Polityka niemiecka Kaczyńskich

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 08:38
Fragment pracy "Polskie niepokoje"...

1. U początków nowego rozdziału sąsiedztwa.


Przełom 1989 r. wniósł do postrzegania Polski przez Niemcy wiele nowych elementów. Do czasu brzemiennych w skutkach wydarzeń lata 1989 r. Polska jako część bloku wschodniego i jego ważny obszar na styku z państwami niemieckimi była ze względów strategicznych oraz na powojenną historię i kontrowersje wokół kwestii granicy na Odrze/Nysie partnerem niezwykle ważnym, ale i bardzo trudnym . Kohl widząc w 1987 r. wejście relacji Wschód-Zachód w fazę dynamicznej kooperacji i coraz większe szanse na uruchomienie procesu likwidacji podziału Europy i zjednoczenie Niemiec, zgodnie z brukselską deklaracja Busha z 30 maja 1989 r., apelował coraz intensywniej do 4 mocarstw o wniesienie sprawy zjednoczenia „na wokandę historii” . W potencjalnej rozgrywce wokół kwestii niemieckiej karta polska była dla RFN jedną z najważniejszych, bowiem ze zjednoczeniem łączyła się kwestia granic zjednoczonego suwerena niemieckiego i ewentualna ostateczność granicy na Odrze i Nysie. RFN od czasu układów 1970 r. twierdziła, że uznaje i szanuje granice, ale ich ostateczny kształt będzie związany z negocjacjami wokół ostatecznych uregulowań będących w gestii wielkiej czwórki odpowiedzialnej ”za Niemcy jako całość”. Presja na Warszawę latem i jesienią 1989 r. związana była z pragnieniem pospiesznego kreowanie w Polsce spośród ludności autochtonicznej mniejszości niemieckiej, jako instytucji o zagwarantowanym statusie prawnym, zakotwiczonym w międzynarodowych konwencjach. Jej byt miał się nierozerwalnie wiązać się z przygotowywaniem argumentów demograficzno-terytorialnych na wypadek przewidywanych rozmów pokojowych związanych ze zjednoczeniem.
Od rządu komunistycznego RFN u schyłku lat 80. nie mogła nic w tej kwestii uzyskać, stąd też zachodnioniemiecka ocena relacji z Polską nie była nazbyt pochlebna: Kohl mówiąc rozmówcom węgierskim latem 1989 r. o relacjach z Polską uważał stosunki z Warszawą po zawarciu układu z 7 grudnia 1970 r. za rozczarowujące. Nie krył pragnienia, by w owych stosunkach „nie doszło do drugiego takiego rozczarowania”. W ten sposób tłumaczył dlaczego nie chciał udzielić wsparcia rządowi polskiemu i nie chciał złożyć, podobnie jak Bush, wizyty w Warszawie po wyborach czerwcowych 1989 r. .
Kanclerz wykorzystując trudne położenie ekipy Rakowskiego, ale i jego nowe sygnały otwarcia na RFN, podjął co prawda u schyłku 1988 r. rozmowy o kształcie stosunków polsko-niemieckich, ale negocjując z Polską bacznie śledził wewnątrz polski dialog władza-opozycja, licząc na większe efekty w kontaktach z ludźmi Sierpnia `80 . Ich odważne podejście do problemu likwidacji podziału Niemiec oraz otwarcie na kwestię ochrony języka i kultury obywateli polskich, którzy do 1945 r. byli obywatelami Niemiec i mimo obywatelstwa polskiego deklarowali teraz swoją „niemieckość”, budziły wielkie zainteresowanie RFN.
Latem 1989 r. Bonn wizytowali wysocy przedstawiciele polskiej opozycji. Na plan pierwszy w rozmowach z delegacją „Solidarności”, na której czele stał Bronisław Geremek, przewodniczący frakcji Komitetu Obywatelskiego w Sejmie, przyjętą przez Kohla 7 VII 1989 r., wysunęły się natychmiast sprawy gospodarcze . Ale w odróżnieniu od kroków pomocowych podjętych wobec Węgier, Kohl zachowywał wstrzemięźliwość wobec Polski. Chciał – jak się zdaje – osiągnąć dwa cele. Obiecując pomoc, z jednej strony chciał powstrzymać możliwy negatywny scenariusz rozwoju wydarzeń w Polsce na skutek nadmiernych politycznych żądań opozycji lub zbyt nerwowych reakcji władz, z drugiej natomiast nie zamierzał wychodzić naprzeciw konkretnym oczekiwaniom finansowym (np. kredytowym) Polaków . Uprzedzając Geremka zablokował ewentualną dyskusję na temat ustanowienia konkretnej kwoty poręczeń kredytowych Hermesa dla Polski oceniając ten postulat Polaków jako nierealny, i proponując w zamian otwartą górną granicę poręczeń, co z pozoru wielkoduszne, pozbawione było właśnie konkretności. Geremek skromnie stwierdzał, że nie chodzi o pieniądze, a bardziej o zaangażowanie Zachodu we wsparcie polskich reform , co dawało się odczytać jako zgoda na niemieckie wyobrażenia o finansowej pomocy, ale jednocześnie było w tym sensie nieścisłe, iż jednak strona opozycyjna wystąpiła wobec Kohla z całym szeregiem oczekiwań gospodarczych: proszono o krótkoterminową pomoc w celu polepszenia zaopatrzenia w artykuły spożywcze, pomoc w uzyskaniu zmniejszenia ciężaru spłaty długów poprzez restrukturyzację zadłużenia w stosunku do Klubu Paryskiego, wsparcie dla redukcji zadłużenia Polski u wierzycieli zachodnich, długofalowe zwiększenie zaangażowania inwestycyjnego w Polsce i pomoc w przechodzeniu od gospodarki centralnie sterowanej do gospodarki rynkowej . W zamian Geremek deklarował gotowość do ożywienia niemieckiej kultury w Polsce, rozwoju niemiecko-polskich stosunków kulturalnych i wspierania języka niemieckiego, co chciano finansować ze zrestrukturyzowanego kredytu Jumbo, a w przypadku braku takich możliwości, ze środków polskich . Choć termin „mniejszość niemiecka” nie pojawił się w czasie rozmów, słowa Geremka były sygnałem większej przychylności wobec ewentualnych rozwiązań mniejszościowych w stylu węgierskim.
Przypomnijmy w tym miejscu, że etniczni Niemcy nie wysiedleni z Węgier w wyniku transferu poczdamskiego, uzyskali na mocy porozumienia Budapesztu z Bonn w 1987 r. pełne prawa mniejszościowe i możliwość korzystania ze wsparcia finansowego RFN. Stanowisko węgierskie wobec etnicznych Niemców było faktycznie czymś nowym w postawach przywódców komunistycznych wobec zagadnień mniejszościowych. RFN uznawała jednak uzyskane rozwiązanie węgierskie za Präzedenzfall i pożądany model regulowania pozycji osób deklarujących swą niemieckość w relacjach z innymi krajami socjalistycznymi, a zwłaszcza z Polską , co dla tej ostatniej nie było sprawą prostą. Władze polskie bowiem, po wysiedleniach etnicznych Niemców i weryfikacji pod kątem tożsamości narodowej pozostałych mieszkańców przyłączonych do Polski terenów Niemiec, miały pełne prawo uznawać ich, w większości za Polaków, w dodatku z pełnym słowiańskim rodowodem. Tymczasem właśnie dla nich jako byłych obywateli III Rzeszy, a więc posiadających swoiste „pochodzenie niemieckie”, RFN domagała się teraz – wzorem rozwiązania węgierskiego – statusu mniejszości. Nie bez powodów był to więc dla Kohla jeden z owych „ciężkich problemów” w relacjach Warszawa-Bonn. Kohl najwyraźniej chciał mieć Niemców w Polsce, na obszarach byłych wschodnich prowincji Niemiec, a najlepiej – zorganizowanych w instytucję mniejszościową i tworzących dogodny argument ale i instrument nacisku w przyszłościowej rozgrywce o rozwiązanie kwestii niemieckiej w najkorzystniejszym dla Niemiec kształcie terytorialnym.
    • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 08:54
      Wstrzemięźliwość Kohla wobec Geremka w przededniu rozstrzygnięć w Polsce wydawała się zrozumiała: kanclerz nie wiedział, kto utworzy nowy rząd w Warszawie, czy będzie to rząd stabilny i czy będzie on w stanie dotrzymać przyjętych zobowiązań . Ogólne z natury rzeczy obietnice sygnalizowały niemieckie wsparcie dla polskiego kierunku przemian, ale nie dawały świadectwa mocnego zaangażowania. Kohl potwierdzał zamiar przyjazdu do Polski, ale uzależniał go od dobrego finału rozmów polsko-niemieckich, co było rodzajem presji. Zapowiadał deklarację gospodarczego szczytu w Paryżu popierającą procesy reform w Polsce i na Węgrzech, ale już w kwestii pomocy żywnościowej wskazywał na Wspólnotę Europejską, choć jednocześnie sugerował, iż tam, jak i w Klubie Paryskim, RFN może wiele. Jednak w sprawie restrukturyzacji zadłużenia polskiego przez inne kraje zachodnie nie chciał się wypowiadać, mimo że w Paryżu miano na ten temat rozmawiać . W sumie Kohl nie wyszedł poza deklarację wsparcia polskich reform zarówno w układzie bilateralnym, jak i międzynarodowym, a w stosunkach polsko-niemieckich poza formułę „poszanowania wartości i praw obu stron” , co mogło zapowiadać jedynie dalszą twardą walkę w negocjacjach. Geremek świadom był zapewne wyczekującej postawy RFN skoro na koniec rozmów jeszcze raz wręcz ostrzegał Kohla przed niebezpieczeństwem zaprzepaszczenia „oczekiwań i możliwości” w przypadku, gdyby nie miała nastąpić rychła poprawa sytuacji gospodarczej .
      Latem 1989 r. Kohl przerwał negocjacje z ekipą Rakowskiego, czekał na to co wyniknie w Warszawie z pata między komunistami, a opozycją, czekał na nowy rząd, a gdy ten wyłonił się, natychmiast nawiązał z nim kontakt. Ale jednocześnie wywierał presję wyraźnie uzależniając pomoc dla nowego rządu od jego przychylności dla postulatów niemieckich. Na nadchodzącym szczycie gospodarczym państw zachodnich w Paryżu, bezpośrednio po wizycie Busha w Europie Środkowej, a przed zbliżającymi się obradami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i państw-wierzycieli zrzeszonych w tzw. Klubie Paryskim, kanclerz chciał uzyskać zgodę dla swych koncepcji pomocy na rzecz państw reformatorskich. Kohl był zwolennikiem stworzenia mechanizmu podobnego do planu Marshalla (bez używania tej nazwy) i przekonywał Busha o potrzebie „jak najściślejszych uzgodnień” w tej materii, by odebrać Polsce możliwość swobody ruchu i zmusić ją do przyjęcia jednolitego stanowiska Zachodu . Miał w tym oczywiście swój własny niemiecki interes: chodziło o zachowanie siły Bonn w newralgicznych negocjacjach z Warszawą nad „całościowym pakietem” w stosunkach polsko-niemieckich.
      Z chwilą wyłonienia rządu Mazowieckiego, Kohl natychmiast podjął inicjatywę bezpośredniego kontaktu z Warszawą. Po otrzymaniu wyczerpującej relacji ministra Norberta Blüma z wizyty u nowo wybranego premiera zaoferował mu wsparcie „na miarę możliwości”, co raczej wskazywało podtrzymanie dystansu, zasugerował szybkie wznowienie rozmów pełnomocników, stworzenie bezpośredniego kontaktu poprzez swego doradcę Teltschika. Kohlowi zależało na przyspieszeniu negocjacji i zakończeniu rozmów z Polską przed upływem roku . Tu jego intencje pokrywały się z polskimi, Mazowiecki bowiem również chciał szybkiego finału rozmów, ale też osiągnięcia przełomu w stosunkach polsko-niemieckich, gdyż – jak mówił Kohlowi – społeczeństwo polskie „życzyło sobie pojednania z Niemcami i poczucia, że żyje w bezpiecznych granicach” . Mazowiecki wnosił więc – dosłownie w pierwszej wymianie zdań z Kohlem – do stosunków polsko-niemieckich kwestię bezpiecznych granic, czym bezpośrednio, jako nowy premier, włączał się do trwającej w RFN dyskusji na temat żądań „wypędzonych” i podnoszonego przez nich w debacie „zjednoczeniowej” problemu „granic z 1937 r.”, co dla Kohla było tematem niezwykle niewygodnym, albowiem między innymi z powodu tychże głosów negocjacje polsko-niemieckie stanęły wcześniej w miejscu . Drugim zasadniczym akcentem strony polskiej były kwestie gospodarcze; Mazowiecki sygnalizował trudności, zniecierpliwienie społeczeństwa, jego pragnienie szybkiej zmiany, konieczność dania znaku, że w sprawach gospodarczych między Polską a RFN możliwe są postępy . Powrócił do kwestii poręczeń kredytowych Hermesa, których Geremek nie zdążył w rozmowie z Kohlem na początku lipca poruszyć, ale w nowej formule: wysokość tych poręczeń miała zostać skorelowana z potrzebami współpracy polskich i zachodnioniemieckich przedsiębiorstw, a nie wyznaczona mechanicznie, z czym Kohl zasadniczo się zgodził. Na prośbę Mazowieckiego dotyczącą wsparcia polskich starań o redukcję zadłużenia w Klubie Paryskim Kohl obiecał pomóc, acz z sygnałem, iż po stronie zachodnioniemieckiej ( jeśli idzie o zadłużenie polskie wobec RFN) takie możliwości były ograniczone. Kanclerz ponownie dał Mazowieckiemu do zrozumienia, że mógłby przybyć z wizytą do Warszawy, ale jest ona możliwa wyłącznie po zamknięciu negocjacji nad „całym pakietem przedsięwzięć”. W tym też kontekście Mazowiecki sygnalizował, bez wymieniania o co chodzi, „pozytywne zakończenie kwestii, na których szczególnie zależało kanclerzowi” ; można się było domyślać, iż był to sygnał w kwestii spraw mniejszościowych.
      • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich (3) cdn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 09:00


