roman_j
30.09.10, 15:46
Przyglądam się od jakiegoś czasu, jak się panowie uwijają przy budowaniu dróg, chodników i ścieżek rowerowych wokół nowej hali i nie mogę się nadziwić jednemu z przyjętych rozwiązań. Chodzi o ścieżkę rowerową, która do wysokości III Liceum biegnie wzdłuż ulicy Łukasiewicza po jednej stronie, potem na długości placu Celebry przeprowadzona jest na drugą stronę, żeby na skrzyżowaniu z ulicą 7 czerwca wrócić znów na tę samą stronę. Jestem przekonany, że rowerzyści nie będą się fatygowali, żeby przejeżdżać na ten krótki odcinek na drugą stronę jezdni i wracać, ale będą wzdłuż hali jeździć niezgodnie z prawem po chodniku. Kto więc wpadł na genialny pomysł, żeby tak rozwiązać w tym miejscu ścieżkę rowerową???
Oczywiście koncepcja zrodziła się na pewno w głowie projektanta. Ale przecież nie jest on instancją ostateczną. Mamy przecież w Ratuszu co najmniej dwójkę wybitnych fachowców: panią Witczewską, wybitną specjalistkę od dróg (pilnie dokształcaną zaocznie już po objęciu stanowiska) oraz pana Kwiatkowskiego, wybitnego specjalistę od architektury środkowoazjatyckiej (głównie mongolskiej). Dlaczego żadne z tych państwa lub z ich podwładnych, nie zwróciło uwagi na to nieżyciowe rozwiązanie i nie poleciło projektantowi zmienić w tym zakresie projekt? Czy coś takiego, jak nadzór inwestora nad zamawianym projektem w ogóle w Ratuszu funkcjonuje? Czy może tylko pan Kwiatkowski ogranicza się do wyrażania swojego zdania o architekturze, a pani Witczewska liczy studzienki kanalizacyjne? To są rozwiązania, które kosztują konkretne, duże pieniądze i mają jak najlepiej i jak najdłużej służyć płocczanom. Wykonane w sposób nierozsądny, jak w tym przypadku, nie spełnią właściwie swojej roli i będą przykładem jak można pieniądze marnować (przykładem jednym z wielu).