Tysiąc podpisów w obronie Tybetu

IP: *.dip.t-dialin.net 11.03.09, 00:47
Ha ha, okupanci Slaska walcza o wolny Tybet.
    • Gość: do free silesia Re: Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: 130.192.95.* 11.03.09, 12:37
      facet z jakiego ty jestes swiata
      • Gość: jasio Re: Jestem za integracją Tybetu z Chinami! IP: *.chello.pl 11.03.09, 14:02
        To pogrobowiec hitlerowski - szlezjer. To dla tych popaprańców stawia się
        niemieckie drogowskazy inaczej by do hajmatu nie trafili. Zakuty łeb pokrzyżacki
        jest ich wyróznikiem.
    • Gość: Polokokta13 Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 12:45
      a kto nas obroni przed rządami Tuska i PO-paprańców politycznych???

      Ciekawe czy zbierzemy 1000 głosów anty-poparcia :)
    • Gość: oszołom Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: 67.159.44.* 11.03.09, 15:47
      Nowy głupi i wykreowany przez media problem zastępczy dla Polaków. Ciekawym kontrastem jest kompletny brak zainteresowania dla masowych morderstw dokonywanych za wiarę na katolikach w Indiach.
      • Gość: Piotr Badura O Tybecie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 17:07
        Szanowny Panie Oszołomie
        Pozwalam sobie wkleić tu tekst z "Beczki" nr 5(193) z 2 kwietnia 2008. W
        następnym poście wkleję tekst o Indiach, bo najwyraźniej Pana zainteresowania
        prasą są dość jednostronne (chodzi o ten "kompletny brak zainteresowania").

        Co będzie z Tybetańczykami?
        Tybet to kraina o powierzchni osiem razy większej od Polski. Zamieszkuje ją 6
        mln ludzi (Polskę 38 mln). W 1716 roku Tybet wszedł w skład cesarstwa
        chińskiego, zachowując jednak autonomię.
        Stany Zjednoczone powstały oficjalnie 4 lipca 1776 (Deklaracja Niepodległości).
        Gdy w 1716 roku Tybet włączano do Chin, na większości obszaru, który zajmują
        dziś USA, żyli jeszcze niepodlegli Indianie.
        Indianie długo bronili swych praw do zajmowanej ziemi, ale przegrywali krok po
        kroku. Ich terytoria włączono do USA, a samych Indian zepchnięto do rezerwatów,
        gdzie stali się atrakcją turystyczną.
        Los Tybetańczyków będzie zapewne podobny. Na obszarze Tybetu będą się osiedlać
        Chińczycy. Będą tam wyrastać nowe miasta. Pojawi się przemysł, a tybetańscy
        mnisi i ich klasztory będą atrakcją turystyczną.
        Nie musi jednak tak być. We współczesnym świecie jest wiele mrocznych sił, które
        chciałyby zagrzać Tybetańczyków do walki z państwem chińskim. Ta walka musi być
        jednak przez Tybetańczyków przegrana.
        Trzeba być kompletnie pozbawionym rozumu, by wierzyć, że kilka milionów
        Tybetańczyków może podjąć zwycięską walkę z ponad miliardowymi Chinami. Walka z
        Chinami to dla Tybetańczyków zagłada.
        Trzeba być kompletnie pozbawionym rozumu, by wierzyć, że bojownicy na rzecz
        Tybetu, krążący po świecie i organizujący różne akcje to jacyś społecznicy. Są
        to głównie ludzie opłacani przez mroczne siły i intensywnie przez nie wspierani
        logistycznie.
        Mroczne siły doskonale wiedzą, że wciągają Tybetańczyków w grę, prowadzącą do
        ich zagłady. Mrocznym siłom nie chodzi jednak o interes Tybetańczyków, ale o
        dokopanie Chinom. To taka zabawa, za którą Tybetańczycy mają ostatecznie zapłacić.
        Myślę, że gdyby Tybet był autonomiczną częścią USA, to po jakiejkolwiek próbie
        buntu mnichów media nazwałyby ich szkodliwymi fanatykami, usiłującymi utrzymać
        swój naród w biedzie i ciemnocie, by móc na nim żerować.
        Piotr Badura
        • Gość: koń trojański... Re: O Tybecie IP: *.pools.arcor-ip.net 16.03.09, 18:36
          Szanowny Panie Piotrze

          Analogia pomiędzy Tybetem a Stanami Zjednoczonymi jest mocno
          chybiona. I to z co najmniej dwóch powodów.
          W sposób nadmiernie uproszczony napisał pan, że Tybet od 1716 roku
          wszedł w skład cesarstwa chińskiego z zachowaną autonomią.
          Imperializm chiński nie jest zjawiskiem nowym. Znacznie bardziej
          ludne Chiny na przestrzeni wieków najeżdżały wielu sąsiadów. Nawet
          jeśli Chiny uznały Tybet za „swoją” prowincję, nie oznacza to, że
          Tybetańczycy uznawali zwierzchnictwo Chin. W 1750 roku wybuchła w
          Tybecie rewolta. Rok później władzę w Tybecie odzyskał Dalajlama.
          Różnica między Tybetańczykami a Indianami z terenów dzisiejszej USA
          jest zasadnicza.
          Tybet na długo przed zakusami Chińczyków stanowił samodzielne,
          zjednoczone państwo.
          pl.wikipedia.org/wiki/Tybet_(region)
          Indianie Ameryki Północnej to były setki i tysiące luźnych plemion,
          szczepów. Nie posiadali poczucia wspólnoty narodowej. Nie posiadali
          wielowiekowej tradycji wspólnego państwa, zagrożonego przez
          potężniejszego sąsiada.
          Los Indian jest tragiczny. Nasza zachłanna, pazerna biała rasa
          zgotowała im praktycznie zagładę ich kultury. Dostrzegam jednak
          różnicę pomiędzy napaścią na sąsiednie państwo w wielowiekowej
          własnej kulturze, i dobrze ukształtowanej państwowości, a podbojem
          terenów bez określonych granic i zorganizowanych państw przez
          zachłannych europejskich najeźdźców.
          Poza tym jest bardzo duża różnica w czasie.
          W XVIII wieku nie myślano jeszcze o karcie praw człowieka i
          obywatela. Nie istniała ONZ. Nie było Pańskiej „Beczki”, która
          mogłaby wystąpić w obronie Indian.
          Dzisiaj dla Indian jest już trochę za późno. Choć zapewniam Pana.
          Jeśli stworzą organizację walczącą o ich prawa, podpiszę się
          popierając ich prawa do... no właśnie – czego? O co oni walczą?

          Tybet walczy o prawo do przynajmniej autonomii. Ale faktycznej, a
          nie takiej „po chińsku”.
          Zapomina Pan, że oni stawiali opór nawet wtedy, gdy nikt na świecie
          ich nie popierał.
          Poza tym, podpisując się na liście poparcia dla Tybety nikt nie
          zachęca tym samym Tybetańczyków do powstania przeciwko Chinom. Mądry
          Dalajlama już dawno to zrozumiał. Dlatego od czasu do czasu straszy
          rodaków, że poda się do dymisji, jak nie przestaną walczyć. On chce
          tylko rzetelnej autonomii.
          Podpisy pod apelami mają być formą nacisku na władze Chin (co jest
          oczywistą naiwnością – takimi apelami władze Chin nigdy się nie
          przejmowały). A nie wezwaniem Tybetańczyków do walki.

          Pan natomiast wszędzie węszy tajne moce, mroczne siły i niegodziwe
          spiski.

          Napisał Pan:
          „Myślę, że gdyby Tybet był autonomiczną częścią USA, to po
          jakiejkolwiek próbie
          buntu mnichów media nazwałyby ich szkodliwymi fanatykami,
          usiłującymi utrzymać
          swój naród w biedzie i ciemnocie, by móc na nim żerować.”

          A ja myślę, że gdyby Tybet był autonomiczną częścią USA to
          Tybetańczycy nie musieliby walczyć o własne prawa, a Dalajlama
          mieszkałby u siebie w Potali a nie na emigracji w Indiach.

          Ale i ja nie lubię Jankesów. Zwłaszcza od czasów Busha i Guantanamo.
          Ale to już inna historia.
          Jędrek
      • Gość: Piotr Badura O Indiach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 17:10
        Tekst opublikowany w "Beczce" 16(204) z 19 listopada 2008.

        W zacnym „Gościu Niedzielnym”, w wydaniu z 26 października, ukazał się smutny
        artykuł, zatytułowany „Zabijcie chrześcijan”. Jego fragment opublikowaliśmy na
        poprzedniej klepce w rubryce „Z innej Beczki”.
        -------
      • Gość: Piotr Badura Ojojoj! Bwana Kubwa srogi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.09, 12:33
        Nasi chcieli postawić pod nosem Bwana Kubwy pomnik Charliego Chaplina. Bwana
        Kubwa ich pogonił. Powiedział im, że mogą sobie ten pomnik postawić wśród swoich
        chatynek wuja Toma. Nasi są teraz w ciężkim szoku:
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6383669,Szok_w_swiecie_filmowym__Nie_chca_pomnika_Charliego.html
        Nie ma co się szokować. Trzeba brać świat takim, jakim jest. Dostaliśmy po pysku
        od Chin, więc poprosiliśmy Indie o obronę (w końcu to też White Power ;-), w
        odróżnieniu od Chińczyków). Indie zgodziły się wziąć nas pod swe skrzydła, ale
        dały jasno do zrozumienia, kto tu jest Bwana Kubwa. Nasi popaprańcy z Hollywood
        i innych chatynek wuja Toma mają kłopot ze zrozumieniem nowej sytuacji. Może
        więc zamiast Indie powinni byli prosić o pomoc Gabon?
        Piotr Badura
    • Gość: ian Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: *.chello.pl 11.03.09, 16:56
      Co to za banda hipokrytów!!!Kiedy żydowscy mordercy równali z ziemią
      Strefe Gazy nikt z was nie podnosil glosu.Hańba!!!! Wolna Palestyna
      • Gość: ian Re: Bando hipokrytów IP: *.chello.pl 11.03.09, 16:57
        Co to za banda hipokrytów!!!Kiedy żydowscy mordercy równali z ziemią
        Strefe Gazy nikt z was nie podnosil glosu.Hańba!!!! Wolna Palestyna
        • Gość: do iana Re: Bando hipokrytów IP: *.fastres.net 12.03.09, 07:52
          to smutne co piszesz
          czy to znaczy ze mamy milczec bo gdzies sie nie udalo zwrocic uwage
          na naruszanie prawa.
          pisz ale rob to pozytywnie a nie w stylu - jak mnie jest zle to
          niech bedzie i innym.
    • Gość: . Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.10, 23:06
    • Gość: Collonna P.Badura-historyk globalny. IP: *.pool.mediaWays.net 16.03.10, 23:37
      Jak na "Weselu"-Chinczycy sie mocno trzymajom.
      Co do ostatnich pareset lat, to raczej na Chiny napadano a nie odwrotnie.Od
      Mongolow, przez Europejczykow (Wojna Angli o wolnosc
      sprzedazy w Chinach opium) do okrutnej okupacji przez Japonie.
      Co do Tybetu to powiem szczerze, jako Tybetanczyk to wolalbym zyc
      pod administracja chinska jak tych buddyjskich mnichow.
      Ten mit wolnego Tybetu to utopia, to bylo panstwo na poziomie niewolnictwa.
      Dlaczego nikt nie krzyczy o wolnosci dla Uigorow? Czy tam czasem tez
      nie polala sie krew?
      • Gość: Piotr Badura Czy oczekuje Pan czegoś ode mnie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.10, 10:53
        Szanowny Panie Collonna
        Wywołał mnie Pan po nazwisku. Na ogół rozumie się to jako oczekiwanie reakcji.
        Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, jakiej reakcji Pan ode mnie oczekuje. Jeśli Pan
        czegoś oczekuje, to proszę wyraźniej to sformułować. Postaram się wtedy
        odpowiedzieć, oczywiście na miarę mych możliwości.
        Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za pamięć
        Piotr Badura
    • Gość: zizi Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: *.chello.pl 17.03.10, 04:23
      Wielce nietypowa inicjatywa, a ja dołożyłbym jeszcze jedną, jedynie
      nazwę kraju i okupantów w oświadczeniu Orzechowskiego zmieniając.
      Wyglądałoby to tak:
      ..."Mamy nadzieję, że w ten sposób skłonimy go (Prezydenta RP) do
      zajęcia oficjalnego, jednoznacznego stanowiska w imieniu naszego
      kraju w sprawie Afganistanu i tego, co wyczyniają tam Amerykanie i
      Polacy"...

      • Gość: juhas Re: Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: 77.252.18.* 17.03.10, 10:58
        minus jeden
      • Gość: Polityka globalna Re: Tysiąc podpisów w obronie Tybetu IP: *.pool.mediaWays.net 17.03.10, 11:25
        Panie Badura
        Przeczytalem jeszcze raz pana posty i w gruncie rzeczy jest wszystko
        OK. Tak mozna to w skrocie widziec i mniej albo wiecej sie to zgadza.
        Jestem takze zwolennikiem jasnego i zwiezlego przedstawiania faktow.
        Tylko jezeli my spieramy sie o fakty i historie , ktore dzialy sie pod
        naszym nosem i quasi w naszym domu, to tak pewnie pisac o Chinach czy Indiach,
        czyli wielkich obszarach kulturowych, to tez jest odwaga.
        Ja bym sie skupial na niezaprzeczalnych faktach, a wnioski moze sobie
        kazdy wyciagnac sam.
        A faktem jest, ze panstwo Dalaj Lamy to byl feudalizm na pograniczu
        do niewolnictwa. Chiny mieli tam prawa i oadpowiedzialnosc.
        Nie bedziemy sie spierac o Chinczykow, bo to nic nie da.
        Ale jedno jest pewne. Ten anglosaski imperializm jest im obcy.
        • Gość: Collonna Re: historia globalna IP: *.pool.mediaWays.net 17.03.10, 11:29
          Przepraszam za tytul poprzedniego postu- mial byc taki jak ten.
        • Gość: Piotr Badura Dziękuję, rozumiem, ale ja się ze sobą nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.10, 23:02
          Szanowny Panie Collonna
          Rozumiem już wszystko. Cieszy mnie, że mniej albo więcej Pan się ze mną zgadza,
          problem jednak w tym, że ja się ze sobą nie bardzo zgadzam. Dwa z moich
          wcześniejszych postów to artykuły z "Beczki". Na forum można sobie pisać dość
          swobodnie - taka przyjęła się konwencja. Tekst do druku podlega dużo ostrzejszym
          kryterium. Tam trzeba ważyć słowa. Gdybym pisał te wypowiedzi tylko dla forum,
          to poszedłbym dużo dalej.
          W artykule, którego dotyczy ten wątek, Rafał Orzechowski mówi: "W sumie przez
          cały okres okupacji Tybetu zginęło 1,2 mln mieszkańców kraju. - To jedna piąta
          całego narodu". Jeśli ja umiem liczyć, to cały naród musiałby liczyć 6 mln.
          Obecny Tybetański Region Autonomiczny nigdy nie miał tylu mieszkańców. W 1951
          było ich 1,14 mln a obecnie 2,9 mln i to jest najwyższa liczba mieszkańców w
          dziejach TRA. Skąd Rafał Orzechowski wziął te 6 mln, których 1/5 to 1,2 mln?
          Chyba wyssał je z palca. Wszystkie podane przez niego liczby są nie tylko
          fałszywe, ale dla kogoś jako tako zorientowanego są wręcz absurdalne. Tzw.
          obrońcy Tybetu zmyślają na potęgę, bo wierzą, że nikomu nie będzie się chciało
          sprawdzać podawanych przez nich danych.
          Tzw. obrońcy Tybetu plotą np. trzy po trzy, jakoby to Chiny chciały zaludnić
          Tybet Chińczykami (Han), by zdominować etnicznych Tybetańczyków. W 1978 Tybet
          (TRA) zamieszkiwało 1,74 mln ludzi. Etnicznych Tybetańczyków było w tym 1,62
          mln, tj. 93 proc. W 2008, czyli po 30 latach, mieszkańców Tybetu (TRA) było 2,87
          mln. Etnicznych Tybetańczyków było w tym 2,70 mln, tj. 94 proc. Jak na 30 lat
          ekspansji Chińczyków (Han) wynik jest oszałamiający. Trzeba przy tym pamiętać,
          że pozostałe 7 proc. ludności Tybetu w 1978 (a 6 proc. w 2008) to nie byli
          wyłącznie Chińczycy. W Tybecie są też inne mniejszości. Polityka "jednego
          dziecka" nie dotyczy w Chinach mniejszości narodowych, czego jasnym dowodem jest
          bardzo duży przyrost liczby Tybetańczyków w Tybecie w latach 1978-2008 (przyrost
          o 67 proc.).
          Łatwe do odnalezienia są też np. dane o umieralności niemowląt w Tybecie (43
          proc. przed 1959 i 2,5 proc. w 2008). Trudno to pogodzić z lansowanym przez tzw.
          obrońców Tybetu poglądem, że Chiny zaniedbują służbę zdrowia w Tybecie. Podobnie
          jest z oświatą. Nie jest też tajemnicą, że w latach 1951-2008 Chiny wydały na
          rozwój infrastruktury Tybetu około 15 miliardów dolarów.
          Myślę, że zamiast propagandy tzw. obrońców Tybetu lepiej sięgnąć do relacji
          Polaków z Chin (oczywiście trzeba zwracać uwagę, czy nie jest to relacja kogoś,
          kto lansuje jakąś polityczną tezę). W internecie łatwo można znaleźć takie
          relacje. Polecam np. opowieść Małgorzaty Manieckiej o jej 63-dniowej wędrówce do
          Tybetu w 2006 roku. Proszę ją jednak czytać wnikliwie. Proszę też pamiętać, że
          pani Małgorzata starała się wędrować jak najniższym kosztem. Starała się
          wybierać tanie środki lokomocji, tanie noclegi etc.
          Pani Małgorzata wspomina np., że gdy w 5-milionowym Chengdu (duże miasta są
          droższe) wybrali się w pięć osób do restauracji na kolację z takim nieco
          wyszukanym daniem (Huoguo) oraz piwem, to zapłacili za to 60 juanów, tj. po 12
          juanów, czyli 4,80 zł na osobę (1 juan to ok. 40 groszy). Mieli przy tym
          poczucie, że kelner zawyżył im rachunek.
          Warto też zwrócić uwagę na ceny, gdy pani Małgorzata wspomina pobyt w hotelu w
          Lijiang. Kolacja z ośmiu dań za 8 juanów (3,20 zł), a solidne śniadanie za 3
          juany (1,20 zł). Ponieważ pani Małgorzata wspomina, że chciano ją zatrudnić od
          ręki jako nauczycielkę angielskiego za "5000-5600 juanów miesięcznie z
          mieszkaniem lub bez", to możemy odnieść jakoś te ceny do płac. Dobra mięsna
          kolacja z piwem to 8 juanów. Nie wierzę, że udałoby się w Polsce znaleźć
          restaurację, w której dobrą mięsną kolację z piwem można by mieć za 8 zł, ale
          załóżmy, że są takie. No to nauczyciel angielskiego musiałby jeszcze zarabiać
          "5000-5600 złotych miesięcznie z mieszkaniem lub bez", by było porównywalnie do
          Chin. Chyba jednak tyle nie zarabia.
          Warto też zwracać uwagę na takie szczegóły jak skarga na jadący w tempie
          ślimaczym (wg pani Małgorzaty) pociąg osobowy, zatrzymujący się na każdej
          najmniejszej stacyjce. Trasę 1500 km z Guilin do Szanghaju pokonał on w 30
          godzin. Wychodzi 50 km/godz. U nas z podobną prędkością jedzie nie osobowy, ale
          najszybszy na trasie Opole-Berlin EuroCity Wawel, który zatrzymuje się na kilku
          zaledwie stacjach. Piszę o tym w oddzielnym wątku.
          Warto też zwracać uwagę na takie szczegóły, jak np. fakt, że obsada dwuosobowego
          posterunku policji w Samye w Tybecie to chiński policjant i jego przełożony -
          "roznegliżowany Tybetańczyk". Według tzw. obrońców Tybetu jest to niemożliwe, bo
          przełożonymi w Tybecie są zawsze Chińczycy. Warto tu dodać, że choć w 2008
          etniczni Tybetańczycy stanowili w Tybecie 94 proc. mieszkańców, to wśród radnych
          szczebla podstawowego było ich 96 proc. To też tak za bardzo nie pasuje do
          dyrdymałów głoszonych przez tzw. obrońców Tybetu.
          Kończę, bo nie chcę forumowiczów zanudzić na amen danymi liczbowymi, tym
          bardziej, że relacja pani Małgorzaty Manieckiej też krótka nie jest. Ale warto
          ją przeczytać, pamiętając oczywiście, że to z połowy 2006, a od tego czasu
          gospodarka Chin urosła o ponad 50 proc. i płace realne wzrosły o kilkadziesiąt
          procent. Chiny dziś, a Chiny połowy 2006 to kolosalna różnica. Relacja pani
          Małgorzaty jest dostępna pod adresem:
          travelbit.pl/v2/?special=relacje&tom=&id=620
          Pozdrawiam Wszystkich
          Piotr Badura
          • Gość: Collonna Re: Wszystko gra. IP: *.pool.mediaWays.net 17.03.10, 23:32
            Przynajmniej na temat Tybetu nie musimy sie sprzeczac. Mialem to samo
            zdanie, no ale te pana dane...
            W TV i prasie mozna bardzo latwo manipulowac. Najpopularnieszy chwyt
            to uzalanie sie, ze w Lhassa , stolicy Tybetu, widzi sie w centrum
            wiekszosc Chinczykow i chinski biznes , policjantow itd.
            Jest to prawda ,ale zapomina sie dodac, ze jest to chyba jedyne takie miejsce.
            Dodam jeszcze, ze moze Dalaj Lama jest mi sympatyczny, ale utrzymywanie ludu w
            takiej ciemnocie przez ta tybetanska teokracje
            musialo w ten czy inny sposob sie skonczyc.
            • Gość: Kociokwik Re: Wszystko gra? IP: 194.29.180.* 18.03.10, 09:54
              Przeczytałem wypowiedzi @Piotr Badura, @Collonna, @ Polityka globalna i (chyba)
              już wiem dlaczego NIE powinniśmy wspierać Tybetańczyków.

              Po pierwsze, nie powinniśmy wspierać mrocznych sił (satanistów? masonów?),
              którzy rękami naiwnych Polaków chcą oderwać Tybet od chińskiej macierzy lub
              (przynajmniej) wywołać w Tybecie powstanie na złość Chińczykom.

              Po drugie, dlatego, że w Indiach mordują chrześcijan. Nikt w tej sprawie nie
              protestuje, nikt nie manifestuje, więc i o Tybetańczykach należy zapomnieć.

              Po trzecie, Chińczycy okupują Tybet dla dobra Tybetańczyków.
              Obecność potężnej i wspaniałej chińskiej gospodarki gwarantuje im kolację za 6
              juanów z piwem. Eksploatację surowców mineralnych (podobno największe złoża rudy
              uranu na świecie) prowadzą tam tylko po to aby usprawnić edukację i służbę
              zdrowia Tybetańczyków.

              Oczywistym też jest przewaga Chin w sferze moralnej i duchowej: maoizm i
              komunizm są w oczywisty sposób lepsze od buddyzmu.

              Podsumowując wpisy należy zacytować Piotra Badurę:
              >>Rozumiem już wszystko. Cieszy mnie, że mniej albo więcej Pan się ze mną zgadza,
              problem jednak w tym, że ja się ze sobą nie bardzo zgadzam.<<
              • Gość: juhas Wszystko gra IP: *.punkt.pl 18.03.10, 10:03
                O! I ten cytat z Piotra (Ubawiciela) Badury trzeba zapamiętać. To w skrócie jest
                wszystko to co ten człowiek bełkocze w innych wątkach też.
                • Gość: Piotr Badura Najpierw test serowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.10, 21:44
                  Szanowny Panie Juhasie
                  Proponuję by przeprowadził Pan test serowy. Proszę wyjąć z lodówki kawałek sera
                  i położyć go na stole. Potem proszę się przez chwilę serowi przypatrywać.
                  Jeśli ten ser rozśmieszy Pana tylko trochę, to jest nadzieja. Może Pan
                  przeczytać następny post. Postaram się napisać na tyle prosto, by go Pan zrozumiał.
                  Jeśli jednak patrzenie na ser spowoduje, że będzie Pan boki zrywać z niedającego
                  się opanować śmiechu, to następny post może Pan sobie odpuścić, bo zapewne i tak
                  go Pan nie zrozumie.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                • Gość: Piotr Badura Nawet światło jest zbyt skomplikowane IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.10, 21:44
                  Fizycy mówią o dualizmie falowo-korpuskularnym światła. Oznacza to, że czasem
                  uważają światło za falę elektromagnetyczną a czasem za strumień cząstek
                  (fotonów). Sami z sobą się nie zgadzają. Mówią, że światło to fala a za godzinę,
                  w innej sytuacji, twierdzą że to strumień cząstek. Tak trzeba. Natura światła
                  nie jest nam tak dobrze znana, byśmy opisali je jedną teorią. W niektórych
                  doświadczeniach światło zachowuje się jak fala elektromagnetyczna, a w innych
                  jak strumień cząstek. Za każdym razem fizyk odwołuje się do innej z cząstkowych
                  prawd.
                  Ludzie i społeczeństwa są dużo, dużo bardziej skomplikowani, niż światło.
                  Niczego nie da się opisać prostą prawdą. Jeśli ja polemizuję na tym forum z
                  panem Kociokwikiem, to nie oznacza, iż uważam, że ja mam rację a pan Kociokwik
                  jej nie ma. Ja przedstawiam jeden punkt widzenia, pan Kociokwik inny a prawda
                  jest wypadkową tysięcy takich różnych punktów widzenia. Jedne punkty widzenia
                  mają większy udział w złożonej prawdzie, inne mniejszy, a niektóre wcale nie
                  mają udziału w prawdzie. W dodatku w czwartek udziały różnych punktów widzenia w
                  złożonej prawdzie są takie a takie, a w piątek już inne.
                  Jest wielu profesorów ekonomii. Czasem ludziom wydaje się, że wystarczy takiego
                  profesora ekonomii zrobić ministrem od gospodarki, a będzie ona kwitła. Życie
                  uczy jednak, że rządy profesorów to zwykle katastrofa (Otto von Bismarck: Acht
                  und achtzig Professoren und Vaterland, Du bist verloren - z Wikicytatów).
                  Profesorowie są zwykle bardzo przywiązani do jakiejś swojej teorii ekonomicznej,
                  każdy do innej. Gdy zostają ministrami to postępują zwykle według tej swojej
                  teorii, bez względu na to, czy jest ona adekwatna do aktualnej sytuacji. Lepszy
                  od profesora jest minister, który nie jest specjalistą od żadnej konkretnej
                  teorii, ale ma łatwość wysłuchiwania różnych profesorów-doradców i wybierania w
                  każdej sytuacji rady tego, który ma teorię akurat na ten czas najlepszą.
                  Kto pracował w szkole, ten wie, że nie ma jakiejś jednej metody postępowania z
                  uczniem. Każdy uczeń jest inny. To, co jest dobre w wychowaniu jednego, zupełnie
                  nie sprawdza się w wychowaniu innego. Dobry nauczyciel to ten, który zna wiele
                  metod i potrafi szybko ocenić, która wobec danego ucznia będzie
                  najskuteczniejsza. Potrafi też szybko wycofywać się z jakiejś metody, gdy widzi,
                  że nie jest ona właściwa. Potrafi też tak postępować, by nie stawać wciąż wobec
                  rozżalenia uczniów, którzy mówią: Mnie pan za to skrzyczał i dał dwóję, a jego w
                  tej samej sytuacji pociesza i głaszcze po głowie.
                  Świat nie jest tak prosty, by można go było opisać jedną nieskomplikowaną prawdą
                  i by na wszystko była zawsze jedna właściwa metoda.
                  Piotr Badura
              • Gość: Piotr Badura Rozumiem Pana frustrację, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.10, 18:28
                czy musi Pan nią zarażać innych?
                Część ludzi bez trudu dotrze do rzetelnych informacji. Jeśli przy tym myślą
                zdroworozsądkowo, to sami dojdą do prawdy. Z myślą o tych, którzy słabiej sobie
                radzą, najpierw trochę zdjęć ze stolicy Tybetu - Lhasy. Zwracam przy tym uwagę,
                że Lhasa to miasto wielkości Opola.
                Główna ulica Lhasy (Pekińska)
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3c/IMG_1370_Lhasa_Cinese.jpg
                Widok na Lhasę z pałacu Potala
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/78/Lhasa_from_Potala-2.jpg
                Dworzec kolejowy
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Lhasa_railway_station_20060731.jpg
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d8/Lhasatrainstation_shu.jpgLotnisko
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c7/Lhasa_Airport.jpgUniwersytet
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2a/Tibet_university_2007.JPG
                Lhasa nocą
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1e/LhasaNight3.jpg
                "Zrujnowany pałac Potala (siedziba dalajlamów)
