Gość: henio
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.02.06, 09:03
Polską opinię publiczną bulwersuje sprawa funkcjonariuszy stalinowskiego
aparatu represji, którzy mimo ciążących na nich zarzutów popełnienia zbrodni
przeciwko ludzkości, uporczywie ukrywają się przed wymiarem sprawiedliwości.
Za to od lat hojnie finansowani są przez polskiego podatnika...
Najgłośniejsze przypadki wiążą się z nazwiskami przebywającej w Wielkiej
Brytanii Heleny Wolińskiej-Brus, byłej prokurator wojskowej PRL
(odpowiedzialnej za zbrodnie sądowe, m.in. za zamordowanie gen. Augusta
Fieldorfa-Nila, Wolińskiej wstrzymano niedawno wypłacanie 1500 zł emerytury)
oraz Salomona Morela, byłego komendanta obozów w Świętochłowicach-Zgodzie i
Jaworznie, na którym ciąży odpowiedzialność za śmierć co najmniej 1,5 tys.
osób.
Przebywający od 1993 r. w Izraelu Morel, odszedł ze służby w więziennictwie w
stopniu pułkownika. Po dziś dzień pobiera uposażenie w wysokości blisko 5 000
zł. O podobnych emeryturach nie mogą nawet marzyć dawni stalinowscy
więźniowie polityczni, w wolnej Polsce często wegetujący za kilkaset złotych
miesięcznie.
Kim jest Salomon Morel?
„Ja Morel Salomon, syn Chaima i Chany, urodziłem się we wsi Garbów, pow.
Puławy, woj. Lublin w dniu 15 listopada 1919 r.” – czytamy w jego życiorysie.
W wieku lat 14, po ukończeniu szkoły w podstawowej, Salomon wraz z trzema
braćmi pracuje w należącej do ojca piekarni. Czasowo przebywa u ciotki w
Łodzi, gdzie zatrudniony jest w firmie konfekcyjnej.
W 1939 r. wraca do Garbowa. W kwietniu 1942 r. rodzina Morelów zostaje
wysiedlona. W grudniu tego roku niemal wszyscy członkowie rodziny giną
rozstrzelani w obławie zorganizowanej na rozkaz Niemców przez granatową
policję. Salomon, któremu wraz z bratem Izaakiem udaje się umknąć, ukrywa się
u rodziny Józefa Tkaczyka, odznaczonego za to po wojnie medalem „Sprawiedliwy
Wśród Narodów Świata”.
W tym czasie bracia Morelowie zakładają – jak napisał Salomon w swoim
życiorysie – oddział partyzancki. W rzeczywistości – bandę trudniącą się
rabunkiem i rozbojami, która zostaje ostatecznie rozbita przez oddział
Gwardii Ludowej. Wcielony do komunistycznej partyzantki czeka na wkroczenie
Armii Czerwonej. Po „wyzwoleniu” wraz z grupą żydowskich partyzantów osiedla
się w Lublinie, gdzie wszyscy wkrótce znajdują zatrudnienie w organach
powstającej milicji i UB.
Morel zostaje strażnikiem w przejętym przez Sowietów po gestapo więzieniu na
lubelskim Zamku, gdzie przetrzymywani są, torturowani i zabijani żołnierze
Armii Krajowej i innych formacji Państwa Podziemnego. Od grudnia 1944 do
połowy lutego 1945 Salomon Morel pełni służbę w więzieniu w Tarnobrzegu, skąd
trafia na Górny Śląsk.
W wieku 26 lat zostaje naczelnikiem obozu Świętochłowice-Zgoda.
„Polski obóz koncentracyjny”
Do przejętego po Niemcach, otoczonego drutem kolczastym pod napięciem obozu
stanowiącego do niedawna filię KL Auschwitz-Birkenau trafiają Niemcy oraz
obywatele polscy, którzy podpisując volkslistę zgłosili swą przynależność do
narodowości niemieckiej. Trafiają tam także wszystkie osoby żywiące wrogi
stosunek do nowego porządku, czytaj: ci, których za takowych uznają organa
NKWD oraz ich pomocnicy. Bezwzględną przyczyną umieszczenia w obozie jest d o
m n i e m a n i e, często oparte jedynie na donosach i przypuszczeniach, o
przynależności podejrzanego do partii bądź innej organizacji nazistowskiej.
W tym do organizacji młodzieżowych, takich jak ”Hitler Jugend” i „Bund
Deutsche Mädel” (Związek Niemieckich Dziewcząt). O zatrzymaniu i osadzeniu w
obozie decydują na zasadzie uznaniowej funkcjonariusze UB i MO. W warunkach
tworzenia w „wyzwolonej” Polsce zrębów demokracji ludowej nikt nie zawraca
sobie głowy jakimikolwiek procedurami prawnymi, w rodzaju orzeczeń organów
sądowo-prokuratorskich.
W rezultacie poza rzeczywistymi nazistami do zarządzanego przez Morela obozu
koncentracyjnego trafiają Bogu ducha winni Ślązacy, w tym także kobiety i
dzieci, a nawet obywatele takich państw, jak Holandia, Francja i
Szwajcaria... Zgodnie z ustaleniami historyków i prokuratorów, w okresie
ponad dziesięciu miesięcy funkcjonowania obozu Świętochłowice-Zgoda
przewinęło się przezeń około 3000-3500 osób. Do końca listopada 1945 r.
zmarło co najmniej 1600 z nich.
Surowa ręka sprawiedliwości ludowej
Podstawową przyczyną śmierci więźniów były fatalne warunki sanitarne oraz
głód. Dzienne wyżywienie składało się ze 125 gramów chleba, kawy zbożowej
oraz rzadkiej zupy z buraków pastewnych. Niebagatelną rolę odegrały również
wdrażane przez komendanta i jego podkomendnych sadystyczne praktyki.
Świadkowie przesłuchiwani w trakcie procesu wytoczonego Morelowi na początku
lat 90. podawali dziesiątki przypadków wymyślnego, osobistego znęcania się
Morela nad więźniami.
Komendant lubił m.in. stosować bicie kolbą pistoletu, pałką, nogą od
taboretu. Zmuszał więźniów – np. ojca i syna – do wzajemnego bicia się
pejczem, a gdy nie chcieli wykonać rozkazu, byli za to katowani. Więźniów
zmuszano do wynoszenia pojemników z odchodami w zębach, a gdy niesiony
pojemnik upadł, więźnia bito i wybijano mu zęby. Za drobne lub urojone
przewinienia kierowano do karceru, gdzie trzeba było stać w sięgającej piersi
zimnej wodzie.
Niejednokrotnie zmuszano więźniów do kilkudziesięciogodzinnych apeli, w
trakcie których pozostawali bez jedzenia i picia. W rezultacie wielu z nich
wybierało samobójstwo rzucając się na druty. W Świętochłowicach-Zgodzie
panowały bardzo złe warunki sanitarne. Więźniowie mieli na sobie ubrania, w
jakich znaleźli się w obozie tuż po aresztowaniu. Na jednej pryczy spały po
trzy osoby, a potrzeby fizjologiczne załatwiano zbiorowo i wyłącznie na
rozkaz.
Dlatego też wkrótce wybuchły epidemie tyfusu i czerwonki. Komendant Morel
wykorzystał sytuację, jako „naturalne” rozwiązanie problemu przeludnienia. W
szczytowym okresie epidemii, który przypadł na lipiec i sierpień 1945
umierało dziennie po 20-30 osób. Nagie ciała anonimowo grzebano w zbiorowych
mogiłach, które następnie zrównywano z ziemią. Kiedy wieść o sytuacji w
Świętochłowicach-Zgodzie zaczęła się roznosić, Ministerstwo Bezpieczeństwa
Publicznego przysłało komisję lekarską, celem zbadania na miejscu stanu
spraw.
W rezultacie komendanta Morela uznano winnym niedostatecznego wywiązywania
się z obowiązków. I wymierzono karę...trzech dni aresztu domowego.
Reedukacja wrogich elementów
W 1950 r. w uznaniu kompetencji, ludowe państwo powierza Morelowi
odpowiedzialność za kolejną ważną placówkę. Tym razem jest nią poniemiecki
obóz w Jaworznie, na bazie którego zorganizowane zostaje Więzienie
Progresywne dla Młodocianych Przestępców. Do owego ośrodka reedukacji trafia
młodzież z „organizacji antykomunistycznych”.
W praktyce - harcerze, autorzy ulotek rozprowadzanych wśród szkolnych kolegów
itp. wrogowie Polski ludowej. Jeden z nich, Mieczysław Pawłowski, tak
wspomina przyjazd do Jaworzna: „Kiedy przyszliśmy do obozu Morel stanął w
rozkroku jak gestapowiec i zapytał nas za co siedzimy. Jeden z kolegów
odpowiedział, że za działalność polityczną. Morel wydarł się: „Polityczni to
byli przed wojną, wy jesteście bandytami”.
Zasady i cele resocjalizacji stosowanej wobec młodocianych „zbrodniarzy” nie
pozostawiały złudzeń. Sam komendant bez ogródek tak opisywał przyszłość
czekającą tych kilkunastolatków: „Tu zdechniecie. Ja osobiście dopilnuję,
żebyście zdychali na suchoty. Na dowód tego, ze mówię prawdę przeczytam kilka
nazwisk z tego transportu. Te osoby prosto z tego miejsca pójdą do bunkra na
14 dni”.
Przełożeni byli bardzo zadowoleni z osiągnięć Salomona Morela, a jego kariera
rozwijała się bez przeszkód. Mimo trzech przypadków ukarania naganą i
(trzydniowym) aresztem domowym, Morel cieszył się w