joanjanus
12.07.04, 13:21
Mam problem z którym jak do tej pory nie mogą sobie poradzić żadni lekarze do
których zwróciłam się o pomoc. W związku z tym mam wielką nadzieję, że może
tutaj ktoś mi pomoże. Sprawa ma się następująco.
W połowie 4 tyg życia u mojego synka pojawiły się drobne, czerwone krostki.
Wysypały mu się na policzkach, na uszkach i za nimi, na główce we włosach
oraz na szyjce. Chwilami przekształcały się w okropne, czerwone placki z
jaśniejszym środkiem. Ponieważ wszyscy twierdzili, że małe dzieci po prostu
czasem tak mają, nic z tym nie robiłam, tylko czekałam. Po pewnym czasie
jednak stwierdziłam, iż nie tylko, że krostki nie zginęły, to jeszcze stan
buzi malucha uległ zdecydowanemu pogorszeniu. Z krostek zaczął się sączyć
płyn surowiczy (bądź ropka, różne zdanie różnych osób). Z czasem na buzi
pojawiło się coś w rodzaju lekko błyszczącej skorupki. W tym momencie
stwierdziłam, że nie ma na co czekać i udałam się do pediatry. Lekarka po
obejrzeniu zawyrokowała: łojotokowe zapalenie skóry i przepisała maść
Viosept. Zaczęliśmy sumiennie stosować specyfik w nadziei, że nasz maluch
nareszcie stanie się podobny do ludzi. Jakież było nasze zdziwienie gdy
zamiast oczekiwanych efektów cała buzia zaczęła się łuszczyć. Stała się sucha
jak papier, a krostki jak były, tak były. Lek odstawiliśmy i postanowiliśmy
spróbować bardziej staroświeckich sposobów: nadmanganian potasu na zmianę z
parafiną (dla nawilżenia). Pomyśleliśmy, że nie zaszkodzi, tym bardziej, że
parę dni wcześniej pojawiły się pojedyncze krostki na rączkach. Po paru
kąpielach buzia trochę wyładniała, ale krostki nadal były, tylko tyle, że
pozbyliśmy się okropnych czerwonych placków. W zamian pojawiła się
ciemieniucha i to jaka! Niczym nie mogliśmy jej zwalczyć. Opanowała całą
główkę, czółko i brewki dziecka. Wyglądało to okropnie. Poskutkował dopiero
polecony w internecie przez inną mamę Cerkosol.
W czasie wizyty u innego lekarza nawet nic nie musieliśmy mówić, bo
specjalista sam zainteresował się "tarką", którą nasz synek miał na buzi i
szyjce. (Teraz krostki nie były już czerwone, ale wyglądały jak drobna kaszka
pod skórą). Diagnoza była taka sama: łojotokowe zapalenie skóry. Nie wiem
tylko, czy lekarz stwierdził to sam z siebie, czy zobaczył to wpisane w naszą
kartę i po prostu powtórzył. W każdym bądź razie, to co widział (wtedy
jeszcze z paskudną ciemieniuchą) nie podobało mu się (a wtedy to już
wyglądało naprawdę rewelacyjnie) i postanowił przepisać robioną maść. Bardzo
się ucieszyliśmy, że może wreszcie krostki zejdą. Mąż zaraz pobiegł do
apteki,a my już następnego dnia wieczorem, po kapieli wysmarowaliśmy małego.
Nad ranem gdy brałam synka do karmienia, spojrzałam na niego i ........
oniemiałam. Ogarnęła mnie rozpacz. Buzia i szyjka (nawet powieki) znowu były
całe pokryte czerwonymi plackami! Na nic cała moja wcześniejsza walka! Był to
pierwszy i ostatni raz gdy użyliśmy tę maść. Po sprawdzeniu składu okazało
się, że zawiera prawie same witaminy, w tym witaminę D.
Ja już nie wiem, co robić, cały czas o tym myślę. Przyszło mi do głowy, że
może mały jest uczulony na witaminę D i stąd te krostki. Wg zaleceń lekarza
od chwili skończenia 3 tyg przyjmuje codziennie jedną kropelkę tej witaminy,
więc okres by się zgadzał. Ale czy to możliwe???
Błagam o pomoc, bo sama nie wiem już co mam robić. Może to niej jest
łojotokowe zapalenie skóry tylko coś innego, skaza, alergia azs?
Dodam, że cały czas karmię piersią i z tego też względu nie jem czystego
nabiału, tylko produkty przetworzone, a dokładniej: ser żółty, masło i od
czasu do czasu jogurt. Ale jem je od samego początku, a nie od 3 tyg.
Jeśli któś może mi pomóc, coś zasugerować, to baaaardzo proszę. Nie chcę
wyrządzić własnemu dziecku krzywdy!