Dodaj do ulubionych

agenci SB w opolskich środowiskach dziennikarskich

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.09, 13:16
W najnowszych numerach "Kuriera Brzeskiego" i "Nowin Nyskich" można przeczytać
artykuły o tajnych współpracownikach SB w opolskich środowiskach
dziennikarskich. Są konkretne nazwiska: Krzysztof Dzięciołowski, Andrzej
Szatan i inni. Jest też mowa o niedawnym przewrocie w Radiu Opole. Okazuje
się, że za kulisami kilkuletniej rozróby w tej rozgłośni kryły się intrygi
byłego agenta SB, tw. "Witold". Ciekawe kiedy ten temat podejmą inne lokalne
media?
Obserwuj wątek
    • Gość: MSK Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar IP: *.xdsl.centertel.pl 21.02.09, 21:26
      Może NTO odważy się ruszyć ten temat? Żeby pokazać, że stać ich na
      odcięcie się od niesławnych korzeni? No i Radio Opole rzecz jasna.
      Warto wyjaśnić jak to było z tym "Witoldem". Ciekawe co weźmie górę?
      Fałszywa solidarność grupowa z umoczonymi kolegami czy dziennikarska
      rzetelność? Chyba przyszedł czas wielkiej próby dla naszych
      opolskich dziennikarzy.
    • Gość: cool Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 17:04
      Nie ma ciekawszych tematow niz babranie sie w tamtych ekskrementach systemowych.
      Autorzy takich tejstow maja wrazenie tylko ze uprawiaja historie i robia cos
      pozytecznego. A tak naprawde tylko mieszaja w goownie.
      Piszcie historie analizujac system, pokazujcie jak wladza sobie dobierala kadry,
      jak je szkolilam jak inteligentnie podtrzymywala wlasna wladze, a nie o
      bideakach, ktorzy sie uwiklali czesto glupio i w zasadzie niewinnie, bo nikogo
      prz nich nie wyslano na tamten swiat, na niedzwiedzie itp.
      No i na koniec: o czym swiadczy fakt ze autor wypisuje swoje wypociny i bzdety
      po jakichs niszowych brukowcaqch skrzyzowanych z tabkoidami najgorszego chowu.
      Przyzwoici ludzie nie chca takich zbdetow publikowac.
      To wszystko trzeba widziec w kategoriach jakiejs aberracji, jakiegos
      uzaleznienia, potrzeby taplania sie w smrodach i mizmatach. Jednym slowem do
      psychiatry !
    • Gość: rysiek Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar IP: *.punkt.pl 22.02.09, 19:16
      Brawo Panie Zbigniewie! Bardzo dziękuję za taką ogromną wiedzę o
      opolskich szpiclach w środowisku dziennikarskim. O TYM NALEŻY GŁOSNO
      WSZĘDZIE MÓWIĆ I PISAC. Inaczej znów się sięć kapusiów rozbuduje,
      przecież "Beata", czyli A. Szatan, wciąż jest redaktorem gazety!
      Przeczytałem pół godziny temu i jeszcze nie moge dojść do siebie.
      Takie sprawy trzeba ujawniać!
      Wielkie uznanie - Ryszard.
        • Gość: koko Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 21:45
          To bardzo cenne informacje, szkoda, że niepełne. Myslę sobie, że
          wymienione osoby okazały sie po prostu za mało sprytne , albo zbyt
          głupie by zatrzec ślady. Szkoda, że nie udało sie ustalic tych
          najcenniejszych dla SB. Ja swoje podejrzenia mam...Trudno sie
          natomiast zgodzic z oceną, że odwołanie Paldego odbyło się "dzięki"
          interwencji Witolda. To racze przejaw wewnętrznej walki o wpływy w
          opolskim PIS...I jeszzcze jedno...swego czasu za Paladego
          dziennikarze powinni byli złozyc ośwaidczenia lustracyjne...Było to
          zanim TK wykastrował ustaw.e lustracyjną. Jest szansa na liste tych,
          których wyrok TK " uratował"?Pozdroawienia i poowdzenia!
          Ps.Ile jadu w komentarzu powyżej, a argumenty jakby znane od lat:)
        • z.bereszynski Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar 22.02.09, 22:06
          Nikogo nie chronię i nie realizuję żadnych zamówień. Ujawniam to, co
          jest ujęte w dostępnych mi dokumentach. Na pewno duża część
          dokumentów została zniszczona w latach 1989-1990 i dlatego nie ma
          dziś możliwości ujawniania całej sieci agenturalnej SB. To znacznie
          ogranicza moje możliwości działania. Wiem, że odsłaniam tylko
          przysłowiowy wierzchołek góry lodowej, ale przyczyną tego jest
          wyłącznie niedostatek źródeł, nie zaś taka czy inna wola polityczna.
          W tych sprawach nie można opierać się na domysłach czy informacjach
          ustnych. Na wszystko, co trafia do publikacji, muszą być
          niepodważalne dowody w postaci dokumentów. W tej dziedzinie nie
          można pozwolić sobie na żadne błędy czy niedociągnięcia. To trochę
          tak jak chodzenie po polu minowym. Każda pomyłka może skończyć się
          sprawą sądową. To samo może zdarzyć się w razie braku niezbitych
          dowodów. Nie wystarczy nawet najmocniejsze przekonanie ani
          najbardziej przekonująca poszlaka. Muszą być konkretne dowody
          współpracy. Na dodatek istnieje ryzyko skrzywdzenia kogoś
          niesłusznymi podejrzeniami. Dlatego trzeba postępować z maksymalną
          rozwagą.

          Pozdrawiam

          Zbigniew Bereszyński
          • z.bereszynski Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar 22.02.09, 22:30
            Jeszcze parę uwag tytułem uzupełnienia. Najcenniejszych agentów SB
            być może nigdy nie uda się ujawnić, ponieważ w latach 1989-1990
            esbecy zadbali o zniszczenie odnośnej dokumentacji. Z reguły
            zachowały się dokumenty dotyczące osób, z którymi - z różnych
            powodów - rozwiązano współpracę już wcześniej. W takim przypadku
            dokumenty trafiały do archiwum i w latach 1989-1990 zabrakło czasu
            na ich zniszczenie. Jeżeli natomiast ktoś współpracował z SB do
            samego końca, to w latach 1989-1990 odnośne dokumenty - mówiąc
            obrazowo - leżały na biurkach oficerów prowadzących i były niszczone
            w pierwszej kolejności, ewentualnie wynoszono je na zewnątrz (może
            do dziś leżą w jakichś zakamarkach i mogą być użyteczne jako
            instrument szantażu). Do wniosku takiego doszedłem już dość dawno
            temu, analizując zawartość archiwaliów. Rzadko zdarza się dotrzeć do
            teczki agenta, który pracował do czasu likwidacji SB. To, co się
            zachowało, to przeważnie dokumenty osób zdjętych z ewidencji OZI
            przed 1989 r.

            Andrzej Sz. ps. "Beata" to jedna z takich osób, które TK zwolnił z
            obowiązku poddania się lustracji (gazeta, w której obecnie pracuje,
            nie zalicza się do mediów publicznych). Trudno powiedzieć, jakie
            mogą być wyniki weryfikacji złożonych już oświadczeń lustracyjnych.
            Weryfikacja ta jest ciągle w toku i mogą zdarzyć się jeszcze różne
            niespodzianki.

            Zbigniew Bereszyński

      • Gość: Collonna Re: Ile to juz lat? IP: *.pool.einsundeins.de 24.02.09, 10:25
        Czy nie czasem 20?
        To spoleczenstwo jest jakie jest-najwazniejsze w tej dyskusji to
        sam fakt, ze ona sie toczy.Ta siatka oplatala wszystkich.
        Nawet ja jako maly chlopiec musialem pisac co moja mama robila na odwiedzinach w
        NRF-ie, bo ona nie umiala.A wystraszona byla...
        A ja sie jeszcze z niej smialem-ze niby po co taki strach.
        Na tym najnizszym szczeblu przypominalo to Haszka i jego
        Szwejka.
        • Gość: katon Re: Ile to juz lat? IP: *.punkt.pl 24.02.09, 12:06
          Dlatego dziś należy to nagłaśniać, żeby nie za 20 a może już za 5
          lat Twoje dzieci przeczytały Ci o tym, że taki Witold
          (Dzięciołowski) albo Beata (Szatan) dziś byli z meldunkiem na Ciebie
          u sierżanta Wróbla lub innego "ptaka z Korfantego".
            • Gość: eon Re: Re To se ne wrati... IP: *.punkt.pl 24.02.09, 18:20
              Żadna nowość. Pracownicy Radia od dawna wiedzą jaki był (jest) Pan,
              którego teraz ktoś nazwał "Witold". Ale on juz co najmniej od trzech
              lat nie pracuje w opolskiej rozgłośni. Czemu nikt nie był taki
              odważny, jak SLD w osobie Prezesa Nierenberga robiło Go Redaktorem
              Naczelnym? Jak wynika,Pan Prezes był jednym z pierwszych redaktorów
              zapisujących sie do Solidarności. Nie wiedział, o tym co cały
              korytarz mówił??? . Nie widział jak bezwględnie niszczy ludzi?
              Widział i wiedział.Koniunkturalizm Pana byłego Prezesa jest znany.
              To zwykły układ był (ale nie ten wykryty przez Panów "K"). A
              Pani "UFO", sama z rok temu miała odwagę powiedzieć koleżankom i
              kolegom z Rozgłośni, że była TW (z zamiłowania do kasy, jak
              sądzę).Wielu pracowników, kórzy widzieli co wyprawia "Dzięcioł", jak
              opanowuje Solidarność, próbowali przeciwstawić się. Polegli (tzn.
              wystąpili z tego "Związku").Nikt nie pamięta tych umizgów Panów
              ówczesnych Prezesów Frącza (PiS), Nierenberga (kojarzony z SLD),
              Wiechy (PSL) do TW "Witolda" ?. A każdy pracownik, który
              skrytykował "Witolda" od razu był wrogiem tego Zarządu ????
              Poszperajcie koledzy w pamięci. To nie konformizm. To
              koniunkturalizm tak wszechobecny w RO.Nadal obecny.
              • Gość: Marysia O agentach w Radio Opole IP: *.cust.tele2.pl 24.02.09, 18:35
                TW "Witold" i "UFO" (ta ostatnia bardzo zyskała za obecnego p.o.
                prezesa)w Radio Opole to nie wszystko. Ale co się odwlecze .......
                Zadziwiające jest to, że wątku agentury SB w mediach opolskich nie
                podjęła NTO. Obawa? Zawodowa solidarność? Bo na "GW" nie ma co
                liczyć. TW "Witold" i jego związkowa drużyna zawsze mogli liczyć na
                wsparcie w sporze z kolejnymi zarządami radia. Taki ten nasz opolski
                grajdołek.
                • Gość: eon Re: O agentach w Radio Opole IP: *.punkt.pl 24.02.09, 19:40
                  Wart Pac pałaca. Jaki Zarząd taka "związkowa drużyna".Albo
                  odwrotnie. Przecież dwa ostatnie Zarządy to szczyt hipokryzji.Ale
                  nie zapominajmy , że Zarząd poprzedniej kadencji (przed osławionym
                  Panem Marcinem Palade) był w pełni namaszczony przez NSZZ
                  Solidarność RO pod wodzą Pani A. i jej prawej ręki "Witolda".A do
                  historii przeszły (może są fotki w jakimś archiwum ?) "misie"
                  robione na korytatarzu radiowym przez Pana Prezesa z szefową
                  Solidarności. Oczywiście w pierwszym etapie kadencji, bo później, to
                  zdaje się Pan Prezes, na wniosek związków zawodowych został skazany
                  przez Sąd na karę grzywny za uporczywe naruszanie praw
                  pracowniczych (co fakt, to fakt), przez co praktycznie nie może już
                  pełnić funkcji Prezesa (dodatni plus) w jednostkach objętych ustawą
                  Prawo Zamówień Publicznych (osoba skazana nie może występować w
                  postępowaniach o udzielenie zamówień). I tak koło historii zatoczyło
                  się. Na początku po przeciwnych stronach i po latach znów.
    • Gość: księgowy K.Dzięciołowski to esbecka kanaila IP: *.punkt.pl 25.02.09, 14:40
      Krzysztof Dzięciołowski to esencja esbeckiej kanalii.

      On donosił z czystej przyjemności szkodzenia ludziom. Nikt go do tego nie
      zmuszał. Nikt nie szantażował. Nikt nie krzyczał. Jemu nawet nie chodziło o
      kasę. Jemu sprawiało radość kiedy ktoś tracił przez niego pracę, musiał się
      przeprowadzić do innego miasta lub tłumaczyć ze swoich poglądów.

      Zapisał się do Solidarności nie po to, abym naprawić swoje winy, ale by
      kontynuować swój zbrodniczy proceder. Wszyscy w Radiu-Opole wiedzieli, że to
      esbek. Adaszyńska wiedziała. Majeran wiedział. Staszyński wiedział. Russak
      wiedział. Rzygam na takich ludzi z 10. piętra.

      Lista, którym zaszkodził już w nowej Polsce jest dłuuuga.

      1. Witold Nowicki
      2. Stanisław Gruszecki
      3. Bogusław Gnat

      Chcecie to dopiszcie więcej nazwisk.
    • Gość: olo Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 22:59
      Opole, dnia 25 lutego 2009r.

      OŚWIADCZENIE
      Głęboko poruszona dotyczącą mnie treścią artykułu pana Zbigniewa
      Bereszyńskiego pt. Służba Bezpieczeństwa i środowiska dziennikarskie
      Opolszczyzny pragnę złożyć poniższe oświadczenie. Nigdy nie byłam tajnym i
      świadomym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL. Do kontaktów z tą
      obrzydliwą i zbrodniczą organizacją zostałam zmuszona podstępem i szantażem,
      postępowałam jednak zawsze zgodnie z własnym sumieniem. Jedynym, co mogę sobie
      zarzucić – teraz, po prawie 30 latach – jest fakt, że owemu szantażowi uległam.
      Ponadto z całą mocą pragnę już na wstępie podkreślić, że informacja jakobym
      miała pobierać od SB pieniądze w zamian za uzyskiwane ode mnie podczas
      przesłuchań informacje, jest nieprawdziwa. Nigdy nie przyjęłam z rąk żadnego
      esbeka ani grosza, jestem wobec tego przekonana, że o to w najwyższym stopniu
      podłe zachowanie może jedynie pomawiać mnie właśnie któryś ze sporządzających w
      tamtych czasach dokumenty funkcjonariuszy. Ktokolwiek zechce bronić więc tego
      typu tezy, zmuszony będzie uczynić to przed sądem. Artykuł pana Zbigniewa
      Bereszyńskiego powstał w oparciu o tajne dokumenty wytworzone przez i na
      potrzeby SB. Zostałam w efekcie umieszczona w jednym zestawieniu z agentami
      Służby Bezpieczeństwa, którzy infiltrowali opolskie środowisko dziennikarskie.
      Autor jednakże uznał mnie za „bardziej złożony pod względem etycznym przypadek”,
      osobę co prawda „głęboko uwikłaną we współpracę z SB”, której jednak udało się
      wyrwać z jej objęć. I jest to po części prawda. Całą prawdę natomiast mam zamiar
      opisać poniżej. Historia moich relacji z SB rozpoczyna się od faktu
      zarejestrowania mnie jako kontaktu operacyjnego. Mogę się do tego ustosunkować
      jedynie w ten sposób, że najprawdopodobniej zostałam zaszeregowana jako „KO” w
      związku z moim wyjazdem na obóz młodzieżowy do Francji latem 1979r. Jak tysiące
      ludzi w tego typu sytuacji musiałam ubiegać się o pozwolenie na wyjazd, a także
      podpisać deklarację, iż w razie próby nawiązania ze mną kontaktu przez obce
      służby, poinformuję o tym służby rodzime. Jednocześnie zapewne nakazano mi
      zobowiązać się do zachowania w tajemnicy faktu i treści przeprowadzonej rozmowy.
      Nie przypominam sobie, abym sporządzała przy tej okazji jakąkolwiek notatkę na
      temat Krzysztofa Stepaniaka, który nota bene był moim ówczesnym partnerem. Jeśli
      notatka taka istnieje, najpewniej stwierdza po prostu właśnie ten stan rzeczy.
      Podkreślenia wymaga, że nikt nie informował mnie o nadaniu mi statusu „kontaktu
      operacyjnego” ani żadnego innego. Była to rutynowa w ówczesnych realiach
      procedura, która jednak na nieszczęście dla mnie nie miała się równie rutynowo
      zakończyć.
      W kwietniu 1980r., trzy dni po moich 25 urodzinach, zostałam wezwana
      do stawienia się w Komendzie Wojewódzkiej MO. Wymuszono tam na mnie szantażem
      podpisanie zobowiązania do tajnej współpracy z SB. Motywacji działań esbeków
      mogłam się do niedawna jedynie domyślać, wyczerpującą odpowiedź uzyskawszy
      dopiero w artykule pana Bereszyńskiego, który cytuje jednego z nich: „Z uwagi na
      to, iż wymieniona aktualnie pracuje w Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu,
      zarysowują się perspektywiczne możliwości [wykorzystania] ww. Z racji pełnionej
      funkcji w Rozgłośni utrzymuje [ona] kontakty ze środowiskiem akademickim m.
      Opola. Dlatego też pozyskanie jest celowe i pozwoli nam na właściwe
      wykorzystanie do interesujących nas zagadnień.” Otóż od samego początku, pomimo
      że byłam zastraszana, postanowiłam nigdy nie dopuścić, aby SB wykorzystała owe
      „perspektywiczne możliwości”. Między innymi dlatego też poinformowałam o fakcie
      dopiero co podpisanego przeze mnie, „tajnego zobowiązania”, rodziców oraz
      działacza solidarności Marka Mierzwiaka, z którym byłam wówczas związana. Wtedy
      już wiedziałam, że to jedyne osoby, którym mogę zaufać.
      Każde następne przesłuchanie odbywało się z wyłącznej inicjatywy
      funkcjonariuszy SB. Wzywano mnie na Komendę MO gdzie otrzymywałam polecenia
      opisywania aktualnej sytuacji w Rozgłośni PR w Opolu. Z premedytacją starałam
      się w tych momentach opisywać rzeczywistość na tyle oczywistą i błahą dla
      każdego z szeregowych pracowników radia, aby nie zaszkodzić żadnemu z nich z
      osobna, jak również sobie. Byłam przekonana, i po przeczytaniu artykułu pana
      Bereszyńskiego sądzę tak nadal, że udzielałam bezpiece informacji dla jej
      działalności zwyczajnie nieistotnych. Była to dla mnie upokarzająca, ciężka i
      ryzykowna gra.
      Sytuacja dodatkowo skomplikowała się w momencie pojawienia się po
      stronie SB kolejnych wymagań. Bezpieka zażądała bowiem, abym wstąpiła do NSZZ.
      Było dla mnie oczywiste, że jeśli wykonam to polecenie, dalsze pozorowanie
      współpracy będzie niemożliwe. O ile bowiem zapisywanie się poszczególnych osób
      do radiowej „Solidarności” stanowiło informację niemalże powszechnie dostępną, o
      tyle działalność wewnątrz związku wydawała się stanowić swoistą tajemnicę.
      Tłumaczyłam początkowo (zresztą zgodnie z prawdą), że polityka nie absorbuje
      mnie w najmniejszym nawet stopniu, że „Solidarność” zupełnie mnie nie
      interesuje. Następnie, wciąż nękana, poinformowałam esbeków, że rozważę swoją
      ewentualną akcesję do NSZZ. Ostatecznie nigdy nie zrealizowałam tego polecenia.
      Funkcjonariusze SB wysuwali ponadto w stosunku do mnie żądania
      gromadzenia informacji o zamierzeniach Niezależnego Zrzeszenia Studentów
      działającego przy Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. Również w tym aspekcie
      nie dostarczyłam bezpiece żadnej informacji, której przedstawiciele NSZ nie
      udzielili mi sami, wprost do mikrofonu, podczas przeprowadzanych z nimi wywiadów.
      Konkludując, na przestrzeni niespełna dwóch lat (1980-82)
      kilkanaście razy zmuszona byłam udzielać informacji Służbie Bezpieczeństwa PRL.
      Pod koniec tego okresu, kiedy próbowałam się od tego uchylać, grożono mi
      zwolnieniem z pracy bez możliwości ponownego zatrudnienia gdziekolwiek indziej.
      Gdy to nie skutkowało, oficer SB rzeczywiście zjawiał się w gabinecie ówczesnego
      redaktora naczelnego Rozgłośni z „nieformalną” skargą na mnie.
      Muszę w tym miejscu dodać, że nigdy nie zdarzyło się, abym wstydziła
      się za to, co w tym czasie powiedziałam lub napisałam na żądanie bezpieki.
      Informacje zawarte w dokumentach SB, a ujawnione przez pana Bereszyńskiego,
      tylko to potwierdzają. Znamienne jest bowiem, że na moje rzekome zaangażowanie i
      zdyscyplinowanie we współpracy, na doniosłość dostarczanych przeze mnie
      informacji wskazują jedynie przesłuchujący mnie esbecy. Nie ma ono natomiast
      żadnego wyrazu w rzeczywiście składanych przeze mnie zeznaniach. Nie
      dostarczyłam SB ani jednej informacji, która mogłaby narazić kogokolwiek na
      jakiekolwiek nieprzyjemności, a wręcz starałam się odsuwać uwagę SB od osób
      faktycznie zaangażowanych w walkę z komunistycznym reżimem. Chcę przy tym
      wyraźnie zaznaczyć, że robiłam to nie dlatego, że sama chciałam z tym systemem
      walczyć. Robiłam to aby każdego poranka, patrząc w lustro, móc spojrzeć sobie w
      twarz.
      Wracając do kwestii rzekomego wynagradzania mnie przez SB chciałabym
      zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, „rewelacje” jakich dostarczałam
      esbekom, obiektywnie nie były warte przysłowiowego, złamanego grosza. A nie byli
      to ludzie głupi, których można było w sposób łatwy oszukać czy też zbyć. Wręcz
      przeciwnie – to właśnie byli mistrzowie wszelkiego fałszu, kierujący się jedynie
      zimną kalkulacją, wyrachowani, przebiegli kłamcy. Z perspektywy czasu
      podejrzewam zatem, że – i tu wspomniana druga kwestia – esbecy prowadzący moje
      przesłuchania momentalnie rozgryźli moją nieprzydatność dla celów bezpieki. Ale
      nie dla nich samych! Czyż istniał prostszy sposób zarobkowania niż fikcyjne
      „opłacanie” świetn
      • Gość: kinol Re: agenci SB w opolskich środowiskach dziennikar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 12:32
        Byłem księdzem to jedna ogromna ściema. Autor tej książki sam był
        agentem, vide jego późniejsze (odgrzane?) znajomości z Piotrowskim.
        Po porzucenie sutanny stanął na czele Antyklerykalnej Partii Postępu
        Racja. Roman Kotliński vel Jonasz, wg tezy ks. Isakowicza był
        donosicielem SB, dlatego m.in. dostał przydział do jednej z parafii
        w Aleksandrowie Łódzkim, gdzie prałatem był bardzo opozycyjny i
        radykalny duchowny.
      • Gość: KJ Dziwne milczenie mediów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.09, 13:52
        Będzie już kilkanaście dni jak ujawniono Witolda, Beatę i innych agentów SB
        wsród opolskich dziennikarzy a opolskie media ciągle milczą jak zaklęte. Udają,
        że nie widzą tematu. Ani wzmianki na ten temat w NTO czy RO. Chętnie
        przeczytałbym co ma na swoją obronę taki Szatan czy Dzięciołowski i co myślą o
        ich postępowaniu ich koledzy po fachu. A tu nic. Poza Naszą Polską, Nowinami
        Nyskimi i Kurierem Brzeskim nikt nie ma odwagi zmierzyć się z tematem. Trudno
        się wiele spodziewać po GW. Tu nie chodzi o osoby z ich środowiska a na dodatek
        mają polityczny szlaban z góry. Ale NTO czy RO? Dlaczego milczą? Może jacyś
        dziennikarze wypowiadają się anonimowo na tym forum ale otwarcie nikt się nie
        wychyla. Źle rozumiana solidarność zawodowa z byłymi agentami? Lęk przed przed
        narażeniem się środowisku? Cenzura redakcyjna? NTO i RO nie milczały gdy
        zdemaskowano Kozerę i Żyłową, ale milczą gdy chodzi o agentów ze środowiska
        dziennikarskiego. Biskupi nabierają wody w usta gdy jest mowa o agentach wśród
        duchowieństwa, środowiska naukowe milczą gdy jest mowa o agentach wśród
        naukowców, dziennikarze wolą się nie odzywać gdy chodzi o agentów z ich branży.
        Po co się narażać kolegom... Nie sztuka pisać o sekcie religijnej z Krapkowic
        itp., trudniej zmierzyć się z bolesnymi problemami we własnym środowisku.
        Co się stało z odwagą naszych opolskich dziennikarzy?
        • Gość: gosc Re: Dziwne milczenie mediów IP: *.dip.t-dialin.net 07.03.09, 14:05
          Czlowieku o tym bylo mniej czy wiecej wiadomo przed 30 laty kazdy z
          nas mial jakies podejrzenia tylko nie bardzo zdawalismy sobie sprawe
          z tego ze to moze byc az tak powszechne(uwazaj on moze byc w SB albo
          on jest w SB bylo dosc powszechne). W/g mnie to pisanie o agentach i
          ich tropienie to takie "zawaracanie kijem wisly" co pan B. tego nie
          wiedzial jezeli mowi ze nie wiedzial to klamie. Mnie przy wydawaniu
          paszportu powiedziano wprost ze maja wiadomosc ze nie wroce-
          zostalem ale nastepnym razem dopiero jak mnie wylali z pracy.
          • Gość: KJ Re: Dziwne milczenie mediów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.09, 14:22
            Jeżeli wiedzieliście wszystko już 30 lat temu to dlaczego przez te 30 lat żaden
            z Was się nie odważył, żeby o tym publicznie powiedzieć? Nie zwalaj winy na B.,
            bo B. nie był związany z Waszym środowiskiem. Nie musiał wiedzieć tego co
            wiedzieli ludzie z Waszego środowiska. Problem polega na tym, że Wasze
            środowisko nadal woli milczeć o pewnych sprawach i tylko ludzie z zewnątrz te
            sprawy ujawniają. To wstyd dla opolskiego środowiska dziennikarskiego,
            że o pewnych sprawach dotyczących tego środowiska można przeczytać
            w Naszej Polsce czy Nowinach Nyskich, ale nic się nie dowiesz z NTO czy RO.
            Zmowa milczenia od 30 lat?
        • Gość: Piotr Badura Udaje Pan? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.09, 14:14
          Szanowny Panie KJ
          Ci współpracownicy SB, którzy teraz współpracują z nowymi służbami, nie zostaną
          ujawnieni, bo materiały na ich temat są objęte tajemnicą (no chyba że nastąpi
          wpadka i przez niedopatrzenie coś wycieknie). Ujawnia się zapewne tylko tych
          agentów SB, którzy nie współpracują z obecnymi służbami. Selektywne ujawnianie
          to dość odrażająca robota, mniej więcej taka, jak ujawnianie w 1968 brudów z
          życiorysów niektórych ludzi żydowskiego pochodzenia. Nikt się do takiej roboty
          nie pali, jak nie musi. Najwidoczniej "nto" i "RO" nie muszą. Wydaje mi się, że
          jest to tak oczywiste, iż nie wymaga wyjaśniania. Obawiam się, że Pan tylko
          udaje, że tego nie rozumie.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: KJ Re: Udaje Pan? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.09, 14:32
            Ujawnianie co kryją dokumenty z archiwów IPN to rzeczywiście
            "brudna i odrażająca robota". Zwłaszcza gdy dokumenty te nie wystawiają
            najlepszego świadectwa panu Badurze, o czym można poczytać
            w innym wątku tego forum. Pan rzeczywiście nie ma się czym chwalić ale to nie
            powód by zabetonować archiwa.
            • Gość: Piotr Badura W tej sprawie na 99 procent udaje Pan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.09, 14:47
              Szanowny Panie KJ
              Esbeckie dokumenty na mój temat, które pewien podejrzany osobnik umieścił tu na
              forum, mimo że tendencyjnie dobrane i zmanipulowane, i tak wystawiają mi
              najlepsze świadectwo, pod warunkiem, że czytający je robi użytek z głowy. Nie
              podejrzewam Pana o bezmyślność, więc udaje Pan w tej sprawie na 99 procent.
              Jeśli chodzi o "zabetonowywanie archiwów", to z myślą o mniej biegłych w tych
              sprawach forumowiczach wyjaśniam, że to obecne służby decydują, które materiały
              mogą być ujawnione, a które nie. Kto robi użytek z materiałów, udostępnionych
              przez obecne służby, jest albo ich świadomym współpracownikiem, albo tzw.
              pożytecznym idiotą, który społecznie pracuje dla służb specjalnych.
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
              • Gość: KJ Re: W tej sprawie na 99 procent udaje Pan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.09, 14:57
                Co za brednie. Typowe bzdury Badury. Wszyscy historycy korzystający
                z archiwów IPN są świadomymi lub nieświadomymi agentami "służb":-)))Poza
                podejrzeniami są tylko dawni agenci SB (zwłaszcza ci zdemaskowani), bo
                konsekwentnie trzymają gębę na kłódkę i żaden z nich nie zagląda do IPN. No i
                pan Badura oczywiście, nowy ideolog tego zacnego towarzystwa:-)
                • Gość: Piotr Badura Nadal Pan udaje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.09, 18:43
                  Szanowny Panie KJ
                  W tym wątku nie mówi się o historykach, ale o opluwaczach. To dwie skrajnie
                  różne profesje. Historyk stara się wyjaśnić przeszłość, a pozyskanymi danymi
                  osobowymi (także agentów) gospodaruje najoszczędniej jak się da, czyli ujawnia
                  je wyłącznie wtedy, gdy bez ich ujawnienia nie da się czegoś z historii zrozumieć.
                  Zupełnie inaczej ma się sprawa z opluwaczami. Oni nie prowadzą żadnych badań
                  historycznych. Typowy opluwacz ma wręcz awersję do sprawdzania prawdziwości
                  esbeckich materiałów. Nawet gdy bez najmniejszego kłopotu mógłby wiarygodność
                  tych materiałów sprawdzić, to nie sprawdza, bo boi się, że po sprawdzeniu nie
                  mógłby już opluć, bo materiał okazał się fałszywką. Czy zna Pan historyka, który
                  mając prostą możliwość zweryfikowania jednym mailem czy jednym telefonem
                  wiarygodności esbeckiego materiału, nie robi tego, tylko publikuje esbeckie
                  materiały wraz z danymi osobowymi z udostępnionych mu przez służby akt?
                  Niech Pan nie udaje, że nie widzi Pan różnicy między historykami a opluwaczami.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • Gość: KJ Re: Nadal Pan udaje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.09, 19:18
                    Już sobie wyobrażam taką rozmowę telefoniczną (ew. korespondencję e-mailową) z
                    byłym agentem SB:

                    - Dzień dobry, Panie Janku. Czy to prawda, że był Pan tajnym współpracownikiem
                    SB, bo tak stoi w dokumentach z IPN?

