Dodaj do ulubionych

Solidarność: nie chcemy kłótni

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.10, 22:45
Wielce Szanowna Pani Joanno
Zna mnie Pani wystarczająco dobrze. Wie Pani jaki jest mój stosunek do
opolskiej redakcji "Gazety Wyborczej". Proszę więc nie traktować tego, co
piszę, jako chęci zrobienia przykrości. Jest to raczej przyjacielska pomoc dla
Pani. Jest to też pomoc dla młodszych forumowiczów, którzy niekoniecznie muszą
wiedzieć, czym był PRL i niekoniecznie muszą rozumieć np. istotę cenzury. W
tych sprawach mam nad Panią oczywistą przewagę, bo jestem dużo starszy i PRL-u
doświadczyłem a sprawa cenzury była mi szczególnie bliska.
W latach PRL (lata 80.) w ramach walki o konstytucyjną wolność druku (takie
wtedy funkcjonowało pojęcie) pozwałem przed oblicze warszawskiego sądu
wojewódzkiego m.in. "Politykę" i wydające ten tygodnik Wydawnictwo Współczesne
(należące do RSW Prasa Książka Ruch). Przypozwałem też Główny Urząd Kontroli
Publikacji i Widowisk. O sprawie zawiadomiłem autorytety prawnicze opozycji
(po cichu licząc na ich moralne wsparcie).
Sąd mógł po peerelowsku odrzucić mój pozew, ale tego nie zrobił. Odrzucił
wprawdzie przypozwanie GUKPiWu, ale sprawę rozpoczął. "Opozycyjne autorytety
prawnicze", proszę wybaczyć brzydkie określenie, olały sprawę. Dziś sądzę, że
już się po cichu układały z władzą.
Przesłuchiwani kolejno redaktorzy z "Polityki" wymigiwali się od udzielenia
odpowiedzi na pytanie, dlaczego mój artykuł "Wolność druku dla szewców" nie
ukazał się na łamach "Polityki". Każdy zasłaniał się tym, że to nie on
decydował. Spośród przesłuchiwanych redaktorów najobrzydliwszy wydał mi się
Stanisław Podemski, jawnie szydzący przed sądem z konstytucyjnej wolności
druku. Jednak on też wyjaśnił ostatecznie, że decyzja w sprawie publikacji
mojego artykułu nie należała do niego. Było to zresztą prawdą, bo decyzję
podjął Daniel Passent. Sąd zawezwał na koniec Passenta, ale on się nie stawił.
Został ukarany grzywną i na następnym posiedzeniu był już obecny. Nastąpiła
jednak zmiana składu sądu (skądinąd mam powód, by przypuszczać, że stało się
to w wyniku interwencji Mieczysława Rakowskiego). Sąd w nowym składzie
przesłuchał wprawdzie Passenta, ale było to bez sensu (przesłuchano go chyba
tylko dlatego, że dostał już grzywnę za niestawiennictwo), bo po przesłuchaniu
sąd zarządził przerwę i po niej ogłosił wyrok, że mianowicie moje powództwo
jest nieuzasadnione. Na korzyść tego nowego składu sądu muszę dodać, że
odrzucił wnioski strony pozwanej, by obciążyć mnie kosztami sprawy,
uzasadniając, że działałem ze szlachetnych pobudek, czy jakoś podobnie. Sąd
Najwyższy w drugiej instancji utrzymał ten wyrok.
Podczas procesu redaktorzy "Polityki" bronili poglądu, że redakcja sama
decyduje, co chce opublikować. Najdobitniej ujął to wspomniany już Podemski,
