anic77
29.09.08, 09:16
Witam, Mój synek ma 2 lata i 5 miesięcy.Od września chodzi do
żłobka, pierwsze 4 dni były problemy przy rozstaniu, ale później
zaakliamtyzował się i chętnie chodził do żłobka.Od czwartku mamy
problem.Ubiera się chętnie i z uśmiechem na ustach żegna z tatą i
babcią, z aucie też jest radosny.Kiedy tylko przekroczymy drzwi
żłobka wpada w histerię.W piątek i dziś wymiotował i został przez
Panią zabrany z krzykiem.Spytałam jak długi płacze i jak się
sprawuje.Ona twierdzi, że w ciągu pół godziny się uspokaja.Jest w
ciągu dnia bardzo grzeczny i posłuszny, chętnie sprząta, nie wyraża
jednak chęci zabawy z dziećmi.Synek mało mówi i jest przez otoczenie
nierozumiany, może w tym twki problem.Uwielbia dzieci poza żłobkiem,
na placach zabaw chętnię włącza się do zabawy i naśladuje maluchy,
jest wulkanem energii i radosnym łobuziakiem.W żłobku zmienia się w
cichego, jękliwego maluszka.Drugi problem to pielucha, którą nadal
nosi, walczymy z tym pół roku, ale jak na razie
nieskutecznie.Podejrzewam, że Panie przy zmianie pieluch mogą
wytykać, mu, że taki duży chłopak, a z pielucha chodzi.Nie wiem czy
mam to przeczekać, czy zabrać synka ze żłobka.W domu jest babcia,
która może się nim zająć, ale widzę, że jemu potrzeba więcej niż
babcia może mu oferować.Sprzątanie i gotowanie ma opanowane

Sądziłam też, że kontakt z równieśnikami wspomoże rozwój mowy, tak
się też dzieje, powoli idzie do przodu, na razie nazywa wszystko
pierwszą sylabą, ale to jednak progres.