Nie cierpię szkoły!

IP: *.class146.petrotel.pl 02.11.04, 22:58
Nie jako uczeń, ale jako rodzic. Uważam, że polska szkoła jest chora, a o
nauczycielach mam jak najgorsze zdanie. I nawet chlubne wyjątki, właśnie z
tej racji, że są wyjątkami, tego zdania nie zmienią. Sam mam dzieci i moi
znajomi, całkiem pokaźne stado, tez dzieciaci. Potomstwo jest w przedziale
wiekowym od gimnazjum do liceum. I szlag mnie trafia, jak słyszę wszędzie:
KOREPETYCJE! Nauczycielka rozmawia z kuzynką i sugeruje: Niech pani da córce
(gimnazjum) korepetycje z tego i tego przedmiotu, bo cała klasa ma problemy!
No to się, do diabła, pytam: a za co dostają pieniadze nauczyciele, że klasa
CAŁA ma problemy?! Mój dzieciak (liceum) - daj na korki z matmy, bo mam
klasówkę i znowu dostanę pałę. Na te korki pół klasy biega, a drugie pół
dokształca się z fizyki i się wymieniają wiedzą. Nauczycielka, kiedy
dzieciaki poprosiły, żeby bardziej zrozumiale tłumaczyła, wrzasnęła: Jak wam
się nie podoba, to NIC nie będę tłumaczyła. I jak wrzasnęła, tak robi. Ja
mogę takich przykładów jeszcze ze 30 podać, ale może i inni się dołączą.
Niech mi ktoś powie, czy jest na to rada? Bo w szkole można tylko usłyszeć,
że ma się tępe dziecko. Cholera, czy w renomowanym płockim liceum jest 30
matołów w jednej klasie? Bo tyle jedynek pani raczyła postawić z klasówki z
chemii...
    • jaa_klaudiusz Re: Nie cierpię szkoły! 02.11.04, 23:03
      może się mylę, ale pewnie dzieciaki są zdolne, tylko nauczyciele na lekcjach
      specjalnie tak tłumaczą aby dzieciaki nic nie zrozumiały, gdyby zrozumiały to
      nie można by było zarobić na korepetycjach
    • roman_j Re: Nie cierpię szkoły! 02.11.04, 23:12
      Gość portalu: +ujemny napisał(a):

      > Niech mi ktoś powie, czy jest na to rada?

      Ponieważ zakładam, że rzeczywiście chciałbyś coś z tym zrobić, a nie tylko
      sobie ponarzekać, jak większość ludzi na tym forum, dlatego się odezwę i coś
      zaproponuję. :-))
      Warto chyba na początek nawiązać bliższy kontakt z rodzicami pozostałych
      uczniów w klasie. Zorganizować może nawet jakieś zebranie, ale bez pośrednictwa
      szkoły. Wypracować na nim wspólne stanowisko i wybrać delegację, która w
      imieniu wszystkich zada dyrekcji szkoły to proste pytanie, które już tutaj
      padło: "Czy to możliwe, że cała klasa to matoły, czy może raczej z panią
      nauczycielką jest coś nie tak?". Im więcej rodziców się włączy, tym większa
      szansa, że przyniesie to jakiś widoczny skutek. :-))
      Jest też rozwiązanie mało szlachetne, ale być może skuteczniejsze. Może warto
      zwrócić uwagę Urzędu Skarbowego na dodatkowe dochody nauczycieli. Założę się,
      że większość z nich od pieniędzy z korepetycji nie płaci podatków, a wiele
      wskazuje na to, że są to znaczące kwoty. ;-))
      • Gość: +ujemny Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.class146.petrotel.pl 02.11.04, 23:25
        Romanie_j, z twoich niektórych wpisów wnioskuję, że jestes absolwentem
        Jagielonki darzysz tę szkołę wielką estymą. Otóż własnie w twojej ukochanej
        Jagiellonce (powtarzam za znajomymi) były takie próby zorganizowania się
        rodziców i wyeliminowania nauczycielki, która nie tylko że nie zna się
        ewidentnie na swoim przedmiocie, to jeszcze jej metody wychowawcze są,
        delikatnie rzecz ujmując - nie do przyjęcia! I co? Dyrekcja szkoły bezradnie
        przyznała, że jest... bezradna! Mimo że zna problem! Bo takie mamy prawo, bo
        nie można praktycznie usunąć nauczyciela mianowanego, ponieważ wymaga to
        skomplikowanej i tak długiej procedury, że dzieciaki i tak zdążyłyby ukończyć
        szkołę, zanim odprawiono by złego nauczyciela... A informować urząd skarbowy?
        Raz, że to jednak donosicielstwo, a poza tym nie sypnę doskonałej nauczycielki,
        która "korkuje" moje dziecko, bo w niej jedyna nadzieja na zdaną maturę... I
        właśnie dlatego, że tak jest i że nie umiem poradzic sobie z tym problemem, a
        mam już za sobą niejedną batalię, nie cierpię polskiej szkoły!
        Na marginesie - kiedyś, mimo udowodnienia czarno na białym, że pani kompletnie
        nie zna swojego przedmiotu, że dyktuje do zeszytu wierutne bzdury, że popełnia
        kardynalne błędy merytoryczne, dyrektor złapał się za głowę i jęknął:
        Jeeeezuuu... ale ja nic nie mogę zrobić!
        • roman_j Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 11:33
          Gość portalu: +ujemny napisał(a):

          > Romanie_j, z twoich niektórych wpisów wnioskuję, że jestes absolwentem
          > Jagielonki darzysz tę szkołę wielką estymą. Otóż własnie w twojej ukochanej
          > Jagiellonce (powtarzam za znajomymi) były takie próby zorganizowania się
          > rodziców i wyeliminowania nauczycielki, która nie tylko że nie zna się
          > ewidentnie na swoim przedmiocie, to jeszcze jej metody wychowawcze są,
          > delikatnie rzecz ujmując - nie do przyjęcia! I co? Dyrekcja szkoły bezradnie
          > przyznała, że jest... bezradna! Mimo że zna problem! Bo takie mamy prawo, bo
          > nie można praktycznie usunąć nauczyciela mianowanego, ponieważ wymaga to
          > skomplikowanej i tak długiej procedury, że dzieciaki i tak zdążyłyby ukończyć
          > szkołę, zanim odprawiono by złego nauczyciela...

          Niech więc nauczyciel zostanie i szkodzi kolejnym rocznikom dzieci. W końcu to
          nie będą już nasze dzieci. A poza tym skoro nasze dzieci musiały to przejść, to
          czemu mamy oszczędzić tego innym, prawda? A długa i skomplikowana procedura to
          bardzo wygodna wymówka. Wygodna dla obu stron: i dla dyrektora i dla rodziców...

          > A informować urząd skarbowy? Raz, że to jednak donosicielstwo, a poza tym nie
          > sypnę doskonałej nauczycielki, która "korkuje" moje dziecko, bo w niej jedyna
          > nadzieja na zdaną maturę...

          Szkoda słów. Skoro obie strony są zadowolone, to o co właściwie chodzi?

          > Na marginesie - kiedyś, mimo udowodnienia czarno na białym, że pani
          > kompletnie nie zna swojego przedmiotu, że dyktuje do zeszytu wierutne bzdury,
          > że popełnia kardynalne błędy merytoryczne, dyrektor złapał się za głowę i
          > jęknął: Jeeeezuuu... ale ja nic nie mogę zrobić!

          To, co powiedział dyrektor jest oczywistą nieprawdą, ale na pewno nikomu nie
          przyszło do głowy, żeby go wyprowadzić z błędu.
          • Gość: +ujemny Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.class146.petrotel.pl 03.11.04, 15:01
            Bardzo łatwo i kategorycznie oceniasz mnie jako forumowego narzekacza, który
            nic nie chce zrobić konkretnie. Mam wrażenie, że problemu, który poruszam, w
            ogóle nie znasz, pewnie nie masz dzieci lub są jeszcze bardzo małe. Otóż
            patologie szkolne, o których mówię, to nie jest zjawisko jednostkowe, to już
            norma, powszechność. Dlatego nie wystarczy zwyciężyć w jednej sprawie i usunąć
            jednego nauczyciela, problem wymaga jakichś zmian systemowych. Powszechność
            zjawiska i przyzwolenie na nie sprawia, że nie można nic zdziałać nawet w
            pojedynczej sprawie. Wiem, bardzo dobrze wiem, bo mi nieraz przypięto łatkę
            pieniacza. Także inni rodzice, przekonani, że walka o dobro dzieci może tylko
            zaszkodzić dzieciom! A sam zobacz, nawet na tym forum już kilka razy pojawiły
            sie prośby o kontakty do DOBRYCH korepetytorów! Bo dziś nie po to bierze się
            korki, żeby nadrobić zaległości, ale żeby NA BIEŻĄCO czegoś się nauczyć. Bo
            szkoła tego nie tylko nie gwarantuje, szkoła ma to "w poważaniu". I wiedza o
            takim stanie rzeczy jest powszechna! Dlaczego ja mam donosić na szarą strefę
            korepetytorów, skoro w gazetach aż roi się od ich ogoszeń, podają numery
            kontaktowe i gdyby komukolwiek zależało, żeby to zlikwidować, droga otwarta!
            Znam wielu nauczycieli, oni sami mówią o szkole źle! Jedni twierdzą, że próby
            zmiany tego stanu rzeczy to walka z wiatrakami, inni - że już im wszystko
            jedno, byle od wakacji do wakacji. A szkoła to zamknięty bastion, strzeże
            czegoś, co nazywa swoim dobrym imieniem, byle "nie pokalać gniazda". Niedawno
            była dyskusja o jakiejś płockiej podstawówce, chyba 17, gdzie uczeń
            terroryzował wszystkich. I jak zachował się dyrektor? Oczywiście: to nie tak,
            to nie u niego, a prasa kłamie! Moralność pani Dulskiej. Fakt, że to moje
            gadanie na forum nic nie zmieni, ale po to jest forum, żeby sobie pogadać. A
            może są inni, którzy mają już dość? Ciągle staram się nie popaść w konformizm,
            choć czuję, że już powoli mnie wciąga. Jeśli więc jako ktoś, kto o sobie mówi,
            że chce walczyć z patologiami i korupcją, masz jakiś pomysł, włącz się do
            dyskusji, ale najpierw szerzej rozeznaj problem. Chyba że chcesz tylko z jakąś
            swoistą logiką, dzielącą świat jedynie na białe lub czarne, dokładać innym. To
            na pewno łatwiejsze i już widzę, że Ci się uda.
            Pozdrawiam
            • roman_j Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 17:43
              Gość portalu: +ujemny napisał(a):

              > Bardzo łatwo i kategorycznie oceniasz mnie jako forumowego narzekacza, który
              > nic nie chce zrobić konkretnie.

              Ty to napisałeś. Nie ja.

              > Mam wrażenie, że problemu, który poruszam, w ogóle nie znasz, pewnie nie masz
              > dzieci lub są jeszcze bardzo małe. Otóż patologie szkolne, o których mówię,
              > to nie jest zjawisko jednostkowe, to już norma, powszechność.

              Nie twierdzę, że jest inaczej.

              > Dlatego nie wystarczy zwyciężyć w jednej sprawie i usunąć jednego
              > nauczyciela, problem wymaga jakichś zmian systemowych.

              A może jednak? Każda, najdalsza nawet podróż zaczyna się od pierwszego kroku.
              Piszesz, że nie wystarczy usunąć jednego złego nauczyciela? Bardzo możliwe, ale
              nie wiemy jakie miało by skutki doprowadzenie jednej sprawy do końca, bo chyba
              nie miał dotąd miejsca taki przypadek.

              > Powszechność zjawiska i przyzwolenie na nie

              No widzisz, ty też to zauważasz. Przyzwolenie. Tu tkwi sedno problemu. Pisałem
              wcześniej, że wszyscy są zadowoleni, więc nie ma sprawy. Może nie wszyscy, ale
              wyraźnie większość, bo inaczej ten system by się zawalił.

              > Bo szkoła tego nie tylko nie gwarantuje, szkoła ma to "w poważaniu".

              Co to znaczy "szkoła"? Są nauczyciele i uczniowie. Różni. I skąd wiesz, kto ma
              proces przekazywania wiedzy w większym poważaniu?

              > I wiedza o takim stanie rzeczy jest powszechna! Dlaczego ja mam donosić na
              > szarą strefę korepetytorów, skoro w gazetach aż roi się od ich ogoszeń, podają
              > numery kontaktowe i gdyby komukolwiek zależało, żeby to zlikwidować, droga
              > otwarta!

              Może tym, którzy się tym zajmują, nie zależy, bo nikt od nich tego nie
              oczekuje, nie wymaga.

              > Znam wielu nauczycieli, oni sami mówią o szkole źle! Jedni twierdzą, że próby
              > zmiany tego stanu rzeczy to walka z wiatrakami, inni - że już im wszystko
              > jedno, byle od wakacji do wakacji.

              Nie rozumiem. Co nauczycielowi w szkole może stanąć na przeszkodzie, żeby
              dobrze swojego przedmiotu? Dyrektor mu zabroni? Rodzice nie pozwolą? Inni
              nauczyciele?

              > Fakt, że to moje gadanie na forum nic nie zmieni, ale po to jest forum, żeby
              > sobie pogadać. A może są inni, którzy mają już dość?

              A nawet jeśli, to co? Przecież Ty nie wierzysz w to, że można coś zmienić.

              > Ciągle staram się nie popaść w konformizm, choć czuję, że już powoli mnie
              > wciąga. Jeśli więc jako ktoś, kto o sobie mówi, że chce walczyć z patologiami
              > i korupcją, masz jakiś pomysł, włącz się do dyskusji, ale najpierw szerzej
              > rozeznaj problem.

              Zatem wprowadź mnie w ten temat. Na razie podałeś dwa przypadki, w których
              ewidentnie zabrakło konsekwencji i uporu w działaniu. Co to za wytłumaczenie,
              że nie ma sensu starać się o usunięcie nauczyciela, bo to zbyt skomplikowane i
              za długo by trwało. A może jak się jednak zacznie działać, wtedy się ten
              nauczyciel opamięta. Może inni też poczują, że nie są nietykalni?
              Drugi przypadek: dyrektor, który chce mieć święty spokój, bo tylko tak mogę
              tłumaczyć jego zachowanie. On nic nie może? To niech złoży funkcje i ustąpi
              komuś, kto lepiej się będzie z niej wywiązywał. W szkole nie chcą się zająć
              sprawą, więc może trzeba nią zainteresować kuratorium albo miasto, jako organ
              założycielski? Ciekawe, że o tej niekompetentnej nauczycielce nic nie
              przeczytałem w prasie, a taki przypadek warto nagłośnić, jesli jest tak
              ewidentny, jak sugerujesz. Prasa to jednak wciąż jakaś siła nacisku. Wystarczy
              tych pomysłów? Zresztą i tak się pewnie produkuję na próżno.
              • kawka Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 21:13
                Zgadzam się z +ujemnym. Nie teoretycznie, tak jak Roman_j próbuje teoretycznie
                uznać, że nie ma problemu, bo ludzie są do bani i skoro się zgadzają, to
                wszystko jest ok. Nie wiem, czy to tylko sarkazm czy mania wyższości i
                pragnienie, by miec zawsze ostatnie zdanie.
                Plusie, ja też walczyłam ze szkołą. Opowiem jedną batalię sprzed kilku lat,
                kiedy moje dziecko było jeszcze w szkole podstawowej. Polonistka była zupełnie
                niefachowa, myliła imiesłowy z przymiotnikami, a nawet nie znała deklinacji,
                źle uczyła odmiany przez przypadki. Rozmawiałam z dyrekcją, nie uwierzyli mi.
                Pokazałam zeszyt z notatkami, powiedzieli, że dzieciak źle przepisał.
                Poprosiłam o sprawdzenie zeszytów innych uczniów i potwierdziło się. Usłyszałam
                tylko, że: no, no, nikt by się nie spodziewał, taka doświadczona nauczycielka
                (ciekawe, że nikt sie więc nie zorientował, podobno w szkole są jakieś
                hospitacje i wizytacje, cha, cha!). Porozmawiałam z wychowawczynią,
                powiedziała, że ona nic nie może, że to niezreczna sytuacja, bo zna tamtą
                polonistkę od lat. Zmówiłam się z niektórymi rodzicami, powiedziałam, w czym
                problem, że nasze dzieci są okaleczane i nie dostaną się do porządnej szkoły,
                bo nic nie będa umiały. na wywiadówkę zaprosiliśmy dyrektora. Od nowa cała
                sprawa była omawiana, inni dołożyli swoje spostrzeżenia, np. takie, że
                wystarczy tej pani położyć jakies kolorowe pisemko na biurko, a juz przez całą
                lekcję nic nie robi, tylko czyta sobie. Że dzieciaki to wykorzystują. Dyrekcja
                rozłożyła ręce, że jest bezradna i że to nauczyciel mianowany. I tu do ataku
                ruszyli inni rodzice. Wzięli polonistkę w obronę. Jedna z mam powiedziała, z
                wielkim przekąsem, że nie wszystkie dzieci takie zdolne, żeby iśc do
                Małachowianki czy Jagiellonki, a jak idą do zawodówek czy techników to im te
                przypadki nie są potrzebne i przynajmniej się nie stresują. Dyrekcja była
                bardzo, bardzo zadowolona, uznano, że problem sam się rozwiązał i po sprawie. W
                takiej sytuacji nie widziałam sensu walczyć dalej, zwłaszcza że mi sie oberwało
                od wielu, że tylko psuję atmosferę w szkole. Przepisałam moje dziecko do innej
                szkoły. Potem dzwonili do mnie ci rodzice, którzy chcieli też coś zmienić.
                Podobno prosili, żeby przynajmniej dać tej klasie innego nauczyciela.
                Niestety... Ale dyrekcja okazała się wielkoduszna, pozwoliła kilkoro uczniów
                przenieść do innych klas, takich, w której tamta pani nie uczyła polskiego.
                Jaki z tego morał?
                To fajny pomysł, by porozmawiać o takich doświadczeniach. Bywają na forum i
                uczniowie, i rodzice. Proszę, piszcie, tak z własnych obserwacji i praktyki. Bo
                teorie, nawet najsłuszniejsze, nijak się maja do prawdziwych sytuacji z zycia
                wziętych. Może przeczyta to ktoś rozsądny związany ze szkołą, jakiś mądry
                dyrektor, młody, poczatkujący nauczyciel i wyciągnie dobre wnioski. Takie
                forum, mam nadzieję, też może być formą walki z patologią szkoły.
                • ernest_pinch Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 22:12
                  kawka napisała:

                  > To fajny pomysł, by porozmawiać o takich doświadczeniach. Bywają na forum i
                  > uczniowie, i rodzice. Proszę, piszcie, tak z własnych obserwacji i praktyki.

                  No to ja troche od innej strony - dwie sytuacje ;-)
                  sytuacja 1sza; zebranie w przedszkolu, trwa wybor skarbnika, nikt sie nie
                  kwapi. Wiadomo, jaka to fajna "fucha". Wreszcie jakis kolo "przycisniety" przez
                  pozostalych zgadza sie. W przerwie podchodzi do mnie jakis facet i rozpoczyna
                  gadke o "skarbniku": "... niezły cwaniak. zbierze kase od ludzi, wpłaci na
                  lokate i zgarnie procent..." ;) No w tym momencie juz cisnelo mi sie na usta
                  malo parlamentarne slowo i sugestia: czemu sam sie człowieczku nie zgłosiles?
                  Ale niech tam, głupków nie sieją...
                  sytuacja 2ga; zebranie rodzicow uczniow drugiej klasy szk.podst.; wsplopraca na
                  linii rodzice-wychowawca uklada sie wzorowo. Sam jako dziecko mialem
                  doczynienia z nauczycielami jakby to ujac "innej daty" wiec majac odniesienie
                  jestem dla obecnej Pani wychowawczyni corki pelen podziwu. Zebrania sa bardzo
                  starannie przygotowane, az kiedys... Dowiaduje sie ze zostal odsuniety
                  nauczyciel od angielskiego. Powod? Jakis, nazwe to po imieniu ... zadzwonil "w
                  imieniu rodzicow" do kuratorium "ze dzieci sa przymuszane do nauki jezyka".
                  Angielski jest na tym etapie edukacji przedmiotem nadobowiazkowym. Ale, na
                  poczatku roku kazdy deklaruje chec (lub brak checi) aby dziecko uczestniczylo w
                  platnych, nadobowiazkowych zajeciach. Wiec jakie przymuszanie? No i przez
                  jakiegos ... jeszcze raz musze pisac deklaracje.
                  O co tej osobie chodzilo, nie wiem i mnie to nie interesuje, bo mam gdzies
                  urojenia osob głupich. Jednakze mozna wyciagnac wniosek ze: zarowno kuratorium
                  jak i dyrekcja wykazalo zbyt stanowcze dzialanie, jak na moj gust, na bazie
                  jakis "wydumanych" doniesien.
                  Dlatego sadze, ze w poruszanych w postach zagadnieniach kazda sprawe da sie
                  rozwiazac. Nie ma "swietych krów". W swej krotkiej jak dotad (przypominam druga
                  klasa) karierze rodzica bywalca zebran zetknąłem sie z przejawami glupoty po
                  stronie rodzicow.
                  I co ciekawe, ze w takich jednostkowych sprawach "niezadowolonych" zawsze byla
                  reakcja "odgorna".
                  Problem tkwi w tym o czym pisze Roman - trzeba dzialac, a nie narzekac.
                  Oczywiscie dzialac z sensem i w sprawach uzasadnionych. Bo jak slysze jakas
                  mamusie zapodajaca tekst: "... bo skladka na komitet rodzicielski jest
                  nieobowiazkowa..." (czytaj: niepłacmy, bo w SE tak napisali) to sadze ze taka
                  osoba ma delikatnie nazywajac "skromną baze intelektualną".
                  Z wyrazami szacunku dla Wszystkich troskliwych Rodziców i wspaniałych
                  Nauczycieli :-)
                  Ernest Pinch
      • Gość: rec Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.visp.energis.pl 03.11.04, 22:49
        Co do U.S. Romanie ,to bym sobie odpuścił. Co do reszty: święte słowa -jak
        rzekłby ateista.
    • Gość: student PW Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.gazeta.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 00:47
      Niestety ale to jest "patologia" polskich szkół państwowych. Podchodzi się do sprawy "skoro uczeń dostał 1 to znaczy że się nie nauczył...", zato w prywatnych szkołach na to samo patrzy się inaczej "skoro uczeń dostał 1 to znaczy że nauczyciel żle nauczył". Są oczywiście wyjątki, ale sporadyczne. W tym roku ukończyłem społeczne LO, dostałem się na studia tam gdzie chciałem się dostać :-) Dziś studiuję na polibudzie, nawet sobie jakoś radzę, wcale nie odbiegam poziomem umiejętności i ilością wiedzy w porówaniu do absolwentów Jagielonki, Małachowianki i 3LO. W dniu dzisiejszym kiedy porównuję jak wygląda wykład z WSSE (z Edusatu) z Matematyki chociażby a wykładem dok.Adasiewicza to niestety ale PW nie wypada tak dobrze. Wybór jest taki albo męczyć się w znanej-renomowanej szkole i brać korki, albo iść do szkoły prywatnej. Tylko kto mi da po tym pracę?
      pozdr
      • roman_j Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 09:17
        Gość portalu: student PW napisał(a):

        > W dniu dzisiejszym kiedy porównuję jak wygląda wykład z WSSE (z Edusatu) z
        > Matematyki chociażby a wykładem dok.Adasiewicza to niestety ale PW nie wypada
        > tak dobrze.

        Co konkretnie masz na myśli? Ja też miałem wykłady z dr. Adasiewiczem i uważam,
        że były to jedne z najlepiej prowadzonych wykładów na Politechnice. Ale ja
        skończyłem robiłem maturę w klasie o profilu matematycznym. Pamiętam, że na
        pierwszym wykładzie dr Adasiewicz zapytał, ile osób jest po profilu mat.-fiz. i
        podniosły się chyba ze trzy-cztery ręce na około setkę studentów. Doktor
        stwierdził, że ideałem byłoby, gdyby takich osób było na roku 3/4. :-))
        • Gość: vries Re: Nie cierpię szkoły! IP: 212.160.172.* 03.11.04, 09:39
          >Pamiętam, że na pierwszym wykładzie dr Adasiewicz zapytał, ile osób jest po
          >profilu mat.-fiz. i podniosły się chyba ze trzy-cztery ręce na około setkę
          >studentów. Doktor stwierdził, że ideałem byłoby, gdyby takich osób było na
          >roku 3/4. :-))

          No i tu bym się bardzo nie zgodził z Adasiem - moim zdaniem na studiowanie na
          Politechnice powinni przede wszystkim decydować sie absolwenci techników ,czyli
          faceci mający pewna teoretyczną i (ważne!) praktyczną wiedze jak co
          wygląda.Sorry ale pożądny inzynier dedykowany jest do pracy np: na budowie w
          terenie ,a szczerze mówiąc nie znam nikogo kto był by fachowcem kończąc
          wcześniej liceum.Taki gośc może być jedynie teoretykiem - co dysygnuje go
          jedynie do pracy jako wykładowca - lub do kariery naukowej.
          Dlatego 3/4 teoretyków lalusiów po liceum to była by tragedia :)
          • roman_j Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 12:03
            Gość portalu: vries napisał(a):

            > No i tu bym się bardzo nie zgodził z Adasiem - moim zdaniem na studiowanie na
            > Politechnice powinni przede wszystkim decydować sie absolwenci techników,
            > czyli faceci mający pewna teoretyczną i (ważne!) praktyczną wiedze jak co
            > wygląda.

            Z tą wiedzą praktyczną po technikum to różnie bywa. Jedni ją mają, a inni nie.
            Wiem to z własnego doświadczenia. Natomiast to, że ktoś skończył liceum nie
            oznacza przecież, że jest automatycznie niezdolny do przyswojenia sobie wiedzy
            praktycznej.

            > Sorry ale pożądny inzynier dedykowany jest do pracy np: na budowie w
            > terenie, a szczerze mówiąc nie znam nikogo kto był by fachowcem kończąc
            > wcześniej liceum.

            A ja znam bardzo wielu takich. :-))

            > Taki gośc może być jedynie teoretykiem - co dysygnuje go jedynie do pracy
            > jako wykładowca - lub do kariery naukowej.

            Masz bardzo uproszczoną wizję świata. Widzisz tylko jedną stronę medalu.
            Inżynierowie budownictwa pracują nie tylko na budowach, ale także w biurach
            projektów. A tam w przypadku skomplikowanych konstrukcji wielokrotnie potrzebna
            jest wiedza z zakresu teorii konstrukcji. Tej wiedzy nie sposób opanować bez
            znajomości wyższej matematyki. Tutaj wiedza praktyczna z zakresu obsługi
            betoniarki, czy stawiania ścian na niewiele się przydaje. :-))

            > Dlatego 3/4 teoretyków lalusiów po liceum to była by tragedia :)

            Dla kogo tragedia? Dla absolwentów techników? :-))
        • Gość: studnet PW Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.gazeta.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 13:12
          roman_j napisał:

          > Co konkretnie masz na myśli?

          To już jest temat na osobny wątek, który był już zresztą poruszony. Mam to na myśli, że swoją wiedzę mógłby przekazywać nieco bardziej logicznie. Często przeskakuje z materiałem i niemówi co zrobił że mu wyszedł taki a nie inny wynik. Może te wykłady są prowadzone dobrze, ale w niektórych miejscach za szybko, a w innych za wolno. Coś w rodzaju "jednemu starczy jedno słowo, a drugiemu kilka zdań będzie mało"
          pozdrawiam
          • roman_j Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 14:07
            No to widocznie zmieniło się na gorsze. No cóż, ludzie się starzeją. :-))
    • Gość: nauczyciel Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 20:59
      Ja też nie cierpię szkoły!!!!!!!!!!!!!!!
      ....... ale lubię uczyć i lubię Moje Dzieciaki.
      • kawka Re: Nie cierpię szkoły! 03.11.04, 21:29
        :-))) To fajnie, że lubisz uczyć, nauczycielu, twoi koledzy po fachu, ci,
        których znam, najczęściej mówią, że NIE CIERPIĄ SWOJEJ PRACY. I tylko ferie
        oraz wakacje trzymają ich w tym fachu. A dlaczego ty nie lubisz szkoły?
    • Gość: przyjaciel Re: Nie cierpię szkoły! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 22:20
      Ucz sie głąbie
Pełna wersja