeżywa rozłąkę z rodzicami. Świetna historyjka tylko nie realna niestety, ale jeśli prawdziwa to powtarzam że zdarza się rzadko, czasem adaptacja trwa kilka dni a czasem miesiącami się przeciąga.
    • mariken ;) 04.05.08, 21:17
      mojej bardzo otwartej, przywykłej do kontaktów z dziećmi córce adaptacja w
      "żłobku" zajęła niemal trzy tygodnie - dopiero na początku trzeciego tygodnia
      mała szła "do dzieci" z uśmiechem, żegnając się ze mną bez płaczu (krótkiego,
      ale jednak płaczu).
      z moich rozmów z opiekunkami wynikało, że to raczej norma - bo bywa, że dziecko
      i po dwóch miesiącach płacze. rzadko zdarzają się dzieci, które już po paru
      dniach dają się przekonać do nowego miejsca - zwłaszcza, jeśli dotąd nie
      zostawały z nikim obcym.
      • achaja17 Re: ;) 04.05.08, 21:47
        Super, życzę ci jak najwięcej takich dzieciaczków, u nas rekord to 1 dzień u 20
        m-c chłopca jeśli możemy tu mówić o adaptacji. Dla nas największym sukcesem są
        dzieci które mają trudny moment rozstania z rodzicami, a po 2 tygodniach
        przebywania u nas rozkwitają i zanim wrócą do domu brykają po ogrodzie, a na
        koniec nie chcą puścić się furtki smile.
        legendarnym przypadkiem jest chłopczyk który przybył do nas jak miał 16 m-c,
        przez 1,5 tyg. nie reagował na żadną opiekunkę,cały czas płakała i spał - mimo
        naszych wszelkich starań. Po tym czasie zmienił sie nie do poznania, od tamtej
        pory należy do tzw grupy trzymającej władze i jest jednym z najpogodniejszych
        dzieci w naszym Ogródkusmile
        U nas każde dziecko ma swoją historie bo każde jest po prostu inne!!
        Pozdrawiam
        • babsy Re: ;) 04.05.08, 22:53
          Wiedziałam, że zostanę posądzona o kryptoreklamę, zmyślanie, koloryzowanie. Na
          szczęście jednak historii Mateusza nie musiałam zmyślać, o czym każdy może się
          przekonać na własne oczy.
          Masz rację, achaja17, każde dziecko jest inne i ma inną historię. My mamy
          również swoje porażki, bo mieliśmy w swojej karierze dziecko, które- mimo
          wysiłków, starań, właściwie indywidualnej opieki- nie zaaklimatyzowało się u
          nas. Na szczęście jednak większości się to udaje. Z resztą, Ty przecież dobrze
          wiesz, jak to jest wink.
          W każdym razie ja również życzę powodzenia i dalszych sukcesów. Jak widać w
          dobrze zorganizowanych klubach dzieci otrzymują profesjonalną opiekę i w końcu
          udaje im się przełamać lody smile.
          • mmala6 Re: ;) 04.05.08, 23:09
            aby nie zostać posądzoną o kryptoreklamę wystarczyło wykasować sygnaturkę pod tym postemwink
            Znam sporo żłobkowych maluchów i żadne nie zaadaptowało się tak szybko. Jeżeli to więc historia prawdziwa to gratuluję podejścia i przede wszystkim gratuluję małemu dzielnemu człowiekowi.
    • mw144 Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 05.05.08, 07:56
      Dlatego wolę oddać dziecko do prywatnego klubu, skąd wychodzi
      roześmiane i zadowolonesmile W tym, do którego jest zapisany mój syn
      jest jedna 2,5 roczna dziewczynka, która tak się dobrze bawi w
      klubie, że nie chce wracać do domu o 14:00 i rodzice zostawiają ją
      na jej życzenie aż do 16:00 smile
      • mamciulka-nikulka Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 05.05.08, 09:59
        Mój 16mczny synek poszedł pierwszego dnia do klubiku, bez
        wcześniejszej adaptacji i mąż nie mógł go nawet rozebrać, bo mały
        już chciał iść do dzieci i się bawić. Cały dzień nie płakał,
        wszystkie przygotowane posiłki pięknie zjadł i spał 3 godziny. Jak
        po 7,5 godziny przyszłam po niego tylko się do mnie uśmiechnął, a
        liczyłam, że rzuci mi się na szyję, że w końcu po niego przyszłam wink
        Nie jest nadzwyczajnym dzieckiem, nigdy nie chodził do żłobka, ale
        nie boi się ludzi i zaklimatyzował się BEZBOLEŚNIE. Więc ja mogę
        powiedzieć, że jest to możliwe, choć rzeczywiście opiekunki mówiły,
        że dziecko co się tak szybko klimatyzuje to rzadkość.
