r.richelieu
22.06.05, 17:10
Czy zauważyliście, że zazwyczaj większe powodzenie mają przeciętniaczki? ( w
sensie inteligencji oczywiście)
Uważam to za przejaw męskiej niskiej samooceny i kompleksów, bo boi się, że
zdemaskuję jego półgłówkowatość. Taka słodka niunia, co tylko o tuszach do
rzęs, wpatrzona wniego jak w obrazek, połknie każdą bzdurę którą wymyśli. A
ja nie, wymagam od faceta, aby był wszechstronny i we wszystkim najlepszy. Ma
dorównać mojej inteligencji, bo nie chciałabym co 10 minut jego poprawiać.
Nie rób, rób, nie tak, tak, to doprawdy męczące takie upominanie.
A uroda przemija, lepsza jestem od tych niuń o swoją inteligencję, bo one za
10 lat zbrzydną i ich luby zamieni je na młodszy model. Inteligencja ma
tendencję wzrostową i mój mężczyzna po 10 latach codziennego obcowania z moją
inteligencją, z moją ogromną wiedzą, którą codzień mu podaję, z moją
pedagogicznością, kiedy jego niedociągnięcia poprawiam, z moją najczystszą
polszczyzną, którą stosuję i wymagam stosowania od innych, więc mój mężczyzna
po 10 latach obcowania będzie chciał
Mój luby niestety nie jest nawet w połowie idealny, ale przydaje się np. w
teatrze, kiedy mogę inteligentnie skomentować obejrzany właśnie akt. Sama do
siebie nie będę przecież mówić.
Ale kiedyś mnie obraził. Kochaliśmy się zgodnie z filozofią tantryczną i
wyobraźcie sobie, że skończył w czasie niegodnym z wymogami. I jak tu się nie
zbulwersować
Innym razem na spacerze spotkaliśmy moją koleżankę z jej rocznym dzieckiem i
wyobraźcie sobie, że zamiast jak do dorosłego mówić do tego dziecka, aby od
samego początku wychowywać go na odpowiedzialnego za słowo człowieka, mój
luby tylko jakieś "a ti ti ti" wyprodukował. Moja koleżanka jest także bardzo
inteligentna i z pewnością włosy dęba jest stanęły na to zaprzeczenie
wszelkich norm wychowania.