Sprzątanie kamionki przyciągnęło tłumy. Zobacz,...

21.09.13, 21:57
Już jest "po" i wnioski nasuwają się takie:

Tak jak i na kamionce Bolko, my piesi (tzn. nie-nurkowie) znajdowaliśmy na brzegach niewyobrażalne - N I E W Y O B R A Ż A L N E ilości szkła, w dużej części pokruszonego i wtartego w ziemię, ostre kapsle, gruz, zużyte środki higieny osobistej (pytanie: gdzie jest najbliższa toaleta?), resztki leków, odzież, buty, itd.

Oto najmocniejszy akcent: znalezienie na stromej skarpie damskiej torebki, otwartej i opróżnionej. Niedaleko od niej, w wodzie koło brzegu, obrośnięty glonami pusty plecak uczniowski - również otwarte i powypróżniane wszystkie kieszenie. Wniosek nasuwa się sam: prawdopodobnie na Piaście złodzieje znaleźli idealne miejsce, w którym niezaczepiani przez nikogo mogą przejrzeć swój łup, zapewne wzięty "na wyrwę", i pozbyć się "opakowania" swojego towaru nawet bez konieczności zacierania śladów. Policja przyjmowała już liczne zaproszenia na akwen i przyległą dzielnicę (naprawmyto.pl). Może zbyt rzadko z nich korzysta?

Tym, którzy rozrzucają śmieci, wydaje się, że plastik czy szkło są czyste. Nieprawda! Kto nie próbował nigdy sprzątać takich śmieci, zwłaszcza przy zbiorniku wodnym, nie wyobraża sobie smrodu cieczy, którą trzeba wylać z takiej butelki, puszki czy worka, zanim można je włożyć do śmietnika. Nie wiem, co przyświeca tym, którzy tłoczą śmieci w krzaki albo zrzucają je ze skarpy. Dla nich to jedno zamachnięcie ręką. Dla wolontariusza - droga przez mękę, walka z żywiołem. Albo te porozsiewane wszędzie baterie: balansując na zboczu i zwisając jedną ręką nad wodą, nie mamy przecież możliwości zadbać o sortowanie wszystkich tych śmieci.

W moich workach znalazło się dużo starych śmieci. Keczupy z datą produkcji z ubiegłego stulecia, zabawki, których produkcja przypada na lata dziewięćdziesiąte, rozpadający się w rękach koc częściowo pochłonięty przez glinę. Skąd w mojej kolekcji takie starki? Ano, wzięłam na siebie strome skarpy, tam gdzie inni wolontariusze rzadko się zapuszczają. A te śmieci tam zalegają mimo kolejnych akcji i gromadzą brud.

Wniosek - Nie da się kamionki wysprzątać, organizując takie akcje dwa razy do roku i opierając się tylko na wolontariacie. My zdołamy tylko przerzedzić te śmieci. Zresztą my zbieramy tylko śmieci stałe - a najgorsze zabrudzenie to ciecze, których wyzbierać się nie da. To resztki piwa wlane w ziemię, ekskrementy rozprowadzane po wszystkich zakątkach i dostające się do wody, gnijące resztki pokarmów. Dopóki miasto nie położy tamy na śmiecenie i niesprzątanie po psach i dopóki nie poustawia koszy oraz toalet (wandaloodpornych) i nie zatrudni wykwalifikowanych służb z uprawnieniami do wspinaczki i z ubezpieczeniem NNW do gruntownego, kilkutygodniowego oczyszczania, skarpy pozostaną zabrudzone.

I jeszcze uwagi odnośnie samej organizacji akcji (piszę pod adresem wszystkich przyszłych organizatorów, nie tylko tego konkretnego): konieczne grube gumowe rękawiczki (ja przeczuwałam, że będą tylko lateksowe i przyniosłam własne, które zresztą też były pod koniec podziurawione od szkieł). Wolontariusze powinni być odsyłani przez 1 koordynatora w różne miejsca kamionki i powinno być więcej punktów wydawania sprzętu i odbioru worków. Przydatne jest wyznaczenie taśmami sektorów, tak aby w każdym sektorze pracowała 1 lub 2 osoby i po skończonej pracy oznaczała/-y go jako obszar wyczyszczony. Miasto powinno wykupić ubezpieczenie dla uczestników. Osoby, które nie mają ochoty pomagać, przynajmniej nie powinny przeszkadzać: rażące było to, że niektórzy stali i palili papierosy, a pracujący musieli wdychać ich dym i zbierać po nich niedopałki. Organizator powinien wypraszać takie osoby poza teren kamionki.

Przy okazji porządkowania wody i brzegów, może warto by uporządkować status prawny tego miejsca? W 2012 roku kamionka została ogłoszona użytkiem ekologicznym. Wygląd kamionki jednak sugeruje, że jest ona całkowicie zaniedbanym, splugawionym i porzuconym nieużytkiem.

Akcje wolontariuszy są konieczne, bo bez nich mniemam, że wkrótce śmieci wyparłyby całą wodę i rzuciłaby się na nas niechybnie epidemia. Zwłaszcza od strony Psiej Łączki, kilkadziesiąt metrów raptem od ludzkich balkonów. Ale akcje te mają też swój negatywny skutek: są sygnałem dla wandali, że mogą sobie śmiecić do woli, bo przecież przyjdzie wolontariusz i posprząta. Są też sygnałem dla miasta, że można się wstrzymać z alokacją funduszy na cel regularnego sprzątania, bo przecież przyjdzie wolontariusz i posprząta. O właśnie w ten sposób:
www.youtube.com/watch?v=8_EpvSlItyg
Jako użytek ekologiczny, kamionka nie może być terenem inwestycji. I faktycznie, inwestycje zostały wstrzymane. Pobliski motelik podobno nie mógł z tego tytułu rozszerzyć oferty na aktywność dla niepełnosprawnych. Jak zaczarowana magiczną różdżką, stanęła budowa osiedla przy wlocie ul. Wschodniej i smętne jego szkielety straszą Opolan i Przyjezdnych. Ale czy na pewno wszystkie inwestycje zostały wstrzymane? Czy cementowe stoły dla nurków staną w jakimś dyskretnym miejscu, czy może zostaną wyeksponowane na samym środku dzikiej plaży, dodając jej wątpliwego technokratycznego uroku?

Czy garaże wpasują się na zawsze w koloryt tego miejsca, a może zostaną zburzone, podczas gdy samochody z nich będą musiały zostać przejęte głównie przez nieszczęsne zgwałcone chodniki pobliskich ulic, takich jak ta?
tiny.pl/qhtmn
Od jutra chcemy widzieć użytek ekologiczny nie tylko na tabliczce, ale i na sponiewieranej kamionce chowającej się wstydliwie za tą tabliczką.
Pełna wersja