Gość: inga
IP: *.dip.t-dialin.net
03.05.05, 19:57
Oto pouczająca historia, o mężczyźnie, który notorycznie nie doceniał swojej
żony.
Kobieta, nie mogąc znieść ciągłego upokarzania postanowiła uświadomić
partnera w kwestii "nic nierobienia". Otóż mąż wrócił pewnego dnia z pracy i
już od podwórka rzuciło mu się w oczy, że dwaj synowie siedzą na trawniku w
pidżamach i bawią się pustymi pudłami wygrzebanymi ze śmieci.
Zaniepokojony zauważył również, że drzwi do domu i samochodu żony są szeroko
otwarte, a po małżonce ani śladu. Z duszą na ramieniu wszedł do domu, który
wyglądał jak pobojowisko - powywracane meble, porozrzucane ciuchy, plama
rozlanego mleka na środku pokoju.
Jeszcze gorzej przedstawiała się kuchnia: stos brudnych naczyń tylko trochę
zasłaniał ściany wysmarowane czekoladą i szafki pomalowane farbami.
Przerażony mąż czym prędzej pobiegł na piętro, mijając po drodze rozwleczone
przez psa pluszowe misie, z których została żałosna kupka trocin. Po drodze
poślizgnął się i wywrócił na wodzie, która wylewała się z wanny.
Po chwili dostał się wreszcie do sypialni, gdzie zastał żonę rozkosznie
rozciągniętą na łóżku, z książką w ręku. Jak gdyby nigdy nic spojrzała na
niego z uśmiechem i zapytała jak minął mu dzień.
On nie miał nastroju na miłe pogaduszki, zapytał tylko, co się stało w ich
domu. - Pamiętasz, jak codziennie wracałeś z pracy do domu i pytałeś, co ja
robiłam przez cały dzień? - zapytała żona słodkim głosem. - Pamiętam -
odrzekł niechętnie mężczyzna. - To wyobraź sobie, że dziś tego nie
zrobiłam...