Gość: +ujemny
IP: *.class146.petrotel.pl
02.11.04, 22:58
Nie jako uczeń, ale jako rodzic. Uważam, że polska szkoła jest chora, a o
nauczycielach mam jak najgorsze zdanie. I nawet chlubne wyjątki, właśnie z
tej racji, że są wyjątkami, tego zdania nie zmienią. Sam mam dzieci i moi
znajomi, całkiem pokaźne stado, tez dzieciaci. Potomstwo jest w przedziale
wiekowym od gimnazjum do liceum. I szlag mnie trafia, jak słyszę wszędzie:
KOREPETYCJE! Nauczycielka rozmawia z kuzynką i sugeruje: Niech pani da córce
(gimnazjum) korepetycje z tego i tego przedmiotu, bo cała klasa ma problemy!
No to się, do diabła, pytam: a za co dostają pieniadze nauczyciele, że klasa
CAŁA ma problemy?! Mój dzieciak (liceum) - daj na korki z matmy, bo mam
klasówkę i znowu dostanę pałę. Na te korki pół klasy biega, a drugie pół
dokształca się z fizyki i się wymieniają wiedzą. Nauczycielka, kiedy
dzieciaki poprosiły, żeby bardziej zrozumiale tłumaczyła, wrzasnęła: Jak wam
się nie podoba, to NIC nie będę tłumaczyła. I jak wrzasnęła, tak robi. Ja
mogę takich przykładów jeszcze ze 30 podać, ale może i inni się dołączą.
Niech mi ktoś powie, czy jest na to rada? Bo w szkole można tylko usłyszeć,
że ma się tępe dziecko. Cholera, czy w renomowanym płockim liceum jest 30
matołów w jednej klasie? Bo tyle jedynek pani raczyła postawić z klasówki z
chemii...