Gość: Sylwia
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
27.04.05, 12:11
Jestem szesnastolatką.Dzisiaj pisałam egzamin pogimnazjalny matematyczny i
wiem że beznadziejnie wypadłam.Jestem typową humanistką więc egzamin z
przedmiotów ścisłych jest dla mnie koszmarem.WIem swoje-po prostu go
oblałam.Nie trafiłam w tematy,których sie nauczyłam,zadania były bardzo
trudne.Nie chcę tu się użalać nad sobą tylko poprosić o radę.
Ledwie wyszłam z sali i od razu przybiegło do mnei szczęśliwe grono
pedagogiczne.Ukochana nauczycielka,która nakłada na mnie mase konkursów i chce
żebym każdy wygrywała,zachowuje się jak wymagająca matka;oraz dyrektorka-jak
zawsze uśmeichnięta,myśli ,że na pewno świetnie się spisałam.W tamtym roku
miałam średnią 5.23 i wygrane dwa pierwsze miejsca w konkursie poezji i
fotografii.teraz wszyscy oczekują,że zostanę prymuską 2005.
Przyszłam do domu:wszyscy pytają o egzamin.Teraz nie tylko nie dostane się do
"wymarzonego" liceum ale będę musiała znoscić rozczarowania
nauczycieli,rodziny,kpiny ze strony koleżanek i kolegów.A ja tego znieśc nei
potrafie.Nie będę umiała spojrzeć w oczy tym wszystkim ludziom,którzy
spodziewali się rewelacji.No i skzoła ,która śni mi sie po nocach-w której
uczą sie moje przyjacółki,na zawsze pozostanie tylko marzeniem.