        • krokre Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 05.05.08, 13:29
          Mój synek jest przykładem dziecka które zaklimatyzowało sie od
          samego początku. Mały chodzi do państwowego żłobka. Pierwszy raz
          poszedł mając 1,5 roku. Byłam z nim w żłobku pierwszego i drugiego
          dnia na tzw adaptacji, trzeciego dnia został sam. Wszystko odbyło
          się bez płaczu, mały zachowywał się jak ryba w wodzie widząc dzieci
          i nowe zabawki. Po 2 tyg chodzenia mały zaczął być marudny ale nie
          płaczliwy podczas zostawiania go w żłobku. Taki stan utrzymywał sie
          przez 3 dni, po czym przyszedł długi weekend listopadowy i na samą
          myśl o oddaniu go do żłobka po tylu dniach przerwy przeszywały mnie
          ciarki. Ku mojemu zaskoczeniu mały po takiej przerwie zachował się
          bardzo dobrze, bez marudzenia oddał się w ręce opiekunki. Tak
          zostało mu po dziś dzień, a nawet są takie dni kiedy mały zaczyna
          marudzić że nie chce iść do domu bo właśnie fajnie się tam bawi.
          Reasumując są takie dzieci co to szybko się adaptują. Założycielka
          wątki nic nie zmyśliła, mój mały jest tego przykładem.
          Pozdrawiamsmile))
          • agnieszak_s Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 15.06.08, 19:44
            hahaha, cgyba umrę ze śmiechu. Moje dziecko tam chodziło i jakoś ta
            wybitnie zdolna opiekunka sobie z nim nie dała rady chociaz jest
            bardzo pogodnym i przyjacielskim dzieckiem.
            Ta pięknie napisana bajka przez Pania N. tylko utwierdza mnie w
            przekonaniu, że ta Pani ma ze sobą problem.
            Spacery sa tylko mitem - w żłobku nie ma ogrodu i dzieci po 10 h
            siedza w domu, ewentualnie zostana przewiezione wózkiem ulicami
            bielan.
            Całe szczęście czas weryfikuje i eliminuje takie jednostki smile
            • babsy Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 16.06.08, 11:05
              Jeszcze raz zapraszam wszystkich do obejrzenia placówki na własne oczy. Wtedy
              najlepiej można ocenić, jak wyglądają kwestie spacerów (które odbywają się
              codziennie) oraz sprawy adaptacji. Oczywiście, nie ze wszystkimi dziećmi sprawa
              wygląda tak "różowo", ale przypadków zupełnej niemożności adaptacji mamy
              naprawdę mało.
              Chciałam napisać tekst, który pomoże mamom, czującym wyrzuty sumienia przy
              zostawianiu dziecka w żłobku. U nas zdarzało się nawet, że mamy płakały, bo
              czuły się winne, a łzy drugiego człowieka nigdy nie są widokiem przyjemnym. Nie
              chciałam nikogo urazić ani zdenerwować. W razie czego zawsze można dać znać
              moderatorowi, żeby usunął ten wątek. Pozdrawiam.
    • cobia Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 15.06.08, 22:02
      wiesz babsy... gdyby napisal to ktokolwiek inny, to moze bym
      przeczytala te przydlugawa historyjke.... ale poniewaz Twoja
      nachalnosc i prostacka kryptoreklama przechodzi juz granice dobrego
      smaku, to odpuscilam te zapewne fascynujaca lekture. Masz racje,
      uwazam dokladnie tak, jak napisalas i dokladnie o to Cie posadzam.
      • 5czarna Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 15.06.08, 22:31
        Jak napisałam wcześniej historyjka niczym z bajki nie dajcie się mamy omotać, ta
        pani tak pięknie napisała adaptację, która nie istnieje albo pojawia się na
        prawdę rzadko, są to na prawdę sporadyczne przypadki. Jeśli ktoś chce zachwalać
        swój personel i placówkę to nie w ten sposób.
      • izziste Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 16.06.08, 11:43
        nachalnośc babsy jest przerazająca . Reklamuje klubik dosłownie
        gdzie tylko można. a naprawdę zapraszam wszystkich tam , zastaniecie
        klubik bez miejsca do zabawy na powietrzu , dzieciaki wychodzą na
        plac zabaw nalezacy do pobliskiego domu kultury , nieprzystosowanego
        do zabawy dla tak malych dzieci !!!! mam nadzieję , że ktos sie tym
        zainteresuje , ja przestrzegam Mamy !
    • izziste Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 16.06.08, 11:39
      jaka cudowna reklama , az sie rozplynelam ....Jeszcze powinna pani
      dodać do tego godziny z minutami smile
      co za zbieg okolicznosci , ze to Pani a nie rodzice Mateuszka to
      napisali .

      • 2katarina Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 16.06.08, 22:28
        Oj jak pięknie opisane a jak jest w rzeczywistości?, bo mój mały płakał przez
        kilka dni, szybko się przyzwyczaił według cioć bo po 2 tygodniach, a tu takie
        efekty od razu, ale moje dziecko chodzi do państwowego żłobka może to ma jakieś
        znaczenie. Chociaż nie sądzę, bo moje dziecko jak każde inne musiało się
        przyzwyczaić do mojej nie obecności i przejść okres adaptacyjny. Niektórzy to
        mają wyobraźnię i pomysły na reklamowanie swojego prywatnego interesu.
        • mocnakrysia Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 17.06.08, 21:40
          Ja też mam prywatny żłobek dosyć duży ,bo na 40 miejsc. Ale dzieci
          też adaptują się różnie to zależy od dziecka i podejścia rodziców. A
          w taki sposób jak tapani napisała to rzadkość , może 1 dziecko w
          ciągu roku.Okres 2 tygodni to minimum.
          • dobry_tata Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 18.06.08, 11:07
            Nie chce mi się wymieniać po kolei z pseudonimu, tak więc mam nadzieję, że
            "zainteresowane osoby" domyślą się, że to do nich.
            Może po kolei- najpierw piszecie, że nie ma możliwości, żeby dziecko tak szybko
            się zaadoptowało...a w następnym zdaniu "...oczywiście jest to możliwe i zdarza
            się sporadycznie". Ja chyba zgłupieję od tych słów- ja rozumiem, że piszą tutaj
            zdesperowane matki, które nie mają co robić, a nie stać je na profesjonalną
            opiekę w dobrym żłobku, ale czy to od razu musi oznaczać, że siedząc cały dzień
            na tym forum musicie tracić rozum? Co to za brednie i jak to w końcu jest-
            dziecko może się szybko zaadaptować, czy nie? A jeżeli może, to dlaczego akurat
            ten przypadek ma nie być tym, który jest "wyjątkowy"? Moja Ania nie jest tym
            przypadkiem- ona potrzebowała tygodnia na uspokojenie się, co według mnie jest
            normalne, ale nie oznacza również, że musiała "znosić katorgę" przez niewiadomo
            ile. Może jednak atmosfera działa na dzieci tak, że szybko się adaptują? Pytacie
            dlaczego rodzice nie opisali tego przypadku? BO MAJĄ CO ROBIĆ!! Tak jak ja- nie
            siedzę i nie pisze bredni z nudów, nie mając nic lepszego do roboty. Ludzie
            pracują a nie myślą o tym jak i kogo obsmarować!! Śmiech mnie pusty chwyta z
            żoną, jak czasami poczytamy sobie te brednie wyssane z palca. Oczywiście zgodzę
            się z tym, że dzieci wyprowadzane są na plac zabaw, ale...na jego teren, w
            wózku, a nie puszczane w samopas!! Ludzie- skąd Wy bierzecie te brednie? Robicie
            dla jakiegoś czasopisma "Potraćmy czas razem"? Nie macie nic lepszego do roboty?
            Ja wiem że brak pieniędzy skłania ludzi do dziwnych zachowań, ale takich?? Na
            szczęscie z żoną nie zdołaliśmy przeczytać tych zarzutów zanim oddaliśmy Anię
            pod opiekę Pani Natalii, bo jeszcze byśmy uwierzyli w te brednie i musieli
            szukać jakiegoś gorszego miejsca.
            • mariken o la la 18.06.08, 11:16
              cóż za zaciętość! człowieku, i kto się tu nudzi?
              dziwi mnie jedno - za każdym razem, gdy pojawia się głos na "nie" dla kms, zaraz
              widzę obronę dobrego_taty big_grin

              a co do innych miejsc - proszę mi uwierzyć, są też w warszawie lepsze niż kms smile
            • 5czarna Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 18.06.08, 19:42
              W odpowiedzi na twoje wątpliwości nie jestem zdesperowaną matką tylko właśnie opiekunką ze żłobka,taka adaptacja o której pisze autorka wątku jest sporadyczna i możliwa, tylko zdarza się bardzo bardzo rzadko, więc po co opisywać taką sytuację, żeby mamy które przyprowadzają do żłobka dziecko oczekiwały właśnie takiej adaptacji?, żeby się dziwiły dlaczego ich dziecko nie klimatyzuje się z nową sytuacją jak ta opisana? żeby się zastanawiały co nie jest nie tak z ich dzieckiem bądź placówką, do której chodzi dziecko a może personel coś źle robi?. Lepiej przygotować mamę na trudny okres adaptacyjny a nie wypisywać takie bajki. Ty rzeczywiście nie siedzisz i nie piszesz bzdur gratuluję samokrytyki, a tak na marginesie każdy ma prawo do wypowiadania swoich opinii nie zawsze zgodnych z twoimi poglądami i opiniami.
              • mocnakrysia Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 18.06.08, 21:21
                Masz rację czarna. Ja jako właścicielka , której zależy na dzieciach
                uważam tak samo. Trzeba czasu, cierpliwości ze strony rodziców i pań
                opiekunek żeby dziecko się zaadaptowało. Każde dziecko jest inne i
                inaczej przez to przechodzi. Nie ma jakiegoś wypracowanego standardu
                adaptacji dziecka. Azdarzają się też przypadki że dziecko się nie
                przyzwyczai i wtedy trzeba to uczciwie rodzicom powiedzieć, dla
                jego dobra.
                • 5czarna Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 18.06.08, 22:26
                  Masz zupełną rację, że nie ma standardów na adaptację, napisałam to co myślałam,
                  bo pracuję w żłobku i adaptacja bywa różna, i nie mogłam pozostać obojętna na
                  taki wątek, bo wiem jak ciężko jest rodzicom i dzieciom w tym okresie. Takie
                  spłycanie tematu o okresie adaptacyjnym jest dla mnie tylko i wyłącznie reklamą,
                  bo o adaptacji dziecka w żłobku można książkę napisać a nie opisywać jeden
                  przypadek zdarzający się sporadycznie.
            • georgeom Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 18.06.08, 21:50
              hm sprzeczności to chyba wlasnie tu : nie siedzę i nie piszę .....hm
              pewnie post napisał się sam . Nie chcemy dokopac nikomu , ja
              przynajmniej nie jestem zdesperowana i stac mnie na prywatny zlobek
              bo dziecko do takiego chodzi smile Ale jak przegladam czasem to forum
              to nie sposob nie trafic na autoreklamę żlobka Pani Natalii smile
              naprawdę . I już wiadomo kto się nudzi smile
            • cobia Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 19.06.08, 21:32
              "Ja wiem że brak pieniędzy skłania ludzi do dziwnych zachowań, ale
              takich?? "

              Mistrzu.... oswiec mnie, jakim torem szly Twoje zagubione mysli,
              kiedy dochodziles do tego stwierdzenia?
              Uznaje swoja małość - nijak zarzutow wobec postu Babsy nie jestem w
              stanie powiazac z wnioskiem, ze pisza to osoby ktorym sie w glowach
              pomieszalo od braku pieniedzy...

              Wielkosc Twoich wypowiedzi nieco kłóci mi sie z infantylnoscia
              Twojego nicka, ale to zapewne zabieg celowy z twojej strony - dla
              niepoznaki...
              • 2katarina Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 19.06.08, 21:59
                O jej a ty skąd przyszłaś z krainy zwanej filozofia czy z jakiejś innej bajki.
                • 2katarina Re: Adaptacja dziecka w klubiku-prawdziwa histori 19.06.08, 22:05
                  ok przepraszam wczytałam się w twój komentarz sory już załapałam o co chodzi,
                  chyba jestem przemęczona i muszę iść już na długi urlop. Jeszcze raz przepraszam
                  i pozdrawiam
Pełna wersja