rozgraniczenie

09.01.09, 12:39
Urząd Miasta już kilka razy chciał przeprowadzić ze mną rozgraniczenie na
gruncie i za każdym razem, kiedy pojawiałam się na rozprawie
rozgraniczeniowej, gdzie geodeta niby coś mierzył, sprawa kończyła sie
wylegitymowaniem osób zaproszonych na sprawę i geodeta dawał do podpisania
PUSTY w ogóle nie uzupełniony protokół rozgraniczeniowy. Czy to jest normalne
i czy to jest reguła w naszej Polsce? Ja oczywiście nie podpisałam, bo
przecież potem geodeta sobie może uzupełnic ten protokól jak mu się spodoba,
niekoniecznie na moją korzyść bo podpis już by miał. Jak reagować w takich
sytuacjach? Oczywiście za każdym razem jestem straszona, ze niepodpisanie
protokołu świadczy, że nie zgadzam się z rozgraniczeniem i sprawę urząd
skieruje do sądu na mój koszt! Powiedzcie, czy to jest normalne, jak mam
postępować w takich sytuacjach.
Raz 3 tygodnie chodziłam po rozgraniczeniu do biura geodety, w dalszym ciągu
na protokole były dziury, mapki dołączone bez żadnych skal! (otrzymałam
informację, że teraz się skal nie podaje), więc jak miałam podpisać taki protokół.
    • ravenheart1 Re: rozgraniczenie 09.01.09, 14:25
      nie nie jest to normalne ...

      1) protokól graniczny geodeta powinien dać do podpisu stronom
      dopiero po okazaniu im granic

      2) na szkicu granicznym nie musi być naniesiona skala ale powinny
      byc miary pozwalające odszukać punkty w terenie

      3) postepowanie rozgraniczeniowe na drodze sądowej obciąża wszystkie
      strony w jednakowym stopniu
      • laura771 Re: rozgraniczenie 12.01.09, 12:14
        ad 1)
        No ale co mi z tego, że mi na rozprawie okaże granice, na których nawet nie
        wbije słupków granicznych tylko napsika sprayem. I w dodatku da wręczy mi do
        podpisu niewypełnony w 90% protokół graniczny.
        Ja się podpiszę, a on sobie słupki wbije gdzie zechce, kiedy zechce i bedzie, że
        ja się zgodziłam z rozgraniczeniem.
        Czy mogę gdzieś zgłosić takie postępowanie geodety? Moim zdaniem powinien być za
        to jakoś ukarany, nie mówiąc już o utracie uprawnień.
Pełna wersja