Dodaj do ulubionych

Urzędnicy piszą tak zawile, że rozumieją ich ty...

IP: *.adsl.inetia.pl 20.07.13, 09:45
"Informacje o zbliżającej się imprezie w weekend są sporządzone w luźniejszym stylu, natomiast specjalistyczne informacje, które powołują się na ustawy, uchwały itp., tworzone są w tonie bardziej oficjalnym. Zawsze jednak redaktorzy kierują się tym, aby tekst był jasny, klarowny i zrozumiały dla potencjalnego odbiorcy. Niestety, czasami zawiłość sprawy bądź też odnoszenie się do licznych aktów prawnych mogą powodować, że pojawiająca się informacja jest trudniejsza lub mniej czytelna w odbiorze - komentuje Alina Pawlicka-Mamczura."
FOG dla Twojego tekstu: 13-17 lat edukacji
DIAGNOZA: język trudny (studia wyższe)

proszę panią pani wypracowanie jest za trudnie: ja jezdem po podstawówce i nie kumam oco kaman.:)))

ambitne przedsięwzięcie, ciekawy pomysł. Piekielnie trudna w realizacji, jeżeli ma być dobrze. :)))



Obserwuj wątek
    • Gość: mi Urzędnicy piszą tak zawile, że rozumieją ich ty... IP: *.fbx.proxad.net 20.07.13, 10:25
      To prawda, niestety. Wiekszosc przecietnych ludzi naprawde nie rozmie bardziej skomplikowanych pism urzedowych. Wielkokrotnie zdarzalo mi sie wyjasniac sasiadkom czy starszym ciociom co napisano w pismie. Jest to dla nich naprawde upokarzajace.

      Urzednicy sa dla ludzi, a nie odwrotnie! Pismo, w formie listu, powinno jasno i prostym jezykiem wyjasnic o co chodzi a potem, jesli to konieczne, mozna dlaczyc dokument napisany jezykiem prawniczym czy fachowym.
        • kiddy Re: Urzędnicy piszą tak zawile, że rozumieją ich 20.07.13, 13:21
          To tak nie działa. Pisanie językiem urzędowym, trudnym do zrozumienia, nie daje gwarancji jednoznaczności tekstu. Przeciwnie, dążenie w kierunku większej prostoty i mniejszej zawiłości języka daje więcej szans na to, że tekst będzie klarowny i jednoznaczny. Tu chodzi o coś innego. W urzędnikach jest przekonanie, że ma być zawile, bo taki jest "etos". Co gorsza poziom kultury języka urzędników sporządzających takie pisma jest, delikatnie mówiąc, niski, a to uniemożliwia sprawną komunikację z petentem. Polecam stronę programu "Język urzędowy przyjazny obywatelom". Jest tam kilka ciekawych materiałów z ostatniego kongresu języka urzędowego z przykładami "kwiatków" urzędniczych. Równie zawiłe i źle napisane są akty prawne, szczególnie ustawy. I tu też jest problem słabej znajomości polszczyzny i przekonania, że język prawny ma być trudny. A że przy okazji robi się niejednoznacznie, co jest jednym z największych grzechów legislacji, to cóż...
        • Gość: santoallora Re: Urzędnicy piszą tak zawile, że rozumieją ich IP: *.yolau.net 21.07.13, 08:26
          Wystarczy zasadniczą decyzję napisać w sposób nie budzący wątpliwości
          i nie pozostawiającym miejsca na dowolne interpretacje. N.p. - zgoda/brak gody.

          Językiem w miarę prostym napisać krótkie uzasadnienie, z powołaniem się na przepisy. Później można powiązać treść przepisów,z uzasadnieniem, posługując się n.p. cytatami.

          Niestety niedoedukowane urzędasy, nie potrafią doczytać i zrozumieć przepisów,
          więc i nie potrafią czegokolwiek uzasadniac na ich podstawie.
          Dlatego rzucają tylko numerami paragrafów.

          Często potrafią sobie "wycinać" z treści przepisów tylko pasujący im fragmencik,
          co jest absolutnie karygodne. Przepis nie istnieje po to by był deformowany,
          jak się urzędasowi podoba.
    • kazimierzp Tak ich uczą uczelnie! 20.07.13, 20:32
      W 1990 roku byłem na szkoleniu w Grena w Danii aby poznać system samorządów duńskich (nasz jest oparty na duńskim). Byli z nami naukowcy z Akademii Ekonomicznej (dzisiaj wrocławski Uniwersytet Ekonomiczny), a wykłady mieli wybitni samorządowcy duńscy tłumaczeni przez tłumaczki - absolwentki uniwersytetów polskich i duńskich (widywałem je potem w TV jak łumaczyły delegacjom rządowym). Raz na wykładzie polska pani dziekan zadała pytanie duńskiemu wykładowcy i w tym momencie tłumaczkom szczęki opadły, bo za wyjątkiem spójników pani dziekan użyła słów których tylko lingwista i leksygraf mógłby zrozumieć. Dopiero jeden z asystentów wytłumaczył tłumaczkom co pani profesor miała na myśli. Na takie podejście do odbiorcy ładne wytłumaczenie dał Jerzy Waldorff w jednej ze swych książek. Stwierdził on, że ci co sami mieli problemy ze zrozumieniem istoty danej dziedziny potem tłumacząc innym te sprawy używają długich i zawiłych dywagacji wychodząc z założenia że skoro on tego nie zrozumiał to jego rozmówca jest na pewno głupszy od niego i jemu też trzeba "jak krowie na pastwisku!" Waldorff twierdził też, że ci w sumie tępi robią szkodę swej dziedzinie nauki bo używając napuszonych i trudnych słów odstraszają i dlatego po lekturze polskich recenzentów nie słucha się muzyki poważnej bo to "niezrozumiałe". Pan Jerzy podsumował stwierdzeniem, że ci co lubią daną dziedzinę i lubią ludzi - potencjalnych słuchaczy będą używać słów jak najprostszych aby i oni pokochali muzykę. Wracając do urzędu! Przez pewien czas pełniłem funkcję wiceprezydenta miasta. Trafiła do mnie odpowiedź na jakąś sprawę. Było tam m.innymi: "przepisy enumeratywnie..." Pytam się pracownicy po co użyła słowa enumeratywnie, zamiast "po kolei", a bo to pismo prezydenta i musi być poważnie!?! Pismo poszło ze słowami "po kolei". Z drugiej strony spotykałem się z oczekiwaniami odbiorców pism, że sprawa będzie wyjaśniona "dogłębnie i fachowo". Jeżeli używało się słów prostych, powszechnie zrozumiałych to ten odbiorca stwierdzał, że go zbyto! Jeżeli było pełne zawiłości i slangu prawniczego, to wtedy odbiorca czuł się dowartościowany!?!
      • Gość: santoallora Re: Tak ich uczą uczelnie! IP: *.yolau.net 21.07.13, 07:39
        Niestety to plaga występująca nie tylko w Polsce.
        Slangiem prawniczym chcą się popisywać ludzie, którzy prawnikami nie są
        ale chcieliby "dorosnąć" do takiego prestiżu jaki mają w ich oczach prawnicy.


        Uważają oni, ze pisanie w n.p. "plain English" jest uwłaczające dla człowieka wykształconego.

        Wydaje im się, że pismo powinien rozumieć ten kto je pisał, a niekoniecznie ten,
        który będzie je czytał.

        Dlaczego? Ponieważ chcą w piśmie przekazać informację nie o przedmiocie sprawy
        lecz o swojej edukacji i wiedzy (rzeczywistej lub rzekomej)

        Tekst, nawet krótki, napisany w języku zrozumiałym dla przeciętnie
        rozsądnej i wykształconej osoby beda tak długo poprawiać i maltretować
        aż upstrzą prawniczym żargonem i obcym słownictwem cokolwiek; czy to informację o konieczności naprawy cieknącego kranu czy o złej pogodzie,
        która przeszkodziła w organizacji pikniku.

        Uwielbiają tworzyć słowa piętrowo pochodne od tych, których możnaby
        z powodzeniem użyć (znów, by się popisać umiejętnością tworzenia
        takich słów).

        Zmiast napisać "ludność", pójdą tropem ludność->zaludnić->zaludnienie

        Tym sposobem zamiast "las" wyjdzie im "zalesienie", itp, itd
      • Gość: jureczek Nie, to nie uczelnie, to historia IP: *.sferanet.pl 21.07.13, 08:26
        Nie zgadzam się z tym, że tak uczą uczelnie. Bardziej chodzi tu o mentalność odziedziczoną po przodkach. Urząd to władza. Obywatel to petent, czyli ktoś, kto stoi niżej, w pozycji proszącego. Urząd upaja się swoją władzą i pokazuje pententowi swoją wspaniałość m.in. językiem jakiego używa. Oczywiście to wszystko było na miejscu sto, dwieście, trzystal lat temu. Ale ten niezrozumiały bełkotliwy język urzędniczy to jeden z dowodów, że władza u nas nie rozumie po co została powołana, czemu ma służyć, co to jest demokracja. Oczywiście u innych obywateli też takie tępe myślenie pokutuje, dlatego oczekują nadętego bełkotu od urzędu ("władza mi odpisała, ach!").
    • Gość: Lolo "Inzynier lingwistyczny' IP: *.dclient.hispeed.ch 21.07.13, 01:56
      Wyjechalem z Polski 39 lat temu (na Zachod). Obserwujac to panstwo i jego ludzi
      nie rozumiem, czemu 'toto' nie potrafi sie normalnie rozwijac. Koniecznie potrzebujac
      tuszowania wlasnych ogromnych kompleksow - zreszta slusznych.
      Calej tej rzeszy pseudo-naukowcow nalezaloby juz dawno zrobic porzadne pranie mozgu
      doprowadzajac w koncu do tego, zeby nie bylo juz w PL dziurawych drog i chodnikow
      i moglo isc ulica i patzec w niebo nie chodzac po dolach i kaluzach.
      Od tego wypadaloby zaczac, cimnoto ostblockowa!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka