Czy córcia da sobie radę? :(

07.07.08, 00:19
Od września idzie moje cudo do żłobka, idzie bo nie mam z kim
zostawić, prababcia jest zbyt staroświecka i mała jej nie lubi
(ucieka od niej). Będzie miała 20 miesięcy prawie, dokladnie 19,5
miesiąca. To żłobek państwowy, bo innego u nas nie ma. I jest taka:
mega otwarta, lubi dzieci, specjalnie prowadzam ją na plac zabaw,
daję jej swobodę, tak więc z kontaktami nie powinno być problemu.
Tylko, że ona wie że ja tam jestem, choć służę jej do podawania
picia (bo np. ostatnio woli baby stawiać sama) i wprowadzania na te
drabinki i inne urządzenia. Jestem spanikowana, z racji tego że
trudno mi się z nią rozstawać, a poza tym jestem z wyszktałcenia
nauczycielką i karmiono nas teorią, że dziecko jest gotowe do
uspołecznienia od 4 roku życia. Moja mama podsyca moją niepewność
tym, że syn szwagierki (chodzi do żłobka) ma smutne oczy i w ogóle
jest smutny (ale on chyba taki w ogóle jest spokojny).
Przecież ja oszaleję, na myśl o 1 września robi mi się niedobrze, a
do pracy iść muszę i chcę. Z czegoś żyć trzeba...
Kobitki błagam pomóżcie bo mi psychika posłuszeństwa odmiawia sad
I jeszzce jedno, też złobek to ma takie fanaberie, że do sali wejść
nie można, dziecko podaje się przez drzwi, nie ma zajęć
adaptacyjnych (jak chciałam posłać w lipcu, żeby się mała zapozanała
z terenem, to nie wyrażono zgody), ponoć ta głowna opiekunka jest
dla dzieci super, ale dla rodziców to jędza, więc jak mam jej
zaufać, jak moja szwagoerka ją raz przyłapała, że jej dziecko stało
i płakała a ona siedziała i pisała, nie zwrócił na niego uwagi.
Potem przepraszała i w ogóle, ale jak jest od 8 kiedy już rodzic nie
przychodzi???
Nie no, ja oszaleję z niepewności. Obiecałam sobie i córci, że nigdy
jej nie skrzywdzę, że dam jej możlwiość rozwoju i życia w
bezpieczeństwie, a jeśli tym pobytem w żłobku zaburzę jej osobowość,
poczucie bezpieczeństwa? I już nie będzie taka otwarta, uśmiechnięta
i radosna i zmieni się lękliwe dziecko???
Przepraszam, że tak tu piszę, aż mi się ręce trzęsą. Mąż uważa, że
przesadzam, że ona lubi dzieci (zawsze się próbuje tulić, daje
buziaki, ale też próbuje dominować) i wszystko będzie dobrze. Na
szczeście obiecał mi, że jak będzie widać że jest coś nie tak to
zabierzemy ją stamtąd.
Gdybym tylko mogła zostać w domu z nią i sama ją uczyć wszystkiego.
Nie chodzi o chwalenie się, ale ona się przy mnie świetnie rozwija,
kocham ją nad życie, czasem jest nieznośna, raz dostała też klapsa,
ale ostro przegięła, leciała mi na ulicę i nic nie docierało.
Nie jestem mamą idealną, bynajmniej, ale jeslo chodzi o jej rozwój
to mam fioła.
Pewnie namieszałam wszystkiego jak zawsze, ale przynajmniej mi
ulżyło. W każdym razie dziękuję za wszelkie odpowiedzi i wsparcie smile
Pozdrawiam!
Marta
    • lwica511 Re: Czy córcia da sobie radę? :( 07.07.08, 10:21
      Witam serdeczniesmile). Sprawa najważniejsza gdy jesteś zdecydowana
      oddać dziecko do żłobka to przede wszystkim TY.Dziecko jak gąbka
      chłonie Twój nastrój i niepewność.Jeżeli będziesz miała obawy,
      niepewność, na przemian łzy i strach w oczach dziecko będzie
      reagować tym samym.
