Zemsta opolskiej "ośmiornicy"1

IP: *.dip.t-dialin.net 08.03.10, 11:16

Zemsta opolskiej „ośmiornicy”

Uratowali osiedle, pójdą do więzienia



„Chłopaki, ja się z wami rozliczę”

Zapewne, gdyby nie jeden człowiek, opolska „ośmiornica”, jak po roku 2003
prasa określała sitwę sprawującą rządy w tym mieście, trwałaby w najlepsze.

Tym kimś był Tadeusz Sz., opolski przedsiębiorca, doktor praw. Doktorat
uzyskuje w latach osiemdziesiątych w Mińsku, Białoruska SRR. Zgłębia tam
tajniki prawa konstytucyjnego.

W roku 1999 Spółka „Dobre Domy Opole” rozpoczyna w Opolu budowę osiedla
mieszkaniowego.
Miasto Opole ma 49 procent udziałów w spółce. Tadeusz Sz., przyjaciel, dobry
kolega miejskich notabli, znajduje się wśród pozostałych udziałowców i
zasiada w radzie nadzorczej.

Firma zaplanowała budowę ponad 400 mieszkań, w atrakcyjnej niskiej zabudowie.
Lokalizacja całego przedsięwzięcia, zastosowane technologie stanowią o
atrakcyjności oferty. Chętnych na zakup mieszkań nie brakuje.

Tadeusz Sz., jako osoba znakomicie znająca lokalny rynek, ma decydujący wspływ
na dobór wykonawców i dostawców materiałów budowlanych. Generalnym wykonawcą
osiedla zostaje firma „Ekobud” z Brzegu.

Na przełomie 1999 i 2000 roku prace postępują bardzo szybko, wkrótce do nowych
mieszkań wprowadzają się lokatorzy, jednak służby budowlane firmy „Dobre Domy
Opole” co rusz sygnalizują nieprawidłowości w realizacji inwestycji przez
„Ekobud”.

Krzywe ściany, dziurawe dachy, źle poprowadzone instalacje wodne … To się da
naprawić.
„Ekobud” jednak na masową skalę zawyża ceny wykonanych robót lub wręcz
fakturuje roboty niewykonane. Spółka „Dobre Domy Opole” zamawia w tej sprawie
szereg ekspertyz.

Wezwania do usunięcia wad budynków, weryfikacji kosztorysów, są przez „Ekobud”
konsekwentnie ignorowane, deweloper jest zaś zasypywany wprost setkami faktur
za prace wykonane np. przed rokiem, roboty zanikające i podlegające ukryciu,
lub wręcz za roboty budowlane wykonane przez zupełnie inne firmy. Fikcyjne
rozliczenia taśmowo wręcz produkuje Jerzy M., ówczesny pracownik firmy „Ekobud”.

To już jest wojna pomiędzy dwiema firmami. „Ekobud” okupuje budowę, składa do
sądu wniosek o ogłoszenie upadłości DDO, publikuje ogłoszenia prasowe
stawiające tę firmę w fatalnym świetle, usiłuje ustanowić hipoteki na
działkach, na których prowadzona jest budowa.

Projekt budowy osiedla trzeba wręcz ratować. Wycofanie się pozostałych
wykonawców i zrywanie umów przez nabywców mieszkań skończyłoby się katastrofą.
Muszą być wykonane poprawki, kilkadziesiąt dachów należy położyć na nowo, na
miejsce „Ekobudu” musi przyjść inny generalny wykonawca. Prace firmy
koordynują dwie osoby, Grzegorz K., prezes DDO i Mariusz K., prokurent. Budowa
znowu rusza!

Ówczesny Prezes Zarządu spółki „Dobre Domy Opole” ufa, iż w konflikcie z
„Ekobudem” ma poparcie udziałowca, czyli władz miasta.

Właściciel „Ekobudu” jest z kolei przekonany, iż miejscy notable za nim
właśnie staną murem. Przynajmniej tak opowiada mu Tadeusz Sz. bardzo dobry
znajomy ówczesnego prezydenta miasta i przewodniczącego rady miejskiej.

Od każdej zapłaconej faktury Eugeniusz K., właściciel „Ekobudu”, wręcza
Tadeuszowi Sz. ok. 5% łapówki. Te pieniądze mają być potem dzielone pomiędzy
Leszkiem P., prezydentem miasta, Stanisławem D., lokalnym politykiem SLD,
oraz Tadeuszem Sz. właśnie.

Pieniądze są wręczane Tadeuszowi Sz., dzielić się nimi nie zamierza. Do czasu.

Latem 2000 prezes zarządu „Dobre Domy Opole” uzyskuje informacje, iż „Ekobud”
i Tadeusza Sz. łączą nieoficjalne rozliczenia.


W tej sprawie rozmawia z Leszkiem P. prezydentem miasta. Grzegorz K.
stwierdza: „Dostajesz pieniądze z Ekobudu. I Staszek też”.

Leszek P. jest oburzony. Natychmiast prosi do siebie Stanisława D. Pada
pytanie: „Staszek, bierzesz pieniądze od Eugeniusza K. ?” Ten zaprzecza.

We trójkę, tego samego wieczoru, jadą do biura Tadeusza Sz.

Sz. jest przerażony. Potwierdza, iż otrzymywał łapówki od właściciela „Ekobudu”.

Leszek P. i Stanisław D. są na niego wściekli.

„Chłopaki, ja się z wami rozliczę! Zainwestowałem!”, pada w końcu.

Mamy nowy pomysł

„Ekobud” w zamian za wierzytelności powinien przejąć 51 % udziałów DDO, takie
jest nowe stanowisko Leszka P. i Stanisława D. Do transakcji dochodzi
jesienią 2000 roku.
Nowym prezesem zarządu „Dobre Domy Opole” Sp. z o.o. zostaje Jerzy M., ten sam
pracownik „Ekobudu”, który wcześniej realizował proceder wyłudzania zapłaty.

Wszystkie sporne wierzytelności zatwierdza i buduje kolejną lawinę długów, pod
którymi DDO musiała upaść.

Leszek. P. zostaje wojewodą opolskim. Mamy rok 2002, rządzi SLD i ekipa Leszka
Millera.






Kogo teraz oskarżyć?

Spółka traci płynność. Kilka lat później Jerzy M. wyraża przed sądem
zdziwienie, iż skala zobowiązań DDO wobec „Ekobudu” była tak wielka. O czym
nie wiedział, obejmując funkcję prezesa zarządu.

Trzeba znaleźć kozła ofiarnego. Jerzy M. znajdzie ich wśród byłych pracowników
i udziałowców DDO. Do prokuratury trafiają zawiadomienia o popełnieniu szeregu
przestępstw przez m.in. Grzegorza K. i Mariusza K.


„Nie były to dobre domy”

To jest już sprawa honorowa. Grzegorz K. i Mariusz K. już wiedzą, iż bez
odsunięcia od władzy opolskiej sitwy, budowa nie skończy się nigdy.

W hotelu sejmowym, w pokoju posła Jerzego Sz. Grzegorz K. ustala z nim plan
gry z udziałem ministra spraw wewnętrznych i administracji Krzysztofem
Janikiem, jednym z liderów SLD. Janik rozkłada ręce, Leszek P. to człowiek
Millera, Janik nie może go ruszyć.

Kilka lat później „Rzeczpospolita” ( Antoni Z. Kamiński, “Z której strony
psuje się ryba”, “Rzeczpospolita” z dnia 28.05.2008) napisze:
„Niemożność rozbicia sitw lokalnych wiąże się z poparciem, jakiego udzielają
im kliki w centrum. To one zbudowały swoje lokalne odnogi, a nie odwrotnie.”

Grzegorz K. i Mariusz K. przez kilka miesięcy prowadzą własne śledztwo. Z
początkiem 2003 kontaktują się anonimowo z lokalnymi mediami, sprawą
zainteresowała się jedynie „Nowa Trybuna Opolska”.

Dnia 11.10.2002 NTO publikuje obszerny, udokumentowany artykuł „Nie były to
dobre domy”. Opole jest wstrząśnięte.

Wlokące się dotychczas postępowanie prokuratury nagle przyspiesza. 31 grudnia
2002 Prokuratura Okręgowa w Opolu kieruje do Sądu Rejonowego akt oskarżenia
przeciwko m.in. Grzegorzowi K. i Mariuszowi K.. Trzeba „przykryć” afery
ujawnione przez „Nową Trybunę Opolską”, których bohaterami są opolscy notable.

Oskarżeni dowiadują się o tym z mediów, gdyż przed skierowaniem aktu
oskarżenia do sądu, prokuratura ich z nim nie zaznajomiła.

Tymczasem siedemdziesięciostronicowe dossier z publikacjami prasowymi,
opracowane przez Mariusza K. i Grzegorza K., na temat „opolskiej ośmiornicy”,
czyli lokalnego układu korupcyjnego otrzymują wszyscy posłowie do Sejmu RP. I
wszelkie możliwe media.

Trwa już afera Rywina, starachowicka... Minister Sprawiedliwości Grzegorz
Kurczuk jest oskarżany o wykorzystywanie organów sprawiedliwości do osłaniania
swoich partyjnych kolegów.

Prokurator Okręgowy Józef Niekrawiec jedzie się do Warszawy. Kurczuk daje mu
zielone światło, partyjni notable z opolszczyzny nie są już nietykalni.

Leszek P. zostaje odwołany ze stanowiska wojewody opolskiego.

Grzegorz K. i Mariusz K. przekazują prokuraturze całą swoją wiedzę i posiadane
dokumenty.

Jednak ich proces przed Sądem Rejonowym trwa dalej, choć tak naprawdę, w
opinii szeregu autorytetów prawniczych, nie powinno go być wcale.


Szybko prz
Pełna wersja