Gość: czytelnik
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
16.09.07, 23:26
"Złożyła na siebie donos..." - czytam to już któryś raz z kolei.
I pytam: co z tego? Czy spadł jej przysłowiowy włos z głowy?
Czy ktoś pokiwał jej palcem, nie mówiąc już o jakichś ostrzejszych sankcjach?
Nic takiego nie słyszałem ani nie czytałem. Po co więc robić z niej na siłę
jakąś bohaterkę? Po co to całe zadęcie i kreowanie pani Marzeny na jakąś
ideową męczennicę? Widać ruch na rzecz promowania homoseksualizmu koniecznie
potrzebuje swoich bohaterów i świętych męczenników, tylko nie ma skąd ich
brać, bo tak naprawdę to nie ma okazji ani do heroizmu ani do martyrologii.
Kreuje się więc na siłę pseudobohaterów i pseudomęczenników.
Co się zaś tyczy programu, który chce wdrażać pani Marzena, to uważam, że jak
na program szkolny jest on bardzo nieuczciwy, bo prezentuje tylko jeden punkt
widzenia na zjawisko homoseksualizmu. Program byłby rzetelny, gdyby
prezentował różne punkty widzenia.
Nie tylko lewicowo-liberalny (czy raczej libertyński), ale także np.
katolicki, pozostawiając uczniom pełną swobodę wyrobienia sobie własnego
zdania. Niestety program opracowany przez panią Marzenę
jest nastawiony na promowanie homoseksualizmu jako równouprawnionej etycznie i
socjalnie "orientacji" seksualnej, co nie jest wcale widzeniem powszechnym.
Jest to bardziej program ideologiczno-propagandowy niż edukacyjny. Dlatego
uważam wdrażanie tego programu w szkołach - placówkach edukacyjnych za grube
nieporozumienie.