RADA MIEJSKA W NYSIE nt. A.Karbowiaka

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 21:47
Oświadczenie Rady Miejskiej w Nysie na temat nagonki prasowej na
wiceprezydenta m. Opola p. Arkadiusza Karbowiaka.

(przyjęte uchwałą Rady Miejskiej w Nysie w dniu 25 lutego 2004 r.)

W ostatnich dniach grupa opolskich postów, oraz wojewódzkich szefów partii
rozpoczęta
gwałtowną nagonkę na wiceprezydenta m. Opola p. Arkadiusza Karbowiaka.
Pretekstem do
wysunięcia żądania odwołania go ze stanowiska są wyrażone przez niego w
artykułach
publikowanych w różnych pismach kilka lat temu poglądy na tematy historyczne i
cywilizacyjne. Powodem który ma także znaczenie w tej sprawie, choć
oficjalnie nie jest
wyrażany przez autorów nagonki, jest ogłoszone publicznie stanowisko p.
Karbowiaka na
temat postawy senator Doroty Simonides w "czasie stanu wojennego i jej
kolaboracji z
władzami PRL. Aspekt ten Jest o tyle skandaliczny, że senator Dorota
Simonides,
skrytykowana miesiąc temu przez Arkadiusza Karbowiaka, jest jedną z
sygnatariuszy listu z
żądaniem odwołania go z funkcji samorządowej.
Pozostałymi sygnatariuszami są parlamentarzyści, oraz kierownicy partii
będący w opozycji
do Prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego. wykorzystujący w ten sposób
sytuację do
ingerencji w sprawy samorządu oraz próbujący rozgrywać polityczne interesy
swoich partii.

W tej sytuacji Rada Miejska w Nysie stwierdza co następuje:

1) Konstytucja RP gwarantuje każdemu obywatelowi, w tym również pełniącemu
funkcje
samorządowe, wolność wyrażania swoich poglądów (art. 54), oraz zakazuje
wprowadzania cenzury prewencyjnej. Grupa osób, którym nie podobają się
poglądy p.
Karbowiaka może w dowolny sposób z nimi polemizować na łamach prasy, co
zresztą w
sprawie oceny działalności sen. Simonides niektóre z tych osób czyniły.
Natomiast
żądanie usunięcia funkcjonariusza samorządowego ze stanowiska ze względu na
wyrażane przez niego oceny wydarzeń historycznych i osób działających ciągle
na
opolskiej scenie politycznej, jest złamaniem konstytucyjnej zasady wolności
i
naruszeniem fundamentalnej zasady demokracji.

2} Atak na wiceprezydenta Opola nie ma podstaw merytorycznych, związanych z
jego pracą
jako samorządowca. Jest czystej wody akcją polityczną, polegająca na próbie
upartyjnienia samorządu, poddania go kontroli partyjnych sztabów. Jako
samorządowcy
stanowczo potępiamy takie działanie. Przypominamy jednocześnie iż odbywa się
on w
czasie gdy tzw. „afera ratuszowa", w której głównymi oskarżonymi są lokalni
politycy
zatacza coraz szersze kręgi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nagonka na
prawicowego,
niepartyjnego wiceprezydenta Opola ma na celu odwrócenie uwagi od aferzystów,
którzy
rządzili miastem przez poprzednie dwie kadencje,

3) W Polsce prawo określa sytuacje, w których następuje zakaz pełnienia
funkcji
publicznych. W tym przypadku mógłby to być wyrok niezależnego sądu karnego,
który
napiętnowałby poglądy głoszone przez Arkadiusza Karbowiaka. Jak nam wiadomo,
takiego wyroku nie ma. W tej sytuacji akcja przeciwko niemu ma charakter
międzypartyjnego sądu kapturowego, nie mającego nic wspólnego z
praworządnością i
szacunkiem do praw człowieka, na które tak ochoczo powołują się autorzy
nagonki.
Raczej przypomina to oskarżenia przez stalinowskie sądy o „faszyzm" żołnierzy
AK.

Stanowczo protestujemy przeciwko tego typu praktykom naruszającym nie tylko
konstytucyjne prawa do wolności wypowiedzi jednostki, ale także stanowiącym
partyjną
ingerencję w suwerenne uprawnienia samorządu.
Apelujemy do Prezydenta Opola o nie poddawanie się tak nieuprawnionemu i
niemoralnemu
szantażowi.
Apelujemy także do samorządowców i wszystkich obywateli naszego województwa o
potępienie tego rodzaju metod i stanięcie w obronie wolności obywatelskich i
samodzielności
samorządu zagrożonych działaniem partyjnych liderów oraz osób z nimi
związanych.

Nysa 25 lutego 2004 r.
    • Gość: OhKarol W Nysie jest ponad 30% BEZROBOCIA !!! IP: 62.148.87.* 27.02.04, 21:51
      A radni zjmują się gó...zamiast pracą u podstaw.
      Nic innego im już nie zostało.
      • Gość: Dobra pamieć Re: W Nysie jest ponad 30% BEZROBOCIA !!! IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.04, 22:18
        Coż za oszczerstwa! Przecież to nie A. Karbowiak krytykował panią Senator,
        tylko Kowalski i trzech męzów sprawiedliwych. Chyba że mówimy Kowalski a w
        domyśle Karbowiak, mówimy Karbowiak a w domyśle Kowalski!
      • Gość: czytelnik nie masz argumentów to odwracasz uwagę od opola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 12:24
        Dyskutuj na argumenty. Powiedz precyzyjnie na czym polega błąd Rady. A ty
        chcesz się kłócić i zamykać innym usta. Widocznie wiesz że niemasz racji i nie
        chcesz słuchać argun\mentów.
    • Gość: Berlińska Re: RADA MIEJSKA W NYSIE nt. A.Karbowiaka IP: 213.17.145.* 28.02.04, 03:31
      Do radnych Nysy!
      Ze zdumieniem przeczytałam oświadczenie Rady Miasta Nysa w sprawie listu
      otwartego do Prezydenta Opola. Z cała mocą podkreślam, że zawiera ono niczym
      nie poparte insynuacje.
      Pretekstem do zajęcia stanowiska były wypowiedzi wiceprezydenta Karbowiaka na
      łamach NTO 19, 20, 23 lutego, a nie jego wcześniejsze artykuły na tematy
      historyczne publikowane na łamach Szczerbca. Konstytucja RP gwarantuje wolność
      słowa, dlatego nie domagaliśmy się zakazu głoszenia swoich poglądów przez Pana
      Karbowiaka. Może je głosić na zebraniach Klubu Młodych Koserwatystów, których
      patronem jest Stanisław Cat Mackiewicz (w lipcu 1940 r. postawiony przed sądem
      koleżeńskim w Londynie za namawianie prezydenta Raczkiewicza do kolaboracji z
      III Rzeszą).
      Żądaliśmy odwołania go ze stanowiska, ponieważ Pan Karbowiak nie ma mandatu
      pochodzącego z wyborów, jest mianowanym urzędnikiem opłacanym z naszych
      podatków, jest osobą zaufania publicznego i nie wolno mu głosić ćwierćprawdy,
      jak np. "Oskarżenie [w procesie Norymberskim] oparto na prawie stworzonym po
      wojnie, zatem zgodzono sie na zlamanie kardynalnej zasady, ze prawo nie moze
      działać wstecz" (NTO, 19.02.04). W Procesie Norymberskim bowiem dwa punkty
      aktu oskarżenia były oparte na pogwałceniu przez III Rzeszę prawa
      międzynarodowego (traktatów i konwencji genewskiej) - zbrodnie przeciwko
      pokojowi i zbrodnie wojenne: np. zabijanie, znęcanie się lub deportowanie do
      pracy przymusowej ludności cywilnej okupowanych terenów; zabijanie lub znęcanie
      się nad jeńcami wojennymi, grabież mienia publicznego lub prywatnego, rozmyślne
