boccadirosa
28.03.06, 00:18
Ludzie!!!! Już był w ogródku, już witał się gąską... Czyt.: Już się
cieszyłam, że koniec tej udręki, bo w piątek podpisałam umowę notarialną
kupna mieszkania... A tu kolejny kloc na tej usianej klocami drodze przez
mękę!
KOCHANI! Wyobraźcie sobie, że pani notariusz pomyliła kwotę kredytu, jaki
wzięłam w banku i tę mylną kwotę, oczywiście, uwieczniła w akcie. Ja,
zaaferowana i naiwnie wierząca, że przecież jest tak jak wcześniej zostało
przeczytane, niedopatrzyłam i podpisałam. Oj głupia ja, głupia! W obecności
notariusza, sprzedającej i dwóch przedstawicielek agencji. Nastepnego dnia
zarkam na zimno, a tu proszę!!! Kiedy zadzwoniłam do pani notariusz
usłyszałam w słuchawce: a to dlaczego mi Pani nie POWIEDZIAŁA (?!!!), że
reszta to Pani wkład własny? Dodam, że dostarczyłam wszystkie dokumenty
niezbędne do podpisania umowy notarialnej, łącznie z umową kredytową, w
której jest czarno na białym WSZYSTKO. No, ale z tego wynika, że chyba
zaczęła się nowa era w kupowaniu mieszkań, a kto wie może w ogole w akcjach
sygnowanych przez notariuszy: akty notarialne na gębę. A to, co na piśmie nie
ma już znaczenia...
BEZ KOMENTARZA... No, może mały: taka przyjemność to 55976 zł.
Pozdrowionka!