Gość: Kazmirz
IP: *.proxy.aol.com
23.10.03, 02:45
Re. Narosl, ktora nas zjada
We wtorkowym 21.10.03 wydaniu NTO ukazal sie wywiad red.Zbigniewa Gorniaka z
prof.Witolden Kiezunem pt. "Narosl,ktora nas zjada".
Wypowiedz i temat poruszony przez prof Kiezuna jaknajbardziej na czasie.
Wlasnie rozpoczela sie debata na temat finansow publicznych.
Mowi sie o wielu zagrozeniach i dzialaniach majacych zapobiec katastrofie
finansowej. Tak jakby polgebkiem wspomina sie niesmialo o naistotniejszej
rzeczy o biurokracji.
Wlasnie biurokracja jest tym pasozytem panstwowego organizmu, ktory drazy go
od wewnatrz i po cichu.
Dopiero jezeli poda sie do wiadomosci liczby jakie ona pochlania to niektorzy
moze zrozumieja ze to biurokracja paralizuje panstwo.
Nie swiadczy to wcale ze nie ma innych dziedzin w ktorych mozna znalezc
oszczednosci. Niemniej jednak sa one mniejszym zlem niz biurokracja.
Jezeli przyjmniemy ze w Polsce obecnie jest ok. 522 tys urzedasow (ciagle
rosnie) i na kazdego panstwo wydaje ok 5.000 zl miesiecznie to wychodzi ok
2,6 mld zl. a rocznie daje to ok 31,2 mld zl. Ta kwota jest bez produktywna
po prostu zmarnowana z pelna swiadomoscia i premedytacja.
W przedwojennej Polsce bylo 10 razy mniej urzedasow a panstwo o wiele
wieksze niz dzisiaj i funcjonowalo sprawnie pomimo tego ze nie istnial
internet ani komputer czy nie byla tak rozwinieta siec radiowa i
telefoniczna, nie bylo tak szybkich pojazdow.
Dzisiaj wszystko jest o wiele lepsze niz kiedys a o wiele gorzej funkcjonuje
i pozera nie samowita ilosc pieniedzy.
Nalazy zatem zastanowic sie dla kogo zalezy na tym zeby istnial tak wielki
aparat biurokratyczny?
Odpowiedz zaiste jest banalna i nie samowita jezeli powie sie ze za spoleczne
pieniadze partie polityczne (najbardziej SLD i PSL) w ten sposob kupuja sobie
glosy wyborcow.
Powie ktos ze to jest czysta propaganda ale jak dokladnie sie policzy to
wychodzi calkiem co innego.
Prosze tylko uwaznie przesledzic tok liczenia.
- 522 tys urzednikow wraz z czlonkami rodzin zadowolonych z posady i
stanowiska x 2 = 1044 tysiecy
- kazdy zatrudniony namowi chciaz jedna osobe (rodziny, kolegow) na swoja
strone = 522 tys.
- ilosc zdyscyplinowanych czlonkow parti, ktorzy zawsze glosuja nie liczac w
tym juz
zatrudnionych
ok = 500 tys.
- emeryci i rencisci zawsze popierajacy komunistow jako ich mlodziencza
przeszlosc
(zakladam ze nie wszyscy akceptuja komunistow) ok
= 1000 tys.
---------------
Razem 3066 tys. glosow
Uprawnionych do glosowania jest ok 22000 tys. osob, przecietnie frekwencja w
granicach 25 -35 %. W wyborach prezydenckie, albo jak w referendum unijnym
zblizona do 50%.
A zatem daje to liczne 7700 oddanych glosow na kupujaca glosy partie przy
zalozeniu 35 % frekwencji .
Czyli partie ktore kupuja za spoleczne pieniadze glosy wyborcow maja
zapewnione ok 40 % ogolnej pule oddanych glosow.
Jest to wielkosc uprawiajaca do rzadzeniem krajem przy rozdrobnieniu innych
partii i brakiem stosunkowo silnej opozycji parlamentarnej.
Wniosek koncowy:
Oplaca sie utrzymac urzedasow za spoleczne pieniadze, bo to jest interes
okreslonej partii politycznej a w zadnym wypadku rzadzonego spoleczenstwa i
panstwa.