który stwierdził (choć sąd usiłował go powstrzymać, uchylając moje pytanie):
"Redakcja ma prawo wyrzucić do kosza nawet najwartościowszy tekst, a
opublikować całkiem bezwartościowy". To stanowisko Podemskiego byłoby słuszne
w III RP. W III RP prawem redakcji jest tak właśnie postępować, ale za to
każdy ma prawo wydawać własną gazetę, prowadzić własne wydawnictwo. Podemski
już wtedy, w latach 80., czuł się jak w III RP, choć wtedy jeszcze obywatele
nie mogli wydawać własnych gazet i zakładać własnych wydawnictw. W PRL
publikowane miały być rzeczy najwartościowsze (teoretycznie oczywiście).
Wolność, którą dała obywatelom III RP, polega na tym, że mogą sobie wydawać
własne gazety i zakładać własne wydawnictwa. Ja osobiście z tej wolności
skorzystałem. Jestem właścicielem, wydawcą i redaktorem swojego czasopisma.
Gdy mi się uśni wydać sobie książkę, to sobie ją wydam i nie będzie siły,
która mi to uniemożliwi. Szewcy naprawkowi oczywiście nie korzystają dziś z
wolności, bo nie są w stanie wydać własnej gazety i założyć własnego
wydawnictwa (w PRL korzystali jednak z wolności druku też tylko teoretycznie).
Bereszyński chciałby dziś wolności takiej, jaka teoretycznie była w PRL. Autor
napisał, a redakcja czy wydawnictwo musi wydać. Bereszyński nie rozumie, że w
III RP wolność polega na tym, że on sam może to sobie wydać własnym sumptem.
Może wziąć na to kredyt w banku i spłacić go z wpływów ze sprzedaży
"wiekopomnego dzieła". Podejrzewam jednak, że takie rozwiązanie Bereszyńskiemu
nie odpowiada, bo wie, że to, co spłodził, jest gniotem, który się nie sprzeda
i na wydaniu tego gniota poniesie bolesną stratę finansową. Chce więc, by
stratę wziął na siebie jakiś inny frajer. Ma nadzieję, że "Solidarność" okaże
się tym frajerem.
Pani Joanno! Niech Pani nie daje sobie wmawiać, że Bereszyńskiego prześladuje
jakaś cenzura. To jego urojenia. Cenzura będzie wtedy, gdy Bereszyński będzie
chciał zlecić druk swego "wiekopomnego dzieła", płacąc za tę usługę, a
drukarnia mu powie, że oni tu mają pismo, iż tego drukować nie wolno. W Opolu
jest wiele wydawnictw, które za pieniądze natychmiast wydadzą Bereszyńskiemu
jego gniota, nawet do niego nie zaglądając.
Pozdrowienia dla Pani i całej Redakcji
Piotr Badura
Obserwuj wątek
    • z.bereszynski Solidarność: nie chcemy kłótni 31.03.10, 00:01
      Pani Gonet próbuje uprawiać ewidentną dezinformację. Z datą 15 stycznia br. zwróciłem się do ZR z zapytaniem, czy są zainteresowani wydaniem książki. Nie określiłem terminu, w jakim spodziewam się odpowiedzi. To nieprawda, że "odpowiedź miała być już, od razu". ZR mógł odpowiedzieć kiedy chciał. Mógł zwrócić się do mnie o przedłożenie tekstu w takiej czy innej formie, mógł zaproponować bezpośredni kontakt w tej sprawie itp. Wszystko można było przedyskutować, uzgodnić. Nikogo nie poganiałem żadnymi terminami.

      Nikt jednak nie chciał dyskutować. Nikt nie zwracał się do mnie o kontakt w sprawie ewentualnych recenzji itp. Z datą 3 lutego br. przesłano mi odpowiedź odmowną z fałszywym uzasadnieniem, że ZR nie miał możliwości zapoznania się z publikacją (możliwość taka była, ale nie chciano z niej skorzystać). Jednocześnie, z dokładnie tą samą datą wysłano potajemnie (za moimi plecami!) pismo do IPN z wnioskiem o niezwłoczne odebranie mi dostępu do akt. To były jedyne reakcje na złożone przeze mnie zapytanie.

      Wszystko co mówi p. Gonet w tej sprawie, to zwyczajne wykręty. To, jak zadziałał ZR pod jej przewodnictwem, wskazuje na zupełnie inne motywy działania niż pani ta próbuje wmawiać w przeprowadzonym z nią wywiadzie.

      Gdyby ZR był faktycznie zainteresowany jakimiś recenzjami, to zwrócono się by się do mnie o umożliwienie takiej procedury. Nic takiego jednak nie miało miejsca.

      Nie jest dla mnie problemem to, że ZR nie chce przyczynić się do wydania mojej książki. Zwróciłem się do nich w tej sprawie, bo tak po prostu wypadało. Uważałem, że jestem to winien śp. Janowi Kurasiewiczowi, któremu bardzo zależało na tym, by książka taka powstała. Spełniłem swój moralny obowiązek i to wszystko. Nie chcą przyczynić się do wydania książki, to nie. Wyda się ją pod innym patronatem. W tym sensie nie ma żadnego problemu.

      Prawdziwym problemem jest to, że szefowa regionalnej "Solidarności" publicznie mówi nieprawdę, ukrywając faktyczne motywy pewnych decyzji i działań. Z czymś takim naprawdę trudno się pogodzić.

      Zbigniew Bereszyński
    • z.bereszynski p.s. 31.03.10, 00:16
      Drobna korekta do tego, co napisałem powyżej. Pismo do IPN z wnioskiem o odebranie mi dostępu do akt nie zostało wysłane jednocześnie z odmowną odpowiedzią na zapytanie w sprawie książki. Pismo to wyszło z ZR o jeden dzień wcześniej, z datą 2 lutego br. Fakt ten jasno pokazuje, co dla pewnych osób było sprawą priorytetową.

      A to najistotniejszy fragment datowanego 2 lutego br. pisma ZR do IPN: "Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” Śląska Opolskiego cofa niniejszym rekomendację udzieloną Panu Zbigniewowi Bereszyńskiemu pismem z dnia 29.12.2004 r. i wnosi o zaprzestanie udostępniania wymienionemu, z datą otrzymania niniejszego pisma – dokumentów zgromadzonych przez IPN".

      Nic dodać, nic ująć. "Kwit" ten mówi sam za siebie. Tu naprawdę nie chodzi o żadne recenzje.

      Z.B.
      • Gość: A.s cenzura w GW IP: *.pools.arcor-ip.net 31.03.10, 01:20
        Szanowny Panie Piotrze,

        Pisanie redaktorystce gadzinówki jak wygląda cenzura przypomina
        uczenie ojca, jak się dzieci robi.
        Przecież to właśnie GW stosuje nagminnie cenzurę.
        Przykład:
        W październiku zeszłego roku opublikowała gadzinówka artykuł
        Bereszyńskiego pt. "Nazywają agentem bohatera". Chodziło
        o "Renka". W artykule zostałem imiennie zaatakowany przez
        Bereszyńskiego, który łgał aż uszy więdły. Napisałem sprostowanie
        do jego kłamstw i wysłałem na adres redakcji opolskiej GW i
        dodatkowo na adres red. Wodeckiej
        . I co??? I nic!!!
        Pomimo, że zostałem na łamach GW imiennie wymieniony i oskarżony o
        szkalowanie Renka, moich wyjaśnień załgana po dziurki w nosie
        gadzinówka nie opublikowała. Na dodatek, choć nigdy tak szybko nie
        usuwa GW z internetu jej artykułów, akurat te kłamstwa
        Bereszyńskiego znów cenzura gadzinówki wycięła:
        opole.gazeta.pl/opole/1,35114,7141357,Nazywaja_agentem_bohatera.html
        A to tylko po to, aby zamazać ślady tego, że Bereszyński jest
        oszustem.

        Pozdrawiam
        Jędrek
        • Gość: Piotr Badura Myśli Pan jak Bereszyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.10, 10:16
          Szanowny Panie Andrzeju
          W sprawie cenzury myśli Pan identycznie jak Bereszyński. Uważa Pan, że gdy ktoś
          nie chce czegoś Panu wydać czy wydrukować, to znaczy, że jest cenzura. "Gazeta
          Wyborcza" może wszystkie Pana teksty równo wywalać do kosza i nie będzie to
          żadna cenzura. To redakcja decyduje, co chce opublikować, a czego nie chce. Pan
          natomiast ma prawo wydawać własną gazetę, w której może Pan pisać, co się Panu
          żywnie podoba. Taka jest wolność prasy III RP.
          Pan, podobnie jak Bereszyński, uważacie, że ktoś jakoby ma jakiś obowiązek coś
          Wam wydać, czy wydrukować, tylko dlatego, że napisaliście słuszne (w Waszym
          rozumieniu). Tak było w PRL (i to tylko teoretycznie oczywiście). W III RP z
          wolności prasy korzysta ten, kto ma na to pieniądze. Korzysta, bo wydaje sobie
          gazetę. Podobnie jest z wydawaniem książek.
          W PRL był Pan współwłaścicielem mediów (teoretycznie oczywiście). Jako ich
          współwłaściciel miał Pan pewne do nich prawa. Tymczasem w III RP jest inaczej.
          Nie jest Pan współwłaścicielem "Gazety Wyborczej" i nie ma Pan podstaw do
          żadnych względem niej roszczeń.
          Odrębną sprawą jest prawo do sprostowania. Jeśli rzeczywiście przysługiwało Panu
          prawo do sprostowania, a "Wyborcza" odmówiła Panu jego publikacji, to trzeba
          było iść do sądu. Z własnej praktyki wiem jednak, że pisma trafiające do
          redakcji z tytułem "Sprostowanie" praktycznie nigdy nimi nie są. Autorzy tych
          "sprostowań" nie zgadzają się z jakąś publikacją i przedstawiają swój pogląd na
          sprawę. To nie jest sprostowanie w rozumieniu prawa prasowego.
          Na koniec nieśmiało proponuję Panu, by powściągał Pan trochę swój język, gdy
          chodzi o epitety. Z faktu, że się z kimś nie zgadzamy, nie wynika, że mamy go
          obrażać.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: A.s Re: Myśli Pan jak Bereszyński IP: *.pools.arcor-ip.net 31.03.10, 10:58
            Szanowny Panie Piotrze,

            Sam Pan opisał, jak funkcjonuje cenzura. A więc że tekstów takiej a
            takiej osoby nie publikujemy!
            Nie wiem czy w redakcji opolskiej GW jest to zarządzenie pisemne,
            czy tylko słowne, ale jest ono realizowane.
            A jego treść jest taka:
            Bereszyński może pisać co chce, może kłamać i szkalować.
            Sprostowań Szuberta nie publikujemy pod żadnym pozorem?


            Może to według Pana i nie cenzura.
            Ja pozwalam sobie oceniać to inaczej!

            Nie zauważyłem też, aby mój język był naładowany "epitetami".
            Jeśli ktoś oszukuje czytelników, czy epitetem jest słowo "oszust"?

            A co do obrażania, to niech Pan przypomni sobie wypowiedzi drugiej
            strony pod moim adresem. Gnojek, szmaciarz, skurwysyn...
            Albo wpisy szuruburu...
            Kto kogo obraża???

            Pozdrawiam serdecznie
            Andrzej Szubert
        • z.bereszynski Re: cenzura w GW 31.03.10, 11:35
          Kto naprawdę kłamał i oszukiwał w sprawie "Renka", pokazał niedawny proces przed Sądem Okręgowym w Opolu:
          opole.gazeta.pl/opole/1,35114,7644378,Sad__Ryszard_Gleich_nie_byl_agentem_SB.html
          Andrzeja Sz. i jego żonę czekają kolejne procesy w związku z tą sprawą.

