buszka24
07.07.08, 00:19
Od września idzie moje cudo do żłobka, idzie bo nie mam z kim
zostawić, prababcia jest zbyt staroświecka i mała jej nie lubi
(ucieka od niej). Będzie miała 20 miesięcy prawie, dokladnie 19,5
miesiąca. To żłobek państwowy, bo innego u nas nie ma. I jest taka:
mega otwarta, lubi dzieci, specjalnie prowadzam ją na plac zabaw,
daję jej swobodę, tak więc z kontaktami nie powinno być problemu.
Tylko, że ona wie że ja tam jestem, choć służę jej do podawania
picia (bo np. ostatnio woli baby stawiać sama) i wprowadzania na te
drabinki i inne urządzenia. Jestem spanikowana, z racji tego że
trudno mi się z nią rozstawać, a poza tym jestem z wyszktałcenia
nauczycielką i karmiono nas teorią, że dziecko jest gotowe do
uspołecznienia od 4 roku życia. Moja mama podsyca moją niepewność
tym, że syn szwagierki (chodzi do żłobka) ma smutne oczy i w ogóle
jest smutny (ale on chyba taki w ogóle jest spokojny).
Przecież ja oszaleję, na myśl o 1 września robi mi się niedobrze, a
do pracy iść muszę i chcę. Z czegoś żyć trzeba...
Kobitki błagam pomóżcie bo mi psychika posłuszeństwa odmiawia

I jeszzce jedno, też złobek to ma takie fanaberie, że do sali wejść
nie można, dziecko podaje się przez drzwi, nie ma zajęć
adaptacyjnych (jak chciałam posłać w lipcu, żeby się mała zapozanała
z terenem, to nie wyrażono zgody), ponoć ta głowna opiekunka jest
dla dzieci super, ale dla rodziców to jędza, więc jak mam jej
zaufać, jak moja szwagoerka ją raz przyłapała, że jej dziecko stało
i płakała a ona siedziała i pisała, nie zwrócił na niego uwagi.
Potem przepraszała i w ogóle, ale jak jest od 8 kiedy już rodzic nie
przychodzi???
Nie no, ja oszaleję z niepewności. Obiecałam sobie i córci, że nigdy
jej nie skrzywdzę, że dam jej możlwiość rozwoju i życia w
bezpieczeństwie, a jeśli tym pobytem w żłobku zaburzę jej osobowość,
poczucie bezpieczeństwa? I już nie będzie taka otwarta, uśmiechnięta
i radosna i zmieni się lękliwe dziecko???
Przepraszam, że tak tu piszę, aż mi się ręce trzęsą. Mąż uważa, że
przesadzam, że ona lubi dzieci (zawsze się próbuje tulić, daje
buziaki, ale też próbuje dominować) i wszystko będzie dobrze. Na
szczeście obiecał mi, że jak będzie widać że jest coś nie tak to
zabierzemy ją stamtąd.
Gdybym tylko mogła zostać w domu z nią i sama ją uczyć wszystkiego.
Nie chodzi o chwalenie się, ale ona się przy mnie świetnie rozwija,
kocham ją nad życie, czasem jest nieznośna, raz dostała też klapsa,
ale ostro przegięła, leciała mi na ulicę i nic nie docierało.
Nie jestem mamą idealną, bynajmniej, ale jeslo chodzi o jej rozwój
to mam fioła.
Pewnie namieszałam wszystkiego jak zawsze, ale przynajmniej mi
ulżyło. W każdym razie dziękuję za wszelkie odpowiedzi i wsparcie

Pozdrawiam!
Marta