Gość: Andrzej Szubert
IP: *.pools.arcor-ip.net
08.11.11, 16:31
Czyli jak ten publicysta GW spreparował "prawdę" inaczej o tw Renek.
W październiku 2009 na łamach GW Zbigniew Bereszyński opublikował tekst o Ryszardzie Gleichu. W internetowym wydaniu GW tekst ten nosił tytuł "Nazywają agentem bohatera". Tak się dziwnie złożyło, że ten załgany tekst GW już usunęła z internetu:
opole.gazeta.pl/opole/0,0.html#error=4,badlink=http%3A%2F%2Fopole.gazeta.pl%2Fopole%2F1%2C35114%2C7141357%2CNazywaja_agentem_bohatera.html
Choć gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że nie wszystkie teksty Z. Bereszyńskiego GW skwapliwie ukrywa przed oczami zainteresowanych czytaczy. Taki np. tekst ZB o akcjach sowieckiego kontrwywiadu współpracującego z opolską SB, napisany półtora roku wcześniej, GW jeszcze nie "skasowała".
opole.gazeta.pl/opole/1,35106,5131080.html?as=1&startsz=x
Na szczęście na kluczborskim forum tekst o Ryszardzie Gleichu wkleił zainteresowany nim miłośnik Z. Bereszyńskiego.
kluczbork.pl/forum/index.php?topic=1462.msg20880#msg20880
Rozbudowaną formę tegoż tekstu znajdziemy natomiast na (a)historycznej stronie Z. Bereszyńskiego:
www.bereszynski.cba.pl/historia59.htm
Zanim tekst ten weźmiemy pod lupę przypomnę jeszcze kilka cytatów Z. Bereszyńskiego z jednego tylko jego komentarza na jednym z wielu wątków forum gazety.pl na których krzyżowały się nasze pióra (a raczej klawiatury).
"Mam w ręku niepodważalny dowód tego, że Szubertowie oszukują ludzi, pisząc o Ryszardzie Gleich jako agencie SB."
"Tak wyglądają "rewelacje" Andrzeja i Bożeny Szubertów w świetle innych dokumentów z zasobów archiwalnych IPN. Szubertowie zużytkowali dla swoich potrzeb tylko te materiały, które mogłyby pasować do założonej przez nich tezy. Resztę pominęli milczeniem. "
"Andrzej i Bożena Szubertowie, ustawiwszy się w roli samozwańczego trybunału, wydali wyrok skazujący na ciężko doświadczonego przez życie człowieka bez przedstawienia konkretnych dowodów winy, bez oglądania się na to, co mówią inne dostępne w IPN dokumenty."
I tutaj uwaga - Bereszyński pisząc te zdania przyznawał sam, że: "Nie dotarłem jeszcze do wszystkich dokumentów dotyczących Ryszarda Gleich. Część z nich pozostaje niestety czasowo niedostępna w związku z trwającymi ciągle procedurami prawno-odwoławczymi."
Czy można uważać za poważnego historyka osobę, która z jednej strony przyznaje, że do wszystkich dokumentów jeszcze nie dotarła, a z drugiej strony wydaje autorytatywne opinie o tym, że Gleich nie był tajnym współpracownikiem SB?
forum.gazeta.pl/forum/w,904,89936723,90494738,Andrzej_Szubert_jak_zwykle_klamie.html
Bereszyński zarzucił nam, że ujawnione zostały na stronie żony materiały, które potwierdzały naszą "tezę" a resztę pominęliśmy milczeniem.
Prawda jest w rzeczywistości odwrotna. To Bereszyński ujawnia wyłącznie to, co potwierdza jego naciągane tezy. A inne ważne dokumenty i cytaty z przytaczanych dokumentów po prostu przemilcza.
W tekście "Ryszard Gleich w dokumentach SB" wspomina Bereszyński np. o raporcie kpt. Ciempki do naczelnika Wydziału III „A”, mjr. Andrzeja Mikołajewa, dotyczącym rozmowy operacyjnej, podczas której kpt. Ciempka zwerbował Ryszarda Gleicha. Bereszyński zacytował nawet zdanie z tego dokumentu o Gleichu pisząc: "Według tegoż raportu z rozmowy wynikało, że Ryszard Gleich jest „nacjonalistą o poglądach antyradzieckich”.
Wynika z tego, że Bereszyński ten raport czytał i go zna. Dlaczego zatem nie przytoczył on innych cytatów z tego raportu, które przedstawiają Gleicha w diametralnie innym świetle? Na przykład tych cytatów:
"Podczas rozmowy R.Gleich udzielił szeregu informacji dot. działalności NSZZ "Solidarność, kontaktów z Austrią oraz sprawach osobistych jego rodziny."
Albo dlaczego przemilczał wydane przez Ciempkę Gleichowi po wyrażeniu przez niego zgody na współpracę polecenie o "przygotowanie szczegółowej pisemnej informacji o jego kontaktach z Austrią".
Bereszyński jak mantrę powtarza, że Gleicha wprowadził Ciempka w błąd podając się za oficera kontrwywiadu WP.
A przecież Bereszyńskie wie o tym że...
W raporcie werbunkowym z 20 11.81 Ciempka pisze, że rozmowa operacyjna z Gleichem była kontynuacją rozmowy Gleicha z komendy MO w Kluczborku w związku ze staraniem się Gleicha o paszport na wyjazd do Austrii. W tym wypadku Gleich musiał sobie uświadamiać, że:
- gra on o paszport i że jeśli odmówi współpracy, paszportu najprawdopodobniej nie dostanie,
- domniemany oficer kontrwywiadu wojskowego korzysta z "gościny" SB czyli, że obie "firmy" (SB i domniemany kontrwywiad wojskowy) współpracują ze sobą.
Gleich znał rolę służb wojskowych w systemie politycznym PRL. W czasie, gdy sam siedział w więzieniu w latach 50-52, więzienia były pełne więźniów Informacji Wojskowej (która uwięziła w latach 44-57 ok 17 tys. ludzi).
pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82%C3%B3wny_Zarz%C4%85d_Informacji#Represje
Dokładnie w momencie procesu Gleicha Informacja zainscenizowała prowokację z komandorami, a gdy Gleicha przedterminowo zwalniano z więzienia na Mokotowie mordowano niektórych komandorów.
pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82%C3%B3wny_Zarz%C4%85d_Informacji#Spisek_komandor.C3.B3w
Sprawa była medialnie nagłaśniana i Gleich nie mógł o tym nie wiedzieć.
Podejrzanie wypada więc w tej historii alchemik historii, Bereszyński, który w jego tekście przedstawia podpisanie współpracy Renka z domniemanym kontrwywiadem jako jego naiwność, ale i jako czyn nieomal chwalebny i patriotyczny, wypływający z troski Gleicha o bezpieczeństwo Polski.
Bereszyński pisze, że deklaracja o współpracy nie wspomina ani słowem o zwalczaniu opozycji. Ale Bereszyński milczy o tym, że Renek na ochotnika udzielał Ciempce podczas rozmowy operacyjnej informacji o Solidarności i o polonii w Wiedniu. Pytaniem jest - po co Gleich to robił i dlaczego interesowało to "oficera kontrwywiadu"?
A na koniec przypomnę jeszcze, że o tym, iż kontrwywiad też zwalczał Solidarność Bereszyński wie doskonale. Nie tylko kontrwywiad polski to robił, ale i sowiecki - który współpracował z SB w zwalczaniu opozycji - o czym na łamach GW pisał sam Bereszyński:
opole.gazeta.pl/opole/1,35106,5131080.html?as=1&startsz=x
Gleich, gdy podpisywał zobowiązanie nie był szczeniakiem, miał 54 lata, rolę wojskowych służb w systemie PRL znał i nawet gdyby Ciempka w rzeczywistości był oficerem wojskowego kontrwywiadu to i tak podpisanie współpracy z kontrwywiadem nie było wcale dużo mniej hańbiące dla działacza Solidarności, niż współpraca z SB. Zwłaszcza po 13-tym grudnia - gdy pod osłoną czołgów na rozkazy i dekrety wojskowej junty (WRON) internowano i aresztowano tysiące ludzi, gdy pacyfikowano zakłady pracy, gdy na Wujku polała się krew, gdy wojskowe sądy doraźne sypały drakońskie wyroki - utrzymywanie przez działacza Solidarności jakiejkolwiek współpracy z jakąkolwiek wojskową służbą było kolaboracją z WRON-ą, było zdradą Solidarności, było nie mniej hańbiące niż współpraca z SB.