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3b/IMG_1188ex359_Lhasa_Potala.jpg
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4f/Potala.jpg
                "Zrujnowana" Norbulinka (letnia siedziba dalajlamów)
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/36/Norbulingka.jpg
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d6/Norbulinka._August%2C_1993.JPG
                Równie "zrujnowana" świątynia Jokhang przy placu Barkhor...
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/20/IMG_0942_Lhasa_Barkhor.jpg
                i jej "zrujnowane" wnętrze
                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7b/IMG_1026_Lhasa_Jokhang.jpg
                Tzw. "obrońcy Tybetu" rozpowszechniają niewyobrażalne brednie. Obecnie Tybet
                (TRA) odwiedza rocznie kilka milionów turystów, więcej niż jest mieszkańców
                Tybetu (w 2020 przewiduje się ponad 10 mln turystów rocznie). Każdy z kilku
                milionów turystów robi przeciętnie minimum setkę zdjęć. Co roku powstaje zatem
                przynajmniej pół miliarda zdjęć z Tybetu. Wielu turystów wrzuca te zdjęcia do
                sieci. Jeśli zrobi to tylko jeden procent z nich, to co roku przybędzie w sieci
                kilka milionów zdjęć z Tybetu. Niedługo trudno będzie znaleźć w Tybecie kamień
                przydrożny, który nie ma swych przynajmniej kilku zdjęć w internecie. Jeśli w
                tej sytuacji ktoś chce dyrdymalić o katastrofalnej sytuacji w Tybecie, o nędzy,
                o zrujnowanych świątyniach, to upadł na głowę. Takie kłamstwa mają szansę
                przekonać wyłącznie tych, którzy nie mają dostępu do internetu.
                Chiny już w 1956 uruchomiły lotnisko w Lhasie. W 2006 zakończyły budowę
                najwyższej na świecie linii kolejowej do Lhasy. W mieście tym jak grzyby po
                deszczu powstają hotele (w innych miastach Tybetu podobnie). Wszystko to z myślą
                o milionach turystów z całego świata, którzy mają przemierzać Tybet wzdłuż i
                wszerz i wszędzie zostawiać swe pieniądze. Nie da się pogodzić rujnowania
                świątyń (na ich remonty rząd chiński łoży ogromne pieniądze) i wpędzania regionu
                w nędzę, przy jednoczesnym dynamicznym rozwoju zagranicznej turystyki. W tym
                roku uruchomione zostanie w Tybecie (TRA) czwarte już lotnisko, a przypomnieć
                warto, że Tybet ma mniej więcej tylu mieszkańców, co województwo dolnośląskie. W
                najbliższych latach zbudowane zostanie kolejnych sześć dużych linii kolejowych w
                Tybecie, zapewniających turystom możliwość szybkiego dotarcia do
                najodleglejszych zakątków tej krainy. Budowane są tam kolejne autostrady. A Pan
                mówi, że tam są rzekomo największe na świecie złoża rud uranu, które Chińczycy
                chcą eksploatować. To jest bujda na resorach, wymyślona dla celów propagandowych
                około 20 lat temu (np. w 1993 pisały o tym "Zielona Brygady"). Już wtedy, przed
                laty, zapewniano solennie, że Tybet jest z powodu wydobywania tych rud uranu i
                ich przetwarzania potężnie skażony promieniotwórczo i ludzie, a zwłaszcza
                dzieci, masowo umierają. Przez dwadzieścia lat żadnemu wiarygodnemu ośrodkowi
                nie udało się potwierdzić tych ogromnych złóż rud uranu ani tym bardziej
                ogromnego skażenia. Dobrze że przynajmniej osłonił Pan informację o tych rudach
                uranu słowem "podobno".
                Sugerowanej przez tzw. "obrońców Tybetu" antytybetańskiej polityce Chin przeczy
                fakt decyzji rządu chińskiego o otwarciu w Lhasie Uniwersytetu Tybetańskiego
                (oficjalnie otwarto go w 1985). Przecież indoktrynację młodzieży tybetańskiej
                byłoby dużo łatwiej prowadzić na chińskich uniwersytetach poza Tybetem.
                Nie wiem dlaczego przez "mroczne siły" chce Pan rozumieć satanistów lub masonów.
                Bez trudu znajdzie Pan w "Gazecie Wyborczej" z kwietnia 2008 obszerny artykuł
                "Wszystko, co musisz wiedzieć o Tybecie". Jest w nim informacja, że w 1958 CIA
                rozpoczęła finansowanie partyzantki tybetańskiej. W 1959 zorganizowano
                powstanie, które jednak zakończyło się klęską i ucieczką dalajlamy z pałacu
                Potala w Lhasie do Indii. W ślad za nim podążyło 80 tys. jego zwolenników.
                Według "Gazety Wyborczej" CIA finansowała partyzantów tybetańskich do 1971 a
                według nich samych jeszcze kilka lat dłużej. Ja obawiam się, że tzw. "obrońcy
                Tybetu" są do dziś finansowani przez CIA.
                Zupełnie nie rozumie Pan celu działania w Polsce tzw. "obrońców Tybetu" (mówię o
                liderach, bo zwykli ludzie nie bardzo wiedzą w co się pchają). Tu nie chodzi o
                oderwanie Tybetu od Chin, ani nawet o wywołanie zamieszek w Tybecie, bo przy
                bardzo szybko poprawiającej się sytuacji materialnej zwykłych Tybetańczyków nie
                ma już żadnej nadziei, że jakąś znaczącą ich liczbę poderwie się do protestów.
                Przytłaczająca większość Tybetańczyków chce wygodnie i dostatnio żyć i apele
                tzw. "obrońców Tybetu" spływają po nich jak woda po kaczce. Dziś ruch polskich
                tzw. "obrońców Tybetu" może praktycznie realizować już tylko jedno zadanie -
                ogłupiać Polaków. Wmawiać im jakim strasznym i zbrodniczym krajem są Chiny.
                Inaczej Polacy mogliby zacząć zastanawiać się, jak to się dzieje, że Chiny tak
                szybko się rozwijają i jeszcze kredytują pół świata, a my stoimy w miejscu i z
                każdym rokiem jesteśmy bardziej zadłużeni. Gdy się wmówi Polakom, że Chiny to
                zbrodniczy system, to będzie większa szansa, że nadal pozwolą się strzyc jak
                barany, no bo przecież to i tak lepsze niż chiński totalitaryzm. To jest chyba
                dziś zadanie polskich tzw. "obrońców Tybetu".
                Pozdrawiam serdecznie
                Piotr Badura
                • Gość: Kociokwik Precz z frustracją - niech żyje optymizm IP: 194.29.180.* 22.03.10, 11:56
                  W jaki sposób sprawić by Opolszczyzna stałą się Tygrysem Europy?
                  To proste i oczywiste.
                  Należy zaprosić ze cztery dywizje Czerwonej Armii Chińskiej.
                  Żołnierze szybko i sprawnie zlikwidują wszystkich agentów CIA oraz
                  przedstawicieli innych mrocznych sił okradających Opolan.
                  Po usunięciu tej przeszkody Chińczycy szybko wybudują 4 lotniska oraz szybką
                  kolej do Berlina.
                  Następnie wyremontuje się kościoły i utworzy z nich atrakcje turystyczne oraz
                  ustali się cenę kolacji z piwem na 6 juanów.
                  Przewiduje się, że w ciągu roku ta prowincję odwiedzi ok. 10mln turystów!

                  Maoizm, komunizm i totalitaryzm nadzieją i przyszłością Opolszczyzny!
                  • Gość: Piotr Badura Gdy się nadużywa, to się ma kociokwik (czyli kaca) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.10, 22:41
                    Szanowny Panie Kociokwiku
                    Przepraszam, że tak długo nie udzielałem Panu pomocy, ale miałem inne ważne
                    sprawy na głowie.
                    W swym ostatnim poście usiłuje Pan ironizować, ale to nie jest dobry sposób na
                    wyjście ze stanu, w którym Pan się znalazł, a który trafnie scharakteryzował Pan
                    swym nickiem.
                    Kociokwik (czyli popularniej kac) to stan po nadużyciu. Nie należy więc
                    nadużywać. Pan nadużywał. Łykał Pan propagandowe brednie aż do stanu głębokiego
                    upojenia, no i teraz ma Pan duchowy kociokwik. Ale to minie. Na przyszłość, by
                    uniknąć takich stanów, radzę jednak trzymać się zasad znanych ludziom już od
                    starożytności.
                    Gdy zetknął się Pan z oskarżaniem Chin w sprawie Tybetu, to nie powinien był Pan
                    automatycznie uznawać tego za prawdę objawioną. Należało pamiętać o zasadzie
                    "wysłuchaj także drugiej strony". Zasada ta była znana już starożytnym Rzymianom
                    (Audiatur et altera pars). Szczerze wątpię, by zadawał Pan sobie trud sięgnięcia
                    do oficjalnych źródeł chińskich, by poznać ich stanowisko w tej sprawie.
                    Tymczasem nie jest to trudne. Wiele chińskich gazet prowadzi swe strony
                    internetowe w języku angielskim (np. "Global Times", "China Daily", "People's
                    Daily"). Język angielski nie jest wielką przeszkodą. Ja prawie wcale nim nie
                    władam, a jestem w stanie (ze słownikiem pod ręką) korzystać z tych stron.
                    Polecam Pana uwadze np. "China Daily", dostępną pod adresem:
                    www.chinadaily.cn/
                    Znajdzie Pan na niej specjalny dział na temat Tybetu ("Tibet: Past and
                    Present"), do którego wchodzi się zaraz ze strony głównej. Ponadto do
                    wyszukiwarki na tej stronie może Pan wpisać "Tibet" i będzie Pan miał przegląd
                    ich wcześniejszych artykułów o Tybecie. Oczywiście nie namawiam Pana do
                    bezkrytycznego przyjęcia tego, co znajdzie Pan na łamach chińskich gazet.
                    Krytycyzm powinien Pan zachować wobec obu stron.
                    Po wysłuchaniu racji oskarżyciela i oskarżonego dobrze jest odwołać się do
                    bezstronnych świadków. W internecie pełno jest relacji zwyczajnych turystów,
                    którzy daleko są od jakiejkolwiek polityki, a byli w Tybecie i opisali swe
                    wrażenia. To także powinien Pan czytać z odrobiną krytycyzmu.
                    Gdy zapozna się Pan z oskarżeniem, obroną i relacjami bezstronnych świadków, to
                    będzie Pan mógł zacząć ostrożnie wyrabiać sobie pogląd w całej sprawie. Gdy
                    będzie Pan tak postępować, to kociokwik raczej nie będzie Panu grozić.
                    Dla lepszego zobrazowania, jak działa antychińska propaganda tzw. "obrońców
                    Tybetu" podam aktualny przykład. W dniu 20 marca na stronie ratujtybet.org
                    ukazał się artykuł "Pałac Potala – zagrożony symbol Tybetu"
                    ratujtybet.org/content/news/446/palac_potala_%E2%80%93_zagrozony_symbol_tybetu.htm
                    Artykuł ten zilustrowany jest zdjęciem. Podpis pod zdjęciem ma na końcu literki
                    "RFA". To skrót od Radio Free Asia. Związki RFA z CIA ustali Pan sam z łatwością.
                    Artykuł jest propagandową brednią. W jaki sposób woda odpompowana z wykopów u
                    stóp góry miałaby zagrozić pałacowi na tej górze? Góra pęknie? A może zapadnie
                    się i utopi? Zawsze przy robotach ziemnych odpompowuje się wodę z wykopów, bo
                    inaczej się nie da. Trudno zatrudniać nurków do pracy przy budowie metra.
                    Metro jest w Lhasie potrzebne. Władze Tybetu (władze realne a nie na
                    uchodźstwie) zwracały od dłuższego czasu uwagę na zbyt duże nasilenie ruchu
                    samochodowego w rejonie pałacu Potala (liczni turyści). Informacje o tym
                    znajdzie Pan we wskazanej przeze mnie chińskiej prasie. Nie można dziś zamknąć
                    tego terenu dla ruchu samochodowego, jeśli nie zapewni się innej komunikacji.
                    Sprawę rozwiąże metro. Kto będzie chciał zwiedzić pałac Potala, dojedzie do
                    niego z hotelu metrem.
                    Zupełnie dęte jest zawarte w artykule stwierdzenie: "Rząd chiński w latach
                    1988-1993 zainicjował wiele prac w Pałacu Potala pod pozorem renowacji".
                    Należało wymienić te prace. Było wśród nich np. zdrenowanie całej góry
                    (kosztowało to miliony), bo deszczówka gromadząca się na tarasach przy większych
                    opadach, nie mając możliwości odpływu, powodowała erozję zboczy (był to skutek
                    błędów budowniczych pałacu). Jeśli twierdzi się, że chińscy konserwatorzy
                    zabytków są niekompetentni i zamiast konserwować malowidła niszczą je, to trzeba
                    podać konkretne przykłady. W artykule jest zero konkretów.
                    Największy problem leży jednak w innym miejscu. Cały artykuł jest obliczony na
                    "ciemny lud", który "to kupi". I kupuje. Pod adresem:
                    www.recepreczodtybetu.org/palac-potala-moze-zostac-zburzony/
                    znajdzie Pan wypowiedź takiego właśnie osiołka, który przeczytał artykuł z
                    ratujtybet.org i po swojemu go "zrozumiał". Dla niego oczywistym jest już, że
                    Chiny tylko po to budują metro w Lhasie, żeby pałac Potala uległ zniszczeniu.
                    Najpierw topią miliony, by ratować pałac, a potem wydają miliardy, by on się
                    jednak rozsypał. Ten osiołek też dostanie kiedyś kociokwiku, gdy zorientuje się,
                    że zrobiono go w jajco.
                    Poleciłbym Pana uwadze jeszcze wiele propagandowych materiałów, np. "China's
                    Train, Tibet's Tragedy" ("Chińska kolej, tragedia Tybetu"). Jest on dostępny pod
                    adresem:
                    tibet.net/en/pdf/diirpub/environment/2009/cttt_2009.pdf
                    Jeśli dla otoczenia Dalajlamy tragedią jest kolej do Tybetu, to trzeba już z
                    dystansem podchodzić do tego, co ci ludzie mówią. A przecież dla nich tragedią
                    jest też np. to, że młodzież tybetańska ma dostęp do internetu (i nie chodzi o
                    dostęp do pornografii czy wrogiej propagandy, ale w ogóle o dostęp do
                    internetu). Bardzo dziwne to środowisko, które możliwości swego przetrwania
                    upatruje w tym, by jego naród był odizolowany od świata.
                    Na jeszcze jedną rzecz zwrócę Pana uwagę. 10 marca 2008 w Lhasie rozpoczęły się
                    demonstracje w związku z 49 rocznicą powstania tybetańskiego. Były to bardzo
                    dziwne demonstracje. Rozpoczęły się 10 marca i do 13 marca nic. Władze chińskie
                    nie podejmowały przeciwdziałania. Ile dni można chodzić po ulicach z
                    transparentami i wykrzykiwać antychińskie hasła? Przecież w planie były
                    policyjne pałki, aresztowania etc. Trzeba było zradykalizować działania. 14
                    marca zaczęto więc demolować chińskie sklepy, podpalać obiekty publiczne no i
                    wtedy w końcu policja zareagowała i wreszcie można było puścić w świat komunikat
                    o chińskich represjach. Totalna kompromitacja organizatorów demonstracji.
                    Władzom USA i UE nie zostało nic innego poza zaapelowaniem do władz chińskich o
                    wyrozumiałość wobec przestępców. Trudno było przecież potępiać oficjalnie Chiny
                    za to, że nie pozwalają na dewastowanie sklepów i samochodów, podpalenia,
                    rabunki etc.
                    Na koniec jedna uwaga. Ja nie krytykuję tu CIA i rozmaitych jej przybudówek.
                    Służby to służby i działają w sposób właściwy dla służb. Tak już jest świat
                    urządzony. Ale dlaczego nasza młodzież ma być tumaniona i ma za frajer odwalać
                    brudną robotę CIA, podczas gdy cwaniacy biorą horrendalne wynagrodzenia. Jeśli
                    nasza młodzież pracuje dla przybudówek CIA to niech bierze za to godziwe pieniądze.
                    Pozdrawiam serdecznie
                    Piotr Badura
                    • Gość: edek Re: Gdy się nadużywa, to się ma kociokwik (czyli IP: *.chello.pl 29.03.10, 19:49
                      Szanowny Panie Badura

                      Pan się chyba kleju nawąchał
                      jeśli uważa Pan ze Chiny dbają o Tybet lepiej niż sami Tybetańczycy... Był pPan
                      kiedykolwiek w Chinach? W Tybecie?
                      ja byłem.. widziałem jak żołnierze chińscy bili dwóch młóodych Tybetańczyków za
                      to tylko ze ci rozmawiali w urzedzie chińskim po tybetańsku
                      widziałem napisy "zakaz rozmawiania po tybetańsku" na szkołach (nie Panie Badura
                      nie znam chińskiego, byłem jednak z Chińczykiem, znajomym który mi tłumaczył te
                      napisy)

                      moze zróbmy w CHinach w Tybecie referendum? ale wolne referendum dla ludzi
                      którzy mieszkali w Tybecie przed 1948 rokiem i dla ich potomków też...
                      mogę się załaożyć iz wynik byłby całkiem anty chinski...

                      rozumiem że lubi pan nasz genialny Instytut Konfucjusza... ale ja rozumiem i
                      popieram ludzi którzy wolą skandowac hasło FREE TIBET i bojkotowac produkty
                      chińskie...

Pełna wersja