      burzenie miast i wsi oraz wszelkie zniszczenia nie uzasadnione koniecznością
      wojskową. Jedynie oskarżenie o zbrodnie przeciwko ludzkości (ludobójstwo) było
      sformułowane w oparciu o prawo moralne, ponieważ jak powiedział sędzia
      Międzynarodowego Trybunału Wojskowego Robert H. Jackson:”rezygnacja z działania
      byłaby niedopuszczalna i cywilizacja zadaje pytanie, czy prawo jest aż tak
      nieudolne, aby pozostać całkowicie bezradnym wobec zbrodni tej miary".
      Niewrażliwość na stwierdzenia Arkadiusza Karbowiaka kwestionujące prawomocność
      procesu norymberskiego jest zatrważająca i dodatkowo umacnia mnie w przekonaniu
      o słuszności stanowiska sygnatariuszy listu. Ponadto w demokratycznym państwie
      funkcji publicznych nie powinna pełnić osoba pochwalająca samosąd i twierdząca,
      że zbrodniarzy należy rozstrzeliwac bez sądu jak np. Saddama Husajna, bo – jak
      twierdzi A. Karbowiak - „Dowody jego zbrodniczej działalności są powszechnie
      znane". To są bolszewickie i nazistowskie poglądy w czystej postaci. Sowieci i
      hitlerowcy rozstrzeliwali bez sądu, bo powszechnie było wiadome, zdaniem
      sowietów, że polscy policjanci i oficerowie to zbrodniarze i dlatego zostali
      rozstrzelani bez sądu w Katyniu, Charkowie, Miednoje. W III Rzeszy propaganda
      wmawiała, że zbrodniarzami są Żydzi i dlatego naziści dążyli do zagłady całego
      narodu. Z podobnych przesłanek hitlerowcy dokonywali eksterminacji
      inteligencji polskiej w Palmirach w ramch akcji AB.
      Czy radni Nysy nie dostrzegają, co kryje się za pochwałą prawa siły zamiast
      siły prawa?
      Czy nie budzi sprzeciwu twierdzenie Arkadiusza Karbowiaka: „Rozstrzeliwanie
      partyzantów - przypomnę: żołnierzy nie mających statusu kombatantów -
      walczących w regularnych zgrupowaniach było okrutną konsekwencją aktu
      rozpoczecia wojny i późniejszej okupacji”? Przecież było to pogwałcenie
      konwencji genewskiej z 18 października 1907 r. (IV) dotyczącej Praw i Zwyczajów
      Wojny na Lądzie, która nakazywała traktować partyzantów jak żołnierzy (art.
      1 –3 aneksu).
      Dobrze byłoby, żeby radni Nysy zrozumieli, że bezpośrednią inspiracją do
      napisania listu o odwołanie wiceprezydenta Karbowiaka było jego stwierdzenie,
      że prawa człowieka to mrzonka (NTO 23.02.04), co w kontekście prezentowanych
      przez niego poglądów nie dziwi. Intencją sygnatariuszy listu było wyrażenie
      stanowiska, że nie ma przyzwolenia na głoszenie poglądów bliskich ideologii
      nazistowskiej przez wiceprezydenta. Jako wyborcy w demokratycznym państwie mamy
      prawo domagać się jego odwołania. Nie jest to żadna próba ingerencji w prace
      samorządu tylko brak zgody, aby osoba o poglądach sprzecznych z wartościami
      demokratycznymi była wiceprezydentem. Natomiast dziwi mnie, że radni Nysy z
      naszego protestu zrobili kartę w partyjnej rozgrywce, z którą nie mamy nic
      wspólnego.
      Danuta Berlińska (NTO, 27.02.2004)
      • Gość: sami_swoi Re: RADA MIEJSKA W NYSIE nt. A.Karbowiaka IP: *.dip.t-dialin.net 28.02.04, 08:07
        Autor: Gość: Berlińska IP: 213.17.145.* Data: 28.02.2004 03:31

        Szanowna pani, w Procesie Norymberskim sądzili "zbrodniarze zbrodniarzy". Jak
        pani stwierzdza cytuje:"jedynie oskarżenie o zbrodnie przeciwko ludzkości
        (ludobójstwo) było sformułowane w oparciu o prawo moralne" mozna (bylo)
        postawić zarowno sowieckiej jak i angielskiej stronie oskarzajacej.

        Uzycie slowa "zbrodniarzami" w ponizej cytowanym zdaniu jest nie na miejscu.
        Czy wzgledy rasowe nie byly podstawa exterminacji ...?

        *** "W III Rzeszy propaganda wmawiała, że zbrodniarzami są Żydzi i dlatego
        naziści dążyli do zagłady całego narodu. Z podobnych przesłanek hitlerowcy
        dokonywali eksterminacji inteligencji polskiej w Palmirach w ramch akcji AB.***


        sami_swoi
        • Gość: Berlińska Re: do Sami_Swoi IP: 213.17.145.* 28.02.04, 20:52
          Szanowny Panie,
          to, że w procesie norymberskim uczestniczyli przedstawiciele państwa, którego
          obywatele byli ofiarami nazistowskiej polityki, a jednocześnie sami mieli na
          sumieniu ogrom zbrodni, których nie poddano do dzisiaj osądowi, nie podważa
          prawomocności procesu norymberskiego.
          W polityce nazistowskiej wymierzonej przeciwko Żydom – jak wykazał Raul
          Hilberg – nie ograniczano się wyłącznie do kryteriów rasowych, lecz brano pod
          uwagę również postawę wobec kultury i religii żydowskiej. Ustanowione jasno
          określone, ostre granice ze względu na rasę (pomimo odmiennej identyfikacji
          narodowej) oraz na identyfikację z narodem żydowskim (pomimo odmiennego
          pochodzenia), umożliwiły wyodrębnienie tych, którzy podlegali eksterminacji.
          Hilberg w monumentalnym dziele Destruction of European Jews, 1985, s. 72
          analizując definicję Żyda w nazistowskim prawie przytacza rozstrzygnięcia sądu
          najwyższego w sprawach osób odwołujących się od decyzji uznania ich za Żydów. W
          konkluzji stwierdza: „Interpretacje sądu dekretu Loesnera ilustrują jeszcze
          raz, że nie ma nic „rasowego” w podstawowej definicji. Faktycznie było kilka
          bardzo dziwnych spraw, w których osoba z czterema niemieckimi dziadkami była
          klasyfikowana jako Żyd, ponieważ należała do religii żydowskiej”. Następnie
          dodaje, że „w przypadkach, kiedy jednostka przejawia więzy uczuciowe z
          żydowstwem, pomimo jej aryjskiej krwi, i uzewnętrznia to, jej postawa jest
          decydująca” (s.77).
          W propagandzie nazistowskiej usiłowano przedstawić Żydów jako zbrodniczy naród,
          np. w filmach "Jud Suess" czy "Der ewige Jude". Zwłaszcza ten drugi był tak
          brutalny w swojej wymowie, że zdarzały się wypadki omdleń w kinie, a częśc
          widzów wychodziła z kina mówiąc "dość już tego żydo..." dlaszej wypowiedzi nie
          zacytuję. W Stuermerze Żydzi byli przedstawiani jako zbrodniarze na skalę
          światową (Weltverbrechertum). Np. Stuermer 7.)5.42, s. 1-2; 24.09.42.
          Instrukcje prasowe tzw. Tagesparole zalecały zamieszczanie artykułów wokół m.in
          takiego twierdzenia: "Żydzi muszą dzisiaj odpokutować za zbrodnie, których sie
          dopuścili. To nie Europa ma być zniszczona, ale Żydzi w Europie" (26.10.41).
          Przykłady mogłabym kontynuować.
          Zakwestionowanie prawomocności postawienia przed sądem winnych ludobójstwa,
          pomimo, że ONZ uznało proces norymberski za źródło prawa, oznacza, że wszystkie
          wytoczone później procesy (np. przeciwko komendantowi Treblinki Stanglowi) są
          również pogwałceniem zasady, że prawo nie działa wstecz.
          Pozdrawiam
          Danuta Berlińska
          • Gość: sami_swoi do pani Berlinskiej IP: *.dip.t-dialin.net 29.02.04, 13:34
            Szanowna pani,
            czy pani zauwaza roznice miedzy pojeciem "zbrodniarz" i "przestepca". "Narod
            przestepcow" czy "narod zbrodniarzy"?.

            Kiedy znajde pani podpis pod odezwa ukarania tych, ktorzy cytuje za pania: "...
            jednoczesnie sami mieli na sumieniu ogrom zbrodni,ktorych nie podano do dzisiaj
            osadowi ...".

            "Wiarygodnosc" i "prawomocnosc" procesu ... ? Coz to za prawo, ktore widzi
            zbrodnie jednych, ignorujac zbrodnie drugich.

            sami_swoi



            • Gość: Berlińska Re: do Sami_Swoi IP: 213.17.145.* 01.03.04, 23:04
              Szanowny Panie,
              po pierwsze na procesie norymberskim wyraźnie podkreślono, że nie jest to
              proces przeciwko narodowi niemieckiemu. Wytoczono proces war criminals, a to
              znaczy zbrodniarzom wojennym. Nigdzie nie użyłam określeń naród przestępców lub
              zbrodniarzy, bo nie godzę sie z typową dla systemów totalitarnych zasadą
              odpowiedzialności zbiorowej, samosądami i zasadą odwetu.
              Pańskiego pytania zupełnie nie rozumiem! Nie podpisałam się pod żadnym żądaniem
              ukarania zbrodniarzy! Podpisałam list, w którym protestujemy, żeby polityk
              lokalny głosił poglądy sprzeczne z wartościami demokracji, tym bardziej, że nie
              ma w swoim zakresie kompetencji uprawiania propagandy. Pan wiceprezydent ma
              wybór - może być publicystą i prezentować swoje poglądy na konferencjach,
              dyskusjach panelowych, w preferowanych czasopismach etc.
              Pragnę Pana poinformować, że moje nazwisko jest w dokumencie erekcyjnym pod
              upamiętnieniem "Golgota Wschodu" w Opolu tyle mogłam zrobić wesprzeć inicjatywę
              Rodzin Katyńskich.
              Czy uważa Pan, że jeśli nie wszyscy przestępcy zostali postawieni przed sądem,
              to należy wypuścić skazanych?
              Jeśli napisze Pan taką odezwę do rządu Rosji albo USA, to na pewno ją podpiszę!
              • Gość: sami_swoi do pani Berlinskiej IP: *.dip.t-dialin.net 01.03.04, 23:43
                Szanowna pani, cytuje jeszcze raz pani zdania:
                *** "W III Rzeszy propaganda wmawiała, że zbrodniarzami są Żydzi i dlatego
                naziści dążyli do zagłady całego narodu. Z podobnych przesłanek hitlerowcy
                dokonywali eksterminacji inteligencji polskiej w Palmirach w ramch akcji AB.***

                Czyzbym zle zrozumial tresc pierwszego zdania. "... zbrodniarzami sa Zydzi i
                dlatego dazono do zaglady calego narodu" (zydowskiego, narodu zbrodniarzy - tak
                odczytuje pani mysl zawarta w tym zdaniu). W nastepnym zdaniu cytuje
                pania " ... z podobnych przeslanek (tzn. tego co propaganda III Rzeszy
                wmawiala, ze zbrodniarzami sa ...") dokonywali exterminacji inteligencji
                polskiej..." . Idac pani rozumowaniem przedstawiciele inteligencji polskiej
                byli rowniez uwazani za zbrodniarzy?.

                W jezyku niemieckim slowo "Verbrecher" jak pani wie ma kilka znaczen. To jakie
                pani uzyla - "zbrodniarze, zbrodniarzami", jest nieodpowiednie. Czy to do pani
                dociera?

                Nic dodac, nic ujac.

                sami_swoi
                • Gość: Berlińska Re: do Sami_Swoi IP: 213.17.145.* 02.03.04, 01:38
                  Wiem, że Verbrecher znaczy również przestępca.
                  Nie są to moje poglądy, tylko ilustruję tezę, że w propagandzie nazistowskiej
                  przedstawiano Żydów jak zbrodniarzy (podałam tytuły filmów - w pierwszym,
                  wcześniejszym przestępcy, w drugim zbrodniarze). Nie są to moje tezy, tylko tak
                  tłumaczy na polski Verbrecher Cezary Król autor pracy z 1999 r. Propaganda i
                  indoktrynacja narodowego socjalizmu w Niemczech, podobnie Norman Davis pisze o
                  serii artykułów, które obnażały rzekome zbrodnie Żydów w kolejnych miastach
                  niemieckich. W tekście poświęconym Breslau Żydów oskarżano o zbrodnie rytualne
                  na niemieckich dzieciach, używano też w propagandzie takich zbitek pojęciowych
                  jak: żydowsko-bolszewicka przebiegłość morderców (przemówienie Bohlego). W
                  takiej szacie słownej występuje to w polskich tłumaczeniach (u Hilberga i
                  Browninga angielskie słowo criminals). Dlatego przykro mi, ale pana pierwszego
                  postu nie zrozumiałam. Nie pisałam o rzeczywistych powodach eksterminacji tylko
                  o propagandzie. Detlev J.K. Peukert akcentuje likwidację narodów
                  bezwartościowych. Polska inteligencja stanowiła zagrożenie dla porządku
                  społecznego (utrzymanie w posłuszeństwie bezwartościowych robotników), więc
                  może rzeczywiście przestępcy, a nie zbrodniarze w tym przypadku. Przykro mi,
                  ale większość książek na ten temat czytałam w języku polskim i Verbrecher jest
                  tłumaczone jako zbrodniarz.Dlatego do mnie nie dociera i będzie mi trudno
                  podstawiać inne znaczenie.
                  Czy naprawdę jest tak ważna dyskusja lingwistyczna wobec faktu, że
                  rozstrzeliwano bez sądu?
      • Gość: czytelnik Berlińska skompromitowana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 12:27
        Zorganizowała krucjatę cerwonych i różowych. Jej sygnatariuszami są ci którzy
        rozkładali Opole lub nie mają własnego zdania.
        • Gość: multigad Re: Berlińska skompromitowana IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 28.02.04, 13:25
          Jednym sygnatariuszy listu jest prof.B.K. autor wiekopomnego dzieła "Przepustka do marksizmu" winny szerzenia zbrodniczej ideologii, drugim współpracownik reżimowych służb specjalnych.Gratuluję P.Berlińskiej towarzystwa.Nie chcę wymieniać następnych bo już obecność tych Panów w tym gronie podważa moralne prawo do żądania odwołania kogokolwiek z powodów etycznych.
      • Gość: Opolanin 1 Pani Berlińska zadziwia!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 14:11
        pani Berlińska! Kobiety w dwóch rzeczach umiaru nie mają: gdy nienawidzą lub
        kochają! Który przypadek panią dotknął, że nie mając argumentów prawdziwych
        wyszukuje pani zastępcze. Bolesne jest to, że utrzymuje się pani także z moich
        podatków!! ponadto myślałem że jest pani naukowcem a nie propagandzistą. Proszę
        zrezygnować z bełkotu którym mnie pani obdarza!
      • Gość: czytelnik jakie prawa ma pani Berlińska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 23:21
        Pytania pani Berlińskiej:"Czyżbym nie miała prawa zajmować stanowiska w sprawie
        twierdzeń, że proces norymberski był pogwałceniem kardynalnej zasady,że prawo
        nie działa wstecz? Czy wypowiedzi młodych konserwatystów nie wolno podważać,
        krytykować, napiętnować, bo mają monopol na prawdę?"
        SZANOWNA PANI OBOWIĄZKIEM DOKTORA JEST TO WSZYSTKO o co pani pyta A NIE TYLKO
        PRAWEM.
        DZIAŁANIA PANI NIE POWINNY JEDNAK OGRANICZAĆ PRAWA ZAJMOWANIA STANOWISKA PRZEZ
        INNE OSOBY. A TYM BARDZIEJ NIE POWINNA PANI WYMUSZAĆ SROGIEJ KARY ZA POGLĄDY
        KTÓRE RÓŻNIĄ SIĘ OD PANI. W ŚWIETLE PANI AKTYWNOŚCI ZADANE PYTANIE ODSŁANIA
        PANI PRZEWROTNĄ MENTALNOŚĆ. SYTUACJĄ KTÓRĄ PANI STWORZYŁA OBCIĄŻA PANI INNYCH.
        Jeszcze raz podkreślam pani nie tylko zajmuje stanowisko, pani mąci i wymusza
        usunięcie z pracy gościa za poglądy młodych konserwatystów a szczególnie ich
        wypowiedż o pani D.S. STOSUJE PANI ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZBIOROWĄ!!!!
        PONADTO Ponieważ pani "lubi walczyć ze złem" może nawet z "faszyzmem" to radzę
        pani zająć się poglądami SENATORA NICIEJI Z ROKU 1968 (wspólnika). A JAK PANI
        TO DOBRZE ZBADA TO WÓWCZAS NAPISZE PANI, MAM NADZIEJĘ COŚ CIEKAWEGO LUB
        ZAMILKNIE. A CO BYŁO W 1968 ROKU TO PEWNIE PANI WIE!!!???
        czytelnik

        • Gość: musi Re: jakie prawa ma pani Berlińska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 14:16
          zadam p. dr Berlińskiej kilka pytań, na które chciałbym otrzymać odpowiedż,
          niekoniecznie od p. dr
          1. czy funkcjonariusz publiczny wybrany w demokratycznych wyborach jest
          opłacany z podatków czy też utrzymuje sie z renty zagranicznej lub też
          oszczędności poczynionych przed otrzymaniem mandatu?
          2. co p. dr. rozumie pod określeniem osoby zaufania publicznego (jeśli nie jest
          to tylko eufemizm) oraz dlaczego taka osoba nie może artykułować opinii na
          różne tematy w szczególności na tematy historyczne, które ze swojej natury
          należą do dyskusyjnych?
          3. czy funkcjonariusz publiczny posiadający mandat pochodzący z wyborów może
          wypowiadać się na tematy historyczne publicznie np. z trybuny sejmowej?
          4. czy nie powoduje u p. dr dyskomfortu moralnego świadomość, że jednym
          sygnatariuszy listu domagających się napiętnowania p. wiceprezydenta Karbowiaka
          jest były tajny współpracownik policji politycznej komunistycznego reżimu
          sprawującego terorem przez przeszło 50 lat władzę nad polskim społeczeństwem,
          obecnie funkcjonariusz publiczny posiadający mandat z demokratycznych wyborów?
          5. czy pracownik naukowy państwowej instytucji jakim jest p. dr Berlińska,
          pobierająca wynagrodzenie z budżetu czyli z naszych podatków, a nie będąca w
          gronie aktualnych osób proszonych o doradztwo, powinna zabierać głos w kwestii
          obsady stanowisk będących w kompetencjach urzędującego prezydenta.
          5. czy mogłaby p. dr powołac się na jakiś poważny dokument, w którym jasno jest
          powiedziane, że naziści planowali zagładę całego narodu żydowskiego
          (oprócz "Mein Kampf" oczywiście, ponieważ może być zaliczony jedynie do
          publicystyki). Jako pracownik naukowy p. dr wie co można uznać za dokument.
          Na razie tyle. Za każdą wypowiedź w interesujących mnie kwestiach każdemu
          wypowiadającemu będę bardzo wdzięczny
          • Gość: sami_swoi Wannsee-Protokoll-1942 IP: *.dip.t-dialin.net 01.03.04, 17:12
            zajrzyj na strone:
            www.lib.byu.edu/~rdh/eurodocs/germ/wanngerm.html
            a znajdziesz odpowiedz na pytanie 5-te. Angielska wersja tego dokumentu jest
            rowniez dostepna.

            sami_swoi


            • Gość: musi Re: Wannsee-Protokoll-1942 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 23:38
              czy wersja angielska jest napisana na tej samej maszynie, o takiej samej
              czcionce
              • Gość: musi Re: Wannsee-Protokoll-1942 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 01:10
                dopiero teraz mogę trochę posiedzieć przy kompie, właśnie wróciłem z drogi.
                Nieprzypadkowo ciekawi mnie problem angielskiej wersji "inkryminowanego"
                dokumentu.Jest to oslawiony tekst uważany za dowód planu i zamiaru wymordowania
                wszystkich Żydów europejskich znany jako protokół z konferencji przy Am Grossen
                Wannsee nr56/58 w Berlinie, która odbyła się 20. 01. 1942 r. pod przewodnictwem
                Heydricha. Tymczasem nie jest to żaden protokół, ale RELACJA z konferencji
                spisana później ( do jej sporządzenia przyznał się A. Eichmann). Wielu
                naukowców uważnie i dokładnie badało ten dokument, odnaleziony zresztą w dość
                dziwnych okolicznościach. Ich zebrane uwagi dowodzą, że nie ma w nim mowy o
                fizycznej likwidacji Żydów, chyba że zalożyć, iż obecni na konferencji
                używali "języka maskującego", co byłoby bezsensowne, bo przecież nie mieli się
                przed kim kryć. Twierdzenie, że postanowiono na niej o dokonaniu "ostatecznego
                rozwiązania kwestii żydowskiej", czyli wymordowania wszystkich Żydów w Europie,
                jest absurdalne. Termin konferencji był przesuwany, co świadczy o tym, że nie
                była uznawana za specjalnie ważną. Trwała ok. 1,5 godz. Brali w niej udział
                sekretarze stanu z ministerstwa transportu i finansów, przedstawiciele dyrekcji
                generalnej Kolei Rzeszy i Kolei Wschodniej, policji i wojska. W sumie jedna z
                wielu narad bez jakiegoś specjalnego znaczenia i bez ważnych konsekwencji, nie
                mająca nic wspólnego z "zagładą Żydów". Zresztą w takim państwie jak ówczesna
                RzeszA Niemiecka na tego typu naradach ie zapadały żadne decyzje. Jej
                uczestnicy byli tymi, którzy otrzymują polecenia, a nie tymi, którzy podejmują
                ważne decyzje. Poza tym sam dokument budzi wiele poważnych wątpliwości, co do
                swojej autentyczności. W nagłówku nie ma nazwy i pieczątki instancji, z której
                wyszło pismo. Nie ma też numeru, pod jakim instancja wystawiająca pismo fakt
                ten odnotowała, nie ma daty, nie ma podpisu tego, kto "protokołował" ani tego,
                kto protokół kontrsygnował-mamy więc tajny dokument, z którego nie wynika kto
                go sporządził. Mimo, że jest on określany jako "tajny", brak ROZDZIELNIKA z
                zaznaczeniem, kto którą kopię otrzymał, brak stempla instancji przyjmującej
                pismo. Te i inne jeszcze cechy dokumentu stoją w jaskrawej sprzeczności z
                obowiązującymi wówczas (i teraz) przepisami. Kto chociażby mało uważnie śledził
                obrady komisji śledczej badającej sprawę Rywina, wie o czym piszę. Temu, kto w
                taki sposób obchodził się z tajnym pismem groziły poważne konsekwencje służbowe
                lub karne. Poza tym istnieją dwie (lub nawet trzy) wersje tej samej 16-tej
                kopii z 30 sporządzonych (los pozostałych 29 nie jest znany-można założyć, że
                nie istnieją) napisane na różnych maszynach i różniące się niektórymi
                szczegółami. Np. na jednej wersji skrót "SS" nie jest zapisany znakami
                runicznymi, a więc nie została napisana na maszynie należącej do SS (maszyny do
                pisania używane w biurach należących do tej instytucji posiadały specjalną
                czcionkę zawierającą specyficzny znak określający SS w kształcie dwóch blyskawic
                zastępujących litery "S". Na drugiej wersji "SS" jest już zapisane znakami
                runicznymi. Istnie kilku wersji tej samej kopii byłoby chyba jedynym takim
                przypadkiem w biurokratycznej praktyce III Rzeszy. Zamiast zwykłego formatu A4
                użyto formatu 8"x11". Nie istnieje wreszcie oryginał dokumentu, a tylko jego
                odbitki. Na jednej z wersji adnotacja instancji przyjmującej napisana jest tą
                samą czcionką, co cały dokument (wykazały to wielokrotnie wykonywane
                ekspertyzy)-jest to oczywisty błąd fałszerzy. Na drugiej wersji błąd został
                poprawiony. Wiadomo, że identyczna adnotacja instancji przyjmującej znajduje
                się na innym dokumencie MSZ-u, który nie ma nic wspólnego z "protokołem" z
                Wannsee. Prawdopodobieństwo, że chodzi o pomyłkę, jest praktycznie zerowe.
                Fakt, że "protokół" nie jest autentyczny tłumaczy, dlaczego brak na nim
                rozdzielnika. Gdyby był rozdzielnik, to fałszywy "protokół" musiałby zostać
                umieszczony w archiwach wszystkich instytucji i urzędów, które byłyby w
                rozdzielniku wymienione. Więc należałoby też spreparować dokumenty, które
                byłyby reakcją na nadesłany "protokół". Wszystko to niesłychanie
                skomplikowałoby całą operację

Pełna wersja