Nowe instytuty w Państwowej Wyższej Szkole Zawo...

27.06.12, 14:59
Bzdury! ten PiSoaparatczyk rektor pozalsieboże, zrobił analizę, który ładniejszy dla niego gabinet i który ma wolny parking i zlikwidował ten instytut, który te pomieszczenia zajmował... analizy? dwuletnie (tyle rektorek grzeje posadkę)? kpina.
    • Gość: xxx he, he, he IP: *.dynamic.mm.pl 27.06.12, 20:07
      ja tu widze raczej likwidacje starych, niz nowe... he, he, he... jakie cyniczne kłamstwo, kto napisał ten artykuł, Pan Rektor?
      • Gość: dalszy rozwój Re: he, he, he IP: *.053.c77.petrotel.pl 28.06.12, 13:20
        słyszałem tez ze ma powstac wydział piekna i urody wraz z instytutami :kosmetyki i fryzjerstwa a w nich zakłady : tipsów, nagniotków i trwałej ondulacji .
        eksperymentalna katedra pasemek i balejażu.
        w przyszłości wydział szczęścia zdrowia i wszelkiej pomyślności a w jego ramach instytut ekonomii dobrobytu oraz wydział robótek na drutach z instytutami druciarstwa i szydełkowania .
        • Gość: idzie nowe Re: he, he, he IP: *.053.c77.petrotel.pl 29.06.12, 10:38
          dochodzą też radosne wieści o tym ze wlodkowic podpisal umowe o wspolpracy z izba gospodarczą. ta wspolpraca ma ponoc polegac na tym ze instytucje te wymienią się funkcjami : uczelnia bedzie zarabiac pieniadze a biznes bedzie uczyc . w przypadku biznesu jest to funkcja nowa i moze swiadczyc o tym ze kryzys daje sie juz biznesowi we znaki na tyle ze szuka dla siebie nowych terenów do eksploracji .


          jak wiemy absolwenci uczelni wyzszych mają kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia i wszelkie wysilki aby np. inzyniera doszkolic na fryzjera czy operatora wózka widłowego a panią magister na fryzjerkę prowadzone za publiczną kasę przez rózne urzedy spełzły na niczym . osobiście znam doktora matematyki który już odbył kurs kucharza, magazyniera a nawet nauczono go obsługiwać kasę fiskalną a i tak pracy nie znalazł. oznacza to że przyczyna musi być jakaś inna .
          nie tak dawno temu stworzono pewna protezę zatrudnienia czyli tzw staż- polega on na tym że absolwent idzie do pracy za którą jest wynagradzany symbolicznie , wykonuje różne rzeczy kompletnie nie przystające do jego kierunku wykształcenia po czym jest odsyłany na bezrobocie .
          nie wykluczam że współpraca izby z uczelnia stworzy nową jakość i tak dopasuje kierunki kształcenia do potrzeb rynku pracy aby idący na bezrobocie stazysta przynajmniej zrozumiał dlaczego nie może dostać pracy . to będzie wielki krok ponieważ jak wiadomo wolność to uświadomiona konieczność a z niewolnika nie ma pracownika .

          można zarazem oczekiwać że uczelnia wreszcie dopasuje swoje kierunki kształcenia do realnych potrzeb rynku pracy i zacznie kształcić w takich kierunkach jak : cieśla budowlany czy zbrojarz betoniarz albo operator koparki.

    • Gość: al opowiem wam o Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej IP: *.189.c76.petrotel.pl 30.06.12, 12:51
      w tym roku kończę PWSZ w Płocku i dość niedawno znalazłam taki artykuł:
      rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,12012078,Studenci_PRz_sie_skarza__Poziom_zajec_niski__wymagania.html
      opowiem wam o lektoratach w PWSZ, ale:

      angielskiego zaczęłam uczyć się w jeszcze w przedszkolu - była miła młoda pani, która uczyła nas piosenek i było cudownie - byłam przekonana, że tak już z angielskim będzie

      niestety,

      w szkole podstawowej (sp23) miałam troje nauczycieli - (w klasach 1-3) pani około 50tki nie nadawała się na nauczycielkę - ciągle przychodziła zaspana i naburmuszona
      lekcje były nudne i praktycznie nic się nie działo
      kolejna pani - także starszawa - (klasa 4 i 5) mówiła tak koszmarnie po angielsku, że nawet słabsi uczniowie zdawali sobie sprawę, że coś z nią nie tak
      w klasie szóstej mieliśmy zastępstwo z inną panią - było nawet ok - pani starała się i choć troszkę na zajęciach pracowaliśmy

      gimnazjum (podolszyce) pani szybko została przez resztę klasy odkryta
      cwansi mówili jej, że jest dla nich matką a ona płakała na zajęciach... ze szczęścia
      (ta pani uczy na lektoratach w PWSZ)
      oczywiście nie robiliśmy NIC

      liceum - najstarsze w mieście
      zajęcia z panią, która nie rusza się (ale chyba nie z powodu tuszy) od stolika i ogólnie nie ukrywa, że nic jej się nie chce,
      tym bardziej pracować z nami
      nie przeszkadzało jej nawet, że mamy książkę nauczyciela, z której raz na 3 miesiące kserowała testy
      (ta pani jest wykładowcą na anglistyce PWSZ)

      lektorat - zajęcia z panem (tak naprawdę z chamem) dla którego to dodatkowa praca, bo pracował w podstawówce (chyba sp12), jakimś liceum, więc, jak mówił, dla nas przygotowywać mu się nie chce.
      nie mówiąc już nic, że czuć było od niego...bynajmniej nie perfumami

      gdyby nie zaparcie moich kochanych rodziców, nie potrafiłabym sklecić prostego zdania
      obawiam się, że nie jestem jedyną, która wymagała choć trochę zaangażowania od nauczycieli


Inne wątki na temat:
Pełna wersja