Gość: lalecznik
IP: *.dynamic.chello.pl
27.10.13, 09:50
Wiele się ostatnio w Polsce wydarzyło. Najpierw na pierwsze strony wyszła sprawa pedofilii księży. Ci, których władza opierała się na sterowaniu moralnością ludu, sami stali się jej przedmiotem, co było dla nich do tej pory nieznanym i bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem. Warto było słuchać biskupów jak nieprzywykli do tej roli nieporadnie się tłumaczyli lub brnęli dalej w absurdalne wyjaśnienia. Oczywiście przyjęli linię obrony jakoby atakowano Kościół. Jest to częściowo trafna diagnoza. Nie atakowano wiary, chociaż pewnie sporo ucierpiała. Atakowano kler, który ma uprzywilejowaną pozycję w Polsce. „Rasę panów” - jak to się jeden z zakonników wypowiedział,. Teraz trudno im będzie wrócić na dawna pozycję. Bo jaka będzie teraz siła moralna purpuratów, przykładowo w sprawie in vitro, aborcji czy ostatnio gender? Nie pomaga im też obecny papież, który skrytykował moralizatorów a rolę służebną wysuwa na pierwszy plan.
Potem sprawy skoncentrowały się na katastrofie smoleńskiej. Okazało się, że profesor może kłamać, nie uwzględniać podstawowych faktów na dany temat w swojej opinii, nie posiadać ani krzty autokrytyki odnoście swojej pracy, manipulować danymi tak aby odpowiadały z góry założonej tezie. Władza ekspercka oraz poważanie społeczne jakie szły za tytułem naukowym zostały poważnie nadszarpnięte. Trudno teraz będzie powołując się na tytuł naukowy zdobyć uznanie swoich racji.
Wbrew pozorom te dwie sprawy mają wspólny mianownik. Łamie się w kraju władza kast. Uważam, że społeczeństwo polskie z przyczyn historycznych jest społeczeństwem w znacznej mierze feudalnym z cienkich jeszcze nalotem demokracji. Stąd schemat myślenia w stylu „my i oni”, czy dający się odczuć podział na „równych i równiejszych”. Porobiły się pewne kasty, raczej wedle wykonywanych funkcji, dystansując się od reszty i tworząc „solidarność zawodową”. Ostatnie przypadki pokazują, że to zaczyna ulegać erozji. I dobrze.