          Zbigniew Bereszyński
    • Gość: jajakobyłycz Nie dajmy się salonowemu ciemnogrodowi ! IP: *.chello.pl 31.03.10, 10:27
      Kto to jest ten pan Z. Bereszyński ?
      Co on robił gdy trwała nasza walka pierwszej Solidarności ? Gdzie był wtedy ?
      Z kim trzymał naprawdę ? Nie znam tego nazwiska z tamtego okresu.

      Tu i tam czytam, że to oszust, że zdrajca, nie wiem co o tym samozwańczym
      autorze jakiejś tam książki, jeszcze nie znanej, a już podejrzanej - myśleć ?
      Ciekawe komu zależy na jego wypocinach ?
      Dla mnie jest nikim. Szkoda solidarnościowych pieniędzy.

      Boję się tylko, by znów nie skrzywdził kogoś, by nie sfałszował czyjejś
      historii. Dlatego rozumiem związkowe skrupuły solidarności.
      Lepiej na zimne dmuchać.

      Pan B. Należąc do salonu GW ( co za obciach ! ) pewnie ma wylansować jakąś
      kolejną, uzgodnioną wcześniej wersję lub opinię o tamtym, NASZYM czasie. Ma
      stworzyć kolejny" fakt prasowy" ? Należy się bać, takich samozwańczych
      "historyków", i ja się go autentycznie boję. No chyba, że przejdzie przez sito
      solidarnościowej cenzury ( a co ?... a jak ? ) której bardzo, bardzo unika. A
      że cenzura, i autocenzura działa jak nigdy, to o tym wiemy i tego
      doświadczamy wszyscy.
      Gdyby pisał prawdę, nie miałby aż takich obaw i śmiesznych pretensji.
      Poza tym, ma facet tupet: wyrwać od naiwnych kasę na swego bzdeta ? W całej
      tej aferze zalatuje wiochą i ciemnogrodem.

      A tak na marginesie to : prawdziwa cnota, krytyk się nie boi.
      Powinniśmy bronić ludzi, naszej I-ej, autentycznej Solidarności przed takimi -
      Bereszyńskimi.
      I tyle .


      • z.bereszynski Re: Nie dajmy się salonowemu ciemnogrodowi ! 31.03.10, 11:22
        Gość portalu: jajakobyłycz napisał(a):

        > Kto to jest ten pan Z. Bereszyński ?
        > Co on robił gdy trwała nasza walka pierwszej Solidarności ? Gdzie był wtedy ?
        > Z kim trzymał naprawdę ? Nie znam tego nazwiska z tamtego okresu.


        Odpowiedź na powyższe "pytania" łatwo znaleźć np. w Encyklopedii Solidarności:
        www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Zbigniew_Bereszy%C5%84ski
        Polecam też niedawne oświadczenie historycznego lidera Solidarności Walczącej, Kornela Morawieckiego:
        solidarni.org/wolni_i_solidarni/aktualnosci_sw/glos_km_w_sporze

        Może tytułem wzajemności "jajakobyłycz" napisze nam, co w czasach pierwszej "Solidarności" robiły takie postacie jak np. Cecylia Gonet (obecna szefowa Zarządu Regionu) czy Grzegorz Adamczyk (jej zastępca)? Jak wyglądał ich wkład w naszą walkę w tamtym czasie? Wiem, co na temat stwierdzili na piśmie dawni działacze "Solidarności" z ZTD "Welur" w Kietrzu. Ciekawe, co na ten temat napisze "jajakobyłycz".

