Gość: jack
IP: *.adsl.inetia.pl
27.06.12, 20:52
Od ponad już dziś dwudziestu lat, System stara się z nas wykorzenić jakikolwiek autentyczny patriotyzm. Robi to przy zastosowaniu wszelkich dostępnych środków, a więc za pomocą kultury popularnej, mediów, umiejętnej rozbudzanej konsumpcji, czy wreszcie bezpośredniej edukacji – w szkołach i na uniwersytetach. Cały wysiłek Systemu nastawiony jest na to, by każdy Polak wiedział jedno – Polska jest brzydką panną na wydaniu, i jedyne co jej pozostaje, to się wdzięczyć i uśmiechać, z nadzieją, że ktoś ją poprosi do tańca. A jeśli akurat nikt nie poprosi, to niech się nie dziwi i wie, że widocznie inni byli lepsi. I niech się dalej grzecznie wdzięczy.
Uważam za niezwykle znaczący, i przy okazji symboliczny, fakt, że o nasz patriotyzm, nagle, jak się okazało, niezwykle potrzebny przy okazji tych mistrzostw, zatroszczyły się koncerny piwowarskie. Zupełnie jakby plan był taki, by skoro już zaszła konieczność przypomnienia nam Polakom, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, zorganizować to w taki sposób, by ta refleksja była maksymalnie bezrefleksyjna, a więc w tym samym stopniu skupiona na naszej polskości co na półlitrowej flaszce z piwem. Zupełnie jakby chodziło o to, by skoro już po Polsce mają jeżdzić te obwieszone polskimi narodowymi symbolami samochody, a ludzie mają paradować po ulicach w biało-czerwonych strojach, skoro już ma wszędzie rozbrzmiewać polski śpiew, to niech przynajmniej nie będzie to „Jeszcze Polska nie zginęła”, lecz jakieś „Nikt nam nie powie…” w dodatku śpiewane na melodię „Guantanamera”, i to w miarę możliwości na lekkim rauszu. A jeśli jednak „Jeszcze Polska”, to najlepiej w totalnym upojeniu. I najlepiej na smutno.
Wielkie wrażenie na nas wszystkich zrobiło zachowanie irlandzkich kibiców po przegranym meczu z Hiszpanią, kiedy to ich piłkarze, mimo tej dramatycznej wręcz porażki, schodzili boiska jak zwycięzcy. Do dziś, zarówno zwykli kibice, jak i media, a dziś nawet sam premier Tusk, nie mogą się nachwalić Irlandczyków, jacyż to oni wspaniali, dzielni i niezwyciężeni. No i, jak to się zwykle dzieje w podobnych sytuacjach, wraca pytanie – czemu my Polacy też tak nie potrafimy? Przyznaję, ja sam patrzyłem na kwitnące wręcz tą zielenią trybuny i z trudem powstrzymywałem łzy wzruszenia, ale i tęsknoty. Patrzyłem na tych tak fatalnie przegranych piłkarzy, jak już tylko wypatrują końca tej piłkarskiej kompromitacji, na Hiszpanów robiących na tym boisku co im się żywnie podoba, słuchałem tego niesłychanego śpiewu, i powiem szczerze, że w pewnym momencie ten śpiew stał się tak monumentalny, że nagle sobie pomyślałem, że ja właściwie Hiszpanom współczuję. Na ich miejscu poczułbym się autentycznie nieswojo, a to zwycięstwo wsadziłbym sobie gdziekolwiek.
Mam nadzieję, że nie muszę nikomu z czytających ten tekst wyjaśniać, dlaczego tak jest. Bo sprawa jest przerażająco jasna. Irlandczycy – podobnie zresztą jak Rosjanie, czy Grecy, Włosi czy Francuzi nie kupili sobie swojego patriotyzmu w ramach promocji zainicjowanej przez którąś z ich kampanii piwowarskich. Oni nim żyli od lat. Oni się z nim rodzili, kształcili, pracowali i umierali. I robią to również dziś. Oni swoich chorągiewek ani nie zakupili pod dodatkowe piwo, ani nie odebrali na stacji benzynowej pod jedno tankowanie, ale mieli ją w domu od lat. A zatem, bez względu na to, czy dziś wygrywają czy przegrywają, zabierają je ze sobą do domu, a nie wyrzucają gdzieś pod jakimiś obszczanym przez okoliczne psy drzewem
W tej sytuacji, ja mam apel przeciwny. Oczywiście wyrzucać flagi nie wolno. Nawet tej, która została wykonana na zamówienie wielkiego antynarodowego biznesu. Natomiast namawiam do tego, by te flagi pozdejmować z samochodów i z okien, schować je głęboko do szuflad, a następnym razem je wyjąć choćby 1 sierpnia, przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, albo w dzień Święta Wniebowzięcia 15 sierpnia. I wtedy dopiero spróbować poczuć, czym jest Polska, skoro nie flaszką „Warki” wypitą pod zdjęcie coraz mniej przytomnego Prezydenta i jego opuchniętej dzidzi. Przepraszam – Dziadzi. W szaliku, czy bez.