      Cóż mogę Ci poradzić? Zaufaj. Okres adaptacyjny przebiega u dzieci
      różnie przybierając różne natężenie. W 90 % dzieci płaczą ok 2
      tygodni..I jest to jak najbardziej prawidłowe.Dziecko przebywa w
      nowym otoczeniu, w nowym hałasie,. nie jest już księżniczką która ma
      mamę na wyłączność. Bunt może przybierać różne formy, może być
      płacz,biegunka, wymioty , temperatura.Przeważnie tak już jest że
      dzieci które na początku reagują tak gwałtownie, najszybciej się
      adaptują.Ponieważ ten bunt to odreagowanie emocji.Bardziej niepokoi
      gdy dziecko jest milczące, zamyka się w sobie.Te emocje w nim tkwią.
      Może być też tak żę po 4 dniach dobrych wejsć zacznie się dramat
      przy rozstaniu.Po prostu dziecko zaspokoi swoją ciekawość i zachwyt
      nowymi zabawkami i sobie przypomnismile.To też jest prawidłowość.
      Co możesz zrobić aby pomóc Córci?
      1. Pewność.
      Musisz być pewna że to jest słuszne. Nie możesz mieć wachań. Nie
      może być tak że w połowie drogi cofasz sie do domu bo mała płacze,
      jeżeli raz się poddasz stanie się to normąsmile.Nieobecność podczas
      pierwszych 3 tygodni niedozwolana(chyba żę jakieś choróbsko
      przypląta).Nie ma litości bo przyszedł piątek i przyjechała babcia,
      to mała może zostanie.
      2.Przygotownie.
      Masz jeszcze dość dużo czasu.Powinnaś przygotować swoje dziecko. Im
      więcej nauczysz je teraz samodzielnośći tym łatwiej odnajdzie się w
      grupie(korzystanie z nocniczka, samodzielne jedzenie łyżką, picie z
      normalnego kubka, próby rozbierania i ubierania się).Tak przy okazji
      pamietaj aby ubranko dziecka było łatwe do założenia i ściągnięcia
      (spodenki w gumkę, kapcie na rzep).
      3.Rozstanie
      Dziecko rozbieramy w szatni zdeydowanie i szybko.Otwieramy drzwi
      żegnamy się dość krótko i zdecydowwanie mówiąć mama po Ciebie
      przryjdzie np. po obiedzie (zawsze dotrzymujemy słowa).I niezależnie
      od zachowania dziecka ,,przekazujemy'' je opiekunce.I to jest ten
      najtrudniejszy ale jakże ważny moment..Jak tu oddać dziecko kiedy
      ono się wczepia i protestuje??Zaufać.Jeśli postąpimy troche wbrew
      sobie ale za to zdecydowanie, ze spokojem i uśmiechem jednocześnie
      zapewniając ze kochamy i wrócimy, i jeśli dziecko po jakimś czasie
      zorientuje się ze to prawda, po prostu UWIERZY zacznie być bardzo
      dobrze.

      Ot i zgrubsza trochę rad.
      Jeszcze skomentuje adaptacje wspólnie z dzieckiem. Są głosy za ale i
      przeciw..
      W przypadku klubików ma to sens(mała liczba dzieci)
      , w przypadku żłobków różnie.Pracowałam jeszcze kiedy nie było
      adaptacji z rodzicem w modzie..Pierwsze dni września to był jeden
      wielki płacz.Praca opiekunki polegała tylko na bujaniu, kołysaniu,
      wycieraniu nosków(o zabawie zapomnijmy). Ale od połowy września
      można juz było prowadzić zajeciasmile).Teraz okres adaptacji trwa
      dłużej.Dlaczego? Wydaje mi się ze dzieci są
      zdezorientowne.Przyzwyczajają się że mama jest potem jej nie ma,
      potem są inne mamy(dlaczego nie ma mojej??zdaje się pytac malec.Inne
      mamy tulą swoje dzieci a ja z obcą Pania).Potem idą te mamy,
      przychodzą następne...Okres adaptacji trwa teraz do około połowy
      października.Pojawiają się w międzyczasie komentarze w necie
      dotyczące Pań co nie ułatwia im zadania.Czy któras z nas w swojej
      pracy chciałaby być non stop pod obstrzałem??

      To tyle, życze powodzenia choć martwi mnie stwierdzenie, ze jak
      będzie źle to zabierzesz ją stamtąd...Nie wolno eksperymentować na
      dziecku(a wiem że tego nie chcesz).Jeżeli masz tyle wątpliwośći i
      możliwość zostaw córcię w domu. Żłobek jest dla bardziej
      zdesperownych smile))Powodzenia!
      • izziste Re: Czy córcia da sobie radę? :( 07.07.08, 20:36
        zupełnie się zgadzam z lwica511 , super napisalassmile
        Ja tylo wtrace a propos adaptacji w klubiku .ja mam synka w klubiku
        prywatnym i adapacja jest tak naprawde dla MAM .Wiem z
        doswiadczenia , to ja sie balam ze dziecku sie cos stanie , to ja
        sie denerwowałam , czy Panie są dobre m to ja sie denerwowałam czy
        dziecko czegos nie dopilnują . I dzieki za dni adaptacyjne
        osiagnełam spokoj smile ale dla dziecka dni adaptacyjne to kreciołek .
        dziecko nei wie o co chodzi . Naprawdę tak jak napisała lwica :
        pozegnac sie krociutko w szatni . Moj synek plakal 3 dni po poł
        godizny zanim sie nie zaznajomil . ale to tez kwetsia tego ,ze z
        nikim innym nie zostawał tylo ze mną . a teraz smile tata zawozi
        podaje w szatni Pani , jest 5 minut placzu , wchodzi na gore i cicha
        i zabawa smile
        ja wiem , ze oddanie dziecka do zlobkka nie jest dla niego zadna
        tragedia .mlody wraca zadowlony , wybawiony , pokazuje czego sie
        nauczył (jeszcze nie mowi)
        poszedl do zlobka jak mial rok i 5 miesiecy
    • buszka24 Re: Czy córcia da sobie radę? :( 07.07.08, 20:44
      Dzięki za rady, większość znam, tylko jak to w praktyce wyjdzie to
      nie wiem, chyba jakiegoś uspojacza sobie łyknę ziołowego i jakoś to
      będzie. Potem cały czas będę ją czujnie obserwować. Mam nadzieję, że
      panie opiekunki też będą mnie informowały o procesie adaptacji
      małej. Wiem, że problem tkwi we mnie.
      Co do konieczności oddania, to w sumie i tak by trafiła pod skrzydła
      obcej osoby, więc pomyślałam czy nie spróbować ze żłobkiem. Na
      szczeście mam plan B i jak by co, będzie ninia, to pani w wieku
      mniej więcej 50 lat, dobra znajoma mamay na zasiłku
      przedemerytalnym, chętnie dorobi a dzieci uwielbia smile
      A jak przez tydzień, dwa okaże się, że mała ciągle płacze, nie chce
      się bawić, płacze przy wejściu i odejściu mamy, to nie ma na co
      czekać i zabierać? Nie mam specjalnych doświadczeń w tej grupie
      wiekowej, wiem jak się dziecko rozwija itd, ale jeśli chodzi o
      psychologię to wysiadam, mam za mało info.
      Dzięki raz jeszcze!
      • asiunia.vie Re: Czy córcia da sobie radę? :( 07.07.08, 21:25
        Buszka, trzymam kciuki za Mala i Ciebie. Doskonale rozumiem twoje
        watpliwosci. W naszym przypadku zlobek niestety nie sprawdzil sie.
