Gość: gość 2013
IP: *.punkt.opole.pl
15.02.13, 18:39
WARTO SIĘ ZASTANOWIĆ, DLACZEGO TAK JEST. Tekst z internetu;
Eksperci podają, że dzisiejszy poziom zarobków krajów dawnej piętnastki UE, osiągniemy za 35 do 50 lat! Czyli wtedy, gdy wszyscy dziś pracujący będą już na emeryturze. A przecież w tym czasie Europa odskoczy od nas dalej - czytamy w "Tygodniku Solidarność".
Ekonomista prof. Mieczysław Kabaj szacuje, że przy obecnych wskaźnikach wzrostu wynagrodzeń i tempie wzrostu PKB wynoszącym 3 proc. polskie wynagrodzenia dogonią płace UE za 34 lata, czyli ok. roku 2045. W przypadku 5-procentowego tempa wzrostu trwałoby to 21 lat, ale póki co - w 2012 roku PKB wzrósł tylko o 2 proc., a prognozy na 2013 są bardziej pesymistyczne.
Polecamy: Ile wynosi płaca minimalna w innych krajach?
Poziom wydajności pracy osiągniemy dużo szybciej.
- Wydajność jest mniejsza nie dlatego, że w pracę wkładamy mniej wysiłku. Powodem jest to, że firmy często nie mają najnowszych technologii produkcji i nowoczesnych maszyn - mówi prof. Kabaj.
Niskie płace to, poza brakiem zatrudnienia, główny powód masowej emigracji. Skoro np. rzeźnik zarobi w Niemczech czy w Norwegii 5-7 razy więcej niż w Polsce (w Norwegii 100 zł za godzinę), to wybierze kraj, w którym może zapewnić godne życie swojej rodzinie i zarobić na uczciwą emeryturę.
Podwyżki albo: Polsko, do widzenia!
Według badań Eurostatu, średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w Polsce jest jednym z najniższych w Europie. Wyprzedzamy tylko Rumunię, Łotwę i Litwę. Polak zarabiający średnią krajową wynoszącą ok. 3500 zł brutto może tylko pomarzyć o przeciętnej pensji mieszkańca Luksemburga (w przeliczeniu: 16 700 zł), Duńczyka (15 870 zł) czy Niemca (10 100 zł). No i coraz częściej te marzenia zamienia w rzeczywistość, mówiąc Polsce "do widzenia".
W Polsce głosi się, że o wysokości wynagrodzeń decyduje wolny rynek. Tak skrajne dysproporcje w zarobkach nie są jednak akceptowane w innych krajach.
- Kiedy w Niemczech ujawniono, że szef Volkswagena zarabia 70 razy więcej niż średnia dla pracowników w tej firmie, wybuchł skandal - zaznacza prof. Mieczysław Kabaj.
Skandynawia, w której dysproporcje dochodowe są niewielkie, najmniej odczuwa skutki obecnego kryzysu. To kwestia stosunków społecznych, jakości dialogu społecznego, etyki biznesu. Zadaniem polityków powinno być zabieganie o wyrównywanie gigantycznych dysproporcji w zarobkach.
Niskie wynagrodzenia to przyczyna rosnącego bezrobocia, co potwierdził w grudniu GUS. W 2012 roku płace realne pracowników spadły o 0,3 proc. Polacy mniej wydawali, firmy ograniczały produkcję i zwalniały, a to wszystko przełożyło się na niższy od zakładanego wzrost gospodarczy, który wyniósł tylko 2 proc.
Nie jest też prawdą, że w Polsce nie ma z czego podnosić pracownikom pensji. Jeżeli na kontach firm znajduje się 200 mld zł, a ich zarządy zostały suto nagrodzone, to znaczy, że w bankach są wypracowane przez pracowników zyski, których zostali oni pozbawieni. Powiedzmy mocniej: zostali ograbieni!
Rozmowa z prof. ekonomii Mieczysławem Kabajem z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych
- Czy tak duże rozpiętości w wynagrodzeniach, jak w Polsce, są dla Europy Zachodniej rzeczą naturalną? U nas akceptowana jest sytuacja, w której np. prezes banku zarabia 120-krotność najniższej płacy w tym banku.