                    - Tak, przyznaję, że współpracowałem z SB. Chętnie o tym opowiem.

                    Już widzę jak byli agenci przyznają się ochoczo do współpracy
                    z bezpieką i pomagają weryfikować informacje na ten temat!
                    Tacy ludzie idą w zaparte i wszystkiemu uparcie zaprzeczają.
                    Przykład - zachowanie prof. Kozery, który najpierw kręcił
                    i pyskował, a potem umilkł gdy pokazano publicznie dokumenty świadczące o
                    donoszeniu za pieniądze. Podobnie było z Żyłową. Najpierw nic nie pamiętała, a
                    potem nagle zaczęła "odzyskiwać pamięć". Nawet ludzie średnio umoczeni zachowują
                    się podobnie. Przykład - Piotr Badura w wątku o odwadze. Też idzie w zaparte
                    i mataczy ile wlezie. Sam jest prawdziwym opluwaczem bo operuje pomówieniami
                    wyssanymi z palca. Wiedza o osobach publicznych, które współpracowały z SB,
                    powinna być ogólnie dostępna, bo życie publiczne musi być przejrzyste. Nie może
                    być własnością wąskiego kręgu wtajemniczonych, bo to dopiero byłoby poważne
                    zagrożenie społeczne (możliwość szantażu itp.). Takie informacje trzeba
                    bezwzględnie ujawniać. To nie jest żadne opluwanie tylko przejrzystość życia
                    publicznego. Nie trzeba na to przyzwolenia byłych agentów. Weryfikacja
                    informacji to nie są konsultacje z byłymi agentami itp.


          • Gość: Barry Re: Udaje Pan? IP: 77.252.18.* 07.03.09, 14:45
            "Brudne i odrażające" jest raczej zestawianie ujawniania tych, co
            donosili na kolegów z pracy z rokiem 1968.
            Wciąż też czekam na samooczyszczenie (?) opolskich środowisk
            naukowych. Zresztą, wiekszość bardziej i mniej tajnych
            współpracowników wyciska już ostatnie soki z dawnych koneksji, zanim
            przejdą na "zasłużoną" emeryturę.
            • Gość: gosc do KJ Re: Udaje Pan? IP: *.dip.t-dialin.net 07.03.09, 16:18
              Akurat to nie moje srodowisko napisalem raczej ogolnie i tylko moje
              zdanie-co mam pojechac do Opola i podac nazwiska tych 3 niby
              donosicieli z mich akt o tym wiedzialem juz w 1989 jak dostalem
              paszport . W/g mnie albo trzeba bylo ujawnic wszystko albo nie dawac
              wybranym dostepu do akt(czesto niepewnych).
              • Gość: KJ Re: Udaje Pan? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.09, 16:29
                Albo wszystko albo nic? Albo wyłapać od razu wszystkich złodziei albo nie łapać
                nikogo? SB na odchodnym zniszczyła 40-60 % dokumentów. To co? Mamy zniszczyć
                albo zabetonować resztę bo nie wszystko można odnaleźć? Takie myslenie to
                bezsens. Trzeba robić co się da. Ujawniać to co się zachowało zanim wszyscy
                agenci wymrą albo przejdą na emeryturę.
                • Gość: Apollo Re: Udaje Pan? IP: *.cust.tele2.pl 07.03.09, 18:24
                  Warto pociągnąć wątek dlaczego NTo i Radio Opole milczą na temta
                  agentów znanych jak by nie było dziennikarzy w regionie. Gdzie teraz
                  podziała się odwaga naszej Beci i jej kompanów? Gdzie jesteście
                  koledzy dziennikarze z Radia Opole i NTO? Zapadła decyzja, że
                  blokujecie informacje o agentach? Nie warto w ten sposób
                  prowokujecie tych, którzy wiedzą nie tylko o tym co robiliście do
                  1989 roku, ale ilu z Was i z kim współpracowało po 1990 roku.
                  Czekajcie, czekajcie a wiosna będzie dla Was trudna.
                  • Gość: kajetan Szatan - sprzedajny bydlak IP: 77.252.18.* 07.03.09, 21:47
                    Szacunek dla KJ i Apollo za poruszane tematy. Moim zdaniem nto za
                    tchórzliwe, by podjąć kiedykolwiek ten temat, w radiu prędzej...
                    Znałem Chacińskiego i Szatana, kilka razy wiodłem z nimi dość długie
                    rozmowy. Nawet stawiałem wódkę śp. Chacińskiemu, który nigdy nie
                    miał (jak znakomicie się maskował!) pieniędzy.
                    Szatan w swoim środowisku uchodził za wrednego kapusia, ale w
                    odniesieniu, że donosił swoim szefom, więc wielu się go bało i
                    chciało z nim dobrze żyć. Dziś wiemy, że w redakcji rządził mając
                    poparcie bezpieki.
                    Przez myśl mi nie przyszło, że opowiadam anty-państwowe kawały przy
                    agencie SB. Tfu, tfu, co za sprzedajny bydlak!
                    • Gość: just Re: Szatan - sprzedajny bydlak IP: 77.252.18.* 09.03.09, 01:40
                      Samo nazwisko już predysponowało go, by być wielkiej miary
                      sku...elem. No,to był. Najgorsze to, że ten sukinkot znów spadł na
                      cztery łapy i zamiast siedzieć w więzieniu albo gdzieś cicho w
                      ukryciu, znów się pcha na awisz i zatrudnili go (jakim prawem?) w
                      gazecie! Dalej SB czuwa nad nim to pewne, jak dwa razy dwa jest 4.
                      Ciekawe, czy obecny pracodawca MUSIAŁ dać etat agentowi?
                      • Gość: nie-diabeł Re: Szatan - sprzedajny bydlak IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 09.03.09, 11:08
                        A do czego predysponuje nazwisko Fiut? A takie nosi jeden z najwybitniejszych
                        polskich literaturoznawców.
                        W więzieniu Sz. swoje odsiedział i właśnie schował się na prowincji w ukryciu.
                        Jeśli afiszem nazywasz "juście" posadkę w powiatowym gwizdku, to musisz być
                        naprawdę pełen kompleksów. I trudno sobie wyobrazić, aby takie posadki były pod
                        nadzorem dawnej sieci SB-ków!!! Toż Macierewicz ni wymyśliłby większej bzdury.
                        A zatrudniono go tam takim prawem, że jest to gazeta prywatna, kumasz?
                        PRY-WAT-NA... Właściciel może sobie zatrudnić na etacie nawet swojego psa, gdyby
                        oczywiście zgodził sie na to sanepid (te kłopoty z Panstwową Inspekcją Pracy, bo
                        to dodatkowa toaleta, itd.)
                        A przy okazji jesteś niezła quhwa-podpierduszka. Bo tak rzucić podejrzenie na
                        właściciela gazety, że musiał dać etat Sz. (co to za etat, he, he), bo go do
                        tego zmusiły niejasne siły. Oburzasz się tu, a sam stosujesz esbeckie metodziki.
                        I nie bronię tu ani Sz., ani agentów!!! Tylko patrzmy na sprawę z właściwą
                        miarą, aby "przypadek Sz." nie stał się pretekstem do zafałszowywania
                        rzeczywistości i wyciągania wniosków a la Macierewicz. To tak, jak ktoś się
                        domaga, aby uczeń TW. "Witolda" zrezygnował teraz z kariery. Czy na takie samej
                        zasadzie należy dzieci Andrzeja Sz. wyrzucac ze szkół??? Dla "justa" to pewnie
                        byłoby sprawiedliwe.
    • z.bereszynski Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" 10.03.09, 11:27
      Istotne dopełnienie opracowania na temat działań SB w opolskich
      środowiskach dziennikarskich stanowi tekst przedstawiający sprawę TW
      ps. "Marek", która to postać także miała związki z owymi
      środowiskami. Podaję link do tego tekstu:
      www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_51.htm
      Zbigniew Bereszyński


      • Gość: Tadeusz Pabisiak Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" IP: *.gprs.plus.pl 11.03.09, 00:28
        OŚWIADCZENIE
        Oświadczam, że nigdy nie byłem ani tajnym, ani jawnym
        współpracownikiem SB. Czytajac w załączonym linku rewelacje na swój
        temat byłem nimi o tyleż zaskoczony, co ubawiony. Nawet przez myśl
        mi nie przyszło, że moja skromna osoba wzbudzała aż takie
        zainteresowanie PRL-owskiej bezpieki. Nigdy też nie zaglądałem do
        akt SB. Gdy to uczynię - ustosunkuję się szerzej do tekstu pana Zb.
        Bereszyńskiego. Teraz tylko dodam, że autor przytacza (poza donosem
        wyraźnie wrogo do mnie nastawionego informatora o pseudonimie
        TW "Piotr") niezweryfikowane konfabulacje ówczesnego pracownika SB,
        który chcąc się wykazać, notował luźne rozmowy kawiarniane przy
        piwku (prawdopodobnie w ówczesnym Klubie Związków Twórczych)lub inne
        publiczne wypowiedzi aby następnie przekazać je przełożonym, jako
        meldunki rzekomego Tajnego Wspłpracownika "Marek", którego w
        rzeczywistości nigdy nie zwerował. Jak z tekstu wynika - nękającemu
        mnie przed ponad ćwierć wiekiem ubekowi był taki sukces potrzebny,
        gdyż wkrótce awansował. Nie mógł więc przyznać się do porażki, jaką
        była bez wątpienia moja odmowa współpracy pomimo wielu nacisków.
        Jeżeli więc na takich filarach opierał się tamten ustrój, to nie
        dziwi że tak nagle legł w gruzach.
        Za swoją niezależność zapłaciłem wówczas wysoką cenę, co jestem w
        stanie udowodnić. Nie pozwolę więc bezkarnie szargać mojej
        reputacji, gdyż odmawiając współpracy stałem się ofiarą szykan ze
        strony tych służb PRL i innych urzędów, nad którymi miały one
        kontrolę. Całe życie byłem przeciwnikiem komuny, a wolność i
        niezależność traktowałem jako wartości nadrzędne. Potwierdzeniem
        niech będzie fakt, że pracując przez 4 lata na etacie dziennikarza
        Trybuny Opolskiej będącej wówczas organem PZPR, pomio nacisków nigdy
        nie zapisałem się do tej partii. W konsekwencji zostałem zwoniony.
        Na koniec dodam, że o tamtych traumatycznych wydarzeniach
        opowiadałem wielokrotniena znajomym, w tym również osobom, które
        pełnią dzisiaj funkcje publiczne we władzach samorządowych.
        Pozostaje tylko żal do pana Zbigniewa Bereszyńskiego, że nie zadał
        sobie trudu zweryfikowania u żródła esbeckich wypocin sprzed ponad
        ćwierć wieku, które traktuje jak prawdę objawioną, podobnie zresztą
        jak oczerniający donos na mój temat TW "Piotra". Aż wierzyć sie nie
        chce, że tak doświadczony badacz archiwów IPN bezkrytycznie "kupił"
        wpisaną przez SB-ka do raportów bajeczkę o "barierze psychicznej"
        mającej uzasadnić brak jaskichkolwiek pisemnych donosów TW Marka
        oraz brak jakichkolwiek pokwitowań pieniędzy za współpracę. O dziwo
        okazuje się, że osoba "pazerna na pieniadze i potrafiąca dbać o
        własne ingeresy" - wbrew jakiejkolwiek logice - sukcesywnie odmawia
        porzyjęcia zapłaty.
        Panie Zbigniewie. Przecież to się przysłowiowej kupy nie trzyma!
        Widać gołym okiem SB-cką manipulację. Różnica między nimi a Panem
        polega tylko na tym, że oni w komunistycznej Polsce te bzdury
        wpisywali do papierów żeby zasłużyć na awans i zamykali je w
        biurkach, a Pan już z wolnej Polsce je gloryfikuje i rozpowszechnia.
        Proponuję najpierw logicznie pomyśleć, a potem dopiero coś
        publikować. Myślenie nie boli.
        Jestem dziwnie przekonany, że usłyszę od Pana - i przeczytam również
        w tym miejscu - zwykłe słowo przepraszam.

        Tadeusz Pabisiak
            • Gość: marko Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.09, 07:54
              Nie wnikając w to czy ktoś był czy nie kapusiem SB, może warto przyjąć więcej
              dystansu do materiałów ówczesnych służb. Łatwo rzucać kamieniem, gorzej gdy się
              trafia osoby przypadkowe. Panie Tadeuszu, jeśli nieprawdą jest to co znalazło
              się w tekście Pana Bereszyńskiego - proszę wystąpić na drogę sądową. Wszak taki
              tekst narusza pańskie dobra osobiste! Jeśli zaś tkwi w tym choć trochę prawdy,
              pańskie oświadczenie brzmi jak odszczekiwanie się osaczonego psiaka, który
              pogryzł i widzi nieuchronność kary.
        • z.bereszynski Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" 11.03.09, 09:55
          Niestety sprawy nie przedstawiają się tak prosto, jak utrzymuje
          tutaj pan Tadeusz Pabisiak. Akta TW ps. "Marek" nie obejmują tylko
          materiałów wytworzonych przez funkcjonariuszy SB. Są tam również
          odręcznie pisane materiały z podpisem samego pana Pabisiaka.
          M. in. zobowiązanie następującej treści: "Oświadczam, że zachowam w
          ścisłej tajemnicy fakt spotkań i treść rozmów z pracownikiem Służby
          Bezpieczeństwa (powyższe dotyczy treści przekazanych informacji i
          wiadomości nabytych w rozmowach z pracownikiem SB)". Koniec cytatu.
          Inny godny uwagi dokument to pokwitowanie odbioru prawa jazdy.
          Cytuję: "Kwituję odbiór prawa jazdy nr 361187 od pracownika Służby
          Bezpieczeństwa". Koniec cytatu.

          SB nie zajmowała się wydawaniem prawa jazdy zwykłym obywatelom.
          Oczywista jest też wymowa oświadczenia o zachowaniu w tajemnicy
          faktu i treści rozmów z esbekiem. Trudno w tej sytuacji przyjąć "na
          wiarę" tezę, że akta TW ps. "Marek" są wytworem konfabulacji.

          Reprodukcje wymienionych powyżej dokumentów można zobaczyć w
          najnowszym wydaniu tygodnika "Nasza Polska".

          Widzę dwie możliwości weryfikacji akt TW ps. "Marek". Pierwsza to
          wystąpienie pana Tadeusza Pabisiaka do IPN z wnioskiem o
          udostępnienie dotyczących go dokumentów. Druga to wytoczenie sprawy
          karnej esbekowi, którego pan Pabisiak obwinia o pisanie nieprawdy w
          dokumentach. Pisanie nieprawdy w dokumentach było i jest
          przestępstwem i jako takie podlega ściganiu.

          Nie jestem osobistym wrogiem pana Tadeusza Pabisiaka i szczerze
          życzę mu powodzenia w tych działaniach, jeżeli tylko zdecyduje się
          na ich podjęcie. Chętnie udzielę mu nawet pomocy w tych działaniach.
          Jeżeli efekt tych działań będzie dla niego pozytywny, bez wahania
          przeproszę go za zaistniałe nieporozumienie (jeżeli tak się okaże).
          W chwili obecnej nie mam jednak dostatecznych podstaw po temu.

          Zbigniew Bereszyński
          • Gość: ciamciaramcia Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.09, 11:03
            W przeciwieństwie do takich ludzi jak Szatan czy Dzięciołowski,
            Pabisiak przynajmniej miał opory przed współpracą z SB. Kombinował,
            kręcił ale wyjścia nie miał. Wymanewrowali go tym prawkiem. Ja
            jednak wyczuwam subtelną różnicę między gorliwymi kapusiami,
            pazwernymi na kasę i karierę a ludźmi, których po prostu
            wmanewrowano. Nie każdy jest tytanem moralności.
            • z.bereszynski Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" 11.03.09, 11:22
              Podzielam opinię poprzednika. Ja także dostrzegam różnicę w
              postawie "Marka" oraz "Witolda" i "Beaty". Myślę, że w
              przypadku "Marka" można by do pewnego stopnia zastosować "taryfę
              ulgową". Życiorysy osób publicznych, a do takich niewątpliwie należy
              pan Tadeusz Pabisiak, powinny jednak być przejrzyste. Pewne fakty
              wymagają ujawnienia i wyjaśnienia. Nie można ich ukrywać. Chodzi
              głównie o to, by ludzie z kręgu służb specjalnych PRL nie mieli
              monopolu na wiedzę w tego typu sprawach. Taki monopol mógłby być
              bardzo niebezpieczny. Uważam, że łamanie owego monopolu leży także w
              dobrze rozumianym interesie osób uwikłanych niegdyś we współpracę z
              SB. Nistety nie wszyscy potrafią to zrozumieć.


              Zbigniew Bereszyński
              • Gość: g Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" IP: *.gprs.plus.pl 11.03.09, 17:20
                Tu się "gubyfacio" zagalopowałeś. Przeczytałam uważnie tekst
                Bereszyńskiego i w ani jednym miejscu nie ma tam cienia dowodu na
                to, żeby Pabisiak kablował kolegów i koleżanki. W ogóle odnoszę tu
                wrażenie, że tym razem autor pomylił kata z ofiarą. No bo co to za
                Tajny Współpracownik, który nie napisał żadnego donosu (gdyby było
                inaczej, Bereszyński na pewno by go zascytował), a za rzekomą
                współpracę nie wziął nawet złotówki. Nie roztoczono też nad nim
                parasola ochronnego bezpieki, co potwierdza przytoczony w tekście
                fakt, że będąca na usługach SB gazeta partyjna dwukrotnie odmówiła
                zamieszczenia sprostowania napastliwych artykułów, pomimo, że
                zgodnie z prawem prasowym miała taki obowiązek. Większa część tekstu
                Z.Bereszyńskiego to przytoczone za jakimś konfidentem donosy nie
                Tadeusza Pabisiaka lecz ... na Tadeusza Pabisiaka usiłujące go
                oczernić i zdyskredytować. W swoich komentarzach nie tylko daje on
                im wiarę, ale i sekunduje.
                Sądzę, że jak nie potrafi odróżnić prześladowców od prześladowanych,
                to nie powinien grzebać w archiwach, a już na pewno publikować
                ohydnych donosów sprzed ponad 20 lat.
                • z.bereszynski Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" 11.03.09, 18:50
                  Krótki komentarz do tego, co napisał powyżej „g” (niech będzie, że
                  nie wiem, kto skrywa się za tym nickiem).

                  To, że TW ps. „Marek” nie brał wynagrodzenia za współpracę i nie
                  składał doniesień na piśmie, nie jest żadnym argumentem na rzecz
                  tezy, że esbek konfabulował przedstawiając Tadeusza Pabisiaka jako
                  tajnego współpracownika SB. Nie wszyscy TW byli wynagradzani za
                  współpracę. Byli też tacy, którzy współpracowali „dla idei”, jak np.
                  TW ps. „Jan” (Jan Karol Tkocz) z Instytutu Śląskiego w Opolu, jeden
                  z najcenniejszych agentów SB w opolskim środowisku naukowym. Byli
                  tacy, którym chodziło o korzyści innego rodzaju (np. możliwość
                  swobodnych wyjazdów za granicę). Byli wreszcie tacy, którzy nie
                  chcieli brać wynagrodzenia z obawy przed pozostawieniem materialnych
                  śladów swojej agenturalnej działalności w formie pokwitowań odbioru
                  wynagrodzenia (dokładnie z tych samych powodów nie chcieli oni
                  składać doniesień na piśmie, tylko w formie ustnej). Współpraca była
                  jednak współpracą, niezależnie od tego, czy i w jakiej formie była
                  wynagradzana. Za swoistą formę wynagrodzenia za współpracę można
                  uznać także zwrot zatrzymanego przez milicję prawa jazdy.

                  Większość TW składała doniesienia w formie ustnej, a ich słowa były
                  zapisywane przez esbeków w odnośnych notatkach służbowych. TW
                  przeważnie nie potrafili formułować informacji w formie pisemnej
                  (nie każdy jest biegły w pisaniu) i esbecy musieli ich w tym
                  wyręczać. Byli też tacy, którzy potrafiliby to robić, ale woleli
                  ograniczać się do informacji ustnych, by nie tworzyć materialnych
                  śladów swojej działalności (pisałem już o tym powyżej).

                  Dowodem braku współpracy z SB nie jest także to, że SB nie załatwiła
                  komuś publikacji sprostowania w prasie. SB nie mogła zbyt otwarcie
                  wstawiać się za swoim współpracownikiem, bo groziło to jego
                  dekonspiracją. Dlatego z reguły nie angażowano się w tego typu
                  sprawy. Z analogicznych powodów SB nie broniła TW ps. „Beata” przed
                  utratą stanowiska zastępcy sekretarza redakcji „TO”, o co
                  ten „obraził” się na bezpiekę. Absolutnym priorytetem było
                  przestrzeganie zasad konspiracji, w związku z czym pomoc SB dla TW
                  nie mogła przekraczać pewnych granic. Co innego np. zwrot
                  zatrzymanego przez milicję prawa jazdy czy umorzenie wszczętego
                  przez milicję postępowania o wykroczenie (jak w przypadku TW
                  ps. „Magda”). W takich przypadkach SB mogła być faktycznie pomocna,
                  bo nie było ryzyka dekonspiracji - sprawy zostawały „w rodzinie”,
                  tj. w obrębie współpracujących ze sobą służb MSW.

                  Zachowane doniesienia TW ps. „Marek” (redagowane przez ppor. Wasiela
                  w formie notatek służbowych) nie mają charakteru doniesień na
                  Tadeusza Pabisiaka. Są tam obciążające informacje na temat innych
                  osób (np. na temat Władysława Bartkiewicza), ale nigdy na temat
                  Tadeusza Pabisiaka. TW ps. „Marek” konsekwentnie referuje sprawy OTJ
                  z punktu widzenia prezesa Pabisiaka i w oczywisty sposób utożsamia
                  się z jego interesami. Tadeusz Pabisiak jest tam przedstawiany
                  wyłącznie w ujęciu pozytywnym. Krytyczne uwagi na jego temat
                  pojawiają się tylko w doniesieniu TW ps. „Piotr” oraz w
                  charakterystykach pisanych przez por. Wasiela – nigdy w
                  doniesieniach „Marka”. To prawda, że nazwisko Tadeusza Pabisiaka
                  jest wymieniane w doniesieniach TW ps. „Marek” w taki sposób, jak
                  gdyby chodziło o osobę trzecią. Takie były jednak zasady
                  konspiracji, obowiązujące przy opracowywaniu dokumentów
                  umieszczanych w teczce pracy TW. Żaden umieszczany w tej teczce
                  dokument nie mógł zawierać informacji wskazujących na tożsamość TW.
                  Zgodnie z obowiązującymi instrukcjami, pozyskiwane informacje
                  należało tak przetworzyć, by tożsamość TW była niemożliwa do
                  ustalenia. Informacje identyfikujące TW mogły być podawane tylko w
                  odrębnej teczce personalnej i tak jest również w tym przypadku.

                  W napisanym przez siebie tekście przytaczam jedynie drobne fragmenty
                  doniesień TW ps. „Marek”, w związku z czym może powstać złudne
                  wrażenie, że ppor. Wąsiel dysponował tylko jakimiś strzępami
                  informacji, zasłyszanymi być może „przy piwku”. W rzeczywistości
                  doniesienia te mają przeważnie charakter bardzo szczegółowych i
                  obszernych sprawozdań z działalności OTJ, z dodatkiem osobistych
                  uwag i komentarzy „Marka”. Nie przytaczam owych sprawozdań in
                  extenso, bo zrobiłaby się z tego cała książka.

                  Tego typu „sprawozdania” mogły być oparte tylko na informacjach z
                  pierwszej ręki, dostarczanych przez kogoś ze ścisłego kierownictwa
                  OTJ. Jeżeli źródłem informacji nie był w tym przypadku sam prezes
                  OTJ, to należałoby podejrzewać kogoś z jego najbliższych
                  współpracowników. Nie widzę jednak żadnych podstaw do krzywdzenia
                  innych osób tego typu podejrzeniami.

                  Potrafię odróżnić ofiarę od prześladowcy. Na podstawie zachowanych
                  dokumentów sądzę, że Tadeusz Pabisiak padł ofiarą szantażu i na tej
                  zasadzie zmuszono go do współpracy z SB. Nie mam jednak podstaw do
                  kwestionowania poświadczonej w dokumentach tożsamości TW
                  ps. „Marek”.

                  Zbigniew Bereszyński


                  • Gość: Czlonej OTJ Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" IP: *.adsl.inetia.pl 11.03.09, 20:06
                    To jakieś szaleństwo! Polowanie na czarownice. Czy ten Bereszyński zwariował?
                    Wobec braku dowodów pisze już o dowodach na brak(!) współpracy. Tak jakby
                    człowiek miał przed nim udowadniać, że nie jest wielbłądem. Prezes Pabisiak nie
                    pisał donosow, nie brał żadnych pieniędzy, to Bereszyński usiłuje z niego zrobić
                    konfidenta-ideowca, ktory z zamiłowania donosi na samego siebie. Bo przcież całe
                    Opole wie, że OTJ to on. Sprawozdania z działalnosci tego stowarzyszenia
                    składane są co roku (i to na piśmie) do różnych urzędów. Po co ta konspiracja?
                    • z.bereszynski Re: Dopełnienie: sprawa TW ps. "Marek" 11.03.09, 20:22
                      Dowodów współpracy nie brakuje. Są nimi w szczególności wymienione
                      przeze mnie dokumenty z podpisem Tadeusza Pabisiaka. Podobną wymowę
                      mają notatki służbowe ze słów TW ps. "Marek", których treść (mimo
                      konspiracyjnej formy owych dokumentów) wskazuje w sposób dość
                      jednoznaczny, kto mógł być źródłem informacji. Brak jest natomiast
                      dowodów na to, by było inaczej niż stwierdzają zachowane dokumenty.

                      Sprawozdanie sprawozdaniu nierówne. Te "sprawozdania", jakie
                      powstawały na podstawie informacji przekazywanych przez "Marka",
                      sięgały znacznie głębiej niż standardowe sprawozdania dla urzędów.
                      Świadczą o tym m. in. przytoczone przeze mnie fragmenty
                      owych "sprawozdań".

                      Nie pisałem, że prezes Pabisiak był "konfidentem-ideowcem". Wyraźnie
                      napisałem, że - moim zdaniem - zwerbowano go na zasadzie szantażu.
                      Proszę nie przekręcać moich wypowiedzi, bo taka metoda obrony
                      bardziej szkodzi niż pomaga zainteresowanemu.

                      Zbigniew Bereszyński
                        • Gość: X Re: To mówmy jasno IP: *.gprs.plus.pl 23.04.09, 13:34
                          Jak widać gościowi "opol" bardzo zależy na utrwaleniu tego
                          pomówienia. I nie jest ważne, że Pabisiak nigdy nie napisał żadnego
                          zobowiązania do współpracy z wiadomymi służbami i że nie wyraził
                          zgody na przyjęcie pseudonimu, który esbek bez jego wiedzy i zgody
                          zapisał na zasadzie, że "papier wszystko przyjmie". Nie jest też
                          ważne, że Pabisiak nigdy nie napisał żadnego donosu, ani nie wziął
                          za to żadnych pieniędzy. To wszystko nieważne. Ważne, żeby kogoś
                          pomówić, a później utrwalać to pomówienie wg zasady Gebelsa
                          (ministra propagandy w rządzie Hitlera), że kłamstwo powielone
                          tysiąc razy staje się "prawdą". Temu służy wpisy forumowicza "opol"
                          w stylu "To mówmy jasno".
                            • z.bereszynski moja odpowiedź 28.04.09, 20:52
                              Redakcja "Kuriera Brzeskiego" już dostała moją odpowiedź na "sprostowanie" napisane przez Tadeusza Pabisiaka. Oto ten tekst, który najpewniej w najbliższych dniach ukaże się także na łamach "KB":

                              W obszernym artykule opublikowanym niedawno na łamach „Kuriera Brzeskiego” ujawniłem treść dokumentów dotyczących TW ps. „Marek”, pod którym to pseudonimem był w latach 1985-1989 zarejestrowany Tadeusz Pabisiak, wieloletni prezes Opolskiego Towarzystwa Jazzowego. Wspomniałem także o współczesnej działalności artystyczno-menadżerskiej Tadeusza Pabisiaka i towarzyszących jej kontrowersjach.

                              W napisanym przez siebie „sprostowaniu”, które również ukazało się w „Kurierze Brzeskim”, Tadeusz Pabisiak oskarżył mnie o szerzenie kłamstw i związek z intrygą mającą na celu zniszczenie jego osoby. W rzeczywistości zarzut szerzenia nieprawdy można postawić autorowi owego „sprostowania”. Pod pozorem obrony dobrego imienia własnej osoby, Tadeusz Pabisiak oczernił moją osobę, uciekając się do świadomej, jak sądzę, dezinformacji, co mogę z łatwością udowodnić.

                              O tym, że napisane przez Tadeusza Pabisiaka „sprostowanie” nie ma nic wspólnego z obroną prawdy, najlepiej świadczą zawarte w nim informacje na temat aktualnej działalności artystyczno-menadżerskiej prezesa OTJ. Polemizując ze stwierdzeniami zawartymi w moim artykule, pan Pabisiak napisał: „zadania OTJ otrzymujące wsparcie ze środków samorządowych nigdy (dla zasady) nie były i nie są realizowane przez moją Agencję Artystyczną »Hit International«, która […] jest Członkiem Wspierającym Opolskiego Towarzystwa Jazzowego”. Jak jest naprawdę, można z łatwością przekonać się, wchodząc na oficjalną stronę internetową OTJ. Na stronie tej można ciągle znaleźć szczegółowy program festiwalu Jazz Rock Meeting z 2007 r. Napisano tam wyraźnie, że festiwal jest organizowany przez OTJ i realizowany przez agencję „Hit International”. Wymieniono także sponsorów imprezy, a w szczególności Urząd Miasta Opola i Urząd Marszałkowski. Nic dodać, nic ująć. Czyżby prezes Pabisiak nie wiedział, jakie informacje widnieją na oficjalnej stronie internetowej kierowanego przez niego towarzystwa?

                              Dysponuję także aktualnym statutem OTJ, opatrzonym pieczątką i podpisem prezesa Pabisiaka. Paragraf 34. owego statutu stanowi co następuje:

                              „1. Działalność koncertowo-imprezowa Stowarzyszenia realizowana jest za pośrednictwem Agencji Artystycznej »Hit International«, która jest Członkiem Wspierającym OTJ.

                              2. W szczególnych przypadkach Zarząd Stowarzyszenia może zlecić
                              realizację imprez OTJ innej specjalistycznej jednostce”.

                              Także owe zapisy mówią same za siebie. Czyżby prezes Pabisiak nie wiedział, co stwierdza statut kierowanego przez niego towarzystwa?

                              Uważam, że przykład ten w zupełności wystarczy dla zilustrowania wiarygodności Tadeusza Pabisiaka. Jeżeli w napisanym przez siebie „sprostowaniu” pan Pabisiak potrafi tak bardzo mijać się z prawdą w łatwych do wyjaśnienia sprawach z zakresu aktualnej działalności OTJ, to czy można ufać jego zapewnieniom w odniesieniu do spraw sprzed dwudziestu kilku lat? Nie mam żadnego powodu, by zakładać, że jego zapewnienia na temat wydarzeń z lat 1985-1989 są bardziej wiarygodne od jego „wyjaśnień” na temat wzajemnych relacji OTJ i agencji „Hit International”.

                              Nie wierzę, by rejestracja Tadeusza Pabisiaka jako TW ps. „Marek” miała charakter fikcyjny. Niezbitym dowodem wejścia Tadeusza Pabisiaka w dwuznaczne relacje z SB jest napisane własnoręcznie przez niego zobowiązanie następującej treści: „Oświadczam, że zachowam w ścisłej tajemnicy fakt spotkań i treść rozmów z pracownikiem służby bezpieczeństwa (powyższe dotyczy treści przekazanych informacji i wiadomości nabytych w rozmowach z pracownikiem SB)”. Z treści owego zobowiązania jasno wynika, że pan Pabisiak akceptował potajemne spotkania z funkcjonariuszem SB, połączone z przekazywaniem informacji na rzecz Służby Bezpieczeństwa. Użyta w cytowanym zobowiązaniu liczba mnoga wskazuje, że nie chodziło tu tylko o jakąś pojedynczą rozmowę. Oczywistym w swej wymowie dokumentem jest także napisane przez pana Pabisiaka pokwitowanie odbioru prawa jazdy od funkcjonariusza SB.

                              Tadeusz Pabisiak jest szeroko znaną osobą publiczną. Nie tylko jako prezes OTJ, ale także jako osoba ubiegająca się niejednokrotnie o inne funkcje publiczne – kandydat na posła, kandydat na radnego itp. W związku z tym jego życiorys polityczny nie powinien skrywać żadnych tajemnic. Pan Pabisiak powinien czuć się moralnie zobligowany do publicznego ujawnienia faktów związanych z jego relacjami z SB, takich jak np. odzyskanie prawa jazdy z pomocą oficera SB czy napisanie cytowanego powyżej zobowiązania. Choćby po to, by jako osoba publiczna nie był on narażony na zakulisowe naciski ze strony osób posiadających wiedzę na temat tego typu faktów. Niestety pan Pabisiak niczego z własnej inicjatywy nie ujawnił, a gdy doszło do ujawnienia pewnych faktów na łamach prasy za moją przyczyną, zaczął się awanturować, grożąc mi wytoczeniem sprawy sądowej. Uważam taką postawę za sprzeczną ze standardami, jakie powinny obowiązywać w życiu publicznym demokratycznego państwa.

                              Ponadto jako mieszkańcy województwa opolskiego mamy prawo oczekiwać od pana Pabisiaka rzetelnej informacji na temat tego, w jaki sposób kierowane przez niego OTJ wykorzystuje środki pozyskiwane od lokalnych instytucji samorządowych. To żadna łaska z jego strony. Tymczasem w napisanym przez siebie „sprostowaniu” prezes OTJ próbował zaprzeczać oczywistym faktom na temat wzajemnych relacji OTJ i agencji „Hit International”. Także to, moim zdaniem, nie wystawia mu dobrego świadectwa.

                              Pisząc rozmijające się z prawdą „sprostowanie”, Tadeusz Pabisiak nie poprawił swojego publicznego wizerunku. Przeciwnie – sam temu wizerunkowi dodatkowo zaszkodził.

                              Nie boję się procesu sądowego, jakim straszy mnie pan Pabisiak. Jeżeli pozew będzie zawierał podobne „argumenty” jak „sprostowanie”, to mogę być spokojny o wynik procesu. Nietrudno będzie wykazać, kto przeinacza fakty. Prawdę mówiąc, zacząłem zastanawiać się, czy samemu nie wystąpić na drogę sądową przeciwko panu Pabisiakowi. To on przecież ubliżył mi, pisząc, że posługuję się kłamstwami, a ja mogę wykazać, że z prawdą mija się ktoś inny.

                              Zbigniew Bereszyński

                              P.S.

                              Dla zilustrowania powyższego tekstu podaję dodatkowo link do oficjalnej strony internetowej OTJ: www.otj.acpik.com.pl/program_jrm.html






                              • Gość: axel Pabisiak - prawdziwy człowiek Renesansu :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 00:30
                                OZNACZENIE PRZEDSIĘBIORCY:
                                "HIT INTERNATIONAL"



                                ADRES PRZEDSIĘBIORCY POD KTÓRYM JEST WYKONYWANA DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA:
                                45-045 Opole ul. Studzienna 1


                                PRZEDMIOT DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ ZGODNIE Z POLSKĄ KLASYFIKACJĄ DZIAŁALNOŚCI (PKD) wg kodow PKD 2004:
                                22.1 Działalność wydawnicza
                                52.1 Sprzedaż detaliczna w niewyspecjalizowanych sklepach
                                52.6 Handel detaliczny prowadzony poza siecią sklepową
                                52.4 Sprzedaż detaliczna pozostała nowych towarów w wyspecjalizowanych sklepach
                                55.23.Z Miejsca krótkotrwałego zakwaterowania pozostałe, gdzie indziej niesklasyfikowane
                                55.30 Restauracje i pozostałe placówki gastronomiczne
                                63.30 Działalność związana z turystyką
                                74.87.B Działalność komercyjna pozostała, gdzie indziej niesklasyfikowana
                                92.1 Działalność związana z filmem i przemysłem wideo
                                92.20.Z Działalność radiowa i telewizyjna
                                92.3 Działalność artystyczna i rozrywkowa pozostała
                                92.7 Działalność rekreacyjna pozostała
                                93.05.Z Działalność usługowa pozostała, gdzie indziej niesklasyfikowana
                                51.1 Sprzedaż hurtowa realizowana na zlecenie
                                51.90.Z Pozostała sprzedaż hurtowa
                                70.20.Z Wynajem nieruchomości na własny rachunek

                                DATA ROZPOCZĘCIA DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ:
                                1990-09-01


                                www.opole.pl/gospodarka/informacje_dla_inw/sedzig/testsedzig/szczegoly.php?firma_id=20785
                                • Gość: axel Pabisiak - prawdziwy człowiek Renesansu :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 00:36
                                  Dane wpisu do ewidencji wg. stanu na dzień 2009-04-23 prowadzonego dla osoby fizycznej:

                                  WOJCISZEWSKA - MARCHOWSKAMirosława pod numerem ewidencyjnym 10765
                                  PABISIAK Tadeusz pod numerem ewidencyjnym 10765

                                  OZNACZENIE PRZEDSIĘBIORCY:
                                  Spółka Cywilna " TiM " - siedziba

                                  MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
                                  WOJCISZEWSKA - MARCHOWSKAMirosława Opole
                                  PABISIAK Tadeusz Opole

                                  ADRES PRZEDSIĘBIORCY POD KTÓRYM JEST WYKONYWANA DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA:
                                  - Opole Studzienna 1


                                  DATA ROZPOCZĘCIA DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ:
                                  1992-04-28
                                  www.opole.pl/gospodarka/informacje_dla_inw/sedzig/testsedzig/szczegoly.php?firma_id=22706
                              • Gość: G Bereszyński się powtarza. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.09, 19:20
                                Nie znamy z forum GW treści sprostowania Tadeusza Pabisiaka
                                wydrukowanego ponoć przez nie osięgalny w Opolu "Kurier Brzeski",a
                                już znamy odpowiedź na to sprostowanie Zbigniewa Bereszyńskiego. To
                                nie fair! Bereszyński nie ujawnia argumentów pana Pabisiaka, tylko
                                powtarza swoje wcześniejsze pomówienia pod jego adresem. A może
                                zamieściłby na swoim portalu tamto sprostowanie, abyśmy mogli poznać
                                argumenty drugiej strony i wyrobić sobie obiektywne zdanie? Nakazuje
                                to Prawo Prasowe (skoro sprostowywany tekst znalazl się na tym
                                medium), a nawet zwykła uczciwość.
                                • z.bereszynski żądanie źle skierowane 29.04.09, 20:08
                                  To jakieś brednie. Mogę publikować tylko takie teksty, których
                                  autorzy mnie do tego upoważnili. Tadeusz Pabisiak nie upoważnił mnie
                                  do dysponowania jego tekstem. Nawet mi go nie przesłał (tekst
                                  otrzymała tylko redakcja "KB"). Nie mam więc prawa w żaden sposób tym
                                  tekstem dysponować. Mogę go jedynie cytować, co też czynię w swojej
                                  odpowiedzi.

                                  Jeżeli G uważa, że tekst T. Pabisiaka powinien być udostępniony na
                                  forum GW, to niech sam się o to zatroszczy w porozumieniu z T.
                                  Pabisiakiem. Zna przecież osobiście T. Pabisiaka, czytał jego tekst
                                  (sam się tym pochwalił) - nie widzę więc problemu. To nie ja
                                  reprezentuję tutaj interesy T. Pabisiaka i nie ja jestem dysponentem
                                  jego tekstów.

                                  Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Tadeusz Pabisiak Re: moja odpowiedź IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.06.09, 12:21
                                Wymagająca skupienia i wyciszenia praca artystyczna (w tym seria
                                koncertów w kraju, udział w festiwalu zagranicznym i przygotowywanie
                                materiału na nową płytę CD) była powodem, dla którego wolałem nie
                                zaglądać na to forum, aby się nie rozpraszać. Okazuje się jednak, że
                                niektórzy czytelnicy brak odpowiedzi na kolejne insynuacje i
                                pomówienia Zbigniewa Bereszyńskiego traktują jako brak argumentów,
                                czyli przyznanie mu racji. A że są wśród nich także opolscy
                                urzędnicy - "radosna twórczość" pana Bereszyńskiego zaczyna
                                przynosić pierwsze "żniwa".
                                Ale po kolei.
                                W tekście "moja odpowiedź" opublikowanym w tym wątku 28.04.09r. pan
                                Zbigniew Bereszyński pisze: "Redakcja "Kuriera Brzeskiego" już
                                dostała moją odpowiedź na "sprostowanie" Tadeusza Pabisiaka(...),
                                któr(a) najpewniej w najbliższych dniach ukaże się także na
                                łamach "KB".
                                Sprawdziłem. Kurier Brzeski nie zamieścił powielającej pomówienia
                                pod moim adresem odpowiedzi Zbigniewa Bereszyńskiego, a w jej
                                miejsce wydrukował duży artykuł opatrzony zdjęciem z gitarą,
                                prezentujący moje osiągnięcia jako gitarzysty klasycznego i
                                publicysty muzycznego, do którego załączono fragmenty pochlebnych
                                recenzji koncertów opublikowane w zagranicznych i polskich gazetach.
                                Pozostawię to bez komentarza.
                                Ponieważ jednak pan Bereszyński nie ograniczył się do wysłania
                                swojej "odpowiedzi" do redakcji KB, ale i zamieścił ją na tym forum,
                                poniżej ustosunkuję się do zawartych w niej insynuacji i pomówień.
                                Z.B. pisze: "Na stronie tej (internetowej Opolskiego Towarzystwa
                                Jazzowego) można ciągle znaleźć szczegółowy program festiwalu Jazz
                                Rock Meeting z 2007 r. Napisano tam wyraźnie, że festiwal jest
                                organizowany przez OTJ i realizowany przez agencję „Hit
                                International”. Wymieniono także sponsorów imprezy, a w
                                szczególności Urząd Miasta Opola i Urząd Marszałkowski. Nic dodać,
                                nic ująć." A dalej Z.B. przytacza paragraf 34 statutu towarzystwa, z
                                którego wynika, że "Agencja Artystyczna "Hit International" jest
                                Członkiem Wspierającym OTJ" oraz realizuje "działalność koncertowo-
                                imporezową stowarzyszenia", którą też zarząd może zlecić "innej
                                specjalistycznej jednostce". To "odkrycie", w kontekście
                                zacytowanego fragmentu mojego sprostowania, że "zadania OTJ
                                otrzymujące wsparcie ze środków samorządowych nigdy (dla zasady) nie
                                były i nie są realizowane przez moją Agencję Artystyczną »Hit
                                International" wystarczyło Z. Bereszyńskiemu do stwierdzenia, że
                                jestem osobą niewiarygodną oraz konkluzji: "Jeżeli w napisanym przez
                                siebie „sprostowaniu” pan Pabisiak potrafi tak bardzo mijać się z
                                prawdą w łatwych do wyjaśnienia sprawach z zakresu aktualnej
                                działalności OTJ, to czy można ufać jego zapewnieniom w odniesieniu
                                do spraw sprzed dwudziestu kilku lat?"
                                Panie Zbigniewie. Po raz kolejny postępuje pan nieuczciwie i
                                niezgodnie z Prawem Prasowym, które w art. 12.1 nakazuje
                                autorowi "sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości", które
                                mógł pan łatwo, choćby telefonicznie zweryfikować przed
                                opublikowaniem. Nieuczciwie, ponieważ w internecie powiela pan
                                kłamstwa, które w znanym przez pana sprostowaniu do Gazety Brzeskiej
                                zostały już dawno wyjaśnione. Cytuję odnośny fragment: "Powyższe
                                pomówienie Bereszyńskiego to niemal dosłownie przepisane donosy
                                składane do wszystkich możliwych urzędów (miasta Opola,
                                marszałkowskiego, prezydenta Opola, prokuratury itp.) przez karnie
                                wyrzuconych z Opolskiego Towarzystwa Jazzowego panów Zbigniewa
                                Hoffmana i Jerzego Juchę (ten drugi wyleciał ponadto z Towarzystwa
                                Przyjaciół Mosznej i Platformy Obywatelskiej RP). Zgodnie z
                                obowiązującą procedurą, donosy te spowodowały wnikliwe kontrole –
                                tym bardziej, że pomówiona została nie tylko strona OTJ, ale i
                                urzędnicy, mający skrupulatnie rozliczać przyznane w wyniku
                                wygranych konkursów cząstkowe dofinansowania niektórych imprez
                                kulturalnych (wymagane jest odrębne konto bankowe oraz księgowanie,
                                szczegółowe pisemne rozliczenie dotacji z załączonymi,
                                poświadczonymi za zgodność z oryginałem kopiami faktur itp.). Żadna
                                z przeprowadzonych kontroli nie potwierdziła wystąpienia
                                nieprawidłowości będących przedmiotem pomówienia, a w konkluzji
                                wystawionego przez Prokuraturę Rejonowa w Opolu dokumentu o
                                sygnaturze RSD-I-362/07 o nazwie „Postanowienie o umorzeniu śledztwa
                                wobec stwierdzenia, że czynu nie popełniono” czytamy: „Nie bez
                                znaczenia pozostaje fakt, iż z zeznań ...(tu wymieniono nazwiska
                                trzech świadków) wynika, że Z. Hoffman i J. Jucha spotykali się z
                                nimi i namawiali do „zniszczenia Tadeusza Pabisiaka”. Choć ta
                                informacja powinna wystarczyć dodam dla pełnej jasności, że zadania
                                OTJ otrzymujące wsparcie ze środków samorządowych nigdy (dla zasady)
                                nie były i nie są realizowane przez moją Agencję Artystyczną „Hit
                                International”, która – podobnie jak Filharmonia Opolska – jest
                                Członkiem Wspierającym Opolskiego Towarzystwa Jazzowego, co oznacza,
                                że wspiera to stowarzyszenie kulturalne, a nie odwrotnie! Jest
                                mnóstwo dowodów obalających te bezpodstawne, ohydne pomówienia.
                                Wygląda więc na to, że Zbigniew Bereszyński uległ namowie
                                do „zniszczenia Tadeusza Pabisiaka”, a cały ten jego atak z
                                równoczesnym wykorzystaniem trzech środków masowego przekazu był
                                ukartowanym i inspirowanym zewnętrznie działaniem. Potwierdza
                                to „radosny” sms, który otrzymałem od J. Juchy po opublikowaniu
                                artykułu Bereszyńskiego o następującej treści: „Jak widzisz Miszczu,
                                działamy nierychliwie, ale sprawiedliwie ...”.
                                Poza cytatem dodam (co bym wyjaśnił Z. Bereszyńskiemu, gdyby mnie
                                o to zapytał), że realizacja tak dużego projektu kulturalnego jakim
                                jest obejmujący kilkanaście imprez tygodniowy Międzynarodniowy
                                Festiwal "Jazz Rock Meeting" składa się z wielu wycinkowych zadań, z
                                czego tylko niektóre otrzymują (lub nie) przyznawane w wyniku
                                konkursu wsparcie finansowe urzędu. Dla przykładu w roku ubiegłym
                                Urząd Miasta Opola przeznaczył 10 tys. zł. na obsługę techniczną
                                imprez plenerowych w rynku (estrada, nagłośnienie i światła
                                estradowe), za co specjalistycznej firmie z Katowic zapłaciliśmy
                                10.500 zł. I to miałem na myśli pisząc, że środki pochodzące ze
                                źródeł samorządowych nigdy i dla zasady nie były i nie są kierowane
                                do (wycinkowych) zadań realizowanych przez Agencję Artystyczną "Hit
                                International", która nie tylko wspiera stowrzyszenie w realizacji
                                dużych projektów kulturalnych ale i sponsoruje je na codzień
                                udostępniając nieodpłatnie lokal z wyposażeniem i wszystkimi
                                mediami, telefony, internet, urządzenia biurowe (w tym 3 komputery,
                                drukarki, kopiarki, artykuły biurowe, środek transportu, urządzenia
                                do ekspozycji reklamy itp.). Cytowany zapis par.34 statutu OTJ
                                umożliwił realizację działalności koncertowej Towarzystwa bez
                                konieczności utrzymywania pracowników etatowych, na co (po pierwszym
                                kilkuletnim okresie) nie było nas stać.
                                Na koniec chciałem panu Zbigniewowi Bereszyńskiemu pogratulować
                                sukcesu, dzięki któremu pewnie otrzyma od swoich mocodawców i
                                inspiratorów koleją nagrodę Za Zasługi dla Miasta Opola w Niszczeniu
                                Sprawdzonych Wieloletnich Inicjatyw Społecznych. Dzięki pana
                                wysiłkom po raz pierwszy od w