W PO trzeba płacić za miejsca na listach wybor. ?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.06, 14:24
PAP 09-08-2006, ostatnia aktualizacja 09-08-2006 13:51

Szefowa warszawskiej PO Małgorzata Kidawa- Błońska zaprzeczyła informacjom,
jakoby działacze tej partii mieli płacić za miejsca na listach samorządowych
w Warszawie. Współfinansowanie kampanii przez startujących może będzie, ale w
formie dobrowolnych darowizn - zastrzega Kidawa-Błońska. O sprawie pisze
dzisiejsza ''Gazeta Wyborcza''.
Informacje o tym, że Platforma zamierza pobierać opłaty od działaczy, którzy
chcą startować z jej list w jesiennych wyborach do samorządów, podała
środowa "Gazeta Wyborcza". Według dziennika, istnieje nieoficjalny cennik,
zgodnie z którym kandydat PO do Rady Warszawy za pierwsze miejsce na liście
zapłaci najpewniej 7 tys. zł, za drugie - 5 tys. zł. Jak pisze "GW", do rad
dzielnic pierwsze miejsce ma kosztować 5 tys. zł, a drugie - 3,5 tys. zł.
"Takiej decyzji nie ma. Dyskutujemy o różnych sposobach sfinansowania
kampanii wyborczej, ale takie rozwiązanie nie jest nawet przedmiotem tej
dyskusji" - powiedziała w środę PAP Kidawa- Błońska.
Natomiast - tłumaczy szefowa warszawskiej PO - rozważane jest zaproponowanie
działaczom wpłacania darowizn. Jak wyjaśniła Kidawa- Błońska, taka wpłata
byłaby dobrowolna i nie miałaby wpływu na miejsce na liście "darczyńcy".
"Kolejność na listach warunkuje jakość kandydata. Tak też pozostanie" -
podkreśliła Kidawa-Błońska. "Są naprawdę świetne i cenne osoby, których nie
stać na płacenie, a my nie chcemy takich osób stracić" - dodała.
Kidawa-Błońska zapowiedziała, że decyzja o wprowadzeniu darowizn zapadnie do
15 sierpnia.

Tusk: Współfinansowanie kampanii jest zasadą zdrową

Z kolei szef PO Donald Tusk podkreślił w rozmowie z PAP, że samorządowa
kampania wyborcza oznacza gigantyczne koszty, bo kandyduje kilkadziesiąt
tysięcy osób.
"Zasada, że kandydaci współfinansują kampanię jest zasadą zdrową" - uważa
Tusk. Szef Platformy przypomniał, że przepisy nakładają limit wydatków na
kampanię. Według niego, jeśli na poziomie regionalnym ustalane jest, w jakim
stopniu kandydat ma współfinansować kampanię, to służy to dyscyplinowaniu
wydatków.
Tusk ocenił też, że w interesie wszystkich kandydatów na radnych w Warszawie
jest możliwie dobry wynik Hanny Gronkiewicz-Waltz, bo -
jak powiedział - każdy kandydat na prezydenta jest też lokomotywą listy na
radnych. Dlatego - dodał szef PO - musi być współodpowiedzialność
organizacyjna i finansowa.
Według Tuska, w kampanii prezydenckiej w Warszawie prawdopodobnie zostaną
wyczerpane limity, czyli główni kandydaci będą mogli wydać około 500 tys.
zł. "Nikt nie oczekuje, że Hanna Gronkiewicz- Waltz zgromadzi wśród swoich
znajomych 0,5 mln zł. To musi być wspólny wysiłek tych, którzy kandydują" -
uważa szef Platformy.
Jego zdaniem, uczciwe postawienie sprawy to: "kandydujesz z najwyższego
miejsca, masz i szansę, i poważną odpowiedzialność, i powinieneś w
umiarkowanym stopniu uczestniczyć także w finansowaniu kampanii".
Lider PO zastrzegł, że jeśli będzie gdzieś dobry kandydat, który nie będzie
miał jednak pieniędzy na współfinansowanie kampanii, to jeśli władze partii
uznają, że "jest to w interesie Platformy i w interesie miejscowego
samorządu", to takie osoby otrzymają pomoc.
    • Gość: ANKA Re: W PO trzeba płacić za miejsca na listach wybo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.06, 15:01
      Wcale się nie dziwię, przeciez to partia złodziejowata.
    • Gość: ares Re: W PO trzeba płacić za miejsca na listach wybo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.06, 08:46
      gdyby mi duża kasę dawali i tak bym z listy PO nie kandydował
      wolalbym zginąć niz splamić swój honor,
Pełna wersja