Bilety autobusowe sprzedawane w kioskach z zeszł..

12.01.05, 16:42
Bilety autobusowe sprzedawane w kioskach z zeszłoroczną datą są ważne

Dlaczego wzorem innych miast nie ma biletów dodatkowych - "dopłat" w nominale
10, 20 groszy - wówczas nie byłoby problemu nawet po 3 miesiącach dla
przyjezdnych lub tych , którzy zapomnieli , bądź nie mieli możliwości
wykorzystania " starych biletów".
Tak robią w Krakowie. Trochę pomyślunku - to jest dla użytkowników a nie dla
MZK. Nie bądźmy prowincją. Sam mam mnóstwo starych biletów, których nawet w
MZK po terminie nie chcieli mi wymienić na nowe - z dopłatą.Zgroza ogarnia po
każdej podwyżce cen biletów.Organizacja w MZK do bani.
Opinia dla dyrektora MZK

    • rolmopsywsmietanie Re: Bilety autobusowe sprzedawane w kioskach z ze 12.01.05, 19:09
      Podsumowałes prace działu marketingu w MZkowie
      • dar54 Re: Bilety autobusowe sprzedawane w kioskach z ze 12.01.05, 22:07
        Przecież Miasto dopłaca do biletów, więc możemy żądać zmiany z ważnością
        biletów. Przecież wtedy nawet są oszczędności, kiedy możemy używać starych
        biletów z dopłatą . Takie to logiczne - ale czy marketing MZK myśli - chyba śpi.
        Wysłac ich na czeladnikowanie do innych miast.
    • zielonaramka Re: Nto Wiemy słyszeliśmy, ludzie mówią 13.01.2005 13.01.05, 11:42
      ...
      JESTEŚMY KLIENTAMI, płacimy za bilety - przypomina opolskiemu MZK czytelnik z
      opolskiego Zaodrza. Zauważył, że autobusy linii 17 często się spóźniają, i to
      nie kilka, lecz po kilkanaście minut. W ubiegłym tygodniu jeden "wypadł" z
      rozkładu jazdy i pasażerowie czekali na przystanku pół godziny na kolejny... .

      • jawor10 Re: Nto Wiemy słyszeliśmy, ludzie mówią 13.01.200 13.01.05, 22:46
        erg napisał do forum NTO:
        No więc rzecz w tym, żeby zmusić MZK do uznania ich ważności. Sprawa nie jest
        nowa. Pisałem już kiedyś o tym do gazety "papierowej" i wywołałem nawet pewną
        dyskusję. Oczywiście dyrekcja MZK nie zabrała głosu...

        Jeśli ktoś ma ochotę to polecam poniższą lekturę:

        PACTA SUNT SERVANDA

        Jest takie pojęcie, ostatnio raczej rzadko używane; może ze wstydu, bo nie
        pasuje do naszych „nowoczesnych” czasów. A może dlatego, że mało kto dzisiaj
        mógłby pierwszy rzucić kamieniem... Tym pojęciem jest „grzech wołający o pomstę
        do nieba”.
        Przypadek, jaki przydarzył się w autobusie MZK pani MW, emerytce z Opola
        (chodziło o mandat za "nieważny" bilet) powinien zostać zaliczony właśnie do
        tej kategorii zdarzeń. Praktyki stosowane przez takie instytucje jak właśnie
        MZK, jak Poczta Polska, polegające na tym, że zmieniając cenę swojej usługi,
        anulują wcześniej nabyte prawa do korzystania z nich (unieważnianie co jakiś
        czas biletów, czy znaczków), są najczystszej formy grabieżą. I to w
        majestacie „prawa”. Oczywiście prawa powielaczowego. Bowiem opisane zdarzenia
        wskazuje na naruszenie artykułów: 32, 46, 76 ustawy zasadniczej (kto nie
        wierzy, niech sprawdzi)
        Panie Dyrektorze MZK! Pani podpisująca się inicjałami MW kupiła swój – według
        Pana - nieważny dzisiaj bilet kilka tygodni, lub nawet miesięcy temu. Zawarła
        tym samym umowę z Panem, że Pan ją przewiezie swoim autobusem. Nie 13 sierpnia
        1999 roku o godzinie 11:52, ale w dowolnym czasie! Na bilecie nie figuruje
        napis, że bilet jest ważny do 31 grudnia 1999 r. Do niej należał wybór linii i
        trasy. Według zasad określonych w tej umowie zapłaciła z góry. Po jej stronie
        był jeszcze obowiązek skasowania biletu. Na konto pańskiej firmy wpłynęły
        (teoretycznie w dniu zakupu) za ten bilet pieniądze, równoważne wartości
        pańskiej usługi, mimo, że posiadaczka biletu wówczas z niej nie skorzystała.
        Ona Pana skredytowała. Pan tymi pieniędzmi obracał całymi tygodniami lub
        miesiącami. Miał Pan z tego swoją i swoich pracowników pensję, płacił Pan ZUS i
        podatki, kupował Pan za te pieniądze paliwo i części zamienne PO ÓWCZESNYCH
        CENACH. A wszystko to za darmo: nie przewiózł Pan pani MW. Od chwili zakupu
        biletu do 1 stycznie 2000 roku nie wzrosła jakość pańskich usług („koń jaki
        jest...”). Nie czarujmy się: zmiana ceny podyktowana została wyłącznie wzrostem
        ceny paliwa i inflacją. Można więc postawić tezę, że wartość tamtego
        zakupionego niegdyś, a „nieważnego” dzisiaj biletu, jest taka sama, a nawet
        WYŻSZA, niż nowego, „ważnego”! Nie ma zatem żadnego racjonalnego uzasadnienia
        dla postępowania MZK i działającego w jego imieniu kontrolera. No chyba, że
        bilety po 65 groszy są wciąż drukowane i sprzedawane...
        Jedyną rzeczą, którą powinien w tej sytuacji zrobić pan Dyrektor MZK (poprzez
        kontrolera) to poinformować grzecznie pasażerkę, żeby uważała na torebkę, bo po
        autobusach bywa, grasują kieszonkowcy. A jeśli już jest takim strasznym
        purystą, to powinien wyjąć aktualny bilet, skasować, wymienić na stary i...
        życzyć miłej podróży.
        Panie Dyrektorze! Wyobraźmy sobie, że zawiera Pan dzisiaj umowę z firmą
        remontową na malowanie pańskiego mieszkania. Płaci Pan zaliczkę (bo tak się
        umawiacie) w wysokości 100 % ustalonej ceny usługi. Nie określa Pan terminu
        realizacji, bo tak Panu wygodnie, a i firma nie nastaje. Po kilku miesiącach
        przychodzi majster wyjmuje pogniecioną waszą umowę i mówi:
        - Dyrektorze! cena farby poszła w górę, życie też zdrożało. Trzeba dołożyć ze
        20 procent.

        Dopłaci Pan
        erg napisał do forum w NTO
Pełna wersja