Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa

12.05.04, 00:22
Sz. Pani Bebiak. Mam pytanie w imieniu mojej znajomej. Zmarł jej mąż i
pozostawił mieszkanie (z kredytem hipotecznym), dom w budowie
(z kredytem hipotecznym), dom na Mazurach i dwa samochody. Nie mieli
rozdzielczości majątkowej. Mąż prowadził firmę i niestety pozostawił też sporo
długów które kobieta musi natychmiast spłacić. Sprawa spadkowa plus urząd
skarbowy potrwa z pewnością do jesieni (Warszawa). Część kredytów musi
spłacić natychmiast. I teraz mam pytania. Czy ona może już teraz próbować
sprzedać mieszkanie żeby spłacić część długów? Czy długi w firmie
wchodzą w masę spadkową? I jeszcze jedno, ale tu może się pani nie
orientować. Długi na kartach kredytowych są ubezpieczone i bank nie będzie
się czepiał jak się ich nie spłaci. Ale co z długiem na jego koncie (należało
tylko do niego) Czy ona musi go uregulować i czy bank ma prawo naliczać
odsetki za dług aż do czasu zakończenia sprawy spadkowej?
Pozdrawiam serdecznie Singer1
    • bebiak Re: Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa 12.05.04, 21:30
      Witam Cię Sz. Panie Singer:)) To już pewnie jakieś 22 albo 23 tygodnie, nie?

      singer1 napisała:

      > Sz. Pani Bebiak. Mam pytanie w imieniu mojej znajomej. Zmarł jej mąż i
      > pozostawił mieszkanie (z kredytem hipotecznym), dom w budowie
      > (z kredytem hipotecznym), dom na Mazurach i dwa samochody. Nie mieli
      > rozdzielczości majątkowej. Mąż prowadził firmę i niestety pozostawił też
      >sporo długów które kobieta musi natychmiast spłacić. Sprawa spadkowa plus
      >urząd skarbowy potrwa z pewnością do jesieni (Warszawa).

      Tu od razu wtrącę, że to zależy również od sytuacji jaka tam zaistniała: czy
      był testament, czy (jeśli nie) ilu spadkobierców ustawowych pozostało i kto to
      są ci spadkobiercy ustawowi (fatalnie, jeśli małoletnie dzieci!).

      >Część kredytów musi spłacić natychmiast. I teraz mam pytania. Czy ona może
      >już teraz próbować sprzedać mieszkanie żeby spłacić część długów?

      Nie, nie może, bo nie wiemy kto nabył spadek po tym zmarłym mężu a będziemy to
      wiedzieć, kiedy otrzymamy prawomocne postanowienie sądu. Do sprzedaży musimy
      jeszcze uregulować sprawę podatku od spadku i uzyskać zezwolenie na ujawnienie
      nabytych w spadku praw majątkowych.
      Możemy natomiast, o ile potrafimy przewidzieć kto spadek nabył (a to się często
      da przewidzieć) i o ile znajdziemy chetnego - zawrzeć umowę przedwstępną
      sprzedaży z pokwitowaniem jakiejś części ceny czy nawet całej ceny, ale to już
      należy do ustaleń stron.
      Możesz coś więcej napisać o tej sytuacji: czy był testament a jeśli nie to czy
      ten zmarły mąż miał dzieci (z każdych związków !), ile tych dzieci i w jakim
      wieku. Czy to mieszkanie było ich wspólne czy tylko zmarłego (mógł nabyć np.
      przed ślubem).
      Napisz mi to koniecznie bo to mnie bardzo interesuje i to ważne dla działań
      (szczególnie te dzieci).

      >Czy długi w firmie wchodzą w masę spadkową?

      Wszystkie długi to również niestety spadek, bo spadek to wszystko co pozostało
      po zmarłym: i aktywa i pasywa, wszelkie prawa i obowiązki zmarłego.

      >I jeszcze jedno, ale tu może się pani nie orientować. Długi na kartach
      >kredytowych są ubezpieczone i bank nie będzie się czepiał jak się ich nie
      >spłaci. Ale co z długiem na jego koncie (należało
      > tylko do niego) Czy ona musi go uregulować i czy bank ma prawo naliczać
      > odsetki za dług aż do czasu zakończenia sprawy spadkowej?

      Tu Ci nie umiem pomóc, Sz. Panie Singer, bo po prostu się na tym nie znam. Hm,
      ja już nie bardzo rozumiem co to znaczy "dług na koncie" - niestety, dla mnie
      to co na koncie to zawsze aktywa (a tu pewnie chodzi o jakiś debet czy coś
      takiego - rzecz mi zupełnie nieznana). Nie, nie znam na tym Singer zupełnie i
      nie chcę Cie w błąd wprowadzać.
      Pozdrowionka serdeczne Ci wysyłam, żonie też i temu 22- lub 23-tygodniowemu
      też:)) B.
      • singer1 Re: Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa 12.05.04, 21:47
        Witam Sz. Pani Bebiak. Tak, to już 23 tydzień i niestety ospa wredna czyli
        wietrzna nas dopadła, więc żona w gencjanowych fioletach cała i w kropki.
        Nie odchorowała biedaczka w dzieciństwie niestety. Mamy nadzieję, że na
        tym tylko się skończy. Teraz do rzeczy.
        1.Testamentu nie było.
        2. Spadkobiercy to żona i dwoje dzieci w wieku 18 (skończone) i 21 lat.
        3. Mieszkanie było ich wspólne.
        4. Część długów ona musi już regulować, chcąc podtrzymać działalność
        firmy. Czy w takim razie powinna brać jakieś pokwitowania, żeby potem
        przedstawić w urzędzie skarbowym?
        Szczęśliwą kobietą jesteś, Szanowna Pani Bebiak, że dla ciebie konto w
        banku to zawsze aktywa i aby pozostało tak do końca twoich długich dni,
        czego ci życzę z całego serca, pozostając w nieukrywanym zadziwieniu
        Singer
        PS.Pozdrowienia od mojej mamy ślę także.
        • singer1 Re: Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa 13.05.04, 18:39
          Podciągam wątek, bo boję się, że zapomnisz o mnie, Sz.Pani Bebiak.
          Pozdrawiam.
          • bebiak Re: Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa 13.05.04, 18:48
            singer1 napisała:

            > Podciągam wątek, bo boję się, że zapomnisz o mnie, Sz.Pani Bebiak.
            > Pozdrawiam.

            Sz. Panie Singer - to nie jest możliwe abym zapomniałą o Tobie, w szczególności
            dlatego, że Twoja Mama jeździ sobie do Gdyni (a ja uwielbiam to miasto). :))
            No to teraz kolej na Ciebie, ale muszę iść do tego poprzedniego postu. B.
        • bebiak Re: Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa 13.05.04, 19:25
          Witam Cię Sz. Panie Singer:))

          singer1 napisała:

          > Witam Sz. Pani Bebiak. Tak, to już 23 tydzień i niestety ospa wredna czyli
          > wietrzna nas dopadła, więc żona w gencjanowych fioletach cała i w kropki.
          > Nie odchorowała biedaczka w dzieciństwie niestety. Mamy nadzieję, że na
          > tym tylko się skończy. Teraz do rzeczy.

          Wow, to chyba średnio przyjemne:(( Mocno współczuję i wierzę, że nie ma to
          wpływu na cokolwiek poza dolegliwościami czysto fizycznymi (choć na medycynie
          sie nie znam zupełnie). Trzymam kciuki za samopoczucie żony (i Twoje też):
          niech to sobie pójdzie skad przyszło i to w trybie pilnym:))

          > 1.Testamentu nie było.
          > 2. Spadkobiercy to żona i dwoje dzieci w wieku 18 (skończone) i 21 lat.
          > 3. Mieszkanie było ich wspólne.

          I mamy sytuację jasną: spadek nabyli oni w trójkę (na szczęście dzieci
          pełnoletnie), w równych częściach, co w przypadku tego co małżonkowie mieli
          wspólnie (np. to mieszkanie, którym jesteś zainteresowany) wygląda w sensie
          własności tak:
          - żona w 4/6 części;
          - dzieci: każde po 1/6 części.
          Wiesz dlaczego tak?
          Wyjaśnię na wszelki wypadek. Mieszkanie było wspólne. W chwili śmierci męża ta
          współwłasność łączna (tak to się nazywa) przekształciła się ułamkową: żony 1/2
          i męża 1/2. Ta 1/2 męża jest spadkiem po nim, który dziedzicą oni w trójkę po
          równo, czyli 1/3 z 1/2 to jest 1/6. Stąd dzieci mają po 1/6 w stosunku do
          całego mieszkania, a żonie dodać jeszcze należy to co miała czyli 1/2 + 1/6 =
          4/6. Wierzę, że zrozumiałe.
          Skoro dzieci są pełnoletnie a znalazłby się nabywca to już dziś w zasadzie mogą
          w trójkę zawrzeć umowę przedwstępną sprzedaży. Trzebaby to napisać w ten sposób
          (jeśli w formie aktu to notariusz będzie wiedział oczywiście), że małżonkowie
          byli właścicielami tego lokalu, mąż zmarł a spadek po nim nabyła ta trójka po
          1/3 części spadku, z tym, że dotychczas nie uzyskali prawomocnego postanowienia
          sądu o stwierdzenie nabycia spadku. Zobowiązują się po uzyskaniu prawomocnego
          postanowienia oraz uzyskaniu zezwolenia urzędu skarbowego na ujawnienie
          nabytego w drodze spadku prawa majątkowego - zawrzeć umowę, w której swoje
          udziały w tym mieszkanku sprzedadzą ... itd.
          Mogą nawet przy takiej umowie otrzymać zadatek/zaliczkę czy co sobie tam
          postanowia i w jakiej wysokości sie uda, a wśród warunków zawarcia umowy
          sprzedaży winien się znaleźć obowiązek przedłożenia dokumentów, w tym tych
          dwóch, które wymieniłam wyżej. I niech się dobrze zastanowią nad terminami w
          umowie przedwstępnej bo mają trochę załatwiania (lepiej te terminy wydłużyć
          aniżeli im uchybić). Nie powinno to trwać jakoś szczególnie długo, bo sytuacja
          jest jasna (no, chyba, że coś nieprzewidzianego ich spotka typu znaleziony
          testament na rzecz zupełnie obcej osoby, albo skłócą się tak, że nie dojdą do
          porozumienia, itd), ale jednak trochę to potrwa (nawet trudno ocenić, ale ja w
          umowie przedwstępnej nawet bym pisała o terminie 6-miesięcznym a wcześniej
          przecież zawsze może być).

          > 4. Część długów ona musi już regulować, chcąc podtrzymać działalność
          > firmy. Czy w takim razie powinna brać jakieś pokwitowania, żeby potem
          > przedstawić w urzędzie skarbowym?

          Myślę, że zdecydowanie tak, bo spadek to stan na dzień śmierci spadkodawcy,
          więc może być to istotne (choć uczciwie napiszę, że sama nie wiem jak US
          rozlicza długi, które są również spadkiem).

          > Szczęśliwą kobietą jesteś, Szanowna Pani Bebiak, że dla ciebie konto w
          > banku to zawsze aktywa i aby pozostało tak do końca twoich długich dni,
          > czego ci życzę z całego serca, pozostając w nieukrywanym zadziwieniu

          To wynika z wrodzonego chyba lęku przed kredytami, pożyczkami, debetami,
          różnymi (atrakcyjnymi oczywiście w sensie warunków) otwartymi liniami
          kredytowymi itp. (nawet nie bardzo umiem je nazwać).
          Mama mi zawsze mówiła: "Jeśli musisz na coś wziąć kredyt albo pożyczyć
          pieniądze to znaczy, że cię na to nie stać". Do tego doszło wynagrodzenie
          prowizyjne co oznacza (i z tym się od lat liczę), że w miesiącu czerwcu mogę
          zarobić np. 50,-zł (słownie: pięćdziesiąt), odpukać ofkors, i z kredytem już
          bym poległa. Stąd przy takiej filozofii życiowej mieszkam w małym mieszkanku
          (właśnie po 12 latach mieszkania w nim zakończyłam dwumiesięczny generalny
          remont a nie było remontowane od lat 60-tych!), nie mam samochodu, moje dziecko
          chodzi do najnormalniejszej publicznej szkoły, nie ubieram się w ekskluzywnych
          sklepach, nie chodzę do ekskluzywnych knajp (ale do ulubionych kilku małych
          knajpek chadzam), i wcale nie stwierdzam abym była jakaś ułomna (na dodatek:
          mam wiele radości w tym życiu i to nawet takich wielkich - ot, np. kibicowanie
          aktualnie synowi w zmaganiach się z maturą a ten syn to też wielka radocha
          moja).
          I masz rację w tym co napisałeś: póki co szczęśliwą kobietą jestem - i niech
          tak będzie:)

          > PS.Pozdrowienia od mojej mamy ślę także.

          I tu strzeliłam plamę, bo ja nie wysłałam mamie Twej pozdrowionek wysyłając Wam
          i strasznie się wstydzę:((
          Ale przekaż, że pamiętam o jej podróży - zaimponowała mi kobieta:) I jeszcze ta
          Gdynia do tego wszystkiego!
          Szczęścia życzę wszystkim Wam - i życia bez debetów i tych innych. B.
          Ach, jak coś nie jest szczególnie jasne to się odzywaj koniecznie Sz. Panie
          Singer:)
          • singer1 Re: Sprzedaż mieszkania a sprawa spadkowa 13.05.04, 19:55
            Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienia. Wszystko jasne i należy życzyć im,
            żeby wykaraskali się z tej sytuacji, w czym staram się im trochę pomóc.
            Przyznam się, że ja też żyję na tyle, na ile mnie stać i wcale mnie to nie
            frustruje, tym bardziej, że żona też całkiem normalna, choć aktorka.
            Psychicznie i wiekowo jestem poza zasięgiem tych pokus bankowo -
            pieniężnych i dróg na skróty co to nam finansiści różnej maści ścielą pod
            nogi jak czerwone dywany mające zaprowadzić nas w świetlaną przyszłość.
            Z długami jest podstawowy problem. Pożyczasz cudze, ale oddać musisz
            już swoje:-))).
            Mimo wszystko, nie przestajesz mnie zadziwiać, Sz. Pani Bebiak. Z Twoją
            rozległą wiedzą którą tak niefrasobliwie dzielisz się ze wszystkimi oraz
            życzliwością, mam wrażenie, że "trwonisz" (to w tym wypadku nie jest
            pejoratywne) rozliczne talenta w które pan Bóg tak obficie Cię odarował.
            Gdybym był jakimś headhunterem już zamieniałabyś te skromne
            mieszkanko na willę na Saskiej Kępie, co mam nadzieję, niedługo się stanie.
            Mam nadzieję, że boje maturalne zostaną zakończone powodzeniem.
            Pozdrawiam Ciebie serdecznie i dziękuję.
            Singer1
Pełna wersja