Gość: biedronka
IP: *.chello.pl
04.11.02, 21:53
Wkurzylam sie. Pod koniec sierpnia kupilam sobie buty za niecale 400 zloty.
Mialam je na sobie trzy razy, bo nie nosze tego typu obowia (czulenka,
obcasik, mieciutka skorka). I po trzecim noszeniu w jednym wyszly mi
gwozdzie, w srodku, w miejscu podeszwy. Zanisolam do reklamacji, byla to
sobota. I tu pierwszy szok: wlascicielka sklepu (!!!) zaproponowala, ze
wpisze w swistku reklamacji date poniedzialkowa "bo ona nie ma czasu ich
wyslac dzis". I tu nie wytrzymalam. Po za tym reklamacja zostanie rozpatrzona
z dniem 9 listopada. Szczescie chcialo, ze wylatuje z kraju na miesiac
wlasnie 8 listopada, i przyznam buty by mi sie przydaly. Pobieglam wiec do
tego sklepu raz jeszcze i pytam sie czy nie moga powiedziec mi w poniedzialek
(dzis) co i jak z moimi butami. Powiedzieli zebym zadzwonila, no i dzwonie
dzis, a oni ze nie mieli czasu dowiedziec sie u rzeczoznawcy, no i jak chce
to moge jeszcze raz zadzwonic jutro.
Ale to nie koniec, wlascicielka mi powiedziala na zakonczenie, ze rozumiala
by ze sie niecierpliwie, gdyby to byly kozaki, a to przeciez czulenka, a juz
jest zimno.
Jutro ide kupic inne buty, nie w tym sklepie na Kolegialnej. Zaczynam
rozumiec dlaczego ludzie z Plocka jezdza na zakupy do innych miast.
A tym czasem potrzebuje sandalek, bo w Azji piekna pogoda.
Niech swieci slonce niezyczliwym ludziom tez.
Bo zachowanie tej pani to dla mnie niezyczliwosc.
pa pa