        Zbigniew Bereszyński
    • Gość: behemot Jestem pod wrażeniem IP: *.punkt.pl 31.03.10, 11:11
      wykładni cenzury w Piotrowym poście. W PRl publikowano to, co nie
      zagrażało, osłabiało, władzy i ustroju, tym samym było najcenniejsze
      dla wymienionych. Trudno się z Piotrem nie zgodzić, że cenzury
      prewencyjnej w stylu peerelu dziś już nie ma. Co będzie opublikowane
      decyduje ten kto daje kasę na publikację. Ten zaś, kto kasę daje na
      pisanie o sobie samym, spodziewa się od piszącego, czegoś w duchu
      przynajmniej panegiryku, bo taka jest ludzka natura. Istotnym
      elementem, o ile nie najważniejszym, procesu pisania jest autor. Na
      podstawie tego, co wcześniej napisał, możemy sobie wyrobić o nim
      zdanie. Najczęściej to zdanie wyrażamy za pomocą kolokwialnych
      kwantyfikatorów: fajny, do doopy, obojętny, skoorwysyn. Metkujemy w
      ten sposób panią czy gościa. No ale od człowieka, jak mawia Górniak
      robiącego w słowie, znającego się na rzeczy, doświadczonego, itd.,
      spodziewam się sądów wyważonych i mniej emocjonalnych. Pojechałeś
      Drogi Piotrze takim samym odruchem jak niektórzy redaktorzy,
      związkowcy, wydawcy, czy wreszcie czytelnicy. Pojawia się nazwisko
      jakiegoś autora a wraz z nim kwalifikacja - gniot - podczas gdy sam
      produkt, bo ten winien być poddany ocenie, nie ujrzał jeszcze
      światła dziennego. To działa też w drugą stronę. I nie chodzi mi tu
      o obronę Bereszyńskiego, bo jak mniemam obroni się sam. To, że
      Solidarność chciała przed wydaniem pieniędzy zapoznać się z owocami
      pracy autora też jest zrozumiałe, że chciała recenzji historyków
      (myślę, że dotyczących metodologii) również. Mankamentem zaś jest
      to, że skłóceni niegdysiejsi kumple mieliby recenzować robotę
      jednego z nich. Byłoby to samo co z redakcją haseł do Encyklopedii
      Solidarności. Myślę, że z pożytkiem dla opracowania i autora będzie
      fakt, gdy ukaże się ono nie pod egidą ZZ "S".
      • hrabia_gwidon Re: Jestem pod wrażeniem 31.03.10, 11:20
        No kto jak kto, ale wyście Badura na temat cenzury nie powinniście się wcale
        wypowiadać. Taki popieracz systemów totalitarnych PRL i obecnie chińskich jak
        wy, niedoszły TW (a tęsknota za tymi "praworządnymi" czasami wam w duszy gra,
        oj gra) to w temacie obalania komuny, opozycji itd. lepiej zamilczcie.

        Z głębokim poważaniem
        Gwidon hrabia Popierdółka
        herbu Skołowana Krowa Na Ugorze
      • Gość: Piotr Badura Taka maleńka nieprawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.10, 13:19
        Szanowny Panie Behemocie
        W Pana dość obszernym poście razi mnie maleńka nieprawda. Piszę nieprawda, a nie
        kłamstwo, bo zakładam, że pisał Pan szczerze. Napisał Pan:
        "W PRL publikowano to, co nie zagrażało, osłabiało, władzy i ustroju, tym samym
        było najcenniejsze dla wymienionych".
        Nieprawdą jest, że w PRL publikowano to, co nie zagrażało ustrojowi i nie
        osłabiało go. Zwykle było wprost przeciwnie. Wedle mojej oceny "Polityka"
        specjalizowała się w publikacjach zagrażających ustrojowi i osłabiających go.
        Zawsze miałem wrażenie, że środowisko "Polityki" nie chciało ustroju PRL.
        Wydaje mi się, że określenie "siermiężny socjalizm" pochodzi od Mieczysława
        Rakowskiego. Była to jego reakcja na oczekiwania Władysława Gomułki, by aparat
        partyjny, państwowy i gospodarczy nie wywyższał się zanadto materialnie ponad
        poziom życia zwykłych ludzi. Środowisko, z którym związany był Rakowski,
        uważało, że ludziom obozu władzy należy się dużo, dużo więcej niż jakimś tam
        robotnikom. To oni nie chcieli żyć "siermiężnie". Sugerowanie dziś, iż
        środowisku Rakowskiego chodziło o to, by całe społeczeństwo żyło zdecydowanie
        dostatniej, jest robieniem z nich osłów. Wiadomo było, że nie da się skokowo
        podnieść stopy życiowej całego społeczeństwa. Stopę życiową aparatu można było
        jednak podnieść skokowo od ręki. Przeszkodą był upór Gomułki i stąd zarzucanie
        mu, że był zwolennikiem "siermiężnego socjalizmu".
        Wspomniane środowisko "Polityki" (a także wiele innych) parło w kierunku
        systemu, w którym ono będzie trwałym elementem elity finansowej społeczeństwa.
        To nie miało jednak nic wspólnego z ustrojem, a wprost przeciwnie, było to
        antyustrojowe.
        Podczas wspomnianej przeze mnie sprawy sądowej (rozpoczętej w 1987) nie miałem
        cienia wątpliwości, że redaktorzy "Polityki" czują się już właścicielami tego
        pisma. Tymczasem zgodnie z zasadami ustroju właścicielem było społeczeństwo, a
        oni byli tylko wynajętymi przez właściciela redaktorami. Na sali sądowej to ja
        reprezentowałem więc właściciela "Polityki" a nie oni. Moja przegrana w tej
        sprawie była właśnie przegraną tamtego ustroju.
        Proszę więc Panie Behemocie nie pisać, jak to elity PRL dzielnie broniły
        ustroju. Było wprost przeciwnie. Tamten ustrój był im bardzo nie w smak. Naiwny
        jest Pan, wierząc, że oni walczyli o ustrój. Naprawdę walczyli o to, by mieć
        pełne koryto, by mieć pałace, a przynajmniej luksusowe wille, by mieć dacze i
        apartamenty gdzieś za granicą, by mieć tłuste konta w bankach etc, etc. A Pan mi
        tu, że oni dzielnie bronili ustroju.
        Pozdrawiam serdecznie
        Piotr Badura
        • Gość: behemot Re: Taka maleńka nieprawda IP: *.punkt.pl 31.03.10, 14:20
          Piotrek chyba ciśnienie spadło, bo w równie obszernym poście
          lansie, pierrddolisz coś od rzeczy najwyraźniej gadając sam ze sobą
          na wygodny Ci temat. Nie czytałeś pracy Zbyszka (być może funta
          kłaków nie wartej) ale już gniotem ją mianujesz jak pospolity
          ignorant. Gdzie Twój chemiczny racjonalizm? Wekslujesz sprawę na
          Rakowskiego i naperwallankę frakcyjną w "łonie" PZPR i robisz H2O
          młodym z mózgu.
          • Gość: Piotr Badura No to krócej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.10, 14:51
            Tumani Pan forumowiczów, wmawiając im, że tzw. elity PRL twardo broniły ustroju
            sprawiedliwości społecznej a nie walczyły o swoje prywatne interesy. To
            kompletna bzdura. Tzw. elity PRL w znakomitej większości walczyły przede
            wszystkim o swoje interesy a ustrój sprawiedliwości społecznej miały gdzieś.
            Podpuszcza mnie Pan, bym przeprowadzał tu wywód na temat zasadności mojej oceny
            książki Bereszyńskiego. Ja mam z Bereszyńskim różne sprawy nierozliczone
            (podobnie jak z Panem i kilkoma innymi osobami), ale jeszcze długo nie będzie
            tak, by mnie Pan podpuszczał do obszczekiwania Bereszyńskiego. Przesadza Pan z
            oceną swego sprytu.
            Kłaniam się uniżenie
            Piotr Badura
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka