Nie tylko Turawa ma wielki problem

14.04.10, 21:35
Tama straszy katastrofą:

O Elektrowni Wodnej we Włocławku znów zaczęło być głośno po
ostatnich podtopieniach, które nawiedziły północno-zachodnią część
woj. mazowieckiego i południowo-wschodnią część woj. kujawsko-
pomorskiego. Obiekt, któryod lat pozostał nieremontowany nadal
straszy mieszkańców, zwłaszcza, że najnowsze badania wykazują, że
większa powódź na Wiśle mogłaby doprowadzić do katastrofy na
olbrzymią skalę. Elektrownia została wybudowana pod koniec lat 60.
ubiegłego wieku i miała być tylko jedną z siedmiu w dolnym biegu
Wisły między Wyszogrodem a Tczewem. Jeszcze 50 lat temu wydawało
się, że elektrownie wodne to przyszłość przemysłu energetycznego,
ale kolejne lata zrewidowały tą wizję. Przedsięwzięcie okazało się
niezwykle kosztowne i bardzo szybko zabrakło funduszy na jego
kontynuowanie. Powstała na Wiśle tama miała utworzyć kaskadę i
zasilać w energię część naszego kraju, ale zapotrzebowanie na prąd
rosło tak szybko, że jedna elektrownia przestała wystarczać. Zaczęto
więc inwestować w elektrownie węglowe, które w czasach obecnych
również stają się coraz mniej wydajne, co zmusza władze do
sięgnięcia po plany budowy elektrowni atomowej. Elektrownia wodna we
Włocławku przestała interesować kogokolwiek i zaczęła popadać w
ruinę. Przeprowadzone przez naukowców oględziny wykazały, że bez
budowy dolnych stopni kaskady tama może nie przetrwać kolejnych lat.
Samo pęknięcie tamy nie byłoby takim dramatem, co wlanie się do
Wisły, a następnie do Bałtyku, niezwykle groźnych zanieczyszczeń,
które znajdują się obecnie na dnie zbiornika. Spoczywa tam aż 40
milionów metrów sześciennych odpadów, głównie przemysłowych. Co
zrobić z takim wysypiskiem rtęci i ołowiu? Tego nie wiadomo, a
bagatelizowanie i przekazywanie problemu kolejnym rządom to bardzo
niebezpieczne postępowanie. Przeciwni rozbudowie kolejnych
elektrowni i tam są ekolodzy, według których w żadnych kraju
rozwiniętym nie buduje się takich obiektów na rzekach biegnących
przez niziny. Sztuczne regulowanie rzeki może doprowadzić do
katastrofy ekologicznej, która dotknęłaby między innymi ptactwo
wodne u ujścia Wisły do Morza Bałtyckiego. Kroki podejmowane przez
władze muszą więc być ostrożne. Z jednej strony nie można nie
wykorzystać istniejącej już elektrowni wodnej i pozwolić by popadała
w ruinę, a z drugiej strony trzeba mieć wgląd na znaczące skutki
ingerowania w jedną z ostatnich dzikich rzek na kontynencie.
twojapogoda.pl
Pełna wersja