Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    wpadki w przymierzalni

    28.06.07, 12:38
    przymierzałam wczoraj sukienkę w Carry. Troszkę kłopotu miałam przy
    zakładaniu, ale obyło się bez większych zgrzytów. Jednak przy zdejmowaniu
    wpadłam w panikę - nie potrafiłam jej zdjąć! Zamek powinien być dłuższy, nie
    chciała mi przejść przez biust (w sumie niezbyt duży). Myślę, że niejeden
    jogin pozazdrościłby mi pozycji jakie przybrałam usiłując ją zdjąć. Tak to
    teraz wspominam z uśmiechem, ale wczoraj nie było mi do śmiechu. Myślałam, że
    będę musiała prosić o pomoc obsługę. Aaaaaaaaa koszmar!
    A Wam, drogie forumki, zdarzyło się w przebieralni coś, czym chciałybyście się
    podzielić? :)
    Obserwuj wątek
        • zielona2000 Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 12:51
          Cóż może troche nie na temat, ale też o przymierzaniu :)
          Wczoraj byłam w Esotiq i stanik, ktory juz od dawna mi się podobał był
          przeceniony. Zosała jedna sztuka i akurat w moim rozmiarze (75b - zawsze taki
          kupuje w tym sklepie) Podchodzę do kasy a kasjerka do mnie : "Jest pani pewna
          że nie chce go pani przymierzyć?" i taksuje mnie wzrokiem. Szybko
          powiedzialam "nie", kupilam stanik (jednak był mocno przeceniony i nie chcialam
          starcic okazji :P) i jeszcze szybcie zmylam sie z tego sklepu...

        • edavenpo Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 12:59

          Przygoda ktorej nie zapomne z wielu powodow he he he

          Dokladnie dwa lata temu szukalam dzinsow skinny. Wlazlam do Miss Sixty bo mieli
          wyprzedaz i akurat mieli pare ktora mi sie spodobala ale rozmiary byly juz
          przerzedzone. Normalnie nosze rozmiar 26"/27" w dzinsach ale dziewczyna
          wygrzebala jedyne pozostale 25" i zapewnila mnie ze 'one sa bardzo rozciagliwe,
          na pewno w nie wejdziesz'.

          Weszlam do niewielkiej przymierzalni, jakos wbilam sie w te dzinsy, ale byly po
          prostu zbyt obcisle. Zaczelam je zdejmowac i tu zaczal sie problem. Nie dosc ze
          byly bardzo elastyczne i przylegaly do ciala jak druga skora to utknely mi w
          lydce. Zaczelam sie z nimi szamotac w tej malej duszno-klaustrofobicznej
          przymierzalni i naciagnelam miesien w udzie. O ile wyszlam ze sklepu Ok to po
          dojscu do domu udo mi spuchlo i zaczelo bolec ze nie moglam stac na tej nodze.
          Skonczylo sie dwoch tygodniach w domu (nie moglam chodzic z bolu) na wizycie u
          lekarza (epizod z przymierzalnia nie mogl mi przejsc przz usta wiec wymyslilam
          ze naciagnelam miesien cwiczac) i kilku wizytach na sportowym masazu.

          Nigdy wiecej nie bede sie wbijac w o rozmiar za male dzinsy ;-)
        • sakiko Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 14:13
          no cóż, niecodziennie zostaję w sukience na wysokości biustu, tyłkiem na
          wierzchu i perspektywą wzywania personelu. Jeśli dla Ciebie to codzienność, to
          wybacz trywialny temat :)
          Dla zaspokojenia Twojej ciekawości: owszem, ćwiczyłam
          • titta Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 21:31
            Sakiko, nie zlosc sie. Sa osoby ktore regularnie utykaja w sukienkach. Chyba
            polaczenie gustu z rozmiarem biustu ;). Ja ostatnio przy takim incydecie,
            szamoczac sie oderwalam guziczki z przodu sukienki. Strasznie bylo mi glupio
            oddac ich garsc obsludze, wiec je (razem z sukienka) kupilam. Lezy dobrze
            tylko, wredna, przechodzic nie chce ;)
        • kadanka Re: wpadki w przymierzalni 01.07.07, 19:52
          zostawilam cos w przymierzalni - juz nie pamietam co. wrocilam sie, a tam w
          srodku juz jest jakis koles i to rozebrany do gaci. zamiast sie cofnac i
          poprosic, zeby mi podal, to ja wlaze do tej przymierzalni mimo ze on costam
          gada. gdyby ktos mi tak wlazl, zwyzywalabym go od chamow zapewne. w jakims
          amoku chyba bylam
          • pavvka Re: wpadki w przymierzalni 02.08.07, 17:49
            To byłaś Ty? :-o
            Poważnie, miałem taką sytuację jakiś czas temu - wszedłem do przymierzalni
            (bodajże w Galerii Centrum w Warszawie na Marszałkowskiej), w środku stała
            torebka, ale wyglądało, że też była "przymierzana" i zostawiona (miała
            przywieszone coś przypominającego metkę). Nagle w trakcie mojego rozdziewania
            się, do środka wtargnęła kobita - rozsunęła zasłonę na całą szerokość, zaczęła
            pyskować, że śmiałem zająć JEJ przymierzalnię, wzięła torebkę i wyszła nie
            zasuwając zasłony. Przyznaję, że oniemiałem.
      • bekab Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 13:12
        oprócz wyżej wspomnianych za małych skinny, oraz tego ze ciucha nie da rady
        ściągnąc, ja dodaje jeszcze (może jako nie 'wpadka') ale bardzo powszechne:
        małe dzieci zaglądające do kabiny gdy akurat jestem półnaga :|
        • love_mode Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 14:21
          bekab napisała:

          > oprócz wyżej wspomnianych za małych skinny, oraz tego ze ciucha nie da rady
          > ściągnąc, ja dodaje jeszcze (może jako nie 'wpadka') ale bardzo powszechne:
          > małe dzieci zaglądające do kabiny gdy akurat jestem półnaga :|

          i komentarz mojego: "mamo widac ci pupe" :/)
      • justi54 Re: to wszystko nic 28.06.07, 13:24
        W młodości koleżanka przy zdejmowaniu sukni (dość drogiej) w przymierzalni
        rozerwała ją z boku i zepsuła zamek. Uciekła w popłochu rzucając sprzedawczyni
        suknie z okrzykiem "nie mój rozmiar". A ja się potem dziwiłam dlaczego ona nie
        chce ze mną do tego sklepu wchodzić. Ot grzech młodości.
      • koala1212 Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 13:24
        kiedys w przymierzalni po tym jak sie rozabralam, zaczelam oceniac wyglad mojej
        pupy. W koncu to jedyne miejsce gdzie sa podwojne ruchome lustra.
        I tak sie ogladam w biustonoszu i w stringach z roznych stron i nagle widze w
        lustrze, ze nie zasunelam do konca zaslonki, a przed przymierzalnia, siedzi na
        pufie jakis facet i przez te 10 cm przerwe, tez ocenia wyglad mojej pupy.
        • awioletta Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 14:47
          przede wszystkim witam Was serdecznie :) mój pierwszy wpis na forum...:)
          ja kiedyś co prawda nie podziwiałam swojej pupy, ale po prostu przymierzałam
          spodnie i chyba w ogóle nie zasunęłam zasłonki :/ było dużo więcej niż 10 cm
          przerwy :/ dobrze, że to rano i nie było tłumów. a spodnie kupiłam i szybko
          uciekłam :P
      • supervixen Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 13:32
        Ostatnio zaciął mi się zamek w sukience, a niestety bez jego rozpięcia nie
        byłabym w stanie sukienki zdjąć:) Męczyłam się w przymierzalni z 5 minut, w
        końcu wyszłam i poprosiłam kogoś z obsługi o pomoc. Dziewczyna, zresztą bardzo
        sympatyczna, zaraz ruszyła z odsieczą, ale też z marnym skutkiem. Zawołała więc
        jeszcze koleżankę, która oczywiście też nie dała zamkowi rady:D W końcu
        postanowiły wyrwać zamek, ale przy okazji wyrywania się rozpiął, więc skończyło
        bez większych strat;) Ale przez to traumatyczne przeżycie sukienki już nie
        kupiłam:D
          • supervixen Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 13:59
            Może;) Ale zamek w tej mojej nie został ostatecznie wyrwany, bo jak napisałam,
            przy próbie wyrwania (czyli szarpania z dużą siłą) w końcu się rozpiął. Może
            kilka nitek poszło najwyżej. Nie zdziwiłoby mnie jednak, gdyby tak się
            skończyło kolejne mierzenie tej sukienki. Tym bardziej, że później widziałam
            tam tę sukienkę w większym rozmiarze i w okolicach zamka była podejrzanie
            wymiętoszona, jakby też ktoś się tam nieźle naszarpał:/
      • beem3 Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 14:55
        hehe,a ja się dziwiłam,skąd takie "braki" przy sukienkach w Zarze ;)
        kiuedyś jak tam chciałam kupić sukienke,to gosc 20 minut szukał M-ki w
        magazynie bo te na sklepie-nie miały guzika,-ów bądź zamek z deka wyrwany :P
      • nessie-jp Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 15:12
        Owszem, zdarzyło mi się mierzyć sukienkę, która niby dała się łatwo założyć,
        nienajgorzej leżała, ale za to zdjąć się nie dała za nic :/ Już myślałam, że
        będę ją musiała kupić, iść w niej do domu i wyciąć się z pułapki nożyczkami!
        Kręciłam się jak fryga w tej maleńkiej przymierzalni, starając się nie walić
        łokciami w rezonujące tekturowe ścianki... a sukienka utkwiła na wysokości
        ramion, zasłaniając mi dokładnie cały widok. Jeśli ktoś mnie w tej przebieralni
        filmował, to chyba mu obiektyw w kamerze pękł.

        W końcu wyłoniłam się z tej piekielnej sukienki, potargana, zgrzana i zasapana,
        jakbym nie wiem co robiła w tej przebieralni. Sukienki NIE kupiłam.

        PS. Dzieci podglądających w przebieralniach obce kobiety też nie znoszę. Co to
        za maniera w ogóle, jak można tak dziecko wychować? No i kolejny argument, żeby
        nie zabierać ze sobą grzdyli na długie zakupy ciuchowe...
        • meduzaa1 Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 15:55
          Oj kobieto, jakaś taka nienawiść wrodzona do dzieci w Tobie siedzi...Być może
          kiedyś zostaniesz matką to Ci przejdzie i zrozumiesz, że jeśli nie ma się z kim
          dzieciaka zostawić w domu to trzeba iść razem z nim na zakupy lub siedzieć z
          nim w domu...Dla mnie ta druga opcja odpada bo lubię chodzić do sklepów
          ciuchowych i nie uważam żebym z powodu posiadania dziecka musiała siedzieć
          wyłącznie w domu albo na spacerze przed blokiem (choć niektórym pewnie i
          dziecko przed blokiem przeszkadza). Na szczęście nikt nie zabronił wchodzenia
          do sklepu z dziećmi.
          Jak byłaś "grzdylem" też byłaś ciekawa świata i niekoniecznie zawsze sluchałaś
          matki:/
        • olesia301 Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 16:17
          Ja tam zabieram Piotrusia na zakupy. Cały czas trzymam go za rękę, by nie
          zrzucił ubrań z wieszaków lub nie uciekła gdzieś.
          Największą sztukę jest ubrania czegokolwiek w przymierzalni, gdy jedną ręką
          trzyma się gzuba :-) za rękę. To mistrzostwo świata!
        • love_mode nessie 28.06.07, 16:24
          ale pomysl jakiego ja fajnego partnera komus wychowam:)

          a! moje tylko mnie podglada i manekinom majtki sciaga ;))

          i nie jestem fanka zakupow z dzieckiem, ale czasem tak wypadnie, a niani brak, a babcie 300km stad...
          • nessie-jp Re: nessie 28.06.07, 16:30
            love_mode napisała:

            > ale pomysl jakiego ja fajnego partnera komus wychowam:)
            >
            > a! moje tylko mnie podglada i manekinom majtki sciaga ;))

            :)) To co innego niż trzech 7-8 letnich łebków odchylających zasłony w
            przymierzalni i komentujących wygląd pań... Szczęście, że na mnie nie trafiło,
            bobym została oskarżona o znęcanie się nad dzieckiem. :)

            O wstydliwość manekinów się nie martwię, niech same założą ligę przeciw
            ściąganiu majtek :))
          • michalina_kowalczyk Re: nessie 28.06.07, 16:32
            Ja miałam taką przygodę że mały chłopczyk odsłonił tę zasłonkę i tak stał i
            odsłaniał. Na szczęście szybko ubrałam bluskę i mu chciałam zabrać ten materiał
            a on nie chciał puścić. Jak już w końcu puścił to i nazad za chwilę znuw ją
            odsłonił. Tak gdzieś z 40 centym. On chyba nawet nie wiedział że tam ktoś jest
            czyli ja. Tylko się bawił jak taką jakby płachtą szmatką czy coś. To ja się na
            głos zapytałam czyj to synek ale nikt nie odpowiadał a przymieżalni nie było
            dużo jakoś czy coś. Nie wiedziałam skąt sie to dziecko tam wzieło. I uciekłam.
            I od tamtej hwili to się boję mierzyć ciuchy. Jeszcze bluska puł biedy ale
            jakaś supdniczka czy spodenki to ktoś morze moją pupę podglądnąć.
            • olesia301 Re: nessie 28.06.07, 16:36
              przepraszam jeśli Cię urażę 0- nie mam zamiaru ale ciekawi mnie to zjawisko -
              masz dysortografię czy się zgrywasz? Mam szwagra z tym probleme i nigdy nie
              kumam co pisze.
              • michalina_kowalczyk Re: nessie 28.06.07, 16:41
                Przepraszam. Bardzo się staram uczyć pisać bezbłędów ale z mojej strony to
                żadna choroba a brak w edukacji ale bardzo się staram pisać bezbłedów i co raz
                lepiej mi wychodzi. Czy mam pisać dalej czy powinnam odejść i wrócić jak już
                pokonam te problemy?
                • love_mode michalina_kowalczyk 28.06.07, 17:09
                  "Czy mam pisać dalej czy powinnam odejść i wrócić jak już
                  > pokonam te problemy"

                  mnie nie przeszkadzasz, moj maz nie ma brakow w edukacji, a 'tylko' przez 'd' pisze np;))


                  • michalina_kowalczyk Re: michalina_kowalczyk 28.06.07, 17:13
                    Polski język jest trudny jak ktoś nie miał ochoty albo warunków rzeby się
                    nauczyć i musi to nadrobić jak już jest dorosły i ma już ten rozum albo
                    warunki. Ja mam dużo pomysłów jak pisać różne wyrazy i to mój problem ale
                    staram się bardzo pisać dobrze.
                    • olesia301 Re: michalina_kowalczyk 28.06.07, 17:52
                      Pewnie jest trudny dla obcokrajowców.
                      Tobie radzę duuuużo czytać i otraskać się by nie pisać np. rzeby, żułty. Z
                      czasme otrzaskasz się i nie będę te byki Ciebie też raziły.

                      Przy okazji. Moi rodzice są nauczycielami i od małego dostawałam po łapach za
                      najdrobniejszy błąd to i teraz karcę :-))))
                      • koala1212 Re: michalina_kowalczyk 29.06.07, 00:13
                        hm, a ja czytam bardzo duzo, wyksztalcenie tez zdobylam bdb na bdb uniwerku, a
                        czesto mam watpliwosci jak napisac jakies slowo. Nie chodzi o to, ze chce kogos
                        zniechecac do ksiazek i napisac, ze czytanie nie dziala, ale zawsze mnie
                        zastanawialo, jak to jest mozliwe, ze nadal mam klopoty z ortografia.
                        • olesia301 Re: michalina_kowalczyk 29.06.07, 16:58
                          Tak, ale tu mówimy o tak okrutnych bykach typu "żułty", co przyznasz nie zdaża
                          sie często i z taką czstotliwością "błędowania". Poza tym ja też oczywiście
                          często zastanawiam się jak co napisać np. na maturze ze stresu w całej pracy
                          napisałam "kożystać" zamiast "korzystać". Przez to miałam jedyną czwórę na
                          maturalnym :-(
                        • joanna_i_kropka Re: michalina_kowalczyk 04.07.07, 16:16
                          na onecie(na forum) przeczytałam, że teraz coraz więcej ludzi robi błędy... bo
                          udziela się na forach internetowych. czytamy ciągle wyrazy z błędami, a że mamy
                          pamięć wzrokową, to zapamiętujemy zła pisownię i potem sami piszemy tak samo:/
                          coś w tym musi być, bo ja ostatnio robię dużo więcej błędów niż np. 2 lata
                          temu;D
                • michalina_kowalczyk Re: michalina_kowalczyk 28.06.07, 16:43
                  cioccolato_bianco napisała:

                  > oczy bola ;/

                  Mam braki w edukacji. Postaram się pisać jak nalepiej ale nie od razu mi się
                  uda. Interesuje się modą i lubię tu czytać różne rzeczy. Będę pisała jak
                  najmniej wobectego.
                  • cryptorchid Re: michalina_kowalczyk 28.06.07, 19:45
                    > Mam braki w edukacji. Postaram się pisać jak nalepiej ale nie od razu mi się
                    > uda. Interesuje się modą i lubię tu czytać różne rzeczy. Będę pisała jak
                    > najmniej wobectego.

                    Ale pisz pisz :) Tylko czasem dobrym pomysłem jest napisanie czegoś w Wordzie i
                    dopiero potem wklejenie gdziekolwiek. Przy okazji podkreśli błędy i od razu
                    zobaczysz co jest nie tak :)
                        • cioccolato_bianco Re: michalina_kowalczyk 03.07.07, 08:54
                          koala1212 napisała:

                          > Nie wszyscy musza pisac bez
                          > bledow, to w sumie nie jest wcale wazne.

                          bogowie widza i nie grzmia :) wszyscy powinni i jest to bardzo wazne. zamiast
                          zachecac kolezanke do pisania z potwornymi bledami ortograficznymi, zachec moze
                          zeby popracowala nad swoim problemem!
                    • michalina_kowalczyk Re: michalina_kowalczyk 29.06.07, 08:34
                      Z tym wpisywaniem do Wordu to bardzo dobry pomysł i bardzo dziękuję Tobie za
                      taką poradę. Jesteście tu bardzo miłe kiedyś napisałam coś gdzie indziej i
                      musiałam uciekać bo mi bardzo dogryzali nie grzecznie.

                      Mi się jeszcze przypomniało że kiedyś zamierzyłam spodnie i miały tą dziurkę na
                      guzik przy pasie taką małą i guzik zapięłam ale odpiąć to już nie dało rady. I
                      siedziałam tam w tej przymierzalni i paznokcia sobie mało nie ułamałam ale w
                      końcu dało rade.
      • cledomro Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 18:15
        podobna przygoda i mnie spotkała, choć nie w carry. rozważałam nawet rozerwanie
        kiecki, bo to zwykła bawełna była. problem oczywiście przez biust - jak się z
        jednej strony jest w rozmiarze 38, a z drugiej ma się biust w okolicach e, to
        trudno też się dziwić. choć cała perfidia tej sukienki polegała na tym, że w dół
        poszła bez problemu, tragedia zaczęła się przy próbie zdjęcia. zgroza.
        • kinky5 Re: wpadki w przymierzalni 28.06.07, 20:09
          ach te biusty...
          miarzylam 2 sukienki w rozmiarach 4 i 6.
          4 ogolnie ladniej dopasowana w talii tylko te cyce....
          Zakladalam, sciagalam kilka razy bo ciezko mi bylo podjac decyzje...dopiero jak przy kolejnym
          mierzeniu 4 haftka wystrzelila z predkoscia swiatla podjelam decyzje- biore 6!.
          z obrzydliwosci to widzialam....zuzyta podpaske w przymierzalni!
      • aniabe13 Re: wpadki w przymierzalni 29.06.07, 00:00
        Kupowałam strój kąpielowy, wzięłam do przymierzalni kilka staników i kilka par
        majtek. Chciałam być porządną klientką i po zmierzeniu próbowałam staniki
        podwieszać z powrotem na te plastikowe wieszaczki, tak jak były. No i w
        trakcie mocowania staników na wieszaczkach połamały mi się dwa trzeci spadł i
        na niego wlazłam- też pękł...
        Jak oddawałam dziewczynie stroje po mierzeniu plus te połamane wieszaczki to
        obrzuciła mnie dziwnym wzrokiem :-)
        Strój kupiłam.
        • kate-gun Re: wpadki w przymierzalni 29.06.07, 17:42
          nie martw sie, ja kiedys w zamierzchlych czasach polamalam w Trollu z 3-4
          wieszaki pod rzad. w oczach ekspedientki widzialam zadze mordu, no ale to ich
          problem, ze to ich badziewie lamie sie przy kazdym upadku na podloge.
      • magdu82 Re: wpadki w przymierzalni 29.06.07, 00:52
        W Reserved w przymierzalniach są takie "zatrzaskowe" drzwi od kabin - otwierają
        się na zewnątrz, przy czym tak specyficznie "odskakują" zaraz po popchnięciu
        drzwi od środka. (Przynajmniej tak to wygląda w Poznaniu). Mój narzeczony
        przymierzał jakieś portki, a ja buszowałam na dziale damskim. Nie znalazłam nic
        dla siebie, więc poszłam do niego. Nie wiedziałam, w której kabinie jest, a
        chciałam go zaskoczyć;-),więc zamiast zawołać, popatrzyłam na dół, w celu
        rozpoznania delikwenta po nogach.Podobieństwo męskich skarpetek, jakie
        zobaczyłam, pozwoliło mi zidentyfikować "mojego" chłopa tylko połowicznie, tzn
        nie podejrzewałam w której kabinie jest, ale nie byłam pewna. Stanęłam więc
        przed drzwiami i zastanawiałam się czy zaryzykować, i w tym momencie drzwi
        kabiny otworzyły się z impetem waląc mnie prosto w twarz:-)w ten sposób zostałam
        pierwszy i jedyny raz poturbowana przez mojego lubego.Na oczach personelu i
        klientów.To było bolesne(nos jak się okazało nie był jednak złamany),ale
        niewątpliwie wyglądało komicznie-sądząc z min świadków("próbuję sie nie
        roześmiać, chociaż po wyjściu ze sklepu pęknę ze śmiechu i z rozkoszą opowiem o
        zdarzeniu wszystkim znajomym":-)
        fajny wątek
      • kate-gun Re: wpadki w przymierzalni 29.06.07, 17:39
        kiedys strasznie spodobaly mi sie pewne spodnie, a ze nie bylo mojego rozmiaru,
        wzielam do mierzenia o 2 rozmiary mniejsze.. zeby sie zobaczyc musialam wyjsc
        na zewnatrz, w dodatku namolna ekspedientka krzyczala na caly sklep "I jak te
        spodenkiiii?"
        wiec wyszlam i oczywiscie wygladalam jak baleron. powiedzialam to na glos, a
        niezmordowana ekspedientka probowala mi wmowic, ze wygladam rewelacyjnie. "Co
        ja bym dala zeby miec taki tyleczek jak pani". ja dalej marudzilam, ze sa za
        male i uslyszlam text "No tak, ale pani ma przeciez rajstopy pod spodem, bez
        nich na pewno bedzie luzniej". No rzeczywiscie, cos mi z tych spodni wystawalo.
        Sek w tym, ze to nie byly rajstopy, tylko wieeeelkie czarne zabudowane bokserki
        az po pachy :D myslalam, ze splone ze wstydu, bo to bylo na oczach calego sklepu
        • vivka25 Re: wpadki w przymierzalni 29.06.07, 20:38
          Kilka lat temu spędzałam wakacje w małym miasteczku, w którym powstało kilka napuszonych i pseudo-eleganckich "butików" z nadętą obsługą. Miałam chyba wtedy 17 lat i z moją młodszą kuzynką wybrałyśmy się do jednego z tych butików. Oczywiście wypindrzone sprzedawczynie taksowały nas niechętnym wzrokiem a my byłyśmy w świetnych humorach i wziąłyśmy sporo ubrań do przymierzalni. Przymierzalnie miały tam takie ciężkie, pluszowe zasłony. Pamiętam, że moja kuzynka wyszłą z przymierzalni żeby przyniesc mi chyba jakies spodnie w innym rozmiarze i wracając zahaczyła o te pluszowe zasłony i runęła całym ciężarem na środek sklepu zrywając zasłony. Najpierw zapadła głucha cisza, myslałam ze paniusie pękną ze złości, nic nie mówiły tylko sie dziwnie patrzyły. Ja przerazona juz miałam się rzucic kuzynce na pomoc gdy nagle zobaczyłam, że bidulka trzęsie się na podłodze a zaraz potem rozległ się ryk jej śmiechu:). Ja po chwili do niej dołączyłam i ledwo co wyszłyśmy z tego "butiku" bo nie mogłyśmy przestać się chichrać:).
            • k8i Re: wpadki w przymierzalni 30.06.07, 19:22
              Haha ja kiedyś zostałam pokarana za moją 'pazerność'. W firmowym sklepie
              znalazłam piękną sukienkę, która kosztowała tylko 29 zł (Mega wyprzedaż!) !
              Stwierdziłam, że musi być moja i szybko poszłam ją przymierzyć. Kiedy jakimś
              cudem się w nią wbiłam zorientowałam się, że zamek się nie dosunie choćby nie
              wiem co. I wtedy się zaczęło... Zaczęłam się szarpać z tą kiecką, ale utkwiła na
              biuście i ani rusz! W końcu się wkurzyłam, ściągłam stanik i zdarłam z siebie
              sukienkę. Niestety zamek nie wytrzymał ;p Na pocieszenie w przymierzalni
              odkryłam znaczek, który informował,że obiekt jest monitorowany dla lepszej
              ochrony sklepu przed kradzieżą. Wyleciałam ze sklepu jak z procy i przestałam go
              odwiedzać. I mam nauczkę. Teraz wiem, że jeśli coś jest tanie to nie znaczy,że
              muszę to mieć:P
      • ala1986 Re: wpadki w przymierzalni 30.06.07, 20:34
        Kiedyś w przymierzalni popsuł mi się zamek w kozakach. Już jak je zakładałam
        rano w domu widziałam, że "ząbki" od zamka się lekko wygięły w jednym miejscu i
        musiałam dokładnie i powoli zapinać buty. Udało się ale nie wzięłam pod uwagę
        tego, że będąc w centrum miasta trafię na wyprzedaż i do mierzenia będę musiała
        buty zdjąć. Zadowolona wzięłam do przymierzalni pół sklepu i nawet nie
        pomyślałam, że z zamkiem może być problem... Chyba z pół godziny siedziałam i
        próbowałam go zapiąć. W końcu się udało ale mam nauczkę, że do sklepu nie
        wchodzi się w trudnej do zdjęcia/założenia odzieży/butach ;]
      • porcelana9 Re: wpadki w przymierzalni 01.07.07, 00:51
        Ja ze 2 miesiące temu, jak mierzyłam w H&M sukienkę z kolekcji Madonny taką czarną do ziemi, bardzo obcisłą i dopasowaną wzięłam do przymierzalni 2 rozm. 34 i 36. 36 była za luźna w biuście, spadały mi ramiączka, więc założyłam zaraz 34 i leżała idealnie, wysmuklała sylwetkę i w ogóle, ale przy zdejmowaniu, boże męczyłam się czyba z 15 min! W miejscu ściągacza w talii obwód był tak wąski, że nie chciała mi ta sukienka w żaden sposób przejść przez ramiona, prawie się nie rozciągała! Naprawdę przeżyłam wtedy ciągnącą się w nieskończoność chwilę grozy. Nie wiedziałam co robić, a wiedziałam, że nie wyjdę wołać o pomoc i robić sobie obciachu, bo chyba bym umarła, jakby wszyscy ludzie się na mnie gapili w takiej chwili ;P W końcu jakoś się udało. Wyszłam cała potargana i czerwona z tej przymierzalni i ostatecznie sukienki nie kupiłam.
      • kamila29091 Re: wpadki w przymierzalni 01.07.07, 12:18
        gdy bylam w wloszech u kuzynki, poszlam z nia do versace, to byla masakra,
        wzielam sukienka o jeden rozmiar wieksza od tego co nosze, a jak ja wkladalam
        to sie zaklinowalam, tak ze oddychac nie moglam, 3 ekspedientki mi ja sciagaly
        i wspomniana wczesniej krewna. i tak mnie wynosili zemdlona. Powiedzialam
        wtenczas nigdy wiecej versace, i jakos sie tego trzymam
      • patbox Re: wpadki w przymierzalni 01.07.07, 17:18
        Kurczę, wydaje mi się, że czytanie tego wątku jest szkodliwe! Seroi! Nigdy nic
        strasznego mi się w przymierzalni nie przydarzyło - do wczoraj! Na szaleńczych
        wyprzedażach mój narzeczony znalazł fantastyczne kozaki. Sklep markowy,
        profesjonalna obsługa, najlepsze materiały. Znaleźliśmy mój rozmiar. Założyłam
        prawy but (ten mierzony wcześniej) - fakt, zasuwał się z niejakim oporem, ale
        doszłam do wniosku, że nie będęsię stresować i poprosiłam o drugi. I się
        zaczęło. Zamek, owszem, zasunął się ...ale do połowy. Utkwił w nim ten rąbek
        materiału, który zabezpiecza go od środka. Sapię, stękam - nic. Ekspedientka
        przylatuje z jakimś ustrojstwem, żeby pomóc mi ten zamek rozsunąć. Klęczy
        przede mną, ciągnie - nic, ani drgnie, Ja czerwona ze zstydu, ta biedna
        dziewczyna z wyciłku! Narzeczony ucieka gdzie pieprz rośnie - nie chce patrzeć
        co będzie dalej i obawia się ochrznu, że takie buty wybrał. Po wielu
        perturbacjach - poszło....

        Wychodzę ze sklepu. Narzeczony opowiada, że te buty były fantastyczne, cudowne,
        muszę je mieć! Jak są za wąskie, to się odda do szewca. Ja targana wyrzutami
        sumienia (bo te butki od środka się trochę podarły) nie śpię całą noc. Rankiem
        pędzę do sklepu. Przepraszam za wczorajszą sytuację, opowiadam o tych wyrzutach
        sumienia, panie robią mi kawę - zapada decyzja. Mierzymy jeszcze raz. I co?! W
        ten cholerny zamek dostaje się pończocha!!!! I znowu ta sama biedna panna
        klęczy przede mną z nożyczkami i wycina pończochę z zamka!!!

        Nigdy więcej wątków o wpadkach!!!!

        PS. Po tym wszystki kupiłam te buty - nie mogłam jej tego zrobić, no same
        powiedzcie...
        • yavanna86 Re: wpadki w przymierzalni 01.07.07, 21:21
          I teraz już się dobrze noszą?:)
          ja jestem nudna,nie będę snuć kolejnej opowieści o sukience z nierozciągliwej
          tkaniny,która nie chce przejść przez biust i ramiona;)
          p.s.Michalino,czytaj dużo,czytaj!!edukacja edukacją,ale tak naprawdę nie o to
          chodzi /ortografii jako takiej uczą tylko w podstawówkach,potem jedynie
          egzekwują.../
          • patbox Re: wpadki w przymierzalni 03.07.07, 08:40
            Dokonaliśmy (wspólnie z współwinnym zakupu Narzeczonym) drobnych modyfikacji -
            wycięłam ten kawałek materiału, który zabezpiecza zamek od środka. Ręka mi się
            trzęsła, bo nigdy nie dewastowałam w ten sposób drogich butów, ale nic!
            Wycięłam. Teraz zamek chodzi bez problemów. Następnie Narzeczony
            udoskonalił ... jak to wytłumaczyć ... to takie nacięcie, które but ma na
            górze, w które jest wstawiana gumka.
            Wchodzą teraz dobrze, zamek śmiga, krew nie przestaje mi płynąć z ucisku! Czy
            się dobrze noszą, to jeszcze nie wiem, bo chwilowo jest zdecydowanie za ciepło,
            żeby próbować. Tak że trzymać kciuki drogie Froumki! Trzymać kciuki!
      • h.e.r.m.i.o.n.a Re: wpadki w przymierzalni 03.07.07, 12:13
        Super wątek. Dawno już takego nie było!
        Nigdy nawet nie myślałam, że przymierzalnie to takie niebezpieczne miejsce:D Ja
        dotychczas nie miałąm tego typ wypadków i mam nazieję, że mieć nie bedę.
        Przynamniej jena możliwość (jak widzę najczęsciej wspominana) mi nie grozi. Na
        mnie żadna sukienka na biuście się nie zaklinuje. Żeby tak się stało trzeba
        jeszcze jakiś biust posiadać... a mój jest bardzo mizerny.
        • hazetta Re: wpadki w przymierzalni 02.08.07, 15:09
          "Na
          > mnie żadna sukienka na biuście się nie zaklinuje. Żeby tak się stało trzeba
          > jeszcze jakiś biust posiadać... a mój jest bardzo mizerny."
          no nie wiem... ja ostatnio trochę zbyczałam w pleckach [nadmierna aktywność
          fizyczna ;)] i się w normalny [taki żeby biodrom ani za luźno, ani za ciasno nie
          było] rozmiar sukienek nie mieszczę xD a biust niby A. pomijam że kiedyś też
          przy mierzeniu sukienki taka sytuacja:
          kiecka założona, biodra ok, w biuście luźna trochę... biorę głęboki wdech i
          słyszę trzeszczenie materiału - pod biustem. wdechu nie dokończyłam, kiecki nie
          kupiłam.
          pzdr
          H
          • napolnoc Re: wpadki w przymierzalni 02.08.07, 16:09
            Mialam przygode z niesforna sukienka, a jakze :)
            Szukalam sukienki na slub cywilny, weszlam w Hadze do butiku pewnej brytyjskiej
            projektantki, suknie przepiekne, najtansze za 500 euro, sklep och i ach, same
            damy w srodku itd.
            No i sie zaklinowalam....sukienka z jedwabiu utknela mi na wys.ramion
            zaslaniajac twarz. Musialam wolac ekspedientke do pomocy.
            Dodam jeszcze, ze nie dosc ze sie potargalam okrutnie i spocilam straszie, to
            mialam na sobie tylko czarne majty i czarne skarpetki ! Zero stanika + sukienka
            na glowie !

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka