Gość: behemot
IP: *.punkt.pl
02.04.10, 21:30
Pan w Białej Szacie ruszył już w drogę
W sobotni wieczór pożegnał tłum
Szedł w stronę źródła,czując na twarzy
Powiew halnego i jego szum
Po drodze mijał cichych,klaszczących
W oknach rozniecał płomienie świec,
Kirem ozdabiał sztandary płaczące
Młodych jednoczył w rytm bicia serc
I szedł powoli w niemałym trudzie
Dłonią zaś kreślił zbawienia znak
Jedni mówili o jakimś cudzie
Inni,że już nadzieji brak
Szedł szlakiem w góry,wsparty na krzyżu,
W ostatniej drodze był całkiem sam
Na szczycie z kluczem Piotrowym w dłoniach
Witał Go uśmiechnięty,Niebieski Pan
Jak ojciec syna wziął Go w ramiona
I razem przeszli przez Niebios próg
Jestem zmęczony,ale już w domu
Tak Synu-szepnął Mu Ojciec,Bóg.
Gdy Go miniemy na drodze życia
Bo nie po drodze będzie z Nim iść
To spójrzmy w to okienko małe
Przy Franciszkańskiej,w Krakowie,trzy
Poczujesz ulgę,żeś nie jest sam
Będzie tam czekał,dłoń ci podając
W białej sutannie,
Ojciec,Dobry Starszy Pan.