        Moje dziecko jest typowym potwierdzeniem teorii ze dziecko w tym
        wieku (1 rok) nie potrzebuje towarzystwa innych dzieci tylko uwagi
        rodzicow i ew. pojedynczych osob trzecich jak babcia, niania.
        Pierwsze dni w zlobku nawet nie byly zle, poplakiwala troche, ale
        szybko sie uspokajala i bawila. Z czasem bylo coraz gorzej. Bunt
        objawil sie tym, ze przestala zupelnie jesc i to nie tylko w zlobku
        ale tez i w domu ( nie wspoinajac o placzu non-stop). Leciala z
        waga, po pewnym czasie przestala pic, doszlo do lekkiego
        odwodnienia. Nie musze pisac co sie dzialo we wnatrz mnie. Mala byla
        glodna, caly czas plakala z glodu ale nie kojarzyla glodu z
        jedzeniem. Do konca mialam nadzieje, ze to sie zmieni. Po 4
        tygodniach tego koszmaru awaryjnie wezwalismy babcie: Mala, pomimo
        ze wogole jej nie znala, zaraz pierwszego dnia po przyjezdzie babci
        zostala z nia w domu, jadla od niej itd. Bardzo ja polubila no i
        odzyla, teraz nadrabia zaleglosci i my troche odzylismy. Jednakze
        jest to rozwiazanie na krotko, babcia wroci do domu a my znow
        bedziemy w kropce.
        Napewno bedziemy probowac ze zlobkiem (innym) jeszcze raz. Jesli
        historia sie powtorzy trzeba bedzie znalezc opiekunke.
        Mam nadzieje, ze twoja corcia zda ten egzamin dojrzalosci lepiej niz
        nasza i tego ci zycze.
      • lwica511 Re: Czy córcia da sobie radę? :( 07.07.08, 21:52
        Mamo czas najwyzszy wziac sie w garscsmile.Za bardzo skupiasz sie na
        sobie..smile.Piszesz ze bedziesz corcie pilnie obserwowac.Bez przesady, daj dziecku
        oddech, ono nie bedzie tam SAMO.Tam sa Opiekunki.Zrobia wszystko aby Twoje
        dziecko przyzwyczaic do zlobka.Jak czytam ze gdzies tam sa panie nic nie robia a
        dzieci placza-uwierz mi to bzdura.Zadna z nas nie wytrzymalaby 8 godz non stop
        codziennie slyszec placz 20 dzieci, prawda?.Przewaznie przez 2-3 tygodnie jest
        dramatyczne rozstanie(jak Tatus silniejszy niech to on odprowadza).Po paru
        dniach dziecko rozpoznaje droge i placz moze sie pojawic juz na ulicy.Z reguly
        dziecko w grupie uspokaja sie po okolo 10 minutach.Najgorszy jest poranek bo co
        chwile otwieraja sie drzwi.Ok.9godz poplakuja pojedyncze sztukismile, ale wtedy
        zaczyna sie zabawa i do 11.30 jest fajnie.O 12, po obiedzie, zaczyna sie koncert
        zyczen, bo znow co chwile otwieraja sie te drzwi.W Twojej glowie jest migawka z
        placzliwego wejscia i placzliwego wyjscia, wiec logika sama Ci podsuwa ze Mala
        plakala caly czas.A tak nie jest, zapewniam.Chcialam Ci przypomniec ze tam sa
        OPIEKUNKI.One powiedza jak bylo.Jesli dalej bedziesz miala 100 obaw, popros o
        rozmowe z psychologiem zlobkowym, niech poobserwuje Mala i da Ci znac jesli cos
        nie tak.A tak na marginesie dobrze ze masz rezerwe w obwodzie, bo nowicjusze
        niestety choruja, ale to juz inna historia..
        Aha i dziecko przyzwyczajamy do zlobka stopniowo, najpierw 2 godz przez 2,3 dni
        (obiad niewazny tak jak psychika), potem 3 godz, potem 4 itd.Trzymam kciuki!
Pełna wersja