henrykreuz
25.09.04, 21:45
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040925/plus_minus_a_11.html?k=on;t=2004092520040925
Z BOKU - Stefan Bratkowski
We mgle
Po piętnastu latach dyskusji i komeraży doszliśmy wreszcie, kogo nie powinno
być w Sejmie: przestępców. Jest też pewne - odkąd zainstalowaliśmy
demokrację - że powinni być w nim reprezentanci partii. Wielu, nie jednej.
Być może dojdziemy do kwestii, czy nie mogliby to być i przedstawiciele
wyborców.
Rozumiem, że to nie takie proste. Strach zmieniać ordynację wyborczą - w
lenistwie wobec możliwej konkurencji Stokłosów... Ale: w studium prof.
Antoniego Kamińskiego i prof. Bartłomieja Kamińskiego (z Maryland) "Korupcja
rządów. Państwa pokomunistyczne wobec globalizacji" stoi (wsparte całą
literaturą przedmiotu):
"System większościowy, z okręgami jednomandatowymi, umożliwia stabilizację
rządów i egzekucję odpowiedzialności przed wyborcami (Pinto-Duschinsky 1999).
Skuteczniejszy niż w przypadku ordynacji proporcjonalnej mechanizm wymuszania
odpowiedzialności przy okręgach jednomandatowych oznacza silniejszy związek
między realizacją zadań publicznych polityka a szansą jego ponownego wyboru
(Powell 1989). W przypadku ordynacji proporcjonalnej, jeśli ten związek
występuje, to w stopniu znacznie słabszym. O tym, czyje nazwisko znajdzie się
na liście wyborczej, decydują notable partyjni, a o wejściu danego kandydata
do parlamentu stanowi siła poparcia dla listy partyjnej i miejsce, jakie ów
kandydat na niej zajmuje".
80 lat temu wielki Max Weber ukazywał, że siła notabli partyjnych w systemie
wyborów proporcjonalnych blokuje wyłanianie się utalentowanych przywódców,
rodzi "demokrację bez przywódców" i umożliwia presję ze strony "związków
interesów". W efekcie, jak cytują Kamińscy, powstaje "parlament filistrów"
(W. Mommsen 1984), zaś w doborze reprezentantów politycznych coraz mniej mają
do powiedzenia wyborcy.
Żeby reperować kraj, mamy przewracać Okrągły Stół, który dał postkomunie
nadreprezentację w rządach. Cóż, można to było parę już razy, miast
przegrywać z nią kolejne wybory; teraz ona sama znowu chce lojalnie przegrać,
skandalami i coraz głupszymi pomysłami, a Miller nawet sam się znokautował. I
co? Nadal żyjemy z trzech podstawowych reform kadencji Mazowieckiego: z
Balcerowicza przejścia do gospodarki rynkowej, z reformy samorządowej i ze
zniesienia cenzury, czyli z wolnej prasy. Gdyby, jak proponowali Kaczyńscy,
wybrano Wałęsę na prezydenta w Sejmie, nie musieliby oni wszczynać "wojny na
górze" i pewnie historia potoczyłaby się sensowniej. Choć czy ja wiem? Młodą
demokrację często rozszarpują młode wilki ambicji; nikt nie będzie słuchał
wykładów, powiedzmy, z public management.
Wspólny pomysł wypędzenia przestępców z Sejmu, także z większości sejmowej,
robi wrażenie, jakby wionęło poczuciem wstydu... Oby tak wróciło ono
niektórym, i to dobrym, prawnikom! Żeby dało się znaleźć w decyzjach sędziego
Celeja, wypowiedziach ministra Kalwasa o wymigującym się sprawiedliwości
eksministrze Sadowskim, czy nowym żenującym wyroku na korzyść Kwaśniewskiego
(zbędnym jak całe tamto oskarżenie z jego strony). Sąd Najwyższy swoje, a sąd
Kwaśniewski swoje. Sąd...?
Skąd to wszystko? Upominam się od początku, od 15 lat, o publiczną, otwartą,
uczciwą dyskusję ustrojową. Wróciliśmy do konstytucji marcowej, czyli do
chorego ustroju Trzeciej Republiki Siostrzycy Francji, który owocował
biurokracją, rozmyciem odpowiedzialności, korupcją i bezwładem decyzyjnym
(zakończył go zamach stanu Piłsudskiego w Polsce, a de Gaulle'a we Francji).
Do dziś nie wiadomo, dlaczego odrzuciliśmy ustrój prezydencki, tańszy i
nieporównanie sprawniejszy. Prywatnie wiem, że ze strachu przed prezydenturą
Wałęsy, jak w 1921 ze strachu przed prezydenturą Piłsudskiego. Ale to nie
odpowiedź. Dziś mamy trzy równoległe rządy (Rada Ministrów, Kancelaria
Prezydenta i Kancelaria Premiera) z ponad stu ministrami, zdublowane władze
na poziomie województwa i powiatu oraz multum problemów nietkniętych czasem
od kilkunastu lat!
Stąd dziś nikt nie ma legitymacji, by w imieniu władz państwa rozmawiać ze
społeczeństwem, a tu jego większość, która woli Busha od Kerry'ego, w obecnej
mgle politycznej myśli jak Rosja - jak LPR, Liga Przyjaciół Rosji, i jej
tatuś, pardon, ojciec Rydzyk - że nie powinniśmy być z Ameryką, jedynym
naszym pewnym sojusznikiem. Swoją drogą Francja się kłania. Gdybyż ją był
Stalin wyzwolił!