adsuma
31.03.12, 15:20
"Trzej mężczyźni..." to spektakl bez zadęć, naturalny, dobrze zagrany. Wspomniana przez RK "My way" i pewien blok łączy losy trzech panów w różnym wieku i z różnym bagażem życiowym. "Kochałem, śmiałem się, płakałem, miałem swoje spełnienia i straty, robiłem to po swojemu" - śpiewa Sinatra. I tak też robią bohaterowie sztuki, którą ogląda się z przyjemnością, choć pojawiający się śmiech momentami bywa gorzki. Ale przecież z kogo si najczęściej śmiejemy? - z siebie. Wzrusza nas i denerwuje nieśmiały operator dźwigu, drażni emeryt "nikt nie może mieć lepiej niż ja, ja wam pokażę i na was doniosę", wzbudza mieszane uczucia młody trębacz, u którego w alkoholowym upojeniu białe myszki wyparli wybitni kompozytorzy.
Naprawdę warto wybrać się do teatru na "Trzech mężczyzn" i zapewniam, że nie będzie to czas stracony. Polecam. I jeszcze jedno. Dawno publiczność brawami nie nagradzała poszczególnych scen. Gratulacje dla Krzysztofa Bienia.