Gość: Alojzy
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.10.05, 08:23
Rozumiem rozgoryczenie Donalda Tuska spowodowane wykorzystaniem pamięci o
jego przodkach do brutalnej walki politycznej. Sam nie zgadzam się z takim
stylem uprawiania polityki, sam odrzucam metody pana Jacka Kurskiego. To się
nie powinno zdarzyć - ocenia felietonista "Trybuny".
Ale nie potrafię współczuć Tuskowi. Bo dostrzegam także w tej sprawie jego
podwójną twarz. Przecież jeszcze niedawno jego ludzie systematycznie
niszczyli konkurencyjnego kandydata - Włodzimierza Cimoszewicza.
Wykorzystywali do tego kłamstwa, fałszywego świadka i podrobiony dokument. To
było widoczne gołym okiem, co potwierdziły zresztą prace prokuratury.
Donald Tusk nie zdobył się wówczas, by wyrazić sprzeciw wobec tych działań.
Nie powiedział: dość. Dopiero wtedy, gdy Cimoszewicz się wycofał, kierowana
przez niego Platforma Obywatelska przesunęła do dalszego szeregu głównego
aktora ówczesnych wydarzeń - posła Miodowicza. Nagle zniknął z telewizyjnych
ekranów, udał się na zasłużony odpoczynek - dodaje Wiesław S. Dębski.
Wczoraj kandydat Platformy na prezydenta powiedział, w kontekście ostatnich
wydarzeń, że bierze pełną odpowiedzialność za swoich ludzi, za to, że nie
będą niegodnie atakować przeciwnika. Czyżby? Czy Donald Tusk czuje się
odpowiedzialny za wszystkich swoich ludzi, także tych zatrudnionych do
niszczenia Cimoszewicza? To jest pytanie, bez odpowiedzi na które ludziom
lewicy trudno będzie oddać swój głos na Tuska - konkluduje
komentator "Trybuny".
Źródło: PAP
wybory2005.wp.pl/kat,8172,wid,8034091,wiadomosc.html