Gość: pogromca
IP: *.punkt.opole.pl
29.06.10, 14:15
Ubiegałem się o dotacje na otwarcie firmy. PUP wysłał mnie na specjalny
tygodniowy kurs. Potem napisałem stosowny wniosek i biznesplan. Spędziłem nad
tym mnóstwo czasu na konsultacjach z wykonawcami i dostawcami - parę ładnych
tygodni. Wykonałem setki telefonów. Kilkanaście razy konsultowałem się z
doradcami w PUP by napisać solidny biznesplan i wniosek taki który spełni ich
wymagania. Jeszcze wczoraj dowiedziałem się by się nie spieszyć i wszystko
dopieścić i złożyć najpóźniej do 9 lipca. Dziś poszedłem z kolejnymi pytaniami
i co się dowiedziałem? Że k....... wniosków z Opola już nie przyjmują a
przyjmują tylko z terenów zalanych. Takie nowe polecenie dyrektora! Czyli ci
złożyli wczoraj jeszcze mają przyjęta a Ci którzy uwierzyli w to co się do
nich mówi są teraz w głębokiej dupie. Miesiąc latania, załatwiania, pytania
poszedł w.... bo ktoś ma ma to w dupie i podejmuję bezmyślne decyzje! Jak
myślicie czy urzędnik w ogóle logicznie myśli? Potrafi to? Czy jest to mu
zupełnie obce?
Oczywiście nie patyczkując się poszedłem od razu do tego dyrektora. I
oczywiste, że go nie było bo jest oczywiscie w delegacji, kiedy to 10 min
wcześniej jedna z jego urzędniczek twierdziła że jest.
Tak wystrugany nie zostałem tylko ja a pewnie dziesiątki innych wnioskujących.
A kto na tym wyszedł najlepiej? Oczywiście ta firma która organizuje
tygodniowy kurs i jakoś się to kręci.