viatora
30.10.05, 22:58
"Prawdopodobnie nie pasuję do przyjętego wyobrażenia "buntowniczki". Nie mam
widocznych tatuaży, a kolczyki minimalne. Nie posiadam skórzanej kurtki.
Faktycznie, kiedy większość ludzi patrzy na mnie ich pierwsza myśl to coś w
rodzaju "uciśniona kobieta''.
Odważne jednostki, które zebrały się na odwagę, żeby spytać mnie o sposób w
jaki się ubieram zwykle zadawały takie pytania jak: "Czy twoi rodzice każą ci
to nosić?" albo "Czy nie uważasz, że to naprawdę niesprawiedliwe?"
Trochę wcześniej grupa dziewcząt w Montrealu została wyrzucona ze szkoły za
ubieranie się tak jak ja. Wydaje się dziwne, że kawałek ciucha może wzbudzać
takie kontrowersje. Może zachodzi obawa, że ukrywam pod nim Uzi.
Oczywiście, chodzi o coś ważniejszego niż zwykły ciuch. Jestem muzułmańską
kobietą, która jak miliony innych muzułmańskich kobiet na całym świecie
wybrała noszenie czarczafu. A pojęcie czarczafu, na przekór popularnej opinii
jest faktycznie jednym z najbardziej fundamentalnych aspektów kobiecego
równouprawnienia.
1. Kiedy się zakrywam czynię faktycznie niemożliwym dla ludzi osądzanie mnie
według sposobu w jaki wyglądam. Nie mogę być klasyfikowana ze względu na moją
atrakcyjność lub jej brak. Porównaj to z życiem w współczesnym
społeczeństwie: jesteśmy ustawicznie oceniane na podstawie naszego ubioru,
biżuterii, włosów i makijażu. Jaki rodzaj głębi może być w takim świecie?
Tak, mam ciało, fizyczną manifestację na tej ziemi. Lecz jest to naczynie
inteligentnego umysłu i silnego ducha.
Nie jest ono dla widza do oglądania, ani do użytkowania w reklamie do
sprzedaży wszystkiego, od piwa po samochody. Z powodu powierzchowności świata
w którym żyjemy wygląd zewnętrzny jest tak akcentowany, że wartość jednostki
prawie nic nie znaczy.
2. Mitem jest, że kobiety we współczesnym społeczeństwie są wyzwolone. Jaki
rodzaj wolności może być tam, gdzie kobieta nie może przejść po ulicy bez
tego, że każdy aspekt jej fizyczności jest dokładnie oglądany. Kiedy zakładam
czarczaf czuję się bezpieczna od tego wszystkiego. Mogę być spokojna, że nikt
nie robi przypuszczeń co do mojego charakteru na podstawie długości mojej
spódnicy. Jest to bariera pomiędzy mną a tymi, którzy chcą mnie wykorzystać.
Jestem najpierw i przede wszystkim ludzką istotą, równą każdemu mężczyźnie, a
seksualność nie jest moim słabym punktem.
3. Jedną z najsmutniejszych prawd naszych czasów jest zagadnienie mitu piękna
i kobiecego samo-wizerunku. Czytając popularny magazyn dla nastolatków możesz
bardzo szybko dowiedzieć się, jaki typ ciała jest "na czasie", a jaki nie. I
jeśli masz "niewłaściwy" typ ciała, cóż wtedy po prostu musisz to zmienić,
nieprawdaż? Przecież, w żaden sposób, nie możesz mieć nadwagi i nadal być
piękna. Spójrz na jakąkolwiek reklamę. Czy kobieca istota wykorzystywana jest
do sprzedaży produktu? Ile ma lat? Jak bardzo jest atrakcyjna? W co jest
ubrana? W większości przypadków będzie to kobieta, która nie przekracza
wczesnej dwudziestki, wyższa, szczuplejsza, bardziej atrakcyjna niż
przeciętnie, ubrana w skąpe ciuchy.
Czemu pozwalamy sobą tak manipulować?
Czy kobieta lat dziewięćdziesiątych chce w to wierzyć czy nie, wciskana jest
w szablon. Zmuszana jest do sprzedawania samej siebie, do upośledzania samej
siebie. Oto dlaczego mamy trzynastoletnie dziewczęta wsadzające sobie palce
do gardła i wieszających się młodzieńców z nadwagą. Kiedy ludzie pytają mnie,
czy czuję się uciśniona, mogę uczciwie powiedzieć, że nie. Podjęłam tę
decyzję z mojej własnej, nieprzymuszonej woli. Odpowiada mi fakt, że sprawuję
kontrolę nad sposobem w jaki odbierają mnie inni ludzie. Cieszy mnie to, że
nie daję nikomu nic do oglądania, że wyzwoliłam się z niewoli rozhuśtanego
wahadła przemysłu mody i innych instytucji, które wyzyskują kobiety.
Moje ciało to moja sprawa. Nikt nie może mi mówić, jak powinnam wyglądać, ani
czy jestem, czy nie jestem piękna. Wiem, że jest coś co znaczy dla mnie
więcej niż to. Jestem również w stanie powiedzieć bez skrępowania "nie'',
kiedy ludzie pytają mnie, czy czuję jak gdyby moja seksualność była tłumiona.
Zapanowałam nad swoją seksualnością. Jestem wdzięczna, ż nigdy nie będę
musiała cierpieć próbując stracić/ zyskać na wadze, lub próbując znaleźć
właściwy odcień szminki, który współgrać będzie z kolorem mojej skóry.
Dokonałam wyboru moich priorytetów i te rzeczy nie znalazły się pośród nich.
Więc jeśli zobaczysz mnie następnym razem, nie patrz na mnie ze współczuciem.
Nie jestem przymusowo pozbawiona wolności ani wielbiącą mężczyzn kobiecą
branką z owych barbarzyńskich, arabskich pustyń. Jestem wyzwolona."