szarrak
16.06.11, 10:28
pojawił się wątek dotyczący koleżanki-klona. to przypomniało mi o pewnym stworzeniu, które widziałam jakiś czas temu - wierna kopia niejakiej pani ekscelencji - ten sam odcień na głowie, męski kapelusz, bladoróżowe usta, ubrana na czarno z jakimś jaskrawym dodatkiem, duży krzyż na szyi. rzadko chodzę po blogach szafiarskich, a już wyjątkowo rzadko zaglądam do wspomnianej blogerki, ale skojarzenie nasunęło mi się samo - rzadko jednak widuje się czerwone włosy w połączeniu z melonikiem i bladoróżową szminką. stylizacja dziewczyny była mało udana (niestety, większość polek nie wygląda dobrze z takim kolorem włosów, poza tym dziewczyna była przy tuszy i stanowczo lepiej wyglądałaby w spódnicy/w sukience, niż w podartych legginsach).
w związku z tym chciałabym poznać Wasze zdanie na temat granic naśladownictwa - ot, jestem po prostu ciekawa, jak to postrzegacie. od jakiego momentu czułybyście się niezręcznie, gdyby ktoś z bliskiego otoczenia zaczął kopiować Wasz sposób ubierania? czy szafiarki, jako podwórkowe trendsetterki, same są sobie winne, dzieląc się informacjami o miejscach zakupu poszczególnych ubrań? do jakiego stopnia WAM zdarza się kopiować cudze pomysły? wiadomo, gdyby nie naśladownictwo, nie istniałoby pojęcie "moda", ale jakie są granice?
wybaczcie serię pytań, ale nie chce mi się uczyć na egzamin, a kwestia jest dla mnie interesująca.