        Wizyta Wałęsy w RFN i rozmowa z kanclerzem w tydzień po pierwszym bezpośrednim kontakcie Kohl-Mazowiecki przyniosła pogłębienie i wzmocnienie sygnalizowanych przez obie strony kwestii. Pierwszy bezpośredni kontakt Wałęsy z Kohlem nie miał wyłącznie charakteru kurtuazyjnego – podkreślał raczej wielką wagę przywiązywaną przez obóz „Solidarności” do kontaktów z RFN. Strona niemiecka chciała pojednania z Polską, miała świadomość, że „system wschodni upada”, a to otwiera „nowe szanse dla ludzi, dla praw człowieka i Europy”, która „obejmuje także Kraków, Pragę, Drezno i Lipsk” . Kanclerz sygnalizował zatem już na wstępie rozmowy z Wałęsą związek między nowymi uregulowaniami w stosunkach polsko-niemieckich, reformami polskimi, a dalszym potencjalnym rozwojem sytuacji w NRD. Ujmował to dość dramatycznie i nie bez emocji: kwestie polsko-niemieckie stawały się bez mała kluczem „do sprawy”; ich fiasko będzie oznaczało katastrofę . Ten wyraźny emocjonalny nacisk na Wałęsę kanclerz wzmacniał jeszcze, powołując się na przyrzekane kilka dni wcześniej Mazowieckiemu zabieganie o polskie sprawy we Wspólnocie Europejskiej, USA, Klubie Paryskim, Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym, domagając się w sprawach rokowań polsko-niemieckich działań szybkich i niczym niezakłóconych ( „bilateral müsse man die Dinge schnell und reibungslos regeln”), jeszcze raz uzależniając swoją wizytę w Warszawie od znalezienia „wspólnego rozsądnego kompromisu” . O tym, że najwyraźniej i najbardziej chodziło stronie niemieckiej o wywarcie wpływu na Warszawę w celu korzystnego uregulowania kwestii mniejszości niemieckiej w zamian za obietnice pomocy gospodarczej świadczył fakt, iż dzień później, w liście do Mazowieckiego, Kohl awizował szybkie wysłanie do Warszawy pełnomocnika do spraw negocjacji, Teltschika, i przekazanie przygotowanych z końcem sierpnia nowych niemieckich stanowisk negocjacyjnych w kwestiach gospodarczych i mniejszości . Mówiąc o wsparciu polskich spraw na forum międzynarodowym kanclerz mógł śmiało demonstrować swoją aktywną rolę, istotnie bowiem odbyty kilka dni wcześniej szczyt państw Wspólnoty Europejskiej podjął decyzję o udzieleniu Polsce i Węgrom pomocy żywnościowej. Zapowiedział także nowe uregulowania w sprawach poręczeń kredytowych Hermesa, o charakterze precedensowym („wie noch gegenüber keinem anderen Land”), co miało ułatwić niemieckim firmom wejście do Polski . W kwestiach najważniejszych dla strony polskiej, tj. bezpieczeństwa granic, Kohl reagując na żądania „wypędzonych” dotyczące powrotu do granic z 1937 r. przypominał Wałęsie, iż RFN nie kieruje się rewanżyzmem, ale wskazywał na brak układu pokojowego, dotrzymywanie ducha i litery układu granicznego z 1970 r. i potrzebę doprowadzenia do zjednoczenia, na wzór polskich starań niepodległościowych w przeszłości, sugerując poprzez ten ciąg skojarzeń, iż niemieckie postulaty zjednoczeniowe mogą w razie ich realizacji przynieść także nowe treści, tzn. regulowanie w układzie pokojowym z już zjednoczonymi Niemcami kwestii granicznych na nowo.
        Linia Wałęsy w rozmowie z Kohlem, którego na początku swej wypowiedzi przywódca „Solidarności” mocno skomplementował , pozwalała odtworzyć najważniejsze kierunki myślenia polskiej strony związkowej i jej wyobrażeń o roli czynnika niemieckiego w rozwiązywaniu polskiego kryzysu. Wałęsa przystępował do rozmowy akcentując siłę ruchu, który był w stanie doprowadzić system komunistyczny do upadku. Uważał, że długa droga, jaką przebyto, dała w efekcie solidarnościowego premiera. Ale, co ciekawe, mówił o kończeniu się etapu walki politycznej, teraz chodziło o wygranie walki o gospodarkę. Należało zapobiec zregenerowaniu się starego systemu. Skromnie pomniejszał rolę „Solidarności” w doprowadzeniu do reform w państwach komunistycznych (choć odrzucał też tezę, iż było to dzieło Gorbaczowa); reformy były „wymuszone przez warunki”. Teraz oczekiwał pomocy Europy, zwłaszcza RFN, w przestawieniu starego systemu na nowy: mówił o potrzebie odzyskania 80% przejętej przez państwo własności, kooperacji polskich przedsiębiorstw z firmami zachodnimi, przy silnym priorytecie dla firm niemieckich, bo pochodzących z kraju sąsiedzkiego. Polityczne zwycięstwo opozycji należało teraz podbudować ekonomicznie: podnieść poziom gospodarki i dorównać krajom zachodnim. Oznaczało to konieczność rozwiązania wielu problemów, np. otwarcia granic, otwarcia się na Niemcy, co miało być szansą „dla całej Europy”. Zgadzał się co do oceny sytuacji w NRD przez Kohla; rozwiązanie problemu wschodnioniemieckiego widział, podobnie jak w przypadku spraw polskich, w „gospodarczym zrównaniu z RFN”. Wałęsa nie podjął wątku zjednoczeniowego sygnalizowanego przez kanclerza. Ale w kontekście trudnych problemów bilateralnych oczekiwał od Kohla „mądrej polityki”. Poruszanie kwestii granicznej przez stronę niemiecką było czymś, co „utrudniało pracę”, był to temat „z innej epoki”, bez przesądzania kwestii ludzkiego wymiaru cierpienia, co mogło dotyczyć losu Niemców przesiedlonych po 1945 r. Wałęsa próbował zręcznie ominąć kwestie mniejszości niemieckiej w Polsce, sugerując poniekąd sztuczność problemu: byli to ludzie w Niemczech traktowani jako Polacy, w Polsce nazywani Niemcami nie bez akcentów poniżających. Rozwiązanie problemu widział w powstrzymaniu wyjazdów, stworzeniu możliwości życia, pracy i rozwoju w Polsce , czym mocno wychodził naprzeciw stronie niemieckiej, gdyż dokładnie takie były intencje RFN: chodziło o zatrzymanie fali wyjazdów, zachowanie w Polsce potencjału ludnościowego określającego się jako „niemiecki”, trwałe kreowanie mniejszości jako instytucji i struktury politycznej, łącznie ze wszystkimi konsekwencjami. Wałęsa podkreślał, że wyjazdy nie rozwiązywały polskich problemów („Niemcy opuszczają Polskę, a Polacy muszą za to płacić”). Chciał widzieć rozwiązanie kwestii Niemców w Polsce w kontekście reform, sugerując Kohlowi zajęcie się tym problemem w zamian za wsparcie przez RFN polskich przemian; przy czym nie chodziło „o prezenty”, lecz o polską ofertę dobrych, wzajemnych interesów, korzystnych dla obu stron. W tym kontekście Wałęsa rozwinął cały pakiet oczekiwań gospodarczych: rozluźnienia kwestii zadłużenia, stworzenia możliwości spłat „kredytów Gierka”, zakładania zachodnich banków w Polsce, wsparcia dla dobrych, solidnych projektów gospodarczych, tworzenia mieszanych przedsiębiorstw z udziałem 51% kapitału zachodniego, otwarcia polskiego rynku dla produktów zachodnich. Wałęsa wręcz zapraszał do Polski Niemców jako doświadczonych ekonomistów, wiedzących jak „pchnąć sprawy do przodu”. Nieoczekiwanie, na koniec rozmowy, szef „Solidarności” jeszcze raz powrócił do finansowego wymiaru pomocy, nie precyzując czy chodzi o pomoc Zachodu, czy tylko RFN: wartość oczekiwanego wolumenu inwestycji Wałęsa oceniał na poziomie 10 mrd dolarów, nie wywołał już jednak żadnej reakcji kanclerza w tym względzie.
        W sumie zarówno postulaty przedłożone przez Wałęsę, jak i pozycje zajmowane przez Kohla świadczyły o wielkich nadziejach obu stron na nowy początek w stosunkach bilateralnych wobec nowych możliwości, jakie się otwierały. W dzień po wizycie Wałęsy Kohl w liście do Mazowieckiego sygnalizował potrzebę szybkiego doprowadzenia do kompromisowych rozwiązań, przy czym kanclerz nie krył, że wręczając stronie polskiej nowe stanowiska negocjacyjne RFN liczy na modyfikację polskich pozycji zgodnie z duchem biegnących w Europie Środkowej przemian i szybkie załatwienie otwartych jeszcze kwestii, czym niedwuznacznie sugerował, że zainteresowany jest wyłącznie rozwiązaniem mniejszościowym w stylu węgierskim .
    • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 09:09
      Do Pana Red. Frelicha:
      Szanowny Panie Redaktorze, jesli widzi Pan sens w dostarczeniu czytelnikowi dalszych partii opracowania, ktore w zaprezentowanych tu 3 odcinkach rysuje tło dla reagowania polskiej polityki na sprawy polsko-niemieckie w l. 2005-2007 - to chętnie skontaktuje sie z Panem, by ta kwestie omowić. Jak Pan widzi pracujemy przy otwartej kurtynie, bo nam nie jest wszystko jedno i nie mamy nic do ukrycia. Serdecznie pozdrawiam Janusz Sawczuk Katedra Europeistyki i Niemcoznawstwa Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu/Chorzowie
      • Gość: yadi Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.pools.arcor-ip.net 11.12.12, 09:12
        czy pan Tusk ma szanse na obywatelstwo niemieckie z racji punktow za pochodzenie
      • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 09:20
        Uległem pokusie i drukuje 4 ostatni odcinek.

        Stanowisko Polski w procesie negocjowania rozwiązań zjednoczeniowych na przestrzeni 1990 r. nie skrywało nieufności, pełne było obaw o ostateczny kształt uregulowań. Powodowało to po stronie niemieckiej nieukrywaną irytację i przyczyniło się do późniejszych opinii o niechętnych zjednoczeniu postawach Polaków . Były one o tyle nietrafne, że ekipa Mazowieckiego i Skubiszewskiego jednoznacznie wspierała proces zjednoczenia, dbając jedynie o to, by ostateczny kształt granicy został zakotwiczony w rozwiązaniach 2+4 przed zjednoczeniem i przed granicznym traktatem polsko-niemieckim, jakby obawiając się późniejszych komplikacji. Polsce i tak nie udało się uniknąć słabnięcia własnych pozycji, bowiem powiązanie ratyfikacji traktatu o potwierdzeniu granicy z negocjacjami i ratyfikacją układu sąsiedzkiego i tak stanowiło już stworzenie instrumentu nacisku na polskich negocjatorów. O ile traktat graniczny był bowiem jednoznacznym, ale i łatwym sukcesem polskiej dyplomacji, bo opisywał to co wynegocjowała wielka czwórka i dwa państwa niemieckie, to traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy negocjowany przez zjednoczone Niemcy nie stworzył już pełnej jednoznaczności rozwiązań .
        Faktycznie, czas jego negocjacji przypadł na nowy okres historyczny: Niemcy były zjednoczone, a Układ Warszawski i ZSRR pogrążały się w chaosie, otwierała się perspektywa rozpadu bloku i diametralna zmiana warunków połączona z obiektywnym zwróceniem się Polski ku obszarowi stabilizacji i bezpieczeństwa; otwierało się pole dla nowych działań wobec niej. Kohl i Brandt święcili triumf zwycięzców, bowiem pierwszy sfinalizował śmiałymi decyzjami to co drugi rozpoczynał w 1969 r. polityką małych kroków . Pozostawała jednak świadomość ostatecznej utraty obszarów wschodnich; atmosfera narodowego sukcesu przeplatała się ze stawianiem pytań o niemiecki stosunek do utraconego . Polska stanęła do rozmów o układzie sąsiedzkim wolna, ale sama, uzbrojona jedynie w swą siłę moralnego zwycięzcy procesu przemian. Idee polskiego ruchu „Solidarność” przyniosły sukces, komunizm w Europie się zawalił, Polska stawała się państwem demokratycznym, rozpoczynała proces reform i przebudowy systemowej popieranej przez Zachód, obawiający się coraz bardziej konsekwencji rozpadu komunistycznych struktur i gwałtownego ciążenia „państw reformatorskich” ku zachodniej Wspólnocie .
        RFN wspierała proces reformatorski, miała tu nawet gotowe własne koncepcje , ale pilnowała przede wszystkim swoich interesów. Negocjowała z pozycji najsilniejszego członka Wspólnoty Europejskiej, partnera USA w przywództwie NATO. Nie uzyskawszy poprzez zjednoczenie zakładanych celów politycznych tkwiących w reprezentowanych przez RFN „pozycjach prawnych”, Kohl skierował w nowej sytuacji, jak się zdaje, nurt myślenia w kategoriach rewindykacyjnych wobec Polski w inne łożysko. Czołowi politycy RFN tamtej doby nie bez dramatyzmu zaklinali swoje środowiska polityczne o konieczności wyrażenia zgody na postawiony przez wielką czwórkę warunek zjednoczenia, jednocześnie przenosząc akcenty na potrzebę otwarcia procesu „europeizacji Europy Środkowej” w sensie integracji, jako procesu pozwalającego na realizację „prawa do ojczyzny” poprzez nowe uregulowania traktatowe, przy czym nie chodziło już wyłącznie o potwierdzenie granicy ; o wiele większe znaczenie miało otwarcie obszaru na europejskie mechanizmy wspólnotowe otwierające szanse zakotwiczenie niemieckich interesów narodowych.



        4. Odmienne wizje europeizacji interesów niemieckich i polskich


        Ta linia myślenia znalazła swój wyraz już w finalnej fazie prac nad układem granicznym . Genscher w dniu podpisania układu w Warszawie kreślił „europejskie” posłannictwo układu, nazywając go „krokiem ku przyszłości Europy”, i „jądrem europejskiego porządku pokojowego”, ale i wprost odsłaniał warstwę emocjonalną i intencje Niemiec w związku z tą ostateczną i definitywną rezygnacją z terytoriów wschodnich. Powtarzając słowa Brandta, wypowiedziane w kontekście układu z 1970 r., że „ ( układ) nie oddaje niczego, co nie byłoby wcześniej stracone”, Genscher mówił w 45 lat po wojnie o „niełatwej decyzji”, o bólu i „ciężkiej ofierze utraty ojczyzny”, jakby dopiero teraz tę decyzję naprawdę podejmowano. Mówił o potwierdzeniu granicy z własnej woli, („nikt nam tego nie wmusił”), jakby chciał zatrzeć ślad starań Kohla o inne rozwiązania. Genscher chciał widzieć w kulturowym dziedzictwie niemieckim pozostawionym na wschodzie „niemiecki wkład do europejskiej kultury w Polsce”, która była „naszym wspólnym dziedzictwem” i „zasługiwała na wspólną pielęgnację”. W tym sensie układ graniczny nie miał służyć odgraniczeniu się, lecz „obustronnemu otwarciu” ku „europejskiej wspólności”, miał być początkiem „europejskiego dzieła wspólnotowego”, a uznanie tej granicy miało być otwarciem perspektywy Europy bez granic . Argumenty te brzmiały niemal identycznie jak te, które kierowano latem 1990 r. do społeczeństwa, które przekonywano do zgody na uznanie granicy z Polską, bowiem i tak niebawem „straci ona swe znaczenie”. Wydaje się więc, że podpisaniu układu towarzyszyły całkowicie odmienne perspektywy spojrzenia obu partnerów: to co dla Polski było definitywnym przypieczętowaniem uregulowań poczdamskich, które zamykały i kładły kres hołubionym nadziejom niemieckim na zmiany, dla Niemiec stawało się nowym początkiem, otwierało nową kartę w dziele podtrzymywania i kontynuacji niemieckiej obecności kulturowej, a przez to i politycznej, a także otwierania nowych możliwości wpływów, teraz traktowanych i określanych jako „europejskie” . Najlepiej było to widoczne w zgłoszonych równolegle z tekstem układu o potwierdzeniu granicy miedzy RFN i Polską jesienią 1990 r. koncepcjach „europeizacji granicy na Odrze i Nysie” opartych na idei budowy na Polskich Ziemiach Zachodnich i Północnych struktur europejskich przewidujących m.in. wspólne struktury administracyjne polsko-niemieckie na wybranych obszarach . Szybkość z jaką natychmiast po zjednoczeniu Niemiec prezentowano opinii publicznej gotowe i zaskakujące w swej wymowie plany musiała zdumiewać, zważywszy na ich ledwie symbolicznie zawoalowaną treść rewindykacyjną. Np. prominentny działacz ugrupowań przesiedleńczych Hartmut Koszyk, jak podaje Koćwin, proponował w październiku 1990 r. budowę a) struktur europejskich, tworzenie wolnych stref poddawanych polsko-niemieckiej administracji, i stopniowe rozszerzanie tego modelowego rozwiązania na inne obszary, b) ponowne łączenie wykształconych historycznie regionów gospodarczych, poddanych wspólnej administracji, c) przyjęcie przez Polskę konwencji dotyczących regionalizmu pozwalających na zwiększenie niemieckiej obecności na Ziemiach Zachodnich i Północnych przy pomocy instrumentarium stworzonego dla niej na podstawie konwencji Rady Europy, d) włączenie terenów przygranicznych do obszaru gospodarczego Wspólnoty Europejskiej połączonej ze stworzeniem autonomicznej administracji, z własnymi suwerennymi uprawnieniami gwarantowanymi przez Wspólnotę, co jak słusznie zauważał Koćwin, oznaczałoby tworzenie eksterytorialnych struktur, e) nadanie tym obszarom funkcji łącznika miedzy Polską, Niemcami i Wspólnotami, przy jednoczesnej reformie polskiego prawa gospodarczego i dostosowanie go do swobody ruchu kapitału i osób, łącznie z prawem do osiedlania się Niemców w Polsce .
        Nie jest dziełem przypadku, że na obszarach styku polsko-niemieckiego, poczynając od Pomorza Przedniego poprzez Brandenburgię po Saksonię, a tam gdzie tego styku nie było (Górny Slask), via Czechy, próbowano kuć plany tworzenia struktur transregionalnych i transgranicznych pozwalających docierać z wpływami tam, gdzie dostrzegano własne interes
        • jacgg Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich 11.12.12, 11:09
          No tych informacji to już panu na pewno GW oficjalnie nie opublikuje. Pan tutaj w ogóle nie po linii Gazety pisze, lansującej Europę Stu Flag. Jaki rewizjonizm niemiecki? Jakie dążenia rewindykacyjne? Zdaniem Najlepszej Gazety nasi sojusznicy zza Odry dawno zapomnieli o realizacji swoich interesów narodowych i czysto altruistycznie zajęli budową wspólnego europejskiego domu, gdzie zapanuje powszechna szczęśliwość oraz dobrobyt ludzi wolnych od oparów "nacjonalizmu", w ogóle "neutralnych światopoglądowo"...:)))

          I my mamy zrobić to samo czyli zapomnieć o takich przeżytkach jak interes narodowy, wspólnota narodowa, racja stanu państwa, "strasznych katoendeckich złogach". Altruistycznie zająć się promocją "wielokulturowości" naszych ziem, budową nowych "tożsamości regionalnych" (szczególnie na Górnym Śląsku, kluczowym dla polskiej gospodarki i zamieszkałym przez 15% populacji). No i przecież "kapitał nie ma narodowości"...
    • Gość: 55 Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.punkt.opole.pl 11.12.12, 10:14
      Amen!
      • Gość: 69 Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 10:17
        a przidom zaś !
    • Gość: lalecznik Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.12, 21:18
      Szczerze mówiąc nie podoba mi się ten tekst. Po pierwsze tytuł tematu odbiega od treści. To co jest przedstawiane ma się nijak do Kaczyńskiego, zatem tytuł wątku powinien być inny.

      Fajnie jest poczytać o niuansach polityki niemiecko-polskiej w latach przełomu. Niestety styl jest ciężki, jednolity i monologiczny. Styl i brak odniesień stawia relacje czytelnika w parterze w stosunku do autora. „Ja przeglądałem źródła, napisałem, wiem co mówię, masz uwierzyć”. Brak odniesień powoduje, że ten kto czyta nie ma żadnej możliwości weryfikacji tego co jest napisane. Styl przedstawiania zdarzeń nie pozostawia możliwości innej interpretacji.

      Kwestia mniejszości niemieckiej jest przedstawiona wysoce subiektywnie i przede wszystkim bardzo niezręcznie. Czytając odnosi się wrażenie, że powstaje nowa V kolumna w razie „cuś”. No właśnie. Dlaczego? Z tekstu właściwie wynika, że Niemców w Polsce po 1945 nie było i nie powinno być. Zostali właściwie stworzeni na siłę na potrzeby polityki. A przecież są osoby w mieszkają w obecnych granicach Polski przysłowiowo z dziada-pradziada i czuja się Niemcami. To można zweryfikować eksperymentalnie. Nie ma też niczego dziwnego w tym, że dane państwo chce zagwarantować pewne prawa osobom, które w wyniku zdarzeń historycznych znalazły się poza jego granicami.

      Brak jest jasnego przedstawienia motywów działań Kohla. Może chciał zagwarantować sobie jakieś prawne ich ochrony w razie wojny domowej? Może chciał powstrzymać niekontrolowany napływ setek tysięcy uchodźców przy niestabilnej sytuacji? Może chciał w jakiś sposób zneutralizować aktywnych „wypędzonych” oraz dać społeczeństwu niemieckiemu coś co w jakiś sposób pomoże im pogodzić się z utratą terenów zajętych przez Polskę? Może rozumiał, że zjednoczenie z NRD będzie i tak olbrzymią operacją zatem chciał jakikolwiek punkt zaczepienia, a patrząc na Węgry miał gotowy szablon?

      To wszystko powoduje, że jest to niestety raczej woda na młyn dla pisopatriotów. Potem się będzie się Pan tłumaczył, że to nie było to co miał na myśli.
      • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.12, 05:20
        Miło, że czytasz. Nie frustruj się, to nie jest publikacja naukowa. To jest wykastrowany na uzytek forum tekst bez przypisów. Tekst forumowy. Ale część Twych pytań jest sensowna i słuszna. Z tym, że są to tzw normalne pytania badawcze, czyli temat należy nadal badać. Gdyby jeden badacz powiedzial wszystko, co robiliby inni? No i nie przykładaj miarki beletrystycznej. Ten typ (prac) tak ma! Tego się nie czyta do poduszki, no chyba, że się chce zasnąć. Moim zdaniem było ( w skrocie ) tak. Uruchomiono droga wielkich zabiegów debate zjednoczeniową, szykowano się do olbrzymiego przedsięwziecia, budowano atuty, szykowano dźwignie, budowano ciągi argumentacyjne, mobilizowano wszystkie ośrodki, i w tym toku przygotowań szykowano też argumenty demograficzne. Bo mogło być np. tak. Przychodzi co do czego i wielka czworka wraca do idei konferencji pokojowej w rozumieniu "rozmawiamy jeszcze raz o II wojnie i przesuwach teerytorialnych, robimy to ostatecznie, bo do tej pory było "tymczasowo"" (tak przez 40 lat głosiła doktryna prawna RFN) i mówi, no chwileczkę, ale tam juz nie ma żadnych Niemców? Przecież myśmy ich wysiedlili, reszta wyjechala, uciekła, przesiedlila legalnie w l. 70.-80., połączyła z rodzinami, spolonizowała, zasymilowała, etc. No to Kohl wyciąga listę PO i mówi stop: zarejestrowało sie 355 tys. (liczba dowolna) osób z "niemieckim pochodzeniem" w sensie takim jak w tekście.. Moja teza jest taka: wykreowanie MN nie spełniło zadania w procesie zjednoczenia, bo wielka czwórka odrzucila postulat Kohla i postawiła go przed alternatywą: albo zjednoczy się to co jest niemieckie (RFN, NRD, Berlin Zachodni), albo nie bedzie zjednoczenia. Ale organizacja pozostała, istnieje i ma sie dobrze, wypelnia swoja rolę, chroni prawa tych, którzy maja potrzebe nawiazywania do "pochodzenia niemieckiego." Uzywam cudzysłowu, bo uzywam oryginalnego sformułowania traktatowego.
        Nawiasem Kohl do czerwca 1990 wzbraniał sie, ale senator Clairborna Pella,
        przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Senatu USA poinformował on prasę w czerwcu 90, że "zamierza wnieść do Senatu rezolucję, by nie ratyfikował traktatu z
        Niemcami, zrzekającgo się praw czterech mocarstw w Berlinie i w całych
        Niemczech, jeśli nie będzie on zawierał klauzuli o nienaruszalności granicy z
        Polską". No i potoczyło sie tak jak wiesz z historii.
        • Gość: JS Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.12, 05:27
          Chochlik zapisał nazwisko senatora w dopełniaczu zamiast w mianowniku !
        • Gość: JS Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.12, 05:41
          Co do tematu/tytułu wpisu internetowego, forumowego. Jest to podtytuł z pracy, którą mam na tapecie: "Polskie niepokoje. Polityka niemiecka Kaczyńskich" i obejmuje lata 2005-2007. By dojść do ciągow myslowych kreatorow polityki z tego okresu trzeba chyba dać jakieś tło, jakiś wstep, nawiazać do czegoś co uruchomiło "ich" proces myslowy, argumentacyjny, nie uważasz? To co czytałeś to jest właśnie ten początek...
          • Gość: lalecznik Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.12, 18:05
            Przyjmuję argumenty.
            Patrząc na taką najświeższą historię nie ma co się dziwić politykom niemieckim, że zdając sobie sprawę z ciągle nieuregulowanej przeszłości oraz nieprzewidywalnej w tamtych czasach przyszłości chcieli mieć koncepcje na wszelkie sytuacje. Czytając w czwartej części stanowisko Genschera trudno odmówić racjonalności działań i rozumienia rzeczy. Można powiedzieć, że w tamtych czasach politycy niemieccy widzieli sprawy szerzej i lepiej. Ja tutaj nie widzę niczego skierowanego przeciwko Polsce.

            Odnośnie mniejszości niemieckiej, efekt działań też jest bardziej podmiotowy. W praktyce mniejszość osiągnęła wymierne korzyści. Ludzie dostali paszporty niemieckie i mogli podjąć legalnie pracę w Niemczech na długo przedtem zanim Polacy mogli to uzyskać. Tym samym region przeszedł w miarę gładko przemiany gospodarcze, a poziom materialny tysięcy rodzin był i jest stosunkowo wysoki jak na polskie warunki, co można w praktyce zobaczyć objeżdżając niektóre opolskie wsie. Czyli polityka niemiecka wniosła w konsekwencji pewną wartość.
            Prowadzona do tej pory polityka Polski, uznająca mniejszość, dwujęzyczność także dała z powyższych względów pozytywny rezultat. Podczas przemian znaczna część osób w regionie miała pracę, a pieniądze jakie ze sobą przywozili w istotny sposób napędzały gospodarkę regionu.

            Patrząc z tej perspektywy, należy zapytać co dobrego wnosi polityka prowadzona przez Jarosława Kaczyńskiego? Otóż nic. Odwrotnie. Rozbudza wrogość. Przyjechał, powiedział, pojechał. A ludzie się kłócą. Trudno tutaj mówić o jakiejś mądrości. Raczej o cwaniackim graniu na lękach i fobiach elektoratu PIS. Prezes po prostu ugrał co swoje. Podtrzymał stan wzbudzonych emocji, bo to służy konsolidacji jego partii. W zbliżających się wyborach znowu weźmie polityczny haracz przywożąc kandydata na posła w teczce z Warszawy, tak jak to jest aktualnie z Żyżynskim.
            Odnośnie Polaków w Niemczech. Polacy mieszkający w Niemczech wyjechali tam z własnego wyboru, przede wszystkim ze względów ekonomicznych i nie czują potrzeby ani jakiejś wspólnoty ani organizowania się. Zatem temat przez niego podnoszony jest sztuczny. Jest to polityka obliczona jedynie na zysk partyjny, a nie w celu realizacji interesów elektoratu.

            Należałoby się zastanowić na świadomością ludzi popierających Kaczyńskiego.
            • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.12, 05:18

              Odnośnie mniejszości niemieckiej, efekt działań też jest bardziej podmiotowy. W praktyce mniejszość osiągnęła wymierne korzyści. Ludzie dostali paszporty niemieckie i mogli podjąć legalnie pracę w Niemczech na długo przedtem zanim Polacy mogli to uzyskać. Tym samym region przeszedł w miarę gładko przemiany gospodarcze, a poziom materialny tysięcy rodzin był i jest stosunkowo wysoki jak na polskie warunki, co można w praktyce zobaczyć objeżdżając niektóre opolskie wsie. Czyli polityka niemiecka wniosła w konsekwencji pewną wartość.
              ----------------

              Hm, z perspektywy interesu niemieckiego patrząc, tak. Ale np. juz z polskiego, mam na myśli aspekt bazy rozwojowej regionu, już troche mniej. Bo, jak wiesz, tamta polityka "dawania
              paszportów" dała Niemcom siłę roboczą, a nasz region jej pozbawiała, uruchamiając ciąg, czy też pompę ssacą, która ssie do dziś i ssać nie przestaje. Oznacza to po polskiej stronie groźbę depopulacji i.. reszte znasz, nie bede sie tu mądrzył.

              Ale widze, że dojrzałeś do kolejneg piątego odcinka, wiec pozwól, że go tu wkleje. Miłej lektury!

              5. Układ sąsiedzki ( 1991 ) jako infrastruktura współpracy i niepokoju

              Te dwie różnie rozumiane formuły spotkały się z sobą w czasie negocjowania traktatu sąsiedzkiego; stało się to jaskrawo widoczne w zderzeniu przeciwstawnych oczekiwań i interesów obu stron. Pod wpływem nacisku ugrupowań konserwatywno-narodowych skupionych w ziomkostwach i CSU strona niemiecka parła do zagwarantowania warunków do pełnej swobody osiedlania się Niemców w Polsce i odszkodowania za pozostawione w wyniku wojny mienie, na wprowadzenie niemieckich nazw miejscowych, swobody działania mniejszości niemieckiej w Polsce zakotwiczonej na standardach uregulowań KBWE i Rady Europy, lokując na dodatek te postulaty w ogólnej formule „dobrego sąsiedztwa i przyjaznej współpracy”. Polsce natomiast przyświecał cel innego kalibru: chciała rozpoczęcia procesu wiązania się z Zachodem poprzez stworzenie infrastruktury nowych kontaktów i nowych regulacji w stosunkach z sąsiadem będącym najsilniejszym członkiem Wspólnoty Europejskiej, chciała także rozpoczęcia procesu wiązania się z europejskimi strukturami bezpieczeństwa . Zdumiewał ten nacisk strony niemieckiej na niezwykle szczegółowe uregulowania konstrukcji mniejszościowej po przeprowadzonym skutecznie procesie zjednoczenia Niemiec, w którym argumentu demograficzno-terytorialnego nie udało się wykorzystać. Nadal przypisywano zainstalowaniu i umocnieniu mniejszości niemieckiej jako instytucji mającej centralneznaczenie dla dalszego rozwoju stosunków bilateralnych jak i multilateralnych wielka rolę. . Trudno bowiem było stronę niemiecką podejrzewać o brak pełnego rozeznania w charakterze powoływanego tworu. W 45 lat po wojnie potencjału niemieckiego w liczącej się skali przecież w Polsce już nie było: Niemcy etniczni wyjechali w powojennej akcji przesiedleńczej, została ludność autochtoniczna, o słowiańskich korzeniach, mająca w swej masie poprzez używanie języka polskiego kontakt z polskością w czasach prusko-niemieckich, kiedy to poddano ją zwłaszcza w końcu XIX w., a szczególnie po zrywie narodowym 1919-21 i po 1922 r., a ze szczególna mocą w latach 1933-45 brutalnej presji na wyzbywanie się nawet śladowych cech polskich. Znaczna część tej ludności, która w wyniku akcji weryfikacyjnej uzyskała obywatelstwo polskie, w warunkach powojennej biedy, ale i rozczarowania do polskości kojarzonej z uciskiem komunistycznym, szukała potem możliwości wyjazdu do Niemiec. Musiano sobie doskonale przecież zdawać sprawę, że kreowana z tej ludności „mniejszość niemiecka” posiada korzenie polskie, jak każda inna etnograficznie polska grupa regionalna: jak Górale, czy Kurpie. Ich „niemieckość” kwestionowana była przez samych Niemców; to o przedstawicielach tej ludności Wałęsa mówił Kohlowi, że są w Niemczech traktowani jak Polacy.
              Trudne negocjacje w kwestii układu sąsiedzkiego wyrastały więc z potrzeby powstrzymywania przez stronę polską tych wyraźnie rewindykacyjnych postulatów niemieckich, sprowadzających się do stworzenia mechanizmu odtwarzania, reaktywowania i umacniania „potencjału niemieckiego” tam, gdzie już go praktycznie nie było. Po stronie niemieckiej widocznie dostrzegano wielki polityczny sens w stworzeniu mechanizmu wykreowania „mniejszości”, także w okresie po zjednoczeniu, licząc na nowe możliwości, których nadchodząca przyszłość miała dostarczyć. Bowiem tylko obecność czynnika niemieckiego w Polsce wspieranego z Niemiec, nadawała logikę pozostałym żądaniom rewindykacyjnym (np. w kwestii niemieckich nazw topograficznych, odzyskiwania majątku, prawo do powrotu itp.), które w tym sensie były wewnętrznie spójne.
              Reakcje niemieckie na gotowy do podpisania projekt układu późną wiosną 1991 r. dawał możliwość dobrego wglądu w niemiecką argumentację i punkt widzenia. Umiarkowane koła gospodarcze wyraziście chciały pomniejszać rolę i znaczenie „kłucia” (Nadelstiche) ze strony organizacji „wypędzonych|”, ale i te oceny i interpretacje pomijały niemal całkowicie nowy „sąsiedzki” wymiar uzgodnień, akcentując wyłącznie niemal aspekt mniejszościowy . Takie akcentowanie i ujmowanie kwestii nowych regulacji było charakterystyczne dla większości dzienników ogólnoniemieckich . Nie ulegało wątpliwości, że dla strony niemieckiej jądrem układu były uzgodnienia dotyczące „ochrony mniejszości”, co wyraźnie ukazywało wąski niemiecki priorytet . W kontekście np. wyłączonych „żądań własnościowych” powtarzano za ziomkostwem śląskim słowa krytyki pod adresem układu, jako szkodliwego dla interesów niemieckich .
              Jest też charakterystyczne, że nie przyszły, potencjalnie nowy, rozdział sąsiedztwa pomiędzy Polska i Niemcami, nie otwieranie nowej perspektywy, nie poszukiwanie „wspólnego interesu” stawało się centralnym punktem zainteresowań niemieckiej opinii publicznej . Było nim raczej dociekanie, czy polska strona po wejściu układu w życie zezwoli teraz na tworzenie w gorączkowym tempie niemieckiej enklawy na ziemiach polskich przy czynnym udziale ziomkostw i BdV, co stronie niemieckiej, wbrew doświadczeniom historii, a zwłaszcza skutkom 1945 r., wydawało się teraz w nowym czasie po zjednoczeniu oczywiste . Dodajmy, że jeszcze przed ratyfikacją układu, w olbrzymim pośpiechu, niemal natychmiast strona niemiecka stworzyła w tym względzie fakty dokonane, bowiem ku zaskoczeniu i bez zgody rządu polskiego, który, jak mówił minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski, nie uznawał niemieckiej przynależności państwowej Ślązaków ani de jure ani de facto , wydała chętnym polskim obywatelom, deklarującym „pochodzenie niemieckie”, a wpisanym na niemieckie „listy PO” (Polenliste), niemieckie paszporty. Nie bez inspiracji niemieckiego lobby ziomkowskiego, niemal na polityczne zamówienie zza Odry, mniejszość niemiecka zachowała się jak pas transmisyjny BdV i zgłaszała teraz „żądanie urzeczywistnienia „prawa do ojczyzny” także dla wypędzonych”, a także „kontynuacji obowiązku ochrony i opieki nad mniejszością przez Niemcy”, na co rząd polski odpowiadał odmownie, a Skubiszewski musiał uświadomić niemieckiego dziennikarza Bachmanna, że pytając o obowiązek ochrony i opieki nawiązuje do tradycji III Rzeszy .
              Gdy dla strony niemieckiej bardzo szczegółowa i rzadko spotykana w układach tego typu regulacja ochrony mniejszości była osią porozumienia z Polską, to dla Warszawy stanowiła ona cenę za tę część uzgodnień traktatowych, które stanowiły fundament nowej polskiej orientacji w polityce zagranicznej.
              • Gość: gosc Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.dip.t-dialin.net 14.12.12, 08:17
                Gość portalu: Prof. Sawczuk napisał(a):

                > Hm, z perspektywy interesu niemieckiego patrząc, tak. Ale np. juz z polskiego,
                > mam na myśli aspekt bazy rozwojowej regionu, już troche mniej. Bo, jak wiesz,
                > tamta polityka "dawania paszportów" dała Niemcom siłę roboczą, a nasz region jej pozbawiała,

                > bez zgody rządu polskiego, który, jak mówił minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski,
                > nie uznawał niemieckiej przynależności państwowej Ślązaków ani de jure ani de facto,
                > wydała chętnym polskim obywatelom, deklarującym pochodzenie niemieckie”



                Z jakiej racji panie profesorze ,
                na jakiej podstawie Polska uzurpowala sobie prawo ustalania narodowosci
                Slazakow, bo przynaleznosc panstwowa polska tak czy owak im narzucila,
                nie sprawdzajac i nie akceptujac tego, ze nikt ich prawnie z obywatelstwa niemieckiego nie zwolnil.

                Nikt nie dostawal paszportu, ktory go nie chcial. Nikt nie dostawal ot tak sobie bo chce, tylko musial udowodnic prawo do niego. Jezeli ktos deklarowal i udowodnil prawo do niego to go dostawal chocby na podst.niemieckiego Paragrafu 116,d.GG.
                Polska wykorzystala solidna slaska sile robocza, ta niemieckoslaska tez, az do bolu z miernym efektem dla Slazakow. Dlatego chetni na wyjazd musieli skladac od kilkunastu do kilkadziesiat wnioskow zanim ich wypuszczono z tej narzuconej "ojczyzny".
                Te paszporty umozliwily tym ludziom tez dostep do niemieckich rent za przepracowane w Polsce lata pracy,
                co odciazylo polska kase rentowa. Tu zysk miala Polska a ciezar Niemcy.
                Z jakiej niby racji mieli Niemcy placic Polakom renty za prace dla Polski.

                Ci "paszportowcy" ktorzy tylko pracowali w Niemczech a zyli w Polsce, budowali za te pieniadze region i Polske. Poprzez MN, za niemieckie pieniadze np. skanalizowano miejscowosci opolskie.
                • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.12, 12:22
                  niemieckiej przynależności państwowej Ślązaków
                  ---------
                  Polska nie uznawała niemieckiej doktryny prawnej i wynikającej z niej interpretacji, odrzucała pogląd, iż w sensie prawnym Rzesza `37 istnieje nadal, że Niemcem jest ten, kto zamieszkiwał do 1945 r. obszary w granicach 1937 i "znalazł przyjęcie". ("Niemcem w rozumieniu niniejszej Ustawy Zasadniczej z zastrzeżeniem odmiennej regulacji ustawowej jest każdy, kto posiada niemiecką przynależność państwową lub jako uciekinier albo wypędzony narodowości niemieckiej lub też jego współmałżonek albo potomek znalazł przyjęcie na obszarze Rzeszy Niemieckiej według stanu z 31 grudnia 1937 r. ")
                  Znalezienie przyjęcia, czyli urzędowe potwierdzenie swego "pochodzenia niemieckiego" w sensie obywatelstwa niemieckiego było w tej sytuacji proste, wystarczyło skopiować Stammbuch rodziców lub dziadków i złożyć właściwe wnioski do władz niemieckich.


                  bo przynaleznosc panstwowa polska tak czy owak im narzucila,
                  > nie sprawdzajac i nie akceptujac tego, ze nikt ich prawnie z obywatelstwa niemi
                  > eckiego nie zwolnił.
                  ---------------------------

                  Probowano to uregulować aktem weryfikacji narodowościowej, gdzie komisyjnie badano wnioski ludności ubiegającej sie o obywatelstwo polskie. Akt nadania tego obywatelstwa oznaczał automatycznie utratę obywatelstwa niemieckiego.
              • Gość: lalecznik Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.12, 19:48
                Trudno się odnosić to podanego tekstu, jak napisałem poprzednio, ze względu na brak odniesień oraz styl. Ciężko się rozeznać co jest faktem a co interpretacją autora.
                Generalnie moja ocena pozostaje bez zmian. Nie jest dziwna postawa ani polityków niemieckich ani niemieckiego społeczeństwa. Stracili na wschodzie 100-200 km terytorium a deportowana ludność z tych ziem, kierowana jednocześnie urazem i nadzieją, stanowiła silny czynnik polityczny. Gazetom niemieckim zarabiającym na oczekiwaniach i nadziejach też nie ma się co dziwić. Aby to zrozumieć warto się odnieść do doświadczeń naszych kresowiaków i emocji jakie w nich budzi utrata swoich ojczyzn na wschodzie. Jakby się zachowało społeczeństwo polskie gdyby w wyniku niestabilnej sytuacji na Ukrainie rysowała się potencjalna perspektywa wpływu na ziemie wokół Lwowa? Nieprzyjazna Polsce postawia ziomkostwa też nie jest niczym dziwnym jeżeli ujmie się ją w znaną historykom regułę, że ludność pogranicza (nieprzyjaznego) jest najbardziej narodowa i nieprzejednana w postawie. Ważne, że nie przeważyła. W mojej ocenie dążenie umiarkowanych polityków niemieckich do utworzenia mniejszości na ziemiach polskich było zgrabnym wyjściem sytuacji. Z jednej strony neutralizowała w jakimś stopniu roszczenia ziomkostw. Z drugiej minimalizowała potencjalną sytuację, w której tysiące rodzin o trudnym do określenia rodowodzie stanęłoby pod granicami Niemiec z żądaniem azylu i materialnego wparcia. Tego w tak szybko zmieniającej się sytuacji wykluczyć się nie dało. A tak wysłano sygnał: jesteście Niemcami, ale siedźcie w domu, co najwyżej jakiś członek rodziny może przyjechać do nas pracować.
                Mój wniosek odnośnie tematu wątku jest ciągle taki sam. Polityka musi być racjonalna i powinna dawać wartość dodaną. Jeżeli przy tym realizujemy własny interes to już tylko gratulować. Niemcy tutaj politycznie wygrali. Obywatele Polski przynależący do mniejszości wygrali gospodarczo. Jednocześnie proszę mi wykazać, że Polska poniosła stratę z tego powodu.
                Patrząc z takiej perspektywy widać wyraźny dysonans z tym co robi Jarosław Kaczyński. Komu jego kurs przyniesie korzyść? I to jest właśnie różnica w poziomie prowadzenia polityki.
                • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.12, 06:21
                  A tak wysłano sygnał: jesteście Niemcami, ale siedźcie w domu, co najwyżej jakiś członek rodziny może przyjechać do nas pracować.
                  ------
                  Podobnie argumentował Kohl do swych partnerów w kwestii uruchomienia procesu zjednoczenia: nie chcemy by Niemcy z NRD uciekali, wyjeżdżali, niech tam zostaną, bo jak się zjednoczymy to tam nikogo nie będzie..
                  Wałesa odpowiadał mu tak: Niemcy wyjeżdzaja a my musimy rozwiązywac problemy. Niech zostaną, rozwiązujmy problemy razem.
                  Dziękuję Ci laleczniku za wnikliwe sądy. Miło się z Tobą dyskutuje. Pozdrawiam i Wesołych Świąt !
            • jacgg Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich 14.12.12, 07:06
              O groźbie depopulacji Opolszczyzny już Ci pan prof. Sawczuk napisał. I nie jest to groźba lecz ponura rzeczywistość. Znamienny jest fakt, że depopulacja - problem ogólnopolski i ogólnoeuropejski - w największym stopniu dotyka u nas właśnie ten region...

              "Ostatni spis powszechny, w porównaniu z poprzednim, wykazał tu największy w Polsce, aż 7-proc., spadek liczby mieszkańców... Województwo opolskie do Unii przystąpiło 15 lat wcześniej niż reszta Polski – uważa Maciej Sonik, starosta powiatu w Krapkowicach. – Prawie co trzeci mieszkaniec miał prawo do podwójnego obywatelstwa, polskiego i niemieckiego. Od lat mieliśmy na wielką skalę stałą i sezonową migrację do Niemiec i dalej..."

              www.polityka.pl/kraj/analizy/1528993,1,wojewodztwo-opolskie-sie-wyludnia.read

              Kompletnie rozmijasz się z prawdą pisząc, że Polacy w Niemczech nie czują potrzeby organizowania się, wciąż mnie zdumiewa z jakim zapałem lemingi hodowane przez Najlepszą Gazetę zwalczają polskie interesy narodowe nie tylko w kraju lecz także za granicą - tego rodzaju wpisów na forach GW jest pełno. Tytułem przykładu niech będzie utworzona w 2010 r. Stała Konferencja Organizacji Dachowych Polonii i Polaków w Niemczech, złożona z przedstawicieli Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech (Chrześcijańskiego Centrum Krzewienia Kultury Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech, Kongresu Polonii Niemieckiej, Polskiej Rady w Niemczech – Zrzeszenie Federalne i Związku Polaków "Zgoda" w RFN) oraz Związku Polaków w Niemczech, której celem jest wypracowywanie wspólnego stanowiska Polonii Niemieckiej i Polaków w Niemczech oraz reprezentowania ich wobec władz niemieckich, polskich i Unii Europejskiej.

              pl.wikipedia.org/wiki/Polonia_w_Niemczech#Wsp.C3.B3.C5.82czesno.C5.9B.C4.87
              • Gość: gosc 47 Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.dip.t-dialin.net 14.12.12, 08:53
                Tylko szansa porozumienia miedzy tymi organizacjami jest taka sama jak PiSu z MN.
                • jacgg Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich 14.12.12, 13:49
                  Twierdzenie, że nie ma szans na porozumienie się organizacji polonijnych w Niemczech w odpowiedzi na informację, że te organizacje porozumiały się nie wymaga żadnego komentarza...

                  Warto zaznaczyć, że to tzw. Mniejszość Niemiecka w Polsce mimo ogromnego wsparcia ze strony rządu niemieckiego (finansowego i nie tylko) oraz niezwykle sprzyjających jej regulacji prawnych w naszym kraju nie stworzyła dotąd czegoś na wzór wspomnianego przeze mnie porozumienia Polaków w Niemczech... O tym, że 80% "Niemców" opolskich używa w domach gwary śląskiej, tylko 30% w ogóle zna język niemiecki, 40% ostatnio deklaruje narodowość "śląską" a nie niemiecką, 13% deklaruje aż trzy narodowości naraz: niemiecką, polską i "śląską" już pisałem, podając źródło...
                  • Gość: gosc47 Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.dip.t-dialin.net 15.12.12, 07:34
                    Polecam www.bpb.de
                    Po prawej wklepac :polnische minderheit,Polen itd.
                    Strona jest po niemiecku i po angielsku.
                    Mysle ze w miare obiektywnie .
      • jacgg Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich 13.12.12, 07:42
        "Z tekstu właściwie wynika, że Niemców w Polsce po 1945 nie było i nie powinno być. Zostali właściwie stworzeni na siłę na potrzeby polityki. A przecież są osoby w mieszkają w obecnych granicach Polski przysłowiowo z dziada-pradziada i czuja się Niemcami. To można zweryfikować eksperymentalnie..."

        To już zostało zweryfikowane... Tzw. mniejszość niemiecka skupiona jest głównie na Opolszczyźnie. Aż 80% "Niemców" opolskich w domu używa gwary śląskiej (!), tylko 32% z nich w ogóle zna język niemiecki, połowa ma kompletnie rozchwiane poczucie przynależności narodowej (40% najpierw zadeklarowało się jako Niemcy, teraz deklaruje się jako Ślązacy,13% z deklaruje aż trzy narodowości naraz: niemiecką, "śląską" i polską...).

        www.dziennikzachodni.pl/artykul/401054,mniejszosc-niemiecka-mowi-w-domach-po-slasku,id,t.html
        • Gość: cair Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.12, 16:37
          Pan profesor Sawczuk to bardzo inteligentny i wykształcony człowiek to na pewno napisze nam dlaczegoż to Bundestag do tej pory nie uznał oficjalnie granicy na Odrze i Nysie. W końcu Adenauer już dawno umarł a od zakończenia wojny minęło 67 lat.
          • Gość: Prof. Sawczuk Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.12, 16:59
            Bo nie ma już takiej potrzeby! :))
            • Gość: cair Do Janusz Sawczuk. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.12, 19:08
              Panie profesorze może pan nieco jaśniej -dlaczego to Bundestag nie musi już oficjalnie uznawać granicy na Odrze i Nysie.Na pewno nie z powodu tego ,że jesteśmy członkiem Schengen.
              • Gość: Prof. Sawczuk Re: Do Janusz Sawczuk. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.12, 06:31
                Drogi cair, sprawa jest bajecznie prosta: tę kwestie, mam na myśli uznanie granicy za ostateczną wydyskutowano w procesie 2+4, wolę uznania Bundestag i Izba Ludowa równolegle oznajmiły w swych oświadczeniach, niezmienność granic europejskich zapisano w układzie moskiewskim 1990, a Bundestag ratyfikował dwa układy polsko-niemieckie, w tym jeden potwierdzający istniejaca granicę, w 1991 r. Wszystko to jest w powszechnie dostepnych źródłach, choćby Wykipedii, ale mechanizm przebiegu calego procesu zjednoczenia w szerokich uwarunkowaniach międzynarodowych własnie analizuje i badam, by na zbliżającą sie rocznicę 25 lecia zjednoczenia rzucić na rynek potęzna monografię problemu !
    • Gość: 55 Re: Polityka niemiecka Kaczyńskich IP: *.punkt.opole.pl 14.12.12, 07:50
      Człowieku, będzie lepiej i wygodniej jak założysz sobie bloga o swojej ulubionej polityce. Lokalne forum ma inne cele i zadania. A zresztą zrobisz tak jak lubisz i wolisz.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja