Gość: Prof. Sawczuk
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.12.12, 08:38
Fragment pracy "Polskie niepokoje"...
1. U początków nowego rozdziału sąsiedztwa.
Przełom 1989 r. wniósł do postrzegania Polski przez Niemcy wiele nowych elementów. Do czasu brzemiennych w skutkach wydarzeń lata 1989 r. Polska jako część bloku wschodniego i jego ważny obszar na styku z państwami niemieckimi była ze względów strategicznych oraz na powojenną historię i kontrowersje wokół kwestii granicy na Odrze/Nysie partnerem niezwykle ważnym, ale i bardzo trudnym . Kohl widząc w 1987 r. wejście relacji Wschód-Zachód w fazę dynamicznej kooperacji i coraz większe szanse na uruchomienie procesu likwidacji podziału Europy i zjednoczenie Niemiec, zgodnie z brukselską deklaracja Busha z 30 maja 1989 r., apelował coraz intensywniej do 4 mocarstw o wniesienie sprawy zjednoczenia „na wokandę historii” . W potencjalnej rozgrywce wokół kwestii niemieckiej karta polska była dla RFN jedną z najważniejszych, bowiem ze zjednoczeniem łączyła się kwestia granic zjednoczonego suwerena niemieckiego i ewentualna ostateczność granicy na Odrze i Nysie. RFN od czasu układów 1970 r. twierdziła, że uznaje i szanuje granice, ale ich ostateczny kształt będzie związany z negocjacjami wokół ostatecznych uregulowań będących w gestii wielkiej czwórki odpowiedzialnej ”za Niemcy jako całość”. Presja na Warszawę latem i jesienią 1989 r. związana była z pragnieniem pospiesznego kreowanie w Polsce spośród ludności autochtonicznej mniejszości niemieckiej, jako instytucji o zagwarantowanym statusie prawnym, zakotwiczonym w międzynarodowych konwencjach. Jej byt miał się nierozerwalnie wiązać się z przygotowywaniem argumentów demograficzno-terytorialnych na wypadek przewidywanych rozmów pokojowych związanych ze zjednoczeniem.
Od rządu komunistycznego RFN u schyłku lat 80. nie mogła nic w tej kwestii uzyskać, stąd też zachodnioniemiecka ocena relacji z Polską nie była nazbyt pochlebna: Kohl mówiąc rozmówcom węgierskim latem 1989 r. o relacjach z Polską uważał stosunki z Warszawą po zawarciu układu z 7 grudnia 1970 r. za rozczarowujące. Nie krył pragnienia, by w owych stosunkach „nie doszło do drugiego takiego rozczarowania”. W ten sposób tłumaczył dlaczego nie chciał udzielić wsparcia rządowi polskiemu i nie chciał złożyć, podobnie jak Bush, wizyty w Warszawie po wyborach czerwcowych 1989 r. .
Kanclerz wykorzystując trudne położenie ekipy Rakowskiego, ale i jego nowe sygnały otwarcia na RFN, podjął co prawda u schyłku 1988 r. rozmowy o kształcie stosunków polsko-niemieckich, ale negocjując z Polską bacznie śledził wewnątrz polski dialog władza-opozycja, licząc na większe efekty w kontaktach z ludźmi Sierpnia `80 . Ich odważne podejście do problemu likwidacji podziału Niemiec oraz otwarcie na kwestię ochrony języka i kultury obywateli polskich, którzy do 1945 r. byli obywatelami Niemiec i mimo obywatelstwa polskiego deklarowali teraz swoją „niemieckość”, budziły wielkie zainteresowanie RFN.
Latem 1989 r. Bonn wizytowali wysocy przedstawiciele polskiej opozycji. Na plan pierwszy w rozmowach z delegacją „Solidarności”, na której czele stał Bronisław Geremek, przewodniczący frakcji Komitetu Obywatelskiego w Sejmie, przyjętą przez Kohla 7 VII 1989 r., wysunęły się natychmiast sprawy gospodarcze . Ale w odróżnieniu od kroków pomocowych podjętych wobec Węgier, Kohl zachowywał wstrzemięźliwość wobec Polski. Chciał – jak się zdaje – osiągnąć dwa cele. Obiecując pomoc, z jednej strony chciał powstrzymać możliwy negatywny scenariusz rozwoju wydarzeń w Polsce na skutek nadmiernych politycznych żądań opozycji lub zbyt nerwowych reakcji władz, z drugiej natomiast nie zamierzał wychodzić naprzeciw konkretnym oczekiwaniom finansowym (np. kredytowym) Polaków . Uprzedzając Geremka zablokował ewentualną dyskusję na temat ustanowienia konkretnej kwoty poręczeń kredytowych Hermesa dla Polski oceniając ten postulat Polaków jako nierealny, i proponując w zamian otwartą górną granicę poręczeń, co z pozoru wielkoduszne, pozbawione było właśnie konkretności. Geremek skromnie stwierdzał, że nie chodzi o pieniądze, a bardziej o zaangażowanie Zachodu we wsparcie polskich reform , co dawało się odczytać jako zgoda na niemieckie wyobrażenia o finansowej pomocy, ale jednocześnie było w tym sensie nieścisłe, iż jednak strona opozycyjna wystąpiła wobec Kohla z całym szeregiem oczekiwań gospodarczych: proszono o krótkoterminową pomoc w celu polepszenia zaopatrzenia w artykuły spożywcze, pomoc w uzyskaniu zmniejszenia ciężaru spłaty długów poprzez restrukturyzację zadłużenia w stosunku do Klubu Paryskiego, wsparcie dla redukcji zadłużenia Polski u wierzycieli zachodnich, długofalowe zwiększenie zaangażowania inwestycyjnego w Polsce i pomoc w przechodzeniu od gospodarki centralnie sterowanej do gospodarki rynkowej . W zamian Geremek deklarował gotowość do ożywienia niemieckiej kultury w Polsce, rozwoju niemiecko-polskich stosunków kulturalnych i wspierania języka niemieckiego, co chciano finansować ze zrestrukturyzowanego kredytu Jumbo, a w przypadku braku takich możliwości, ze środków polskich . Choć termin „mniejszość niemiecka” nie pojawił się w czasie rozmów, słowa Geremka były sygnałem większej przychylności wobec ewentualnych rozwiązań mniejszościowych w stylu węgierskim.
Przypomnijmy w tym miejscu, że etniczni Niemcy nie wysiedleni z Węgier w wyniku transferu poczdamskiego, uzyskali na mocy porozumienia Budapesztu z Bonn w 1987 r. pełne prawa mniejszościowe i możliwość korzystania ze wsparcia finansowego RFN. Stanowisko węgierskie wobec etnicznych Niemców było faktycznie czymś nowym w postawach przywódców komunistycznych wobec zagadnień mniejszościowych. RFN uznawała jednak uzyskane rozwiązanie węgierskie za Präzedenzfall i pożądany model regulowania pozycji osób deklarujących swą niemieckość w relacjach z innymi krajami socjalistycznymi, a zwłaszcza z Polską , co dla tej ostatniej nie było sprawą prostą. Władze polskie bowiem, po wysiedleniach etnicznych Niemców i weryfikacji pod kątem tożsamości narodowej pozostałych mieszkańców przyłączonych do Polski terenów Niemiec, miały pełne prawo uznawać ich, w większości za Polaków, w dodatku z pełnym słowiańskim rodowodem. Tymczasem właśnie dla nich jako byłych obywateli III Rzeszy, a więc posiadających swoiste „pochodzenie niemieckie”, RFN domagała się teraz – wzorem rozwiązania węgierskiego – statusu mniejszości. Nie bez powodów był to więc dla Kohla jeden z owych „ciężkich problemów” w relacjach Warszawa-Bonn. Kohl najwyraźniej chciał mieć Niemców w Polsce, na obszarach byłych wschodnich prowincji Niemiec, a najlepiej – zorganizowanych w instytucję mniejszościową i tworzących dogodny argument ale i instrument nacisku w przyszłościowej rozgrywce o rozwiązanie kwestii niemieckiej w najkorzystniejszym dla Niemiec kształcie terytorialnym.