Stare podwórkowe zabawy. W to dalej można grać ...

IP: *.kstan.com.ua 04.07.12, 20:18
Marszon.
Ale nie będę opisywał, chyba że ktoś się jeszcze znajdzie, kto to pamięta.
    • Gość: Tomek Stare podwórkowe zabawy. W to dalej można grać ... IP: *.dynamic.chello.pl 04.07.12, 23:53
      Gra w noża.
      • Gość: behemot Re: Stare podwórkowe zabawy. W to dalej można gra IP: *.dynamic.chello.pl 05.07.12, 09:03
        W zależności od tego jaka akurat banda przebywała na podwórku, taką zabawę wybierano. Wszak na moim podwórku były łamagi i młodsi ale dawano im szansę uczestnictwa. Wiadomo prym wiedli najstarsi i to oni decydowali czy młodsi będą mogli uczestniczyć w zabawie. Przychodzili też chłopcy z innych podwórek z którymi nie prowadziliśmy wojny albo mieliśmy zawarty pokój. Topową zabawą był palant. Uczestniczyli najstarsi średniacy a nawet mali, nie mówiąc o dziewczynach. Najpierw wybierano kapitanów, później odbywała się skomplikowana procedura walki kapitanów o królestwo. Palanta (kij jak bejsbol), kapitanowie chwytali dłońmi i posuwali się tymi chwytami ku końcu kija. Kto chwycił ostatni, że przeciwnik nie miał już za co złapać rozpoczynał grę zdobywając królestwo(bazę). Gra polegała na tym, że zawodnik jednej drużyny uderzał kijem piłeczkę (tenisową) przeciwna zaś drużyna łapała piłkę i jak najszybciej odrzucała ją do królestwa. W tym czasie zawodnicy z królestwa biegli na wyznaczonym dystansie i wracali nazad do królestwa zdobywając punkty.Łapiący piłkę, mogli rzucić nią w biegnącego i wtedy zdobywali królestwo, zamieniali się rolalmi. Chwyt piłki z powietrza lewą ręką gwarantował im to samo. Zaś trzy całe, czyli złapanie piłki dwoma rękami dawało też królestwo. Tak więc, należało tak walić palantem w piłkę, by poleciała jak najdalej i była trudna do złapania no i plac do palanta musiał być słusznych rozmiarów. Uboższą wersją palanta, była gra w kiczki paliczki. Grali w nią ci, którzy nie mieli piłeczki palantowej i plac nie musiał być tak wielki jak w palancie. Potrzebne były dwa kije. Jeden krótki ca 10-15 cm. Wykopywało się dołek i ten krótki w nim umieszczało tak (kąt 45 ), że 1/2 wystawała nad ziemię palantem należało tak uderzyć, że ten mały wzbijał się w powietrze z powietrza należało go uderzyć i reszta prawie tak samo jak w palancie. Grę w noża można było rozpocząć gdy było co najmniej dwóch graczy i nóż. Jak nie było noża to był patyk i zabawa opisana jako wywołuję wojnę przeciwko piwko..Gdy był nóż i kawałek ubitej ziemi, zawodnicy rysowali koło, dzielili je na części (tylu ilu było graczy) i stojąc wbijali nóż w "terytorium" przeciwnika tak by po odcięciu tego kawałka mogli go przyłączyć do swojego. Wygrywał ten, który pozbawił przeciwników ziemi. Była to bardzo dydaktyczna i sprawnościowa zabawa pokazująca na czym polega i czemu służy wojna. Była też wesja plażowa gry w noża a polegała na tym, by z różnych części ciała starać sie wbić nóż ruchem obrotowym w miękkie podłoże. W niej chodziło o precyzję. Zaczynało się: paluszek, łokieć, ramionko,bródka, nosek, czółko, główka. Hazard to była gra w spuszczanki. Należało mieć kieszeń drobniaków (wtedy wszystkie były aluminiowe) i przynajmniej jednego przeciwnika ale im więcej to i wygrane były większe. Gracze stawali w kręgu i z wysokości pasa rzucali na ziemię monety. Ten którego moneta upadła i oparła się na innej monecie zgarniał pulę. Zośka dawała sprawność i niszczyła buty, które w realnym socjaliźmie w jego szczytowej formie były na kartki. Zaś granie w trampkach lub tenisówkach, to było przeżycie ekstremalne. Zośkę sporządzało się z ołowiu, który zdobywało się na wagonach opatrzonych plombami i włóczki. Ołów z włóczką łączyło się drutem i powstawała piękna kolorowa a czasami jednobarwna zosia, którą podbijało się nogą. Bawiono się też w podchody czy strzałki, znacznie oddalając się od podwórek, chowanego, w tata wariata, że o dwóch ogniach nie wspomnę.
        A dziś? Komp, chipsy i cola. A swoją drogą, gdzie znaleźć podwórko na którym można rozegrać porządnego palanta?
    • Gość: lika Re: Stare podwórkowe zabawy. W to dalej można gra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.12, 08:09
      pucha, 2 ognie, okupacja trzepaka
      • tiresias młody chemik 05.07.12, 15:49
        1. siarka z zapałek, do małej łuski, zatkać ołowiem, przywiązać nitką dwie sztormówki i bomba gotowa
        2. karbid - bomby karbidowe, z puszki po farbie z małym otworkiem, ale potrafiło walnąć na kamionce, nawet wersje 'głębinowe' (ale skąd teraz karbid wziąć?)
        3. saletra + cukier = dym wszędzie
        że ja jeszcze mam oczy i ręce??
        • Gość: behemot Re: młody chemik IP: *.dynamic.chello.pl 06.07.12, 07:38
          No przypomniałeś kawał historii chłopięcych zabaw hukowo-wybuchowych. Sztormówki to było coś! Zapałki sztormowe - tak było napisane na pudełku były dostępne w każdym kiosku Ruchu bez względu na odległość od morza. Paliły się w każdych warunkach, pod warunkiem, że draska była sucha i dostarczały niesamowite ilości "prochu" a kosztowały coś 0,8 do 1 zł. W proch strzelniczy można się było zaopatrzyć w lesie w Suchym Borze a w łuski na strzelnicy w Grudzicach. Łuska kaliber 4,5 mm wypełniona "prochem", zaciśnięta w miejscu na pocisk kombinerkami i potraktowana trylinką, dobrze waliła. Saletry, nadmanganianu potasu, aluminium sproszkowanego, dostarczały drogerie a poźniej sklep chemiczy Pana Sułka na Krakowskiej. Gazy smrodliwe i łzawiące, którymi traktowano wyjątkowo perfidnych sąsiadów, którzy nie pozwolili grać w piłkę, często ją zabierając do aresztu gdy wpadła do ich ogródka, produkowano paląc zniszczone piłeczki pingpongowe,lalki czy klisze fotograficzne. Gazów używano również w szkołach, zwłaszcza przed klasówkami, bo wietrzenie budy zajmowało nie raz lekcję lub dwie. Teraz to dzwonią na policję, że bomba jest w szkole. Zaś każdy szanujący się chłopak musiał mieć grudę karbidu. Najłatwiej było wejść w jego posiadanie, kradnąc go spawaczom, którzy z niego, zalewając go wodą, produkowali acetylen. Zaś na odpustach można było nabyć korkowiec - pistolet na korki - i wspomniane naboje do niego, korki. W korku była substancja wybuchowa czuła na wzbudzenie iglicą korkowca i huk był niezły. Ale jakiś podwórkowy geniusz wymyślił wyłupywanie jej ze wspomnianego korka i rzucanie nią. Gdy upadała wybuchała z hukiem. Często podczas wyłupywania korek wybuchał parząc ręce, błysk zaś był jak z dobrej lampy błyskowej i taki bohater przez kilka minut miał pogorszone widzenie. Po wybuchac przychodził czas na zabawę portfel na sznurku lub inną cenną rzecz na tymże sznurku.
      • Gość: avesatan Re: Stare podwórkowe zabawy. W to dalej można gra IP: *.252.25.180.internetia.net.pl 07.07.12, 16:07
        o tak pucha, trzepak to było to plus dodatkowo król, król kopany, piąteczki na skakance, owoce warzywa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja