Gość: Elżbieta Flisak Ratusz wycofuje się z pomysłu zamknięcia Bolko ... IP: *.252.22.52.internetia.net.pl 29.05.13, 00:42 Szanowni Państwo, Niniejszy komentarz pojawi się na forum pod dwoma spornymi artykułami: opole.gazeta.pl/opole/1,35114,13948799,Wyspa_Bolko_zamknieta_dla_rowerzystow.html opole.gazeta.pl/opole/1,35114,13953859,Ratusz_wycofuje_sie_z_pomyslu_zamkniecia_Bolko_dla.html Otrzymują go także bezpośrednio e-mailem p. Szota i P. Zapotoczny wraz z pozwoleniem na przekazanie dalej wszelkim osobom, które ewentualnie będą rozpatrywać wniosek p. Szoty, o ile wniosek ten faktycznie zostanie wysłany. W dniu 23 maja 2013 p. Szota, opolski oficer rowerowy, postanowił złożyć wniosek o napiętnowanie p. Zapotocznego, dziennikarza Gazety Opole, za opublikowanie informacji, które według niego nie były wystarczająco sprawdzone, aby móc je opublikować. [...] Sprawę znam od dzisiaj, dowiedziałam się o niej ze strony internetowej Gazety Opole i - niestety - nie znam całości faktów. Nie wiem także, na jakim etapie jest wniosek p. Szoty. Dlatego moja interwencja ma jedynie charakter prośby o przyjęcie szerszej perspektywy i daleko posuniętej ostrożności. Piszę z punktu widzenia mieszkanki Opola, która swoje miasto kocha nieodwzajemnioną miłością i z niepokojem śledzi zmiany dotyczące Jakości Życia w tym mieście, usiłując się po nim przemieszczać bardzo różnymi środkami lokomocji. A także z perspektywy sporadycznej czytelniczki Gazety Opole, która miała już okazję poznać sposób pracy p. Zapotocznego. Na wstępie chciałabym poprosić, żeby Czytelnicy i wszystkie osoby rozstrzygające powstały spór zechciały bardzo dokładnie zapoznać się z obydwoma artykułami i z całością dotychczasowej dyskusji na forum. Następnie pragnę bardzo prosić p. Szotę o spokojne przemyślenie tej sprawy, dzięki czemu mam nadzieję, że zrezygnuje Pan z wysłania tego wniosku komukolwiek, lub wycofa go, jeżeli już został wysłany. Ani w spornych artykułach, ani w którymkolwiek z wcześniejszych kilkunastu artykułów tego samego autora, wybranych przeze mnie losowo, nie ma według mnie najmniejszych podstaw, żeby wyciągać wnioski co do rzekomej złej woli p. Zapotocznego czy też jego rzekomych prób antagonizowania mieszkańców Opola. Zdarza się to innym dziennikarzom, więc istnieje prawdopodobieństwo, że Pan go z jedną z tych osób najzwyczajniej pomylił. Proszę uprzejmie to sprawdzić. W swojej decyzji proszę mieć na względzie dobro Opolan. Osobiście nie mam wątpliwości, że obojgu Panom bardzo zależy na tym, żeby rowerzystom w Opolu - i nie tylko im - było jak najlepiej. Na podstawie wcześniejszych artykułów i reakcji Czytelników twierdzę, że p. Zapotoczny już dokonał dużo dobrego dla poprawy Jakości Życia w Opolu i dokona jeszcze więcej, pod warunkiem, że da mu się możliwość spokojnej kontynuacji tych starań. Opierając się na własnym doświadczeniu, wiem ponad wszelką wątpliwość, że stosuje znane mi zasady poprawnego pisania artykułów, takie jak obiektywne podejście, zebranie informacji z różnorodnych źródeł, wyważenie racji obu stron, prośba o potwierdzenie informacji, poinformowanie zainteresowanej osoby o mającej nastąpić publikacji artykułu i upewnienie się, czy osoba ta życzy sobie opublikowania własnego nazwiska. Są to zasady ogólnie znane, a jednak spotkałam się już z ich lekceważeniem ze strony innych dziennikarzy. Tymczasem p. Zapotoczny wręcz wychodzi poza zwykły kanon zasad poprawnego dziennikarstwa: niewielu potrafi tak jak on wyczytać w myślach to, czego rozmówca nie powie, bo właśnie odchorowuje swój szok po niemiłych doświadczeniach i potwierdzeniu się najgorszych przeczuć odnośnie rzeczywistości. Znając fakty naocznie, rzadko można się zgodzić w 100% z tym, co napisze dziennikarz, który nie był na miejscu wydarzeń. A jednak p. Zapotocznemu udaje się zobaczyć miejsce zdarzenia oczami świadka i wyciągnąć takie same jak on wnioski, co dowodzi rzadko spotykanej umiejętności intuicyjnego dochodzenia do prawdy. Czy stać nas Opolan i nas rowerzystów na napiętnowanie jednego z naszych nielicznych sprzymierzeńców, którzy potrafią na dodatek operować jednocześnie na obiektywności i na intuicji? Na podstawie różnych wcześniejszych Pana wypowiedzi, poznałam Pana jako osobę o ambicjonalnym podejściu do swojej misji oficera rowerowego. Bardzo zależy Panu na tym, żeby Pana dobre imię pozostało nieskazitelne i niepodważalne. To jak najbardziej pozytywne cechy. Ale w określonych, niesprzyjających okolicznościach mogą obrócić się przeciwko Panu, a co gorsza, w dalszej perspektywie przeciwko przedmiotowi Pana misji. Czy przede mną dostrzegł to ktoś jeszcze? Opole to nieduże miasto i trudno tu dobrać do swoich działań osoby chętne i umiejętne, i na dodatek nieskazitelnie zgodne. Podziały, które zawsze tu istniały, w ostatnich czasach niewiarygodnie się pogłębiły. Widać to na wszelkich frontach, m.in. między rowerzystami a pieszymi, między rowerzystami a kierowcami itp., choć we wszystkich tych grupach można znaleźć zarówno ludzi dobrej woli, jak i osoby jej pozbawione i dążące do pogłębienia podziałów. Niechże więc Pan spojrzy na całą sprawę z większym dystansem, a na dziennikarza (nawet mimo ewentualnych negatywnych gestów z jego strony, które nie są mi znane) jako na sojusznika. Jeżeli mój apel trafi także na ręce Pana Redaktora Gazety Wyborczej, proszę wziąć pod uwagę, że praca p. Zapotocznego stanowi w chwili obecnej główny filar mojego zaufania do Gazety Opole. Należałoby zorientować się, dla jak wielu Czytelników praca tego dziennikarza ma podobne znaczenie i ilu z nas pójdzie tam, gdzie pójdzie on. Z szacunkiem dla wszystkich stron, Elżbieta Flisak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Łoooojezuuuu IP: *.dynamic.chello.pl 29.05.13, 06:41 co za panegiryk sławiący Zapotocznego. Z roboty go wylewają czy jak? Pewno dziewczyna zakochana laurkę napisała. Albo coś na dzień dziecka? Odpowiedz Link Zgłoś
sszota3 Spokojnie Pani Elżbieto! 31.05.13, 17:16 "Ja nie jestem przeciw władzy ludowej, bo ja na to czasu nie mam" rzekł Kargul w "Samych swoich" A ja nie jestem przeciw Redaktorowi Zapotocznemu bo też i czasu na to nie mam. Ani projektant jeden czy drugi, ani urzędnicy. ---------------------------------- Ostatnio Piotr jakby się spamiętał, bo nie przekręca celowo wypowiedzi. Tak trzymać! ---------------------------------- Może zobaczył, że "kłamstwo ma krótkie nogi"? Że działalność dezinformująca obróci się również przeciw Niemu? Bo trudno być dziennikarzem, jeżeli ludzie mogący być "dawcami informacji" uciekają na sam widok żurnalisty ;) Pozdrawiam Sławek Szota "dróżnik opolski" czyli człowiek od dróg, dróżek i ścieżek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elżbieta Flisak odp. cz. 1 IP: *.252.22.52.internetia.net.pl 01.06.13, 16:54 Witam i dziękuję za odpowiedź. Pan, w odróżnieniu ode mnie, jest w sercu wydarzeń. Dlatego proszę Pana o taką informację: Czy jest nadzieja na to, że wszyscy ci, którzy się rozpierzchli na widok przerażającego redaktora, zbiorą się spokojnie w jednym miejscu, wyjmą z szuflady wyśmienite opracowanie Trako (ste-silesia.org/obwodnica/Trako/), odkurzą je, przeczytają jeszcze raz całość i zastanowią się, co tak naprawdę stanowi istotę tego programu naprawczego? Oczywiście dostrzegam, że niektóre propozycje zostały już wdrożone - m.in. powołanie stanowiska oficera rowerowego, które jest niewątpliwie krokiem ku lepszemu. Jednakże chciałabym zwrócić uwagę na to, że w innych przypadkach ograniczono się do realizacji cząstkowych, najsłabszych i najbardziej marginalnych założeń tego programu. Owe cząstkowe rozwiązania miałyby sens jedynie wtedy, gdyby były wdrażane jako rozwiązania pomocnicze w realizacji istoty tego programu. Same w sobie nie tylko nam nie pomagają, ale wręcz mogą przeszkadzać. Niespokojna reakcja wielu Opolan na zmiany na Wyspie Bolko jest, według mnie, przejawem tego problemu. Dowiodę tego za chwilę. Opole, jak wiadomo, nie jest z gumy i się nie rozciągnie. Tymczasem samochodów przybywa i nikt już nie stara się temu zapobiec. Wręcz przeciwnie, nowe duże obiekty handlowe powstają sobie a muzom w śródmieściu i w centrum. Za autostradę, która mogłaby posłużyć jako odległa obwodnica, zaczyna się pobierać opłatę. Likwiduje się połączenia komunikacji zbiorowej i drastycznie obniża się w nich jakość usług i bezpieczeństwo. Gratuluję wytrzymałości psychicznej biednemu kierowcy wożącemu zimą ludzi do Karolinki najbardziej ruchliwą trasą Opola pojazdem, który po zatrzymaniu się na światłach nie może ruszyć z miejsca i wewnątrz czuć silną woń spalenizny, na który większość pasażerów już nawet nie reaguje. Jest też kwestia optymalnego wykorzystania samochodów osobowych: póki w zakładach pracy panowała w miarę przyjazna atmosfera, można było tworzyć namiastki komunikacji zbiorowej i jeździć do pracy wraz z kolegami. Teraz, w dobie mobbingu i donosicielstwa na współpracowników bardziej wartościowych, jest to nie do pomyślenia, więc każdy musi jeździć sam i wozić powietrze na 3 pozostałych siedzeniach. Niewłaściwa regulacja świateł na skrzyżowaniach powoduje niczym nie dający się uzasadnić nadmierny czas oczekiwania pieszych i niewystarczający czas na pokonanie jezdni. Na każdym niemal skrzyżowaniu po zmianie świateł pojedzie jeszcze 3-6 kamikaze, szarżując przy brawurowym lewoskręcie na grupę pieszych. Popularność brzydkiego znaku B41 rośnie (wiadukt przy ul. Rejtana, wiadukt przy ul Struga i inne). Niepotrzebnie wprowadzono ruch samochodowy na ul. Wodociągową i na aleję przy kościele bł. Czesława. Niedostatecznie ściga się kierowców nagminnie narażających życie pieszych czy rowerzystów. Spacerując po wertepach na odległość żyletki od jezdni, można mieć niespodziewanie amputowaną nogę urwanym kołpakiem. Ryk motorów pędzących z prędkością bliską prędkości światła na zgubę własną i innych jest nagminnie tolerowany, zwłaszcza na obwodnicy i w rejonie ul. Częstochowskiej. Z getta zwanego osiedlem AK coraz trudniej i mniej przyjemnie jest się przedostawać do getta zwanego Śródmieściem bez wykorzystania samochodu i podobnie jest w innych dzielnicach. Do decyzji o kupnie samochodu prowadzi nie tylko nachalna reklama, ale i desperacja ludzi wobec wymienionych przeze mnie zjawisk. Należy się spodziewać, że liczba samochodów w Opolu będzie rosła i coraz większy ich odsetek będzie trafiał w ręce osób, które nie powinny - ba nawet nie chcą - siadać za kierownicą. W rezultacie, im więcej samochodów, tym więcej samochodów. A jednak coraz więcej osób z bardzo różnych powodów (troska o miasto, troska o własne zdrowie, dobry przykład z zagranicy i inne) woli chodzić pieszo lub przesiada się z aut na rowery i inne środki transportu, które nie wiedzieć czemu są traktowane przez możnych jako gorsza alternatywa dla samochodu osobowego. Nie wiedzieć czemu, wszystko to, co nie pali benzyny i nie jest opancerzone blachą, jest spychane na margines. Częściowo poprzez zmiany w przepisach i organizacji ruchu, a częściowo pośrednio - poprzez niewystarczające przeciwdziałanie zagrożeniom i dyskomfortowi. Na tym wąskim marginesie, który nosi tradycyjną acz nieaktualną już nazwę chodnika, a składa się z drobnych sterczących resztek dziewiętnastowiecznych płyt oraz bardziej nowoczesnych elementów tj. śliskich woreczków nylonowych, szkła po butelkach, odchodów zwierzęcych i nie tylko, kłębią się tabuny pieszych, rowerzystów, rolkarzy, niepełnosprawnych, rodziców z wózkami, niekochanych zwierząt domowych puszczanych samopas oraz bezpańskich dzieci na deskorolkach. My wszyscy musimy ze sobą jakoś współistnieć, ponieważ jezdnie - oraz bardzo duże fragmenty tych tzw. "chodników" - należą do zmotoryzowanych. Niewielką jest pociechą to, że statystycznie więcej jest kierowców spokojnych aniżeli tych nieprzytomnych z przedawkowania. Nawet jeśli "jedynie" co setny kierowca byłby w stanie pozbawić nas życia i odjechać z miejsca przestępstwa, stanowi to wystarczający powód do strachu i przesłankę do tego, żeby rowerzyści unikali korzystania z jezdni - aż do momentu uzdrowienia sytuacji. W tym całym zamieszaniu musimy się jakoś szanować i nawzajem sobie ustępować. Kierujemy się w tym już tylko intuicją i szacunkiem. Mogłoby nam w tym ułatwiać prawo, ale coraz częściej jest ono psute, istnieją w nim martwe paragrafy, dziury nie mniejsze niż te w "chodnikach" i sformułowania dwu- i wieloznaczne. Skoro jest nas na "chodnikach" tak wielu, mamy tak zróżnicowane potrzeby, musimy radzić sobie w aż tak niesprzyjających warunkach, nie mamy większego wsparcia znikąd, a wszystko dzieje się po omacku (nie jesteśmy informowani o czyhających zmianach) i pod presją braku czasu (konieczność pracy zarobkowej większości z nas ponad dopuszczalny medycznie wymiar), nic dziwnego, że następuje zjawisko szarańczy. Im bardziej się o siebie ocieramy, podjudzani jeszcze przez krzewicieli stereotypów, tym bardziej rośnie w nas frustracja i gotowi jesteśmy na przesadne reakcje, które jeszcze bardziej podsycają nieukierunkowaną agresję każdego wobec każdego. Wracając do Trako: Miasto skwapliwie realizuje tę część programu, która zakłada tworzenie "stref wspólnych dla pieszych i rowerzystów" na miejsce "chodników" oraz wyodrębniania "pasów dla rowerów" z części "chodników". Szerokość trasy i jakość nawierzchni pozostają z reguły bez zmian. Kawałki tras dla rowerów nadal są niepołączone w spójną sieć i urywają się w polu. Kąt nachylenia na "chodniku-DDR" za wiaduktem przy ul. Ozimskiej jest tak duży, że rowerzyści i piesi z trudem unikają wpadania na siebie. Rolkarze mogą sobie tylko z zazdrością popatrzeć, jak rowerzyści jeżdżą po wykrotach. Teoretycznie bowiem nie mają prawa korzystać z DDR, z czego skwapliwie skorzysta niejedna poszturchana szarańcza: widząc rolkarza na pustej drodze dla rowerów ani chybi zrobi mu zdjęcie i urządzi scenę. Rolkarze nie mają nawet praktycznej możliwości korzystania z "DDR" czy "chodników", ze względu na to, że wymogi odnośnie jakości nawierzchni i kąta nachylenia dla ich małych delikatnych kółek są większe niż dla kół rowerowych. Zanim zobaczę pierwszego w Opolu użytkownika Segwaya, Solowheel czy innych zjawisk paranormalnych, zdąży mi urosnąć siwa broda. O tym wszystkim pisałam już w tegorocznych propozycjach zmian dla UM, trochę innym językiem :-P oczywiście. cdn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elżbieta Flisak odp. cz. 2 IP: *.252.22.52.internetia.net.pl 01.06.13, 16:55 cd A przecież istotą projektu Trako jest kompletna przebudowa Opola dla potrzeb pieszych, rowerzystów i innych osób szanujących siebie i swoich współmieszkańców. Opole ma być dla Opolan, nie dla samochodów części z nich. Do tej pory szło się na niekończący się kompromis z potrzebami kierowców, co paradoksalnie doprowadziło do paraliżu tychże - spójrzmy na kolejki kierowców uwięzionych na ul. Piastowskiej każdego dnia. Należy zatem postąpić wbrew zachciankom a gwoli realnym potrzebom Opolan! Może to nastąpić tylko poprzez rozrzedzenie ruchu samochodów osobowych i ciężarowych. Ścisłe centrum powinno zostać zamknięte dla pojazdów spalinowych, z wyjątkiem możliwości łatwego dojazdu do punktów medycznych. Oprócz 2 dużych parkingów nie powinno zezwalać się na parkowanie "lada gdzie". Wjazd do szerszej strefy śródmieścia powinien być możliwy, ale uczyniony mało opłacalnym. Jak największą liczbę jezdni należy zwrócić cyklistom, a tam, gdzie nie jest to możliwe, należy wydzielić jak największą liczbę bezpiecznych pasów do ich wyłącznej dyspozycji, odseparowanych przegrodami od pasów dla samochodów. Pieszym należy zwrócić ich chodniki i zadbać o jakość, bezpieczeństwo i komfort tych tras. Każda dzielnica powinna być skomunikowana z każdą sąsiednią przynajmniej jednym dogodnym połączeniem dla każdego z podstawowych środków lokomocji, których użytkownicy nie powinni wjeżdżać sobie w drogę. System dróg dla samochodów powinien w miarę możliwości nie pokrywać się z systemem dróg dla rowerów ani z systemem dróg dla pieszych. Im więcej bezpiecznych, dwupoziomowych skrzyżowań bezkolizyjnych, tym lepiej. Każdy ma mieć dostęp do jak najbardziej dogodnych i zróżnicowanych środków komunikacji zbiorowej, a przy ich pętlach i większych peryferyjnych przystankach - obowiązkowo duży bezpłatny parking. Słabość projektu Trako polega moim zdaniem na tym, że nie podkreśla on dobitnie tego, że wyodrębnianie dróg dla rowerów z chodników powinno być stosowane niezwykle ostrożnie. To znaczy, program ten podaje i tak stosunkowo niewielką liczbę miejsc, w których takie rozwiązania mogą zostać zastosowane, ale powinien podkreślić n razy, że mieszanie użytkowników dróg o różnych potrzebach na jednej powierzchni to rozwiązanie ostateczne, które należy stosować z umiarem i ogromną ostrożnością. Poza tym, zmiany takie nie mogą mieć miejsca jako jedyne, w oderwaniu od głównego założenia (czyli oczyszczenia centrum z samochodów i przywrócenia jezdni rowerzystom a chodników pieszym). Zgodzę się, że namalowanie znaku roweru na chodniku połamanym i zastawionym przez nielegalnie porzucone samochody jest rozwiązaniem tańszym niż wszystkie pozostałe proponowane przez Trako, ale samo w sobie - jak już wspomniałam - nie tylko nie ułatwia nam życia, lecz wręcz je utrudnia. To, co obserwujemy na wyspie Bolko, jest odbiciem właśnie tej tendencji. Mamy tylko jeden zalesiony park w naszym mieście i park ten musi obsłużyć wszystkich. Musi. Nieważne, czy to się komuś podoba, czy nie. Gdybyśmy mieli jeszcze inne takie parki, moglibyśmy je ostrożnie sprofilować, podzielić na parki dla rowerzystów i parki dla pieszych, czy może lepiej - według mnie - na parki dla osób szukających spokoju i na parki dla osób szukających adrenaliny, niezależnie od sprzętu. Jednakże nie mamy tylu parków i nie będziemy mieć, a pozostała część przestrzeni publicznej, jak już napisałam, nie nadaje się nie tylko do celów rekreacyjnych, ale wręcz do celów komunikacyjnych. Pozostaje najbardziej drażliwa kwestia - kwestia obwodnicy. Moim zdaniem, wszystkie propozycje Trako i STE Silesia mają ogromną przewagę nad tymi, ku którym skłaniają się władze Opola. Jeżeli już musi powstać obwodnica południowa, niech będzie jak najbardziej oddalona od miasta, nie przechodzi [na litość boską! - mimowolny jęk autorki] przez Bolko, okolice Zalewu Bolkowskiego i inne tereny zielone ani cmentarze czy wysypiska śmieci, a problem odcięcia korytarza ekologicznego można by delikatnie złagodzić poprzez wbudowanie kilkuset metrów trasy pod ziemię. Że niby drogo? Jakość Życia jest wartością bezcenną! Wkrótce z planu Opola znikną ogródki działkowe, być może niektóre, być może wszystkie. Zapotrzebowanie na dostęp do parku na Bolko wzrośnie wówczas dramatycznie, a trzeba wyraźnie powiedzieć, że żaden park nie pokryje tych wszystkich potrzeb, jakie zaspokajały w ludziach ogródki działkowe. Bo tu nie chodzi tylko o same tereny zielone, płuca miasta czy alejki do spacerowania, ale o cały szereg różnorodnych funkcji, które od dziesięcioleci niezmiennie sprawowały działki i o których wielu ludzi nawet błogo nie ma pojęcia. Śledzę artykuły i fora dotyczące tego zagadnienia i są aspekty, których nie porusza nikt albo prawie nikt; ogrom strat poczujemy dopiero po fakcie. Zatem mamy Bolko, gdzie najpierw część pieszych alejek została zwężona - więc teraz idąc na spacer musimy uważać, żeby nie przekroczyć magicznej białej linii - a potem pojawiły się głosy, że może zostać w większej części odebrana rowerzystom. Wiele na to wskazuje, że pomysł ten mógł być już w zaawansowanym stadium dyskusji, gdy nagle wkracza ten przerażający redaktor i nie chce odczekać tych trzech dni, aż zapadnie decyzja i wyrok się uprawomocni (dziękuję Panu). Ale mimo to mamy Wyspę Bolko podzieloną, tak jak podzielona jest cała nasza społeczność: odgórnie i według nieistotnych pseudokryteriów. I to miejsce ma starczyć nam wszystkim po ogródkowym armageddonie? Mamy spacerować lub jeździć po Bolko w stresie i "od linijki", podczas gdy nadal jesteśmy tam demokratycznie rozpędzani po rowach przez samochody bezprawnie pędzące po alejkach? A może mamy się rozpierzchnąć po niezagospodarowanych rekreacyjnie lasach, w których jesteśmy systemowo szczuci amstaffami i rozjeżdżani quadami? Dlatego proszę, żeby jeszcze raz przeanalizować program naprawczy Trako, przede wszystkim zrozumieć główne przesłanie tego programu, a dopiero potem wybrać z niego zadania do realizacji: niekoniecznie te najtańsze, lecz te, dzięki którym odczujemy wszyscy wyraźną poprawę i które można wykonać już na pierwszym etapie. Nie szkodzi, że zmiany ze względu na koszty będą wprowadzane powoli: im wolniej, tym mniejszy będzie opór ze strony osób uzależnionych od etyliny. Wkrótce nawet oni sami zaczną szturmować biura pośrednictwa kwater w poszukiwaniu mieszkań przy deptakach. Zapewne wielu ludzi marzy o mieszkaniu przy deptaku, chyba że ktoś miałby im otworzyć pod oknem ogródek piwno-nikotynowo-decybelowy. Ceny lokali wzdłuż tras bez niebezpieczeństw, ryku i spalin na pewno znacznie wzrosną, więc im wolniej i spokojniej się wyprowadzi ruch kołowy z Opola, tym wolniej i spokojniej zareaguje rynek nieruchomości. Jest dużo, duuuużo do zrobienia i wszyscy sobie z tego zdajemy sprawę. A kwestię Bolko trzeba rozpatrywać nie jako problem zamknięty w sobie, lecz jako integralną część i główny przejaw problemu całej struktury urbanistycznej Opola. Odpowiedz Link Zgłoś