fr0gger
31.01.12, 22:58
Ktoś ma rację mówiąc o piwnicach zamkniętych.
U mnie np. sąsiadka miłośniczka kotów w piwnicach trzymała i dokarmiała ich chyba ze 6 rok temu + dodatkowo z 4 z miotu kocicy. Koty nie wychodziły, sikały ludziom w piwnicach na słoiki i ziemniaki.
Niektóre się między sobą gryzły. Nie wspomnę o kupach na wycieraczkach i potwornym fetorze wydobywającym się z piwnic.
Szczytem wszystkiego były pchły które gryzły nawet na 2gim piętrze. Biegiem leciałem po schodach, żeby złapać ich jak najmniej.
Spółdzielnia trzykrotnie zamawiała firmę która usuwała pchły. Na nasz koszt oczywiście.
Kiedyś powiedziałem sąsiadce żeby przygarnęła je do domu zamiast kisić w piwnicy co utrudnia życie mieszkańcom...
Ogólnie były wielkie awantury o to, ale na szczęście w tym roku się opanowała i takiej watahy nie ma.
Dla przyjaciół zwierząt mam propozycję żeby nie być jednostronnym: Poproście wodociągi żeby pouchylały studzienki tam gdzie idą rury z ciepłą wodą - kot wyjdzie po drabince bez problemu, spółdzielnie niech otworzą okienko w jakichś zewnętrznych budynkach np. kotłowniach przy bloku etc.
Nie uszczęśliwiajcie "sąsiadów" pchłami i zapachem kocich "perfum"
PS. a czy 200 lat temu przy - 30 st, czy zimniej koty nie nocowały gdziekolwiek wejdą, ale niekoniecznie przy człowieku? Nie wyginęły jak widać.
PzdR