roman_j
03.09.10, 15:20
Mogę napisać, że na szczęście nie przeszła na ostatniej sesji propozycja
wyemitowania obligacji zwiększających zadłużenie miasta. I nie chodzi o to, że
pan Milewski dostał fangę w nos, która mu się należała, ale o to, o czym
włodarze naszego miasta chyba zapomnieli, a mianowicie: dług kosztuje!
Pan Milewski ponoć skończył uczelnię ekonomiczną (SGPiS), ale zachowuje się,
jakby wiedzę mu tam przekazaną dawno puścił w niepamięć. Podobnie radna Kulpa,
ponoć księgowa, zachowuje się, jakby twarde prawa ekonomii były jej zupełnie
nieznane.
Otóż zawsze, kiedy podnosi się temat zadłużenia miasta, pan Milewski wyjeżdża
z argumentem, że jest ono w odniesieniu do wysokości budżetu miasta na dużo
niższym poziomie niż jest dopuszczalny. I chyba zakłada, że to kończy
dyskusję. Sęk w tym, że nie kończy.
Mówi się bowiem o poziomie zadłużenia, a nie mówi się o kosztach
zadłużenia. Podam przykład przemawiający do wyobraźni. Załóżmy, że miasto
jest zadłużone na 300 mln złotych. I załóżmy, że zadłużenie to jest
oprocentowane na 5% w skali roku (myślę, że to bardzo korzystna stopa). Ile
wynoszą roczne odsetki? Drobne 15.000.000 złotych. Dużo czy mało? Dla mnie
dużo. Ale każdy niech to sobie sam oceni i obliczy. Biorąc pod uwagę, że to są
odsetki, czyli wynagrodzenie dla wierzyciela za to, że pozwala miastu obracać
swoimi pieniędzmi. Nie wierzę, że miasto na pożyczonych pieniądzach
wypracowuje taki zysk, żeby pokryć te koszta.
Druga okoliczność, o której się nie wspomina, związana jest z tzw. rolowaniem
długu. To właśnie chce zrobić pan Milewski. W skrócie, chce opóźnić moment
spłaty zadłużenia. Na pierwszy rzut oka to wygląda dobrze, że zamiast oddawać
pieniądze np. teraz czy w przyszłym roku oddamy je za... 12 lat (taki okres
spłaty ma jedna z serii obligacji). Ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że
to oznacza również, że przez te 12 lat będziemy płacić koszta korzystania z
tych pożyczonych pieniędzy. Ile się tego uzbiera, można policzyć. I należy
traktować te koszta jako pieniądze stracone, które mogłyby pójść na ważne dla
miasta inwestycje.
Chciałbym mieć pewność, że radni głosując za dalszym zadłużaniem miasta zdają
sobie z powyższych faktów sprawę. Myślę jednak, że przynajmniej Ci z koalicji
rządzącej zdrowy rozsądek pozostawiają za progiem sali obrad, a ręce podnoszą
bezrefleksyjnie tak, jak im się każe. Koszty ich niefrasobliwości ponosimy zaś
wszyscy. Przy 300 mln długu i 5% odsetkach na jednego dorosłego mieszkańca
Płocka ten koszt wynosi 